Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Trzej królowie basketu…

… czyli ponownie odwiedzamy Mrówę, Diabła i spółkę; wpadniemy do Węglowego nakręcić koniunkturę, najeść się szaszłykiem oraz giętą, a przy okazji – co oczywista – obejrzymy mecz (o nim za chwilę).

Jak każde dziecko wie (no, może przy dzisiejszej popularności koszykówki, to nie każde) w niedzielę startują półfinały PlayOff Dominet Bank Ekstraligi. Na początek starcie tytanów w derbach Dolnego Śląska, czyli Turów Zgorzelec podejmuje nasz ukochany Śląsk Wrocław. Mecze w niedzielę (18:00) i we wtorek (18:30), ten pierwszy będzie można obejrzeć w Polsacie Sport.

Ogłoszenie o wyjeździe

A będzie komu oglądać, bowiem zainteresowanie meczem jest ogromne, a niestety, ale hala w Zgorzelcu przy ulicy Maratońskiej nie należy do specjalnie dużych obiektów – wg oficjalnych danych hala mieści ok 1700 widzów, więc o bilety – szczególnie dla gości – jest ciężko. Tym razem dostaliśmy 70 wejściówek (to mniej niż ustawowe 5%, ale i tak więcej niż zwykle, gdzie dostawaliśmy zawsze ledwie 50 biletów) i przynajmniej na niedzielę wszystkie rozeszły się jak ciepłe bułeczki.

Z tego miejsca chciałbym podziękować życzliwym z “Faktu”, którzy bez proszenia umieścili na swoich łamach informację o organizowanym wyjeździe do przygranicznego miasta. Nigdy bym się nie spodziewał, że będę za coś dziękował temu tabloidowi.

To zainteresowanie wyjazdem cieszy, a zarazem zaskakuje – w bieżącym sezonie mieliśmy problemy, żeby skompletować jakieś konkretne ekipy na wyjazd i często kończyło się na wycieczce w 10-15 osób (Świecie, Warszawa, Sopot). Okazuje się jednak, że odrobina propagandy w połączeniu z niezłą grą “Wojskowych” i… do Ostrowa zmuszeni byliśmy udać się na przedsprzedaż, bowiem zabrakło nam 30-tu biletów na pierwszy mecz. I to zerwali się kibice uważani za największych “kibiców sukcesu”, po przegraniu pierwszego spotkania we Wrocławiu, wybierając się do jaskini lwa, gdzie wygrał w tym sezonie tylko Turów i to po dogrywce! Imponujące! Naprawdę.

To już jednak za nami. Pora na Turów. Co nas czeka? Może jakaś wróżka coś powie, bo tu się zgadzam ze znanym polskim blogerem i scoutem – stingerem: możliwe jest zarówno 4:1, jak i 1:4. Dużo zależy od zdrowia Davida Logana (odkrywcze, co nie?) oraz kolanek Torella Martina. O słynne już chcenie i niechcenie Rashida Atkinsa jestem spokojny, podobnie jak o brak fochów u Jareda Homana, który od Meczu Gwiazd prezentuje chyba najrówniejszą, a co najważniejsze, wysoką formę.

Niezależnie jednak od zdrowia amerykańskiego superstrzelca Turowa, to zgorzelczanie są faworytami tej rywalizacji, a Śląsk musi się głowić, żeby jakoś zniwelować przewagi Turowa, a wykorzystać swoje na tyle, by ugrać cztery zwycięstwa dające awans do upragnionego finału.

A propos finału. W okresie kiedy Andrzej Adamek był pierwszym trenerem (to ten taki krótki moment między trenejrowaniem Furiozo, a rządami Rimasa), właściciel Śląska, pan Siemiński, powiedział w wywiadzie, że celem tego zespołu jest gra w finale i trener ma ten cel osiągnąć. Ciekawym bardzo, czy coś się w tej kwestii od tamtego czasu zmieniło?

Polowanie na Tura

Czy Turów jest w zasięgu możliwości Śląska? Moim zdaniem tak. Mamy w zasadzie wszystko, co potrzeba, by pokonać Turów w serii. Silną deskę, świetnego PG (powiadają, że najlepszy w lidze), dobrą, zespołową obronę, strzelca (Torell), długą ławkę (granie w serii), wystarczającą ilość solidnych kandydatów na czarnego konia meczu (Chanas, Didi, Giedra, Dywan) i trenera, który ten zespół czuje, dobrze nad nim panuje i świetnie wykorzystuje jego atuty.

Czy to wystarczy? Zapraszam do hal, a tych, którzy nie mogą przed telewizory, żeby przekonać się na własne oczy jak będzie – a będzie ciekawie – to pewne!

0 Responses to “Trzej królowie basketu…”


  1. No Comments

Leave a Reply