Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for April, 2009

O dyscyplinie słów kilka

Kilka miesięcy temu Radek Hyży zjechał warsztat trenerski Rimasa Kurtinaitisa, co zaowocowało moją ripostą na temat warsztatu koszykarskiego rudowłosego zawodnika. Rimas przygotował jednak dużo lepszą ripostę prowadząc Lietuvos m.in. do zwycięstwa w EuroCup. O ripoście Rimasa możecie poczytać na blogu 3 sekundy.

Ode mnie słów kilka komentarza. Wciąż mam żywo w pamięci wyryte słowa trenera Kurtinaitisa, który na treningu z pretensjami do zawodników w trakcie jakiegoś ćwiczenia powiedział mniej więcej tak: “być może problem Polaków, nie wiem, może nie wszystkich, polega na tym, że wy nie słuchacie co trener do was mówi?!”. Rimas sprawiał wrażenie człowieka, dla którego dyscyplina to coś normalnego. Jest hierarchia – jest zawodnik, jest trener, każdy ma swoje miejsce, ten pierwszy słucha tego drugiego. Jak to wygląda w Polsce wszyscy wiemy. Być może stąd się bierze sukces Andreja Urlepa, że wprowadzał do drużyny terror i miał dzięki temu absolutny posłuch, bo każdy bał się wychylić?

Być może wyśmiewając trenerski warsztat Radek miał na myśli umiejętność podporządkowania sobie zawodników? Rimas praktycznie nie krzyczał, nie unosił gniewem. Pomimo tego, będąc drugim trenerem na niedawnych Igrzyskach Olimpijskich, potrafił wzbudzić u podopiecznych wielką uwagę na tym co do nich mówi. Przypominam – będąc drugim trenerem!

Wiele osób ma pretensje, że w Polsce trenerzy juniorów głównie wydzierają się na młodych podopiecznych podczas spotkań, czy treningów. Pytanie tylko, czy nasz naród dorósł do bardziej wyrafiniowanych metod komunikacji między zawodnikami, a trenerem?

Klimat małych miasteczek

Ostrów ma problemy – PLK do spółki z pzkoszem grożą palcem, że nie dopuszczą Stalówki do nowego sezonu w PLK, jeśli nie ruszy kwestia budowy nowej hali. Bo, że hala przy Kusocińskiego do profesjonalnych rozgrywek się nie nadaje, to wie każdy miłośnik koszykówki w Polsce. Juniorzy Śląska po jakimś turnieju w Ostrowie byli pełni podziwu dla “gwiazd” pokroju Atkinsa, że w ogóle zgodzili się grać w takich warunkach – parkiet za mały, szatnie śmiech na sali, prysznice bez końcówek, smród i masa innych drobiazgów, które śmieszą – żeby wymienić choćby kasy biletowe, które dla nas były szokiem. Chociaż określenie “kasy biletowej” jest mocno na wyrost – to po prostu zwykły kiosk przed halą, w którym siedzi dziadzio i prowadzi sprzedaż biletów.

Konfrontując powyższe z wypowiedzią oburzonego prezydenta Ostrowa “przez 11 lat gry w ekstraklasie nasza sala nikomu nie przeszkadzała”, śmiech mnie ogarnia. Ciekawe, czy pan prezydent zdaje sobie sprawę, że nie tylko parkiet w hali jest za mały, ale również pojemność tego obiektu. Minimum PLK to 1500 osób, których w Ostrowie na pewno się nie wepchnie.

Z jednej strony cieszy, że liga walczy z takimi przeżytkami. Jeśli liga ma być kiedyś naprawdę profesjonalna, to trzeba poprawić wszytkie elementy – z obiektami na czele. Z drugiej strony jakoś smutno się robi mimo wszystko. Nie dane mi było poczuć nigdy klimatu włocławskiego kurnika, a wszyscy są zgodni, że w Hali Misiów tego klimatu już nie ma. Prawdopodobnie identycznie będzie z Ostrowem – o ile nowa hala kiedyś powstanie. Nikt z nas nie wątpi, że przy Kusocińskiego jest specyficznie. Cała otoczka, wiejski klimat dokoła hali, ścisk w środku, niezgodna z zasadami bezpieczeństwa budowa hali, niski dach, który wzmaga siłę gardeł oraz, a może przede wszytkim liczne wspomnienia z wyjazdów do Ostrowa – te wszystkie elementy sprawiają, że hala Stali jest również dla nas na swój sposób wyjątkowa. I jeśli Stal przeniesie się kiedyś do nowego obiektu, to za Kusocińskiego będziemy tęsknić.

Chyba żadne zwycięstwa w ostatnich latach nie smakowały tak cudownie, jak te przed rokiem w ćwierćfinałach w Ostrowie.