Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for September, 2009

Szybszy start

Jak informuje  slask.polskikosz nastąpiła zmiana w terminarzu rozgrywek II ligi – Śląsk rozpocznie rozgrywki jednak 3 października meczem wyjazdowym z Basketem Pleszew. Później 7. wspominany już Puchar Polski w Kosynierce, a 10. października derby u nas z KKS Siechnice.

Errata

Troszkę się zapędziłem w poprzednim wpisie mówiąc, że dla Śląska sezon 2009/10 rozpoczyna się 10. października. Wcześniej wrocławianie zagrają w Pucharze Polski – 7. października w Kosynierce przeciwko Doralowi Nysie Kłodzko.

Za zwrócenie uwagi dziękuję E.

Teraz Kurwa My!

Za nami dwie bezowocne propagandowe akcje “promujące” koszykówkę – “reaktywacja” Śląska schowała się w cieniu (strona projektu notuje obecnie poniżej 100 odwiedzin dziennie), szumnie zapowiedziany inwestor również. Co z tego wyniknie – nie wiadomo, pozostaje czekać. W tak zwanym między czasie rozegrano w Polsce Eurobasket. Rozegrano to chyba najlepsze określenie na to, jaki szum wywołała w naszym kraju ta impreza. Świetnie podsumowali to znani blogerzy z supergiganta – zaczynając od artykułu “Z – jak zmarnowany potencjał“, który po chwili przerodził się w mini dyskusję. Warto przeczytać całość.

Tymczasem za dwa tygodnie start nowego sezonu. Nie w PLK, ale w II lidze. Śląsk rozpoczyna od pauzy, by zainaugurować swoje występy 10. października (sobota – rezerwować sobie już czas Panowie i Panie!!) w “Kosynierce“, meczem drugiej kolejki przeciwko AZS Radex Szczecin. Teraz nasza kolej na propagandę.

Jestem ciekaw wielu rzeczy. Czy najgłośniejsi  “reaktywatorzy”, rozwodzący się na forach i listach dyskusyjnych, ile to Śląsk dla nich znaczy, uraczą Kosynierkę swoimi skromnymi osobami? Czy my sami nie damy dupy jak rok temu i zbierzemy niedobitki tych, którzy jeszcze nie tak dawno bez zająknięcia śpiewali “aż po życia kres” i wspólnie zorganizujemy przynajmniej taki doping jak na Mistrzostwach Juniorów Starszych? W końcu, jak mawiają Anglicy, at last, but not least – gdzie zobaczymy więcej wrocławian – w Orbicie na pucharowych meczach Turowa, czy w Kosynierce?

Nie mogę doczekać się, by poznać odpowiedzi na te i inne pytania.

Koncert orkiestry dętej

Kiedy pojawiła się informacja, że we wrocławskiej Hali Stulecia/Ludowej rozegrane zostaną grupowe spotkania reprezentacji Polski w ramach Mistrzostw Europy podskoczyłem z radości i z miejsca zająłem się wyszukiwaniem informacji o biletach.

Czas płynął, informacji nie było, a kibice – ci, którzy na mecze nie chodzą jak do teatru – postanowili, że spróbują się zorganizować. Padł pomysł, by zająć balkon, zorganizować świetny doping, tak by liczna reprezentacja Litwy, czy Turcji nie zakrzyczała nas we własnej hali. Kilka telefonów do ludzi zaangażowanych w organizację mistrzostw, prób organizacyjnych – wszystko odbijało się jak od ściany. Nawet nie spotkało się to z żadną odmową, po prostu… każdy zbywał nas krótkim “ja nic nie wiem”, albo brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi.

Bilety rozeszły się szybciej niż kibicowska brać zdążyła się zdecydować na zakupy. Zresztą – nadspodziewanie szybko patrząc na marketing wokół mistrzostw, a raczej jego brak. Na dobrą sprawę – gdyby nie Gortat w finałach NBA, to by marketingu nie było w ogóle. Dość powiedzieć, że we Wrocławiu urzędnicy zarządzili remont wodociągu koło Hali nie wiedząc, że lada dzień przetoczy się tam kilka tysięcy ludzi, a w Warszawie zachodni dziennikarze z żalem mówią o fatalnej organizacji i zerowego echa wokół ME w stolicy kraju.

Tymczasem podczas samego spotkania Biało-Czerwonych, zamiast fanatycznego dopingu, mieliśmy koncert na kilka tysięcy trąbek i pokrzykującego spikera, który drażnił chyba każdego. Relacje naocznych świadków tego spektaklu wspominają o kompletnej mizerii na trybunach – gdyby nie trąbki i spiker, w tv słychać by było pisk butów, dźwięk odbijającej się od parkietu piłki oraz chrupanie popcornu.

Tymczasem leśne, prlowskie dziady jak Ludwiczuk i Wierzbowski rozpływają się nad wspaniałą atmosferą, świetną organizacją, wspaniałymi gwiazdami basketu, które zjechały do Polski i aż pęcznieją z dumy.

W najbliższych latach żadnych koszykarskich mistrzostw w Polsce już nie doświadczymy. Za trzy lata piłkarskie święto. Skoro zmarnowano na całej linii najlepsze pod słońcem okoliczności do promocji koszykówki w Polsce, to ciekawe, jak wspomniani “prezesi” poradzą sobie w okresie kiedy cała Polska będzie mówić tylko o jednym – Euro 2012.