Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Po turnieju, czyli piękne chwile i rozczarowania

Sezon się zbliża, turniej o Puchar Śląska się skończył, więc czas coś napisać. Dziś, o tym drugim, czyli – “Turniej o Puchar Śląska” okiem kibica.

Turniej miał być czymś wyjątkowym, miał wpłynąć na potencjalnych sponsorów, aby Ci ‘wyłożyli kasę na “awans” (czyli, dziką kartę, której cały czas nie popieram) do ekstraklasy’, miał poruszyć kibiców, obudzić w nich piękne wspomnienia. Będąc inwestorem poważnie zastanowiłbym się nad sponsorowaniem reaktywacji zespołu koszykarskiego, w kraju, w którym większą furorę robią ‘walki’ byłego strongman’a tańczącego, śpiewającego i wyskakującego z lodówki… Jestem kibicem, więc jednak skupię się na odczuciach jakie wywarł na mnie ten turniej.

Pierwsze zaskoczenie – prawie pełna hala Orbita. Pierwsze rozczarowanie – uPOlitycznienie turnieju (w końcu zbliżają się wybory, więc mogliśmy się tego spodziewać). Najlepsze jest to, że sami organizatorzy dowiedzieli się o uPOlitycznieniu otwarcia na około 15min przed jego rozpoczęciem.  Rozwinięcie mistrzowskich flag wyglądało cudownie! Filmik zaprezentowany na telebimie, który przedstawiał m.in. pamiętny rzut Krzykały, z pewnością poruszył niejedną osobę. Na tym w sumie można by skończyć opisywać turniej, ja jednak odniosę się jeszcze do ‘dopingu’. Nie wiem czy użyłem dobrego słowa, bo czy dopingiem można nazwać skandowanie pieśni Śląska, gdy tego nie ma na boisku? My, Kosynierzy podjęliśmy się tego i spróbowaliśmy rozruszać resztę osób zebranych w Orbicie. Z jakim skutkiem? Według mnie co najwyżej dostatecznym. Nie winię tu tylko nas, choć można powiedzieć, że było nas za mało, że niektórzy woleli spożywać napoje wyskokowe zagryzając giętą (12 zl – “kpina i obraza majestatu”) z pobliskiego ogródka grillowego. Najgorsze w moim odczuciu było niezdecydowanie się hali. Raz chcieli klaskać i coś śpiewać, raz nie. Może mam zbyt duże wymagania… Druga liga jednak zmienia moje podejście do dopingu tam ludziom chęci odmówić nie można, tutaj niestety tak.

Najsmutniejszym akcentem była wypowiedź osoby, która niegdyś była bardzo związana ze Śląskiem, na turniej osobnik przyszedł przyodziany w szalik i koszulkę, jednak podczas luźnej konwersacji, zapytany: “Gdyby WKK Wrocław grało w Ekstraklasie, a Śląsk nie, to co byś zrobił?”, odpowiedział: “Dopingowałbym WKK, ja kibicuje miastu, dla mnie nie ważny jest klub”. Komentarz według mnie zbędny, niech każdy zastanowi się, co by zrobił, gdyby taka sytuacja miała miejsce, bo może okaże się, że nie warto walczyć o tradycje jaką jest Śląsk.

Turniej jako widowisko do oglądnięcia z pewnością mógł się podobać. Drużyny silnie, organizacja turnieju dobra, ceny biletów również odpowiednie. Turniej pod względem kibicowskim moich oczekiwań nie spełnił. Gdyby nie mała garstka fanatyków wspierana momentami przez całą halę Orbita, czułbym się jak na “Meczu Gwiazd”, czy innym “Pojedynku Gigantów”, a tak pozostaną jakieś wspomnienia, lepsze czy gorsze, ale pozostaną…

PS. Już w sobotę, o godzinie 17:00, pierwszy mecz sezonu. Wojskowi zmierzą się z AZSem Poznań. Więcej o sezonie 2010/2011 już jutro.

2 Responses to “Po turnieju, czyli piękne chwile i rozczarowania”


  1. 1 Kania

    A ja tam sie wcale nie dziwie, ze turniej wygladal tak jak wygladal. Jesli w ostatnich sezonach Slaska w najwyzszej klasie rozgrywek trudno nam bylo rozruszac czasem publicznosc, a ta po degradacji po prostu przestala chodzic na mecze Slaska, to co dopiero mowic o dopingu na turnieju gdzie naszej druzyny nie ma. Z racji emigracji nie bylo mnie na Pucharze, ale doklaadnie wiedzialem, ze bardziej lub mniej puchar ten bedzie przypominal wspomnanie przezc Ciebie Mecze Gwiazd czy tam inne wymysly.

    Pieprzyc dzika karte! Zdzieramy gardla w Kosynierce!

  2. 2 Kania

    Sorry za brak polskich liter. Sam sobie niemieckiej klawiatury nie wybieralem :|

Leave a Reply