Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for October, 2010

PR majster, czyli równi i równiejsi

Rafał Dutkiewicz, miłościwie nam panujący na wrocławskim gruncie, to człowiek nieprawdopodobny. Wybrany z rekordowym rezultatem, ukochany przez lud, niemal stuprocentowy pewniak na kolejną kadencję i – kto wie – może kiedyś na prezydenta całego narodu.

Mistrz kreowania wizerunku, zupełne przeciwieństwo postaci takich jak Kaczyński, Schetyna, że o grabarzu nie wspomnę. Człowiek, który nie żałuje na pomniki swoich rządów (i długi, które będą spłacać następcy), ale na Śląsk, dla garstki zapaleńców, wyłuskać grosza już nie potrafił… W przeciwieństwie do żużlowców, dla których znalazło się w skarpecie pod poduszką prezydenta 750 tys. Zupełnie nagle i bez wyraźnego powodu.

A nie, przepraszam.  Wybory idą. Jednym z głównych kontrargumentów rywali wielkiego Rafała jest sport, a raczej jego brak – winnym oczywiście Dutkiewicz, a ewentualni następcy ten błąd oczywiście szybko naprawią. Rafał się teraz będzie bronił, i hojnie sypał z rękawa. Szkoda, że sezon koszykarski tak wcześnie się zaczął, pewnie nagle by się coś i dla nas znalazło.

Tak naprawdę to wszyscy jesteście chuja warci.

Mądry wódz, tylko po złej stronie

Sports.pl opublikował wywiad z właścicielem WKK Wrocław, bardzo ciekawy dla nas, choćby ze względu na wzmiankę o Śląsku i ewentualnej… fuzji, której wielu z nas się obawia.

Dzisiaj jednak nie będzie o obawach o przyszłość, ale o wściekłości za przeszłość…

Obserwując to wszystko, zdecydowałem się na budowę profesjonalnego klubu od podstaw. Koszykówka od lat jest moją pasją. Nie ma jednak w mojej strategii dróg na skróty, kupowania sukcesu. Wierzę w pracę organiczną.

Od dwóch lat wmawia nam się, że budowanie klubu od podstaw to szaleństwo, marnowanie pieniędzy i nikt na to nie pójdzie. P. Koelner udowadnia, że nie tylko można, ale nawet droga taka może zrodzić szybki sukces i wielkie perspektywy na przyszłość. Czytając słowa tego wywiadu żałuję, że Koelner nie siedzi u sterów Śląska… i boję się o to, co nam przyniesie przyszłość.

Można? Można!

Piłkarze wyrównali w doliczonym czasie gry, koszykarze pokonali wyżej notowanego rywala, a juniorzy ograli rówieśników w papieskim pucharze. Nie zawiedli zawodnicy, nie zawiedli również kibice – tłumnie wypełniając Kosynierkę:

Dobrze by było taką passę podtrzymać – z obu stron. Tymczasem za trzy tygodnie derby Wrocławia na ul. Chełmońskiego, do których można się powoli przygotowywać… choćby od rozsyłania wici, że taki mecz będzie miał miejsce.

Hej Śląsk!

O przełamanie w sobotę

Wojskowi z bilansem 0-3 okupują dół tabeli. Bez środkowych, bez punktów i bez rzeszy wiernych fanów… no, chyba że się mylę. Najbliższa okazja, by nam to udowodnić, już w sobotę, 16 października o godzinie 17 – Śląsk podejmie w Kosynierce Pogoń Prudnik. Serdecznie zapraszamy.

Hej Śląsk!

Medialna walka o…

… właśnie, o co? Media ostatnio próbują wmówić nam, że istnieje we Wrocławiu walka o kibica pomiędzy Śląskiem, a WKK. Niektórym nawet wyobraźnia zagotowała się pod wpływem tych emocji, żeby zacytować: “Adam Wójcik przyciągnął tłumy na mecz WKK, a na Śląsku było się prawie pięć razy mniej kibiców”. Ktoś tu ma wyraźne problemy z liczeniem – bo nawet licząc “na oko” Kosynierka była wypełniona w jakichś 3/4, co daje… z grubsza tyle samo głów, co w pełnej hali, w której swoje mecze rozgrywa WKK. Ciekaw jestem ilu więcej kibiców, wg takich rzetelnych mediów, pojedzie na jakikolwiek wyjazd WKK…

Wróćmy jednak do tematu walki o kibica… a raczej widza. Jak wielokrotnie podkreślałem, dzisiejszy Wrocław jest miastem niezwykle rozpieszczonym, pragnącym “chleba i igrzysk”. Sprawy takie jak poświęcenie, czy honor zeszły na dalszy plan. Jest tu wciąż grupka dziwaków, dla których takie wartości mają znaczenie, jednak należą oni do mniejszości. A mniejszości są zwykle pogardzane, wyśmiewane, a w najlepszym razie traktowane jak ciekawostka, najlepiej oglądana z bezpiecznej odległości, zza krat, niczym w zoo.

Walki o kibica, ani widza we Wrocławiu nie ma. Wygrał pieniądz, już dawno, w poprzedniej dekadzie, albo i wcześniej. Pieniądz ma w dupie, czy przejdzie z ręki do ręki w imię ponad 60-letniego klubu z wielkimi tradycjami, czy jakiejkolwiek innej. Widzowie natomiast chcą chleba i igrzysk, i za to zapłacą.

Takim jak my, pozostaje: modlić się o ekonomiczny cud, edukować młodych (bo na starych już za późno), oraz robić swoje. Z wiarą, że jeszcze kiedyś będzie pięknie, że jeszcze kiedyś wzejdzie słońce nad wrocławskim Śląskiem.

WKK? Polska koszykówka, potrzebuje takich projektów – szkolenia młodych – i na tym polu piekielnie im zazdroszczę i gratuluję. Zazdroszczę im pomysłu na sposób działania i wściekam się zarazem, bo o to samo walczyliśmy, kiedy jeszcze było u kogo o takie rzeczy walczyć.

WKK pozostaje jednak dla nas wrogiem, w dodatku – jak to śmiesznie brzmi – śmiertelnie groźnym. Tak naprawdę, te dwa kluby, Śląsk i WKK, nie walczą o widza. To jest walka o przetrwanie… Śląska. Silny rywal, to gwóźdź do trumny dla WKSu, silny WKS, to jedynie status quo dla WKK. Widz wybierze igrzyska… kto mu je zaoferuje?