Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Chcieć to móc

Derby, derby i po derbach. W mediach wciąż słychać echo tego spotkania – jednostronnego na trybunach i, niestety, z wyraźną przewagą na parkiecie. Chłopaki na szczęście zostawili na nim trochę zdrowia i walkę podjęli… ale po kolei.

Przed meczem

Pod halą zaczęliśmy się zbierać już na półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem, żartując że jeszcze nigdy nie byliśmy na wyjeździe tak wcześnie1. Naczelny udał się po bilety… i wybałuszył oczy na widok otrzymanych paragoników. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby wejść na halę nie wystarczy w monopolowym zrobić zakupów na stosowną kwotę.

Poza tym bez żadnych fajerwerków, nie niepokojeni przez liczne grono Impelowców, udaliśmy się na sektor. Ostatni szli korytarzem za silnym echem pierwszych pieśni.

Przed pierwszym gwizdkiem

Poleciały trójkolorowe, zakazane w halach taśmy. Chociaż jak sprawdził R. wg pisanego prawa zakazane są dopiero od rozpoczęcia spotkania, a sama prezentacja zawodników do spotkania się jeszcze nie wlicza. Suma sumarum nikt się do nas nie przyczepił ani po serpentynach, ani później, choć w innych halach tak spokojnej ochrony moglibyśmy nie zastać.

Mecz

Chłopaki próbowali, walczyli, ale nie podołali. Jak zwykle trzecia kwarta odbiła się czkawką. Chociaż w przeciwieństwie do wcześniejszych starć, tym razem udało się jeszcze podjąć walkę i niemal do końcowego gwizdka zawodnicy WKK musieli pilnować wyniku.

Z naszej strony pełne oflagowanie, z Zielińskim na płocie i starą, małą sektorówką nad głowami, co zresztą widać na licznych zdjęciach. Na sektorze jakieś 60 osób, w tym jeden pan… nieznanego pochodzenia, zbulwersowany staniem na schodach i zasłanianiem mu, z jego pozycji siedzącej. Salomonową mądrością odpuszczamy, a jegomość w przerwie odpłaca się spacerkiem za ziomkiem w innej części hali. Machamy serdecznie.

Tuż po ostatnim gwizdku odpalamy trzy race, zieloną, białą i czerwoną… prawie synchronicznie. Ale nie będziemy się tu pastwić nad problemami technicznymi.

Koniec

Szczęśliwi ze zwycięstwa gospodarze nie ścigali nas za race, ani liczne przekleństwa pod adresem pseudosprawiedliwych (o tych panach kiedy indziej). Spokojnie rozeszliśmy się do domów… i rozpoczęliśmy pierwsze podsumowania. Było dobrze, ale nie perfekcyjnie. O poprawę będzie można się postarać już w sobotę, w kolejnym ważnym spotkaniu – do Wrocławia przyjeżdża Stal Ostrów Wielkopolski. Początek godzina 19, oczywiście w Kosynierce.

  1. co swoją drogą prawdą nie jest – w Grudziądzu byliśmy kiedyś dobre dwie godziny przed czasem []

1 Response to “Chcieć to móc”


  1. 1 Zdyn

    Grudziądz/Świecie to w ogóle jakieś dziwne miasto – zawsze tam byliśmy wcześniej, nigdy się nie spóźnilismy, czasem wręcz zdążylismy w nim wytrzeźwieć, pobiesiadować czy pooblewać się wodą. A dziewczyny to nawet miejscowych zdążyły natłuc :D

Leave a Reply