Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Niech nam sił nie ubywa

W dniu 13. listopada 2010 WKS Śląsk Wrocław zmierzył się z BM Węgiel Stal Ostrów Wielkopolski w meczu o mistrzostwo 3. ligi zwanej drugą. Pewne i wysokie zwycięstwo odniosła drużyna grająca w brązowych strojach. Do niedzieli myśleliśmy, że to od koloru produktu reklamowanego przez ostrowian, jednak reakcja Pani prezes przytoczona przez kibica Stali uświadomiła nas – za co dziękujemy! Swoją drogą, wspomniany kibic nie oszczędził sobie małego pstryczka w nos, że zacytuję: “Kibice Slaska działajcie u siebie,bo choc wstep na mecze darmowy to słabo to wygląda,ale nie lepiej czekac na dzika karte” (pisownia oryginalna, pogrubienie własne). Jakże zawodna ta pamięć u dzisiejszych młodych ludzi… Ale zostawmy pierdoły na boku, parafrazując Panią Prezes – w Stali.

Już po raz drugi w tym sezonie Ci, którzy chcieli, mogli zaliczyć na żywo dwa mecze Śląska w ciągu jednego dnia. Poprzednio taka okazja trafiła się 16. października, kiedy to piłkarze grali z Polonią Warszawa, a koszykarze z Pogonią Prudnik. Przed meczem z ostrowianami wiedzieliśmy o pokrywających się terminach (pierwotnie mecz miał być o 17), dlatego też trwały próby przesunięcia godziny rozpoczęcia spotkania – stanęło na 19.00, na późniejszą nie zgodził się PZKosz. Trudno.

Takie maratony są bardzo męczące aczkolwiek przyjemne. Cały dzień ze Śląskiem. Zawsze gdy mają one miejsce kolega “Vuk” wspomina wesoły tramwaj linii nr 4 jadący z Grabiszyńskiej na Wystawową w 1997, bądź 1998, kiedy to po meczu piłkarskim w Hali Ludowej Śląsk mierzył się z drużyną Zagłębia Sosnowiec (to chyba wtedy jeden z sosnowiczan spadł z balkonu?). W minioną sobotę niektórym udało się dotrzeć na czas, innym już nie bardzo, a zależało od tego, w który tramwaj udało się wsiąść.

Tymczasem w hali Kosynierka, po lewej stronie patrząc od parkietu, trwał w najlepsze koncert orkiestry perkusyjnej, co na szczęście nie zniechęciło widzów do zajmowania miejsc. Kompletu nie było, ale i tak spóźnialscy musieli się nieco natrudzić, by znaleźć wolne krzesełko. Kobiece wdzięki dało się zauważyć siedzące nawet na schodach! Od pierwszego gwizdka rozpoczął się pojedynek na siłę głosów i o dwa punkty na boisku. O wydarzeniach z parkietu nie ma co pisać. Stal bardzo szybko zrobiła bezpieczną przewagę, by z biegiem czasu utrzymywać wynik, jeśli nie poprawiać. Miłośników sportowych relacji zapraszamy na inne serwisy.

Tymczasem na trybunach trwało święto. Jedni świętowali drogę ku zwycięstwu pod dyktando dyrygenta, często kpiącego z drugiej strony hali, gdzie świętowano.. no właśnie, co? Druga strona, czyli my, powodu do świętowania za wielu nie mieliśmy, co widać było w minach, braku wiary i rwanym dopingu. Na plus możemy sobie zaliczyć odkurzenie “mapy”, ale to żaden wyczyn…

W opiniach co do samych siebie nie jesteśmy jednak zgodni.

yanoo: Nie jestem co prawda aż tak zniesmaczony jak K., mistrz narzekania, ale fakt faktem – wypadliśmy słabo.

drughi: K. widzi ten mecz jako totalną porażkę – a z tym się nie zgodzę – ludzi na hali więcej (coraz więcej), nas na sektorze więcej niż rok wcześniej (i tak mało) i wszystko w czasie kiedy dzieje się źle na parkiecie i samym klubie.

y: Czyli sam niejako przyznajesz, że mogło być lepiej?

d: Nie tyle mogło co powinno – ale to sprawa złożona i pewnych kwestii nie przeskoczymy.

y: A co było dobrego?

d: Przytarganie “mapy” (Kapitanie! dzięki za fotkę) i tych kilku flag na kijach z małą sektorówką – niby nic – a jednak wcześniej tego brakowało. Frekwencja mimo, że nie była najlepsza to i tak całkiem niezła. Tyle że ty przejdziesz do dopingu…

y: … który był nieporównywalnie gorszy niż tydzień wcześniej na WKK. A co gorsza – i najważniejsze – ginął w odgłosach wydawanych przez przyjezdnych.

d: Wyjdę na adwokata – ale na to trzeba spojrzeć szerzej, hala UP z lepsza akustyką jak dla mnie, brak kibiców WKK oraz nieco lepsza jednak gra miały wpływ na ten niby świetny doping tydzień temu.

y: Chcesz więc jednak przyznać, że w sobotę była kiszka?

d: To ja odbije piłeczkę – podaj mi 4 powody dla których uważasz że takowa była?

y: Czemu aż 4? No ale nasz klient… 1. Stal była głośniejsza 2. Brakowało nam synchronizacji 3. Doping momentami cichł bez wiary, że można się przebić przez ostrowskie, przeklęte bębny… a z czwartym mam problem. Niech Ci wystarczą trzy na razie.

d: Jest akcja jest reakcja – faktycznie byli głośniejsi o ten jeden bęben na pewno, a dodatkowo wynik od początku nakręcał ich. Przypomnij sobie za to ich doping rok wcześniej przy minus 20 i porównaj z naszym przy minus 20. Przez 2 minuty 3. kwarty stałem obok nich i nie rozumiałem co śpiewali przez te ich orkiestrę : ) czy brakło nam wiary? Momentami na pewno, a mimo to udało nam się niektóre rzeczy pośpiewać, jak na śmieszne koszykarskie standardy, dość długo. Synchronizacja? Szkoda, że nie wszyscy stanęli w jednym miejscu…

y: Prawda, trzeba będzie następnym razem pasterza, który zagoni zbłąkane owieczki do stada. Rozmowa nam się jednak przeciągnęła, a mało kto przy niej wytrwa pewnie. Jakieś podsumowanie?

d: Było średnio i świadomi swoich ułomności powinniśmy się poprawić, bo nie było to, o co nam chodzi?

y: I niech nam sił w tych staraniach nie ubywa.

d: Amen.

drughi i yanoo

3 Responses to “Niech nam sił nie ubywa”


  1. 1 hejslask

    Stalowcy pokazali nam jak powinien wyglądać doping “u siebie”
    Byliśmy zdecydowanie słabsi ….

  2. 2 yanoo

    Pozdrawiamy pana, Panie z Ostrowa Wielkopolskiego!

  3. 3 drughi

    Ja też pozdrawiam – może to Panu pomogłem w przerwie utrzymać się na nogach i dotrzeć na swój sektor ?

Leave a Reply