Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Doping marzenie

Ostatnio koledzy drugi, oraz old school good style napisali o kibicowskich wzorcach, do odnalezienia i pooglądania na youtube. Kiedy indziej na fanslasku R. Zieliński spróbował kibiców skatalogować na różne grupy. Nie rozwiązują te teksty jednak problemu, który pojawia się tu i ówdzie – jaki ten doping w sumie powinien być, jak wyglądać i jak go ocenić?

Kryterium nr 1: Decybele

Najłatwiej doping ocenić po sile głosów – to odbieramy najszybciej i – bardzo często – najlepiej zapamiętujemy po sportowym widowisku. Są jednak od tego kryterium pewne ustępstwa, różnie jednak odbierane i przestrzegane.

Grzechem największym jest oczywiście puszczanie dopingu z głośników – nie ważne, czy tylko w roli wzmocnienia, czy w ogóle z playbacku (sic!!). Do tego typu praktyk podejrzewaliśmy hale w Sopocie i Zgorzelcu, udowodnić tego jednak nie sposób. Gdzieniegdzie można też natknąć się na wspomnienia przyjezdnych, jakoby dochodziło do dopingu “na dopingu” również we Wrocławiu… niestety, ale niżej podpisany ma za krótki staż na trybunach, by się do tych rewelacji odnieść. Sprawa jednak dotyczy okresu “bezkrólewia”, po wielkim rozłamie wśród kibiców, więc możliwe, że zdesperowani włodarze klubu (a zarazem winni rozłamu) na taki ruch się zdecydowali.

Kolejne z wykroczeń na liście to trąbki – uwielbiane na żużlu, na stadionach i w halach znienawidzone. Dmuchane (vuvuzele!!), na gaz, czy wielkie trąby napędzane z wielkich butli. Tu już niczego specjalnie weryfikować nie trzeba, wszystko było (jest) widać jak na dłoni – Śląsk, Turów, czy Anwil – to tylko kilku z grzeszników. We Włocławku problem dotyczy(ł? nie jestem na czasie) jakiegoś starego dziada, któremu już sami miejscowi próbowali przemówić – bez skutku – do rozumu. We Wrocławiu trąba witała na niemal każdym meczu za czasów tzw. Klubu Wesołego Kibica. Raz jeden (na mecz ze Stalą) użyczyli nam jej. Z dziecięcą głupotą z prezentu skorzystaliśmy, co do dziś uważamy za najczarniejszą kartę w historii naszej grupy.

I na koniec problem ostatni, jak się okazuje dość kontrowersyjny. Bębny. W cywilizowanym świecie kibicowskim, używane jako narzędzie do wybijania rytmu. Tylko i wyłącznie do tego. Tymczasem w koszykarskich halach w Polsce, bębny często służą jako główne narzędzie wypełniania hali dźwiękiem. W efekcie człowiek przychodzi na jakiś koncert bębnów, a nie na mecz. Największych specjalistów w zagłuszaniu wszystkiego waleniem w białą membranę  można znaleźć w Słupsku i – nasz ulubiony przykład – w Ostrowie Wielkopolskim. Ulubiony dlatego, że w przeciwieństwie do Słupska – Stalówka pośpiewać umie i to całkiem nieźle. Tylko co z tego, skoro po drugiej stronie hali słychać jedynie bębny i jakieś niemrawe tło z gardeł?

Kryterium nr 2: Śpiewnik

Sprawa dość prosta – ma być urodzaj, ma być nowatorsko, ma być ciekawie. Na tym polu łatwiej jednak o jakąś wpadkę, niż wybicie się. Większość klubów ma śpiewniki utarte na przestrzeni wielu lat, a wprowadzenie nowej pozycji jest tym trudniejsze, im więcej kibiców danego klubu. Poza tym, większość korzysta z tych samych melodii, często z tych samych tekstów, jedynie delikatnie przystosowanych do potrzeb własnego podwórka. Wyróżnieniem jest, kiedy inne kluby starają się skopiować (skserować) naszą twórczość.

Pojawiają się jednak kwiatki, które rozśmieszają do łez – najlepszym przykładem był jakiś czas temu Prokom ze swoim “wszyscy kibice prokomu trefla!” Melodia i słowa bawiła nawet tych z kibicowskim światem nie związanych.

Najczęstszym grzechem na tym polu jest monotonność. To ona zresztą była jednym z czynników motywujących do założenia naszej grupy – część osób w hali miała dość dopingu opartego na WKS! WKS! z Hej Śląsk! klap! klap! klap! na przemian przez cały mecz. Na podobny problem cierpią Czarni Słupsk, co… im nie przeszkadza. Każdy robi doping tak jak uważa i tego typu wykręty. Co kraj to obyczaj.

Kryterium nr 3: Oprawy

Oprawa sama w sobie nie jest co prawda elementem dopingu jako takiego, ale jej obecność (czy też brak) na pewno wpływa na ocenę i walory spotkania na trybunach. Oprawy mogą być różne, różniste – dotyczące klubu, okolicznościowe (bardzo popularne są oprawy patriotyczne, z okazji 11. listopada), skierowane na rywala, czy… do zarządu klubu. To może być transparent, pirotechnika, serpentyny… co tylko się wymyśli. Im oryginalniej, tym lepiej.

Do tego dochodzi oflagowanie. Sektorówki, płotowe, machajki… element stały widowiska, niczym rzuty wolne. Choć i tu można się popisać jakąś nowatorskością, czy efektownym projektem.

Wątpliwości

Oczywiście, to nie są jakieś odgórne wytyczne od Boga i jedyne prawdziwe. Każdy może mieć własną wizję i na swój sposób oceniać doping (patrz problem z bębnami). Do tego dochodzą różne, subiektywne warunki – ilość kibiców, rozmiar hali, akustyka, zasobność portfeli (do finansowania opraw) i tak dalej i tym podobne… Wydaje mi się jednak, że udało mi się przedstawić wersję najbliższą utartym schematom.

Kryteriów którymi można poddać kibiców jest też znacznie więcej, jednak są już one na ogół pochodną któryś z powyższych. Pozostaje jeszcze otwarty problem podziału na “kumatych i niekumatych” oraz “kibiców prawdziwych i nieprawdziwych” – tak lubiane choćby na vulcanie, czy wśród dziennikarzy określenia… ale o tym kiedy indziej.

0 Responses to “Doping marzenie”


  1. No Comments

Leave a Reply