Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Daily Archive for March 27th, 2011

No i wszystko

3 godziny

Tyle czasu minęło od momentu odpalenia zielonego światła do samego wyjazdu. O 9:30 naczelny dostał telefon, że będzie czym wrócić z Pleszewa, o 12:30 byliśmy już w drodze do… Kluczborka.

W trakcie tych ekspresowych minut ściągaliśmy śpiochów z łóżek, szprycowaliśmy proszkami (na grypę), albo… decydowaliśmy dołączyć do wesołej gromadki – ostatnia sztuka dała znać na godzinę przed odjazdem.

W sumie na stacji Wrocław Główny zameldowało się 14 osób, które 127 km do Pleszewa rozciągnęły do… 211. Wrocław -> Kluczbork -> Ostrów Wlkp. -> Pleszew. Każdy z pociągów okazał się punktualny (!!), dzięki czemu mieliśmy spokojnie zdążyć na mecz. Na ostatniej stacji meldujemy się parę minut po 17.

Motywem przewodnim rozmów w trakcie podróży było kiedy i czy w ogóle, przyjdzie nam się znów spotkać na wyjazdowej ścieżce.

800 metrów

Na miejscu okazuje się, że stacja Pleszew, to nie Pleszew właściwy, ale Pleszew Kowalew. I zamiast 800 metrów na halę, które wskazywały ze stacji PKP mapy google, mieliśmy do pokonania kawałek drogi… technika idzie do przodu, GPS-y są już w komórkach, więc 4.4 km marszu obyło się bez kluczenia między nieznanymi uliczkami. Na meczu meldujemy się na jakąś minutę przed końcem pierwszej kwarty.

Meldujemy, co warto odnotować, powitani przez spikera w towarzystwie braw miejscowej publiczności.

Mecz

Skuteczniejsi, pewniejsi siebie, silniejsi fizycznie. Tak można by w skrócie podsumować drużynę Open Basket. Na tle rywala nasza drużyna naprawdę wyglądała jak zespół złożony z juniorów. Na szczęście zamiast trzęsących się kolan zobaczyliśmy walkę na całego i podjęcie rękawicy, szczególnie w trzeciej kwarcie. Zyziu chyba wziął sobie ostatnią uwagę do serca – na dziewięć prób spudłował tylko jeden osobisty!

Nie obyło się bez zatrzęsienia dziwnych gwizdków. Szczęście, w nieszczęściu – w obie strony. Faule widoczne tylko dla “sprawiedliwych”, martwy przepis o trzech sekundach, kroki jak w koszykarskim przedszkolu… Żółte rury Panowie nigdy się nie nauczą.

Doping z naszej strony na tyle, na ile można sobie pozwolić w tak skromnej liczbie osób. Po przeciwnej stronie niewiele liczniejszy młyn gospodarzy, wspomagany głośnym bębnem i… kicającym lwem.

Po meczu miła niespodzianka – zawodnicy odwiedzili nasz sektor i podziękowali każdemu z osobna za doping. W historii naszego zdzierania gardeł – pierwszy taki przypadek!

Powrót

Była skromna kolacja, był symboliczny postój na symbolicznej stacji, były śpiewy i dalsze rozmowy, a przede wszystkim powrót ciepłym busem w doborowym towarzystwie. I pytanie “który to napisał, że walczymy o playoff?” Człowiek się jeszcze nie przyzwyczaił, że do decydującej fazy wchodzi tutaj mniej niż osiem zespołów :)

Mamy więc bardzo wcześnie zaczynające się i bardzo długie wakacje… Czekamy na rozwiązanie wielu niewiadomych, na odpowiedzi do wielu nurtujących nas pytań. Chcielibyśmy spotkać się ponownie w przyszłym sezonie, na wyjeździe np. do Ostrowa, walcząc o pierwszą ligę. Niemożliwe?

p.s.

P. nie ma jaj ;)

Działajcie panie działaczu, lepszej okazji nie będzie

Adam Małysz, król przestworzy, skończył karierę. Robert Kubica, król ciasnych zakrętów, w jednym się nie zmieścił i ma co najmniej rok przerwy od jazdy za kółkiem. Siatkówka się przejada, a ręczna… sorry Drughi, jest po prostu nudna i się ogląda tylko dla reprezentacji.

Czyli od wielkiego dzwonu.

Tymczasem za Wielką Wodą niejaki Marcin Gortat zalicza regularne double-double, w towarzystwie takich osób jak Steve Nash, Grant Hill, czy Vince Carter. Na polskim podwórku ktoś chce wprowadzić (a nawet czyni ku temu kroki) nazwę Śląsk do ekstraklasy.

Nawet Ludwiczuka udało się wyrzucić z głównego stołka.

Jeśli ktoś oczekuje lepszych, tzw. sprzyjających okoliczności, by wyprowadzić koszykówkę na salony popularności, to się może nie doczekać.

Panie Bachański – do roboty!

O tym co było a nie jest i być może będzie

Relacja z Pleszewa najwcześniej dzisiaj późnym wieczorem. Teraz w telegraficznym skrócie:

– Pleszew to nie Pleszew

– Open to jednak rosłe chłopaki, ale nasi zawodnicy dali radę

– my też daliśmy radę. zamienić 127 km w 215

– za rok chcemy walki o 1 lige!!

Skończył się fajny sezon i… prawdopodobnie kolejna epoka w trakcie naszego niespełna 8-letniego bytu.