Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

No i wszystko

3 godziny

Tyle czasu minęło od momentu odpalenia zielonego światła do samego wyjazdu. O 9:30 naczelny dostał telefon, że będzie czym wrócić z Pleszewa, o 12:30 byliśmy już w drodze do… Kluczborka.

W trakcie tych ekspresowych minut ściągaliśmy śpiochów z łóżek, szprycowaliśmy proszkami (na grypę), albo… decydowaliśmy dołączyć do wesołej gromadki – ostatnia sztuka dała znać na godzinę przed odjazdem.

W sumie na stacji Wrocław Główny zameldowało się 14 osób, które 127 km do Pleszewa rozciągnęły do… 211. Wrocław -> Kluczbork -> Ostrów Wlkp. -> Pleszew. Każdy z pociągów okazał się punktualny (!!), dzięki czemu mieliśmy spokojnie zdążyć na mecz. Na ostatniej stacji meldujemy się parę minut po 17.

Motywem przewodnim rozmów w trakcie podróży było kiedy i czy w ogóle, przyjdzie nam się znów spotkać na wyjazdowej ścieżce.

800 metrów

Na miejscu okazuje się, że stacja Pleszew, to nie Pleszew właściwy, ale Pleszew Kowalew. I zamiast 800 metrów na halę, które wskazywały ze stacji PKP mapy google, mieliśmy do pokonania kawałek drogi… technika idzie do przodu, GPS-y są już w komórkach, więc 4.4 km marszu obyło się bez kluczenia między nieznanymi uliczkami. Na meczu meldujemy się na jakąś minutę przed końcem pierwszej kwarty.

Meldujemy, co warto odnotować, powitani przez spikera w towarzystwie braw miejscowej publiczności.

Mecz

Skuteczniejsi, pewniejsi siebie, silniejsi fizycznie. Tak można by w skrócie podsumować drużynę Open Basket. Na tle rywala nasza drużyna naprawdę wyglądała jak zespół złożony z juniorów. Na szczęście zamiast trzęsących się kolan zobaczyliśmy walkę na całego i podjęcie rękawicy, szczególnie w trzeciej kwarcie. Zyziu chyba wziął sobie ostatnią uwagę do serca – na dziewięć prób spudłował tylko jeden osobisty!

Nie obyło się bez zatrzęsienia dziwnych gwizdków. Szczęście, w nieszczęściu – w obie strony. Faule widoczne tylko dla “sprawiedliwych”, martwy przepis o trzech sekundach, kroki jak w koszykarskim przedszkolu… Żółte rury Panowie nigdy się nie nauczą.

Doping z naszej strony na tyle, na ile można sobie pozwolić w tak skromnej liczbie osób. Po przeciwnej stronie niewiele liczniejszy młyn gospodarzy, wspomagany głośnym bębnem i… kicającym lwem.

Po meczu miła niespodzianka – zawodnicy odwiedzili nasz sektor i podziękowali każdemu z osobna za doping. W historii naszego zdzierania gardeł – pierwszy taki przypadek!

Powrót

Była skromna kolacja, był symboliczny postój na symbolicznej stacji, były śpiewy i dalsze rozmowy, a przede wszystkim powrót ciepłym busem w doborowym towarzystwie. I pytanie “który to napisał, że walczymy o playoff?” Człowiek się jeszcze nie przyzwyczaił, że do decydującej fazy wchodzi tutaj mniej niż osiem zespołów :)

Mamy więc bardzo wcześnie zaczynające się i bardzo długie wakacje… Czekamy na rozwiązanie wielu niewiadomych, na odpowiedzi do wielu nurtujących nas pytań. Chcielibyśmy spotkać się ponownie w przyszłym sezonie, na wyjeździe np. do Ostrowa, walcząc o pierwszą ligę. Niemożliwe?

p.s.

P. nie ma jaj ;)

0 Responses to “No i wszystko”


  1. No Comments

Leave a Reply