Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for May, 2011

Offtopic

Mówi się, że Polacy są mistrzami świata w docenianiu ludzi. Ale dopiero, kiedy umierają. Przykładów historia dostarcza bez liku, z własnego podwórka wypada wymienić choćby Macieja Zielińskiego. Co prawda “za życia” na brak rozgłosu narzekać nie mógł, ale po zakończeniu kariery pożegnania na miarę swojej kariery się już nie doczekał. I raczej nie doczeka.

Inną taką postacią, nie dość docenioną, jest Małgorzata Dydek. Wielu śmiało się, że robi karierę tylko i wyłącznie centymetrami. Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, że zakończyła parę lat temu karierę.

Dzisiaj wie o tym każdy Polak. Żegnaj Wielka Koszykarko! Drugiej takiej Gwiazdy długo jeszcze Polski sport nie zobaczy.

Cenzurowany wybór drogi

Sprawa nieco się wyjaśniła. Opcja ekstraklasowa jest już dość klarowna, a awansu od II ligi dość pewna. Każdy ma prawo wybrać drogę i podążać nią wraz ze Śląskiem Wrocław. Tylko czy w tej pierwszej na pewno mamy do czynienia z drużyną Wojskowego Klubu Sportowego?

Wczoraj pojawił się pewien artykuł dotyczący klubu tworzonego przez Przemysława Koelnera. W skrócie: Koelner dostał prawa do posługiwania się herbem, barwami etc. od WKSu Śląska Wrocław, jednak pod jednym warunkiem: “Herb musi posiadać jakikolwiek element koszykarski”. Już pojawiły się pomysły pomarańczowych piłeczek, uśmiechniętych krasnali itp. Tak, byłem od samego początku sceptycznie nastawiony do całego tego przedsięwzięcia i od samego początku nie był, nie jest i nie będzie to dla mnie WKS Śląsk Wrocław, jednak mam głęboką nadzieję, że sprawa z ingerencją w herb oświeci osoby niezdecydowane co do wyboru ‘Śląskowości’ którejś z dróg.

Jednak najbardziej interesujący jest dla mnie fakt cenzury pod owym artykułem. Autor lub ktoś z redakcji usuwa komentarze sprzeczne z ideą Przemysława Koelnera, jest co najmniej zastanawiające… Wczoraj zdążyłem przeczytać 2 komentarze negujące ‘reaktywację’ i przypominające o II-ligowej drużynie Wojskowych. Dziś sprawdzam czy coś ciekawego się pojawiło w komentarzach, a tam… brak komentarzy! Mam nadzieję, że red.Kucharski zrozumie, że usuwanie opinii czytelników (pisanych składnie, bez wulgaryzmów), tylko dlatego, że nie zgadzają się z wizją redaktora, jest dość infantylne… Jedno jest pewne – w dzisiejszej Polsce kibice są na cenzurowanym.

Na zakończenie zachęcam do obejrzenia świetnego skrótu z derbowego spotkania pomiędzy Śląskiem Wrocław, a WKK Wrocław. Obyśmy doczekali się takich derbów na najwyższym szczeblu rozgrywek.

 

Śląsk Wrocław dla opornych

Nie brakuje dziś licznych i gwałtownych dyskusji o “śląskość” ewentualnego tworu P. Koelnera, który miałby wystartować w przyszłym sezonie w PLK. Sam fakt istnienia tych dyskusji nie dziwi – wprowadzanie sztucznych rozwiązań do sportu zawsze będzie budzić masę wątpliwości.

Dziwi natomiast co innego. Wątpienie w ciągłość historii, którą tworzą od trzech sezonów drugoligowi koszykarze. Często pada pytanie – co ma niby wspólnego “tamten” Śląsk (Schetynowy i Grabarzowy), z juniorami w drugiej lidze? Przecież to inni zawodnicy, trenerzy, nawet zarząd…

Najzabawniejsze w tej historii, że “tamten” Śląsk… musiał walczyć w dyskusjach o prawo do kontynuacji historii. Dzięki wicepremierowi, który zmienił herb, a z nazwy klubu zrobił baner reklamowy, od takiej zabawy odcięli się najradykalniejsi. I słusznie. Historia pokazała, że mieli rację.

Zapomina się przede wszystkim, że “tamten” Śląsk, sportowa spółka akcyjna, był tworem działającym jako “nakładka” na Wojskowy Klub Sportowy. To nie był jakiś tam sobie klub, który pożyczył od Śląska prawa do herbu i nazwy. To też nie była grupka ludzi, która stwierdziła “zróbmy sobie klub, ale żeby było łatwiej pożyczmy nazwę”. To była ciągłość i symbioza amatorskiego stowarzyszenia i profesjonalnej spółki. Taka, jaką dziś widzimy na przykładzie Oporowskiej.

Dlatego z chwilą kiedy Grabarz schował głowę w piasek Śląsk nie umarł. Umarła sportowa spółka akcyjna, profesjonalna (czytaj komercyjna) “nakładka” na Wojskowy Klub Sportowy. Klub jednak pozostał i – jak widać na przestrzeni ostatnich wydarzeń – ma się dobrze.

Z tego też powodu Mistrzostwa zdobyte przez sportową spółkę akcyjną nie zrobiły 3 lata temu tajemniczego “przejścia” do klubu wojskowego. Każde z Mistrzostw (i innych sukcesów oraz porażek) od razu szło na jego konto.

Reaktywować klub można by w przypadku upadku stowarzyszenia. Gdyby nie został żaden działający twór reprezentujący WKS Śląsk Wrocław. Wówczas nawet i my mielibyśmy ból głowy kto i na jakiej zasadzie miałby prawo do kontynuacji tradycji.

Dzisiaj takiego bólu nie mamy. Dla nas możliwe są tylko dwa rozwiązania: Śląsk istnieje dalej na tych samych zasadach co w tym sezonie, albo powstanie SSA “nakładające” swoją działalność na koszykarską sekcję WKS-u.

Koniec ery

Jesteśmy świadkami głębokich przemian na scenie kibicowskiej. Tak jak kibice kilkadziesiąt lat temu zapatrzyli się na Anglię i tamtejszy ruch hools, tak dziś rząd z silnym wsparciem podejrzanych etnicznie TVN-u (ITI, Legia Warszawa) i Gazety Wyborczej (zawsze anty, zawsze chętni do wojny) zapatrzył się na dzisiejszy model kibicowania na wyspach, gdzie za nieprzepisowe wstanie z krzesełka można zostać wyrzuconym ze stadionu z karą grzywny, bądź zaproszeniem do przytulnego hotelu marki Arrest.

Czy te przemiany są konieczne? Każdy zorientowany wie, że weselsza grupa jest dziś mocno przetrzebiona, mafijne powiązania opanowane, bądź działające pod czujnym okiem niebieskich, a rozróby jeśli są, to w lasach, albo w wyniku prowokacji. Takich jak w Bydgoszczy, na przykład.

Z roku na rok maleje ilość burd, z roku na rok poprawia się bezpieczeństwo, a coraz to kolejny amator ostrych wrażeń na stadionie przekonuje się o potędze monitoringu. Nie twierdzę, że problem zniknął, ale jest opanowany, ograniczony i skutecznie zwalczany z każdym rokiem.

Pokazówka jaką widzimy w telewizji ma głębszy cel. Cenzurę (hasła antyrządowe, antywyborcza, antykomunistyczne). Zasłonę dymną (budżet 2012). Pokazanie bydłu wyborcom, że PO jest silne, stanowcze i zasługuje na kolejną kadencję. Całość to zaplanowana akcja na szeroką skalę, o czym świadczą niezwykle precyzyjne, konkretne działania, których nie da się przeprowadzić ot tak, w wyniku “zamieszek w Bydgoszczy”. Niestety, ale wynik tej wojny jest z góry określony.

Luźna atmosfera w młynie? Jeżeli będziecie mieli okazję, to się nią jeszcze nacieszcie ile możecie. Bo w przyszłym sezonie będzie już za późno.