Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for February, 2012

Ochłonąć

Długo zastanawiałem się w jakim tonie napisać tę relację. Początkowo miałem wstawić tylko zdjęcie i podpisać “pozdrowienia dla tych w kapciach”, ale teraz kara się za byle co

… stwierdziłem, więc że czas ochłonąć i na spokojnie wszystko przeanalizować.

Mecz

Kto oglądał ten wie, kto nie oglądał, ten zdążył przeczytać. Śląsk rozpoczął od mocnego uderzenia i 18:3. Potem był początek drugiej połowy, przypominający mecz ze stycznia – gdzie też było wysokie prowadzenie, a potem wszystko się posypało. Tym razem nasi milusińscy pokazali, że mają cojones i zamiast wydrzeć sobie zwycięstwo, to zgnietli Stal. Widok oszalałej z radości ławki na minutę przed końcem, drącej się WKS! – bezcenne.

Nas w Ostrowie 21 sztuk, plus dwie osoby – ojciec z synem – dołączyli nie wiedzieć kiedy i skąd, ale śpiewali razem z nami, więc w sektorze 23 osoby. Z jednej strony – wynik żenujący. Z drugiej – jakość, nie ilość, a skoro nawet ostrowski młyn chwali, że byliśmy lepsi niż najazd z Pleszewa, to chyba możemy być z siebie dumni. Choć były momenty, że nie słyszeliśmy samych siebie, to ogólnie nikt z hali bez zdartego gardła nie wyszedł, a niektórzy byli mokrzy, jakby te 40 min. wybiegali na parkiecie.

Doping Stali trzymał ich dobry poziom, chociaż brakowało mi dreszczy na plecach, tego “pierdolnięcia”. Wynik nie pomagał ;)

Po meczu szał radości, szampan i pamiątkowa sesja pod autokarem. To był nasz czwarty wyjazd do Ostrowa (nie licząc sobotniego ze Startem) w historii “drugoligowej”, z czego drugi zwycięski.

Hurraoptymizm

Wspominam te liczby ku przestrodze – znając życie niektórzy poczują się już bogami i w pierwszej lidze… a tu jeszcze sporo do rozegrania i wygrania, by ten cel – cel numer jeden – zrealizować. Do poprawy jest sporo – w finale popełniliśmy mnóstwo głupich strat, słabiutko zagrał Mirek Łopatka, a zza linii 6,75 skuteczność Śląska była niecodziennie rewelacyjna. Stal z pewnością odrobi lekcję z tego spotkania i wzmocniona Cielebąkiem, pełna pokory, będzie przeć do finału żądna rewanżu. Inne zespoły też nie oddadzą pola za darmo, nikt nam czerwonego dywanu nie rozłoży.

Osobny temat to my sami. Do końca rundy zasadniczej czeka nas jedynie jeden pseudowyjazd – na Chełmońskiego. Pozostaje uzbroić się na Play Off i zmazać plamę na honorze (liczbowo i organizacyjnie).

Najbliższy mecz w środę, 7. marca, z Pogonią Prudnik. Dużo czasu… więc na koniec, nacieszmy się jeszcze trochę.

fot. wks-slask.pl

A od jutra do roboty!

 

Finał jest nasz!

Jaka szkoda, że Państwo tego nie widzieli

To był chyba najlepszy, najciekawszy mecz, jakiego byliśmy świadkami w tym sezonie. I ten mecz obejrzało zaledwie kilkadziesiąt osób, może trochę ponad setka… wielka szkoda, ale żałować powinni głównie ci, którzy nie pojechali. Bo im się nie chciało.

Na początku był chaos

Zanim nadeszły emocje, była pierwsza kwarta, o której najlepiej byłoby powiedzieć, że się po prostu odbyła. Śląsk grał chaotycznie, stłamszony atletyzmem rywala. Na obwodzie szalał Szpyrka, a pod koszem wysocy Startu. Radziu sprawiał wrażenie, jakby wstał z łóżka pięć minut przed meczem, po kilku niezłych akcjach Glapiński opuścił parkiet kontuzjowany. Minus 11, w sumie stracone 33 punkty nastrajały bardzo pesymistycznie. Gdy nagle stał się cud.

Na drugą kwartę nasz zespół wyszedł niezwykle zmotywowany. Ostro zaczął Radziu, w obronie harowali za dwóch Płatek z Norbertem i nasza gra zaczęła coraz lepiej wyglądać. Świetne krótkie zmiany dawali Łopatka z Bochenem i do szatni schodziliśmy z bagażem “tylko” czterech punktów.

Być może to boska opatrzność spojrzała na nas łaskawiej, gdy dorzuciliśmy się do “puchy” dla chorego synka Jakuba Dryjańskiego.

Prosto do celu

Druga połowa to praktycznie kontynuacja tego, co działo się w drugiej kwarcie. Nie licząc pojedynczego zrywu gdynian, Śląsk sukcesywnie odrabiał straty, by w końcu przełamać wynik. Trójka Kulona na minutę przed końcem praktycznie przesądziła sprawę.  Wcześniej za trzy trafiali Mroku i Grygiel, ale największe wrażenie robiły rzuty z 9-10 (!!) metrów Glapińskiego (ozdrowiał w przerwie).

O ile Rosę Radom rozbiliśmy w dużej mierze dzięki trenerowi dwojga imion i “gwiazdorstwie” jego zawodników, to ze Startem przeprawa była dużo trudniejsza. Zawodnicy Śląska zagrali po prostu fantastyczne zawody. I co ważniejsze, w końcu pokazali charakter. Nie było widać spuszczonych głów, przerażenia, ani pretensji na cały świat. Była determinacja, wola walki i dążenie do celu – jeżeli tak będą wyglądać wojskowi w play-off, to o awans będę spokojny.

Wrócić z trofeum

O godzinie 16:00 początek sportowego święta, które dla jednych zakończy się powiększeniem inwentarza w gablocie klubowych trofeów. I nikogo w hali przy Kusocińskiego nie będzie obchodzić, że to Puchar o pietruszkę. Każdemu będzie zależeć na pokonaniu rywala, nie zabraknie więc emocji na trybunach, ani sportowych wrażeń na parkiecie.

A wygrane w Ostrowie smakują wyjątkowo.

Ćwierć setki

Tylu nas jedzie do Ostrowa. Brzmi poważnie, kiedy jednak uświadomić sobie, że to zaledwie 25 osób powaga zamienia się w śmieszność…

… tymczasem z maleńkiego Pleszewa na półfinał Pucharu PZKosz wybiera się ćwierć… tysiąca.

Powinniśmy się wstydzić, szczególnie ci, którzy pozostali w domu wylegując się brzuchem do góry.

Kondycja wrocławskich kibiców pasuje bardziej do okresu przedsezonowego, niż decydującej fazy rozgrywek.

Pierwsza okazja do rehabilitacji może się nadarzyć jutro – jeżeli Śląsk dziś wygra, o co będzie bardzo trudno. W przypadku victorii czasu na zorganizowanie się będzie mało, dlatego sugeruję szybko się namyślać. Finał Pucharu jutro, o 16:00.

Nic się samo nie zrobi

Przed nami dwa ciekawe wydarzenia – derby Dolnego Śląska z Doralem Nysą Kłodzko, a tydzień później finał Pucharu PZKosz w Ostrowie Wielkopolskim.

Kłodzko zawsze kojarzyło nam się dobrze. Najpierw za sprawą kolegi B., a w drugiej lidze dzięki wyjazdom w to sympatyczne miejsce. Zawsze przyjmowano nas z otwartymi ramionami, a same wycieczki – niezależnie od wyniku – zapisywały się pozytywnie w pamięci. Jeżeli nie wydarzy się żadne nieszczęście, to jutro na parkiecie Kosynierki powinniśmy zobaczyć dość jednostronne widowisko – czyli znowu pozytywnie.

Nie mniej – warto przyjść. Po meczu na Mieszczańskiej większość kibiców zapakuje się w środki transportu i uda na Pilczyce/Maślice zainaugurować piłkarską wiosnę. Co więcej – połączenie tych widowisk zachęciło parę osób, żeby właśnie na Mieszczańskiej w ogóle się pojawić. Niektórzy do dziś tęsknią za czasami, kiedy z jednego meczu Śląska jechał wesoły tramwaj na… drugi mecz. Powrót starej, dobrej tradycji?

Przypominam, że startujemy o dość nietypowej godzinie – 15:00. Dla gotowych do zdzierania gardła bilety po 5 zł, można się po nie zgłaszać pod adresem bilety(małpka)kosynierzy.info.

Ostrów… też się nam dobrze kojarzy. Wyjazdy w te tereny zawsze dostarczają dodatkowych emocji, wrażeń i wspomnień. Jest okazja nie tylko odwiedzić Wielkopolskę, ale jeszcze wrócić z trofeum. Niestety, zapisy na ten wyjazd idą… słabo. Bardzo słabo. Nie mam pojęcia, czym jest spowodowana taka degrengolada, ale wciąż liczę na jakieś przebudzenie…

Bliżej marzeń

Śląsk wygrał w Żorach, Prudnik po raz pierwszy zdobyty, nic tylko spokojnie dowieźć do Play Off lidera grupy B II ligi.

Przed nami już tylko wyjazd do outsidera z Piotrkowa Trybunalskiego oraz finał Pucharu PZKosz w Ostrowie. Oprócz tego do końca marca będziemy grać tylko we Wrocławiu… w tym jeden “wyjazd” – na Chełmońskiego.

Niestety, klimat święta derbów popsuje prawdopodobnie przesunięcie terminu spotkania – na 99% zagramy w środę 7. marca. Termin beznadziejny, ale WKK w planowanym pierwotnie czasie gra MP Juniorów Starszych.