Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for September, 2012

‘Młodzież’ w WKK

Dwa lata temu Przemysław Koelner postawił sobie pewien cel – awans do I ligi z zespołem WKK opartym na młodzieży. Cel nie został zrealizowany, więc postanowił stworzyć klub grający na najwyższym szczeblu rozgrywek w naszym kraju, a dalszy ciąg tej historii jest powszechnie znany, ale dziś tylko o tym co na początku –  o młodzieży.
To właśnie ten aspekt był wypominany Śląskowi w poprzednim sezonie najczęściej. Nie pasowało co niektórym osobom to, że w zespole grali tacy zawodnicy jak Mirek Łopatka (35l.) czy Radek Hyży (34l.). Dziwiła niektórych również obecność w składzie Mateusza Płatka (26l.) oraz Artura Grygiela (24l.)!
Ok, zgadzam się, nie są to gracze ‘młodzi, perspektywiczni, mający całą karierę przed sobą’ (chociaż były osoby które mówiły tak o Robercie Skibniewskim który miał wtedy 25 lat ;) ), tylko istnieje mały szczegół – Śląsk nie obiecywał awansu samą młodzieżą. Zaznaczał jednak, że będzie chciał awansować wraz z koszykarzami związanymi z Wrocławiem, czyli wychowankami, lub/i zawodnikami grającymi w Śląsku kilka lat temu.
Tym czasem, na drugim końcu miasta ktoś upadł na głowę! Zatrudnił ’emeryta’ Łopatkę, ‘starego’ Płatka oraz ‘podstarzałego’ Grygiela. Jeszcze do kompletu pozostał w klubie 25-letni Bartosz Diduszko. Przecież to niewyobrażalne… Nie ważne, że są młodzi tacy jak Grzeliński, Leńczuk czy Trojan (swoją drogą bardzo ciekawy zawodnik), w Śląsku byli bracia Kulonowie, Wojtek Leszczyński czy Tomek Bodziński i nic to nie pomogło, dla niektórych Śląsk był klubem ‘spokojnej starości’.
Teraz sytuacja przeniosła się do WKK, które zawsze wspierało rozwój młodzieży (i chwała im za to), jednak burzy na forach i stronach poświęconych wrocławskiej koszykówce nie ma. Dlaczego? Nie mam pojęcia, sytuacja jest bowiem bardzo podobna… Widocznie we Wrocławiu, to o Śląsku Wrocław bardziej wolimy rozmawiać, co oczywiście bardzo cieszy.

Na koniec mała prywata do zarządu WKK.
Dziś kolega Z. jadąc Aleją Jana Kasprowicza, zauważył przy siedzibie WKK dwa banery. Jeden promujący WKK, drugi promujący ‘Śląsk Wrocław’ Przemysława Koelnera. Może warto usunąć ten baner skoro i tak biznes wytrzymał tylko rok? Chyba, że ma on za zadanie być pomnikiem tworu, który zginął śmiercią tragiczną – wtedy jest to dla mnie zrozumiałe.

Rozkład jazdy

fot. wp.pl

Sobota, 8 września, godzina 18:00, Kąty Wrocławskie

Sparing z AZS Politechniką Poznań, ekipą, która w drodze do I ligi wyeliminowała naszpikowaną gwiazdami Open Florentynę Pleszew.

Niedziela, 9 września, godzina 18:00, Kąty Wrocławskie

Sparing z MKS Dąbrowa Górnicza, z którym udało się wygrać w poprzednim sezonie w Pucharze PZKosz. Jeden z głównych rywali do awansu.

Piątek-Niedziela, 14-16 września, Brzeg Dolny

Turniej o Puchar Burmistrza Brzegu Dolnego.

Środa, 19 września, Ostrów Wielkopolski

Sparing ze Stalą.

Sobota-Niedziela, 22-23 września, Kosynierka

Turniej o Puchar Macieja Zielińskiego oraz finał konkursu Drużyna Marzeń.

Sobota, 29 września, Kosynierka

1. kolejka spotkań o Mistrzostwo I Ligi Mężczyzn – WKS Śląsk Wrocław vs KS Spójnia Stargard Szczeciński.

Koniec wakacji, we wrześniu nie możemy narzekać na nudę.

Trenerski problem polskiego sportu

Z gówna bicza nie ukręcisz

“Polskie” orły zakończyły Euro po trzech meczach w najsłabszej grupie turnieju. Później była olimpiada i więcej wstydu niż łez radości. Podsumowaniem dna polskiego sportu był popis naszych piłkarskich drużyn na arenie międzynarodowej i odpadnięcie z rozgrywek zanim się jeszcze zaczęły oraz ratowanie się przed kompletną kompromitacją koszykarzy walczących w eliminacjach do Mistrzostw Europy.

Kiedyś lubiano powtarzać, że to wina infrastruktury, braku boisk etc. Tylko, że z roku na rok jest pod tym względem lepiej, a wyniki to od wielu lat równia pochyła. Z rzadka ktoś wystrzeli, coś zaskoczy, ale na końcu okazuje się, że to albo produkt zachodni (Kubica, Gortat), albo samorodny talent (Radwańska, Małysz), albo absolutny wyjątek na krajowym podwórku (Lewandowski).

Ostatnio modnym argumentem jest, że coraz mniej dzieciaków garnie się do sportu, bo McDonaldy, komputer i tysiące innych nowych pokus. Tylko dlaczego kraje o znacznie mniej licznych narodowościach wyprzedzają nas o mile świetlne? W takich Czechach komputerów nie mają?

I w końcu mityczna “polska myśl szkoleniowa”. Tylko, że prób z zagraniczną (i uznaną) myślą mieliśmy już sporo. Efekty często były nieco lepsze niż za rodzimych poprzedników, tylko że… ostatecznie i tak kończyło się katastrofami. Doskonale też pamiętam z jakim niezrozumieniem u zawodników spotkał się Rimas Kurtinaitis. Ostatecznie wyjechał, a sukcesy osiąga niemal co roku. Z wyborem na najlepszego trenera wszechczasów rozgrywek Eurocup włącznie.

Trzeba się zatem pogodzić, że mamy beznadziejnie słabo utalentowane geny?

Praca u podstaw

Poznałem X lat temu młodego chłopaka o nieprzeciętnych parametrach fizycznych. Namówiłem na grę w koszykówkę, po jakimś czasie wylądował w Śląsku. Serce rosło patrząc z boku jak szybko robi postępy – w przeciągu dwóch lat z kompletnego “drewna” przeistoczył się w zawodnika, który operował lewą i prawą ręką jakby używał ich na równych zasadach. Oczami wyobraźni widziałem go parę lat później ośmieszających rywali pod deskami PLK. Życie usłane różami jednak nie jest i prędzej, czy później przychodzi zniechęcenie, szczególnie jak ktoś jest niecierpliwy. Chłopak po jakiejś przerwie do treningów już nie wrócił.

Co w tej historii szczególnego? Ano to, że absolutnie nikt się tym faktem nie przejął. Nikt nie zadzwonił, nie odwiedził, nie zapytał. Nie wiem czy w tamtym czasie byłem bardziej wściekły, czy zaskoczony obrotem spraw.

Jakiś czas temu trener Grudniewski wybrał się na krótki staż do NBA, po powrocie udzielił ciekawego wywiadu w Polskim Radiu Wrocław – wywiadu, który poniekąd odpowiedział mi na pytanie “dlaczego?”. Bo dzisiaj trenerzy trenujący młodzież, by związać koniec z końcem, muszą brać na swoje barki mnóstwo grup dzieciaków, którym nie są w stanie poświęcić dość czasu. Zamiast szlifować diamenty, mogą się skupić co najwyżej na tym, by wsadzać dynamity w skały, licząc że akurat wpadnie im w ręce drogocenny kamień, już oczyszczony, by przypadkiem nie przegapić. I nie mają czasu latać za zgubami.

Trenerzy zamiast skupiać się, by przygotować młodych zawodników do gry w dorosłym sporcie, mogą co najwyżej skupić się na paru podstawach i robieniu “masy”, żeby rywali zabijać siłą i szybkością. Bo przecież trzeba wygrać ten turniej kadetów, żeby dostać premię i mieć co włożyć do garnka.

TO jest największy problem polskiego sportu. Nie korupcja, nie Lenczyk, nie Pipan, ani nawet nie krzywe boiska. Problemem jest, że ludzie odpowiedzialni za kształtowanie i wychowywanie przyszłej generacji sportowców mają źle ustawione priorytety. Nie mają czasu się doskonalić, ani indywidualnie pracować ze swoimi podopiecznymi, bo za 15 min muszą być w szkole odbębnić wf. “Macie piłkę chłopcy, podzielcie się na cztery drużyny i grajcie”.

Każda lawina ma swój początek

Niech ten przydługi wpis będzie kamyczkiem który rozpocznie lawinę. Mówcie o tym problemie, głośno o nim krzyczcie. Niech to trafi do ludzi odpowiedzialnych za polski sport, do prasy, do mediów. Trzeba zwrócić uwagę na problem, żeby ktoś zaczął myśleć jak zmienić ten stan rzeczy. Jak zorganizować polskie prawo, żeby dać trenerom komfort pracy, by mogli szlifować przyszłe diamenty, a nie zastanawiać się, czy będą mieli za co kupić dziecku lalkę pod choinkę.