Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for October, 2012

To nie będzie łatwa liga

Trzy kolejki i prawdziwy rollercoaster w sercach wrocławian – wpadka ze Spójnią, demolka w Bydgoszczy i w końcu wczorajszy pojedynek z Polonią Przemyśl. Po 7 i pół minuty szalonego run’n gun w wykonaniu Śląska prowadziliśmy różnicą 24 punktów… niektórzy mogli się poczuć jak na meczu juniorów, bo chyba tylko w tych rozgrywkach trafiają się wyniki gatunku 100:20. Gościom wystarczyło jednak 20 min, żeby ośmieszyć Wojskowych i wyjść na prowadzenie. Ostatecznie wynik udało się uratować – w głównej mierze zasługą duetu Mroczek-Truskowski & Kulon – ale solidną lekcję odebrał chyba każdy, łącznie z kibicami. Bo liga zapowiada się niezwykle interesująco i każdy mecz powinien być zacięty.

Co jeszcze można powiedzieć po tych trzech kolejkach? Że z pewnością mamy kłopot pod dziurą. O ile w nieco szalonej, szybkiej koszykówce nasz zestaw nazwisk sprawdza się lepiej niż dobrze, tak kiedy trzeba zagrać wolniej problem uwidacznia się błyskawicznie. Inna sprawa, że nie zagraliśmy jeszcze ani razu w pełnym, zdrowym składzie – Bochen nie zdążył wyzdrowieć, to połamał się Hajnsz. I tak rispekt dla chłopaka, za zbiórki z połamanym palcem.

Frekwencja na starcie przyzwoita, ale za tydzień test Orbity. Nie wiemy jeszcze czy z Ostrowa ktoś przyjedzie, widząc jednak upór kochanej pani Drozd, to parę gimbusów może na Wejherowską zajechać. Większym problemem jest jednak ilu wrocławian uda się zachęcić do wizyty w 4-5 razy większej hali. Marzy mi się, żeby w Orbicie zobaczyć komplet, i żeby dwa tygodnie później, na mecz z Siedlcami w Kosynierce, bilety wyprzedały się pierwszego dnia. Nierealne? W interesie nas wszystkich każdy niech zrobi co w jego mocy, by przypomnieć wrocławianom, że koszykówka w tym kochanym mieście wraca na salony.

03.10.12 – Bydgoszcz

Jeżeli wymienić, kto nam najbardziej zaszedł za skórę w okresie przedsezonowym, to kandydatem numer jeden byłby odpowiedzialny za terminarz rozgrywek. W tym roku, poza Ostrowem Wielkopolskim, wszędzie mamy “daleko”, a Bydgoszcz to jedno z łatwiej osiągalnych miejsc. Pod warunkiem, że mecz nie jest rozgrywany w środku tygodnia.

Ostatecznie udaje nam się zorganizować 11 osób upchniętych w mobilki. Byłby komplet, czyli jedna osoba więcej, ale nawalił… eks-trener Wisły Kraków Michał Probierz.

Pozrywani z pracy, czy zajęć, wyjeżdżamy grubo po 14 z Wrocławia. Klasycznie blokowani na słynnych światłach w Krynicznie, dopiero za stadionem tej miejscowości udaje się rozbujać łapiąc azymut na Bydgoszcz. Na miejscu meldujemy się spóźnieni, ale powitani przez spikera i dobrym wynikiem na tablicy po 1. kwarcie.

W Bydgoszczy hala praktycznie pełna, z niezwykle licznym młynem… który po przerwie znacznie zmizerniał, po tym jak opuściły jego szeregi grupy młodzieżowców Astorii. Z naszej strony doping chyba przyzwoity (jak na tę liczbę), chociaż akustyka hali była taka, że młyn gospodarzy (okupujący sektor po przeciwległej stronie parkietu, za koszem) wydawał nam się dziwnie cichy, więc wrażenia mogą być mylne.

Po złapaniu ponad 30 pkt przewagi mecz zamienił się w streetballowe popisy, których niespecjalnie dało się oglądać. Mnóstwo akcji obie ekipy zaczęły grać praktycznie bez podań, co chwilę ktoś odpalał bezsensowne rzuty i jeżeli mamy być czepialscy, to za ostatnią kwartę należy się zawodnikom nagana. Na to rozluźnienie chłopaki solidnie jednak zapracowali wcześniej – z Kikowskim na czele, który chyba za punkt honoru obrał sobie zmazać plamę po sobotniej inauguracji. Większość rzutów oddawał praktycznie od razu po otrzymaniu piłki, trafiając czyściutko raz za razem. Świetnie pod deskami walczyli Suli z Bochenem, który po efektownej akcji usłyszał utworzone w minionym sezonie hasło na jego cześć. Pochwał można by zresztą wymienić sporo, ale… to wciąż dopiero początek sezonu i mnóstwo pracy przed nami. Wyniki innych spotkań pokazują, że liga będzie pełna niespodzianek i każdy punkt trzeba wywalczyć.

Po meczu wyczekiwany okrzyk Bochena i duże podziękowania od i dla zawodników. Powrót zaskakująco spokojny… jeżeli nie liczyć hopki na trasie, nad którą przefrunął nasz lokalny Kubica, a po starciu z którą, kilka lat temu, jeden z bolidów wracał do domu na lawecie. Chwilę później na pobocze zaprosiła drogówka, szczęśliwie jedynie do kontroli. Hitem wyjazdu stały się dyskusje o wszystkim i o niczym, w których brylował V. Niecenzuralny morał każdej z dyskusji zachowamy dla siebie.

Na granicy Wrocławia meldujemy się równo kwadrans po 1 w nocy. Kolejny pojedynek Wojskowi rozegrają w sobotę o 19:00 w Kosynierce. Zapraszamy.