Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for August, 2013

Kto wyznacza trendy?

Na łamach naszej strony nieco więcej mogliście ostatnio przeczytać na tematy czysto sportowe niż te, które przeciętnemu Kosynierowi są na co dzień najbliższe czyli… trybuny i wszystko to, co powszechnie związane z ruchem Ultras.

Koszykarskie wakacje dobiegają końca. Kończy się też laba dla tych, którzy w trakcie sezonu ogarniają całe to szeroko pojęte kibicowskie życie w naszym gronie. Nie ma co ukrywać, trochę poobijaliśmy się w między sezonowym okresie, a teraz czas zabrać się do roboty.

Pomysłów mamy sporo. Część została już wcielona w życie, a inne czekają na realizację. Rodzą się też pomysły na nowe hiciory dopingujące i sławiące nasz klub. Wraz z pierwszymi meczami nowego sezonu pojawi się również pewna niespodzianka.

Długo nie było nas na najwyższym szczeblu rozgrywek. Liga nieco się pozmieniała w trakcie naszej nieobecności. Patrząc na to z dystansu można dojść do wniosku, że spory postęp zrobili w Koszalinie. Ciekawe oprawy i doping na niezłym poziomie, jak na koszykarskie warunki, jeszcze bardziej zachęcają by w grudniu odwiedzić nadmorski kurort. Może nie porywający, ale jakiś tam stały poziom trzymają od lat w Słupsku i Starogardzie. Mimo wzajemnej antypatii, uznanie należy się ekipie, która ogarnia doping i oprawy we Włocławku. Mimo wszelkich niechęci szacunek dla panów z grupy H1 za to, że starają się wprowadzać coraz więcej elementów typowych dla ruchu Ultras.

Na zgorzelecki folwark wąsaty od lat patrzymy z lekkim uśmiechem i przymrużeniem oka. Zawsze przyjemnie jednak pojechać do przygranicznego miasteczka. Raz, że blisko, a kibicom z dłuższym stażem Zgorzelec kojarzy się przede wszystkim z pewnym przybytkiem nieopodal hali, w którym w wesołej atmosferze można było zaspokoić spragnione i zmęczone meczem gardła.

Nigdy nie mieliśmy okazji na własne oczy przekonać się co prezentuje sobą ekipa z Zielonej Góry. Z jednej strony zaakceptowanie zmiany herbu i nazwy to zupełnie nie nasza bajka, a z drugiej całkiem spory głośny młyn co z miejsca powoduje ciekawą rywalizację na trybunach.

Reszta ligi pod względem kibicowskim jest w zasadzie bezbarwna. O Gdyni nie ma co pisać. W Sopocie po rozłamie coś tam niby działają, ale jak to jest naprawdę przekonamy się na własne oczy.

Szkoda, że kibice Kotwicy Kołobrzeg nie za często odwiedzają koszykarską halę. Żałujemy, że na dłużej nie utrzymał się w lidze Łódzki Klub Sportowy, a ostrowski dzikus nie poszedł za ciosem i odpuścił w tym roku wykupienie miejsca w wyższej lidze. Ostatnie wycieczki do Ostrowa wspominamy przednio. Nieco gorzej kojarzą się natomiast fanom miejscowej drużyny.

Liga jest, jaka jest. Ale najważniejsze jest to, jak na jej tle wypadniemy my sami. Dlatego już dziś róbmy wszystko aby postrzegano nas jak najlepiej. Niech inni uczą się od nas dopingu i patrzą na nas z uznaniem.

Powraca do grona najlepszych Śląsk Wrocław… i niech to my, jego fani, będziemy tymi, którzy wyznaczają standardy. Ale aby tak się stało musimy włożyć w to sporo pracy i serca gdyż uznania nie zdobywa się ot tak…

K.

Ku przestrodze

Długo pisałem poniższy artykuł. W zasadzie był już gotowy i czekał tylko na opublikowanie. Kilkakrotnie przeczytałem tekst nim wysłałem go naczelnemu i w ostateczności ugryzłem się w język. W ten sposób otrzymujecie notkę skróconą o coś, co mogło by sprawić iż jeszcze przed sezonem mielibyśmy niezłą wojenkę na linii Zarząd klubu – Kosynierzy.

Naturę mam dosyć wredną i lubię ponarzekać. A jak się uwezmę, to suchej nitki na delikwencie nie zostawię czego przykładem jest nasz nowy celebryta.

Gorzkich słów pod adresem machajpały w trakcie sezonu padnie pewnie sporo więc dziś gołodupca oszczędzimy.

Do rzeczy. Wiadomość o tym, że klub wypożycza “dla dobra samego zawodnika” Norberta Kulona podziałała na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Co prawda pisał już dziś na temat redaktor yanoo, który pewne informacje przyjmuje spokojniej ode mnie a, że sceptyk ze mnie okropny, więc zawsze muszę swoje zdanie wtrącić.

Śląsk to dla mnie – nazwa, herb, barwy, kibice robiący klimat i atmosferę wokół klubu, lata pięknej tradycji i historii oraz zawodnicy-legendy, którzy tę historię przez lata tworzyli.

Bycie fanatykiem Śląska dla mnie jak i dla wielu moich braci po szalu jest sposobem na życie. Dla jednych pasją, a dla innych życiową miłością. Tworzymy wizerunek klubu i staramy się go rozsławiać. A wszystko to ku wyżej wymienionym wartościom.

Zmieniają się czasy, a także i realia w sporcie. Trudno dziś znaleźć kogoś kto mógłby w polskich klubach stać się w przyszłości legendą na miarę Panów Mieczysława Łopatki, Kazimierza Frelkiewicza, Jerzego Świątka czy symbol ostatniej dekady – Macieja Zielińskiego.

Koszykarze, podobnie jak zawodnicy innych sportów zespołowych, stali się najemnikami. Gra się tam gdzie płacą więcej i gdzie jest wygodniej. Dawno skończyły się czasy sentymentów i przywiązania do barw. Ze świecą szukać zawodnika, który czułby się związany w sposób mentalny z klubem i kibicami. Dlatego też od dawna nie robią na mnie żadnego wrażenia wiadomości o wielkich transferach. Nie skacze mi ciśnienie na widok wielkiej gwiazdy, która i tak najczęściej ma gdzieś to gdzie i dla kogo gra. Ale jeśli już mam wybierać to wyznaję hierarchię: wychowanek klubu, wrocławianin, Polak, Europejczyk, a reszta jest mi obojętna.

Co do Norbiego… z racji tego iż większą część meczu zwykle spędzam stojąc plecami do parkietu nie mam możliwości aby na dłużej przyjrzeć się grze konkretnego zawodnika, ale akurat w jego wypadku nie dało się pewnych rzeczy nie docenić. Rzuciła mi się w oczy jego boiskowa zawziętość, walka do końca i spryt, którym nadrabiał często braki w umiejętnościach.

Ponieważ mam słabość do ludzi odważnych, walczących i uparcie dążących do celu nie mogłem nie polubić tego zawodnika za jego styl gry i podświadomie zacząłem mu kibicować.

Z natury jestem nieufny wobec ludzi, których bliżej nie znam, ale akurat ten małolat dość szybko wzbudził moją sympatię tym jak wypowiadał się na temat swojej przyszłości (skromy, ale pewny siebie i świadom tego co chce osiągnąć) i o Śląsku.

Wielu było takich, którzy deklarowali dozgonną miłość do Śląska a po roku lądowali w Wałbrzychu albo Włocławku, ale w tym wypadku rzeczywiście mamy szansę na swojaka przez lata. Kogoś z kim identyfikowali by się kibice i chłopaki z młodszych roczników.

Oficjalnie wypożyczenie do pierwszoligowego Kutna nasi działacze argumentują inwestycją w podniesienie umiejętności przez zawodnika. Uparcie twierdzę jednak, że pozostanie we Wrocławiu wyszłoby samemu zainteresowanemu na lepsze. Sezon jest długi, a nasz młody wychowanek już dwukrotnie pokazał, że zbieranie umiejętności w wyższej lidze przez kilka miesięcy procentuje w najważniejszych meczach sezonu.

Drodzy działacze. Przypomnijcie sobie sylwetkę młodego, perspektywicznego wychowanka sekcji piłkarskiej, Kamila Bilińskiego, na którego nosem kręcił trener Tarasiewicz, a następnie Lenczyk. Dlatego też wypożyczano go do niższych lig. Dziś Biliński strzela bramki z powodzeniem w Europie i gra w pucharach przeciwko polskim drużynom. A szanse na jego powrót do Śląska są praktycznie żadne.

Żebyście się kiedyś nie obudzili z ręką w nocniku.

To tak ku przestrodze.

K.

Słodko-gorzki sezon

lew-kutnoMirek Łopatka, Mateusz Płatek, Łukasz Diduszko oraz Paweł Bochenkiewicz w WKK Wrocław. Jak stwierdziła E. – bez “naszych” nie potrafią awansować.

Dzisiejszy news przyćmił jednak każdy inny, który dotychczas wykrzywiał miny w grymasie – w sezonie 2013/14 nie zobaczymy Norberta Kulona w barwach WKS-u w ekstraklasie. Młody obrońca zostanie wypożyczony do AZS-u Kutno, gdzie dołączy do wrocławskiego trenera Jarosława Krysiewicza i wychowanka Śląska Krzysztofa Jakóbczyka.

Rzadko tu poświęcamy notki pojedynczym zawodnikom, a jeśli już to raczej ich krytykując. Z Norbertem czujemy jednak specyficzną więź, bo to chłopak, który przebył z nami najdłuższą drogę od upadku. Wskoczył do składu w drugiej połowie sezonu 2008/09  i z miejsca zdobył nasze uznanie za przebojową i odważną grę przeciwko starszym i silniejszym rywalom. Na długo zapamiętamy jego fenomenalną końcówkę w Prudniku, a później Ostrowie dające awans w II lidze.

Odkładając na bok sympatie trzeba stwierdzić, że sezon spędzony w drugiej lidze i jedynie trenowaniu z 1. drużyną może dać mniej, niż powrót do pierwszej ligi w roli lidera zespołu bijącego się o awans – a taką rolę mamy nadzieję wywalczy Norbert w Kutnie.

I głęboko wierzę, że za rok, podbudowany dobrym sezonem, wróci do nas jeszcze lepszy Norbert by móc bronić barw Śląska Wrocław w ekstraklasie. Powodzenia!

Szacunek dla Historii

me-196350 lat temu Polska reprezentacja osiągnęła swój największy dotychczasowy sukces – srebro Mistrzostw Europy w Hali Ludowej. To trochę takie nasze koszykarskie “Wembley”, do którego przez długie dziesięciolecia nie potrafimy nawiązać. Ale dzisiaj nie o słabościach współczesnej kadry.

Polskie kluby mają problemy z odpowiednim uhonorowaniem swojej historii. Z takimi prostymi gestami, jak dożywotnie miejsce w loży VIP dla swoich legend (i powitaniem przez spikera), wyprawienie z pompą meczów pożegnalnych, tworzenia muzeów i ogólnie pielęgnowania pamięci o swojej wielkości – przede wszystkim wśród najmłodszych. Bo najmłodsi nie jarają się Barceloną, czy Panathinaikosem dlatego, że fajnie grają, czy mają ładną nazwę, ale dlatego, że w tych klubach potrafią oddziaływać na wyobraźnię.

W Śląsku przez lata o historię dbali jedynie kibice – organizując mecze pożegnalne dla Miglinieksa i Keitha Williamsa, czy tworząc efektowne filmiki. Klub stać było w najlepszym razie na powieszenie koszulki Zielonego… o ile akurat nikt nie zapomniał jej do Orbity zabrać.

Wraz z projektem odbudowy, oprócz stawiania na skład, zadbano i o symbolikę. Wielki herb na środku parkietu, bogato przedstawiona (przynajmniej w porównaniu do tego, co było) w internecie wielka historia, wielkie postaci co mecz na balkonie w Kosynierce i najpiękniejszy element – podobizny Stasika, Łopatki, Świątka i innych w hali na Mieszczańskiej.

logo3 (1)Powrót na ligowy szczyt to możliwość, by jeszcze wyżej podnieść sobie poprzeczkę i pokazać każdemu klubowi, każdemu zawodnikowi i kibicowi, który przyjedzie do Wrocławia, że do ligi wrócił Król. Jeden ze świeżych nabytków w wywiadzie przyznał, że agent zrobił mu krótki wykład z historii Śląska, budzącą Amerykaninowi skojarzenie z Los Angeles Lakers i Boston Celtics. Każdy – stary, czy młody – kibic tych zespołów wie kto to Larry Bird, Bob Cousy, Kareem Abdul-Jabbar czy Magic Johnson. Niestety, ale chyba niewielu starych, a jeszcze mniej młodych kojarzy choćby uczestników wymienionych ME, reprezentujących barwy Śląska Wrocław – Mieczysława Łopatki i Kazimierza Frelkiewicza.

Podczas planowanego turnieju (5-6 października) będzie świetna okazja, by ich utrwalić w świadomości każdego kibica. Koszulka Maćka mogłaby mieć świetne towarzystwo.

“Nie” dla gołodupca cz.II

Faktem stało się to, co od dłuższego czasu było niemal przesądzone. Miłośnik paradowania z fujarą przed obiektywem, idol kochających inaczej (choć sam żonaty), czy jak go tam zwą, jest już oficjalnie zawodnikiem Śląska. Nie przez jeden, a jak się okazuje przez dwa najbliższe sezony będziemy mieli niewątpliwą  przyjemność podziwiać w Śląsku jeden z największych talentów wśród polskich koszykarzy. Talentu na rzecz którego zrezygnowano w klubie z usług sprawdzonego w zeszłym sezonie, poczciwego Tomasza Ochońko.

Jeśli ta wiadomość niewystarczająco Was ucieszyła, to dla osłody podpowiem, iż podczas zakończonej niedawno konferencji dyrektor Michał Lizak wyraził nadzieję iż na dwuletniej przygodzie współpraca się nie zakończy. My również taką nadzieję wyrażamy i z niecierpliwością wyczekujemy pierwszych meczów nowego sezonu, bo będzie naprawdę wesoło. Sądząc po komentarzach pod poprzednim artykułem “NIE dla gołodupca” śmiem sądzić, iż “facet” ma wielu fanów swego talentu, więc naturalnie wzrośnie nam frekwencja w Orbicie. Ludzie będą do hali walić drzwiami i oknami, atrakcyjność widowiska wzrośnie, zabawa będzie przednia, a o to przecież nam wszystkim chodzi.

A teraz poważnie. To, że przy wyborze nowego “zawodnika” klub kierował się hajsem, to oczywiste. W tym wypadku niewielkim, bo kto o zdrowych zmysłach zapłaci dobrze za gościa, który ostatnie miesiące biegał za piłką w klubie czysto amatorskim. No ale, czemu się dziwić, skoro profesjonalny koszykarz zamiast skupić się na odpowiednim przygotowaniu do meczów, woli robić za celebrytę w telewizji. Dziwi nas jednak bezgraniczny kredyt zaufania do kogoś kto niejednokrotnie z powodu trudnego charakteru był na zakręcie swojej kariery, a obecnie jest jedną, wielką niewiadomą.

Mam jedynie nadzieję, iż zarząd umieścił w kontrakcie klauzulę zabraniającą typowi narażania klubu na złą reputację za pomocą podobnych akcji jak te, które miał w zwyczaju odstawiać w przeszłości. Natomiast jeśli nikt przy podpisywaniu kontaktu o tym nie pomyślał to znaczy, że albo jest naiwny, albo ma głęboko w poważaniu pewne wartości, które wyrabiają klubowi opinię.

Jak gołodupca potraktuje reszta hali jest nam obojętne. Nie zamierzamy nikomu narzucać swojego stanowiska. Każdy postępuje według własnego uznania.

My nie zamierzamy krzyczeć “Śląsk” po jego nazwisku podczas prezentacji. Swojego nazwiska też nie usłyszy choćby zagrał na poziomie euroligowym. Gość po prostu sobie jest, a jak podpadnie to się nasłucha.

Na podpisaniu kontraktu z gołodupcem nie kończą się rewelacje jakie nam dziś zaserwowano. Okazało się też, że furory nie zrobi wprowadzana pod koniec poprzedniego sezonu nowa wersja jednej z najbardziej znanych naszych piosenek. Nazwa pewnej lubianej przez nas firmy produkującej środki piorące oraz wybielające pasty do zębów jest już nieaktualna, więc pomysł jednego z naszych “gniazdowych” zwyczajnie szlag trafił…

K.