Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for February, 2014

Ważna pietruszka

czy-szczepienia-to-totolotek1Przed nami trzy ostatnie ligowe kolejki – wszystkie we wrocławskiej Hali Orbita. Podejmiemy kolejno: Trefl Sopot (8. marca, 19:00), Turów Zgorzelec (13. marca, 20:00) oraz AZS Koszalin (19. marca, 20:00).

Szóstki nie będzie

To co wiemy na dziś, to że nie mamy już szans na górną szóstkę. A jeśli mamy, to jak w tym dowcipie o wyjściu z grupy pod warunkiem, że San Marino pokona Hiszpanię, a reszta rywali zginie. Brak awansu do grupy “lepszych” wcale jednak nie oznacza, że sezon się skończył, a kolejne mecze będą o nic.

Do Play Off zakwalifikuje się w sumie osiem najlepszych zespołów – wszystkie 6, które znajdą się w górnej szóstce i dwa najlepsze z dolnej. Śląsk obecnie plasuje się na 9. miejscu w tabeli, a co gorsza przyjdzie nam grać bez motoru napędowego do końca sezonu. O ile jeszcze w domu gra wrocławian jakoś wygląda i można po cichu liczyć na komplet punktów, to na wyjazdach, mówiąc delikatnie, nie błyszczymy.

Wrocław Kocha Koszykówkę

150346_10151901391711314_1117922084_nPewien wąsaty jegomość, swego czasu przejechał się na swoim haśle reklamowym. I hala w meczach z dolną połówką świeciła mu pustkami. W przypadku wojskowych mamy nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy i będzie komu ponieść naszych zawodników do decydującej fazy rozgrywek. AZS Koszalin rok temu z 7. miejsca wywalczył brąz, więc przykładów do naśladowania nie brakuje.

Jak zawsze zapraszamy na nasz sektor. Wielokrotnie spotkaliśmy się z szokującym dla nas pytaniem “czy mogę?”. Odpowiedź może być tylko jedna: możesz. Jedynym warunkiem jest, by każdy na sektorze przez całe spotkanie dopingował z całego serca WKS Śląsk Wrocław.

Kazimierz Frelkiewicz

3d1db6cb5715738c2bc7214d3c145939Dziś swoje 74 urodziny świętuje pan Kazimierz Frelkiewicz (na zdjęciu drugi od prawej). Pan Kazimierz, urodzony 20-tego lutego 1940 r. w Pogrzybowie, to dwukrotny olimpijczyk, srebrny medalista Mistrzostw Europy we Wrocławiu, dwukrotny brązowy medalista ME, dwukrotny mistrz, trzykrotny wicemistrz i siedmiokrotnie brązowy medalista Mistrzostw Polski ze Śląskiem Wrocław.

A do tego wszystkiego, Kazimierz Frelkiewicz to zawodnik, który całą swoją karierę spędził w tylko jednym klubie (wg danych plkhistory 17 sezonów).

Znany był szczególnie z hurtowych przechwytów, jako świetny organizator gry oraz… z niezwykle spokojnego charakteru. Ledwie trzy dni temu, pan Kazimierz otrzymał honorową odznakę “Zasłużonych dla Województwa Dolnośląskiego”.

Z okazji tego święta, Panu Kazimierzowi życzymy dużo zdrowia, możliwości świętowania kolejnych medali Jego klubu i utrwalenia się w pamięci kolejnych pokoleń kibiców. Sto lat!

Zielona Góra, 15.02.2014

W niespełna tydzień czasu po zdobyciu krajowego Pucharu przyszło nam odwiedzić aktualnego Mistrza Polski. O podróży do zielonogórskiej hali niektórzy myśleli jeszcze zanim ona powstała, bowiem już na projektach wyglądała apetycznie – wysokie trybuny blisko parkietu zapowiadały świetną akustykę, a i sama pojemność, jak na polskie warunki, miała robić wrażenie. Jak ostatecznie było?

Roszady i spóźnialscy

20140215_001To był dopiero trzeci mecz w tym sezonie, grany przez Śląsk w sobotę na wyjeździe, a nikomu chyba nie trzeba specjalnie tłumaczyć, że to najlepszy dzień w tygodniu na wyjazdy. Do Kołobrzegu jak i Sopotu ostatecznie nie udało się pojechać, ale tym razem o wpadce nie mogło być mowy. Nie przeszkodziły wyższe wymagania ze strony gospodarzy, ani nagłe przełożenie spotkania na wcześniejszą godzinę. Jednak już wypisywanie się i nagłe pobudki na mniej niż 24h przed meczem doprowadzały niżej podpisanego do szewskiej pasji. Ostatecznie w kierunku Zielonej Góry udało się 49 osób, plus grupa z KKN-u.

W drodze na miejsce niektórzy próbowali ratować sobie humory trunkiem z dodatkiem “Free” w nazwie. Prawdopodobnie sprawili tym wielką radość sprzedawcy, że się zalegającego paskudztwa nareszcie pozbył. Poza tym podróż bardziej przypominała… powrót, umilony wieściami o złotym medalu wywalczonym na Ruskiej ziemi.

Wzięci z zaskoczenia

2014-02-15-stelmet-zielona-gora-slask-wroclaw-kibice-42_20140216_1105564432Na miejscu nie możemy się nadziwić stopniem zorganizowania miejscowych służb, zaczynając od sprawnego podprowadzenia pod boczne wejście, gdzie już czekał organizator, by zaprowadzić przez labirynt korytarzy do kas.

Macanko i kontrola obecności na liście wyjazdowej zabrała ponad 20 minut, ale ogólne zdziwienie na twarzach naszą dobrą kondycją znacznie zrekompensowało te niedogodności. Zdziwienie było zresztą na tyle duże, że olanie kontroli przez F. zbyto jedynie machnięciem ręki.

Wysoko

2014-02-15-stelmet-zielona-gora-slask-wroclaw-kibice-02_20140216_1716110868Widok z balkonu robi wrażenie. Jest jeszcze wyżej i pod jeszcze większym kątem niż w Ludowej. Delikatnie spóźnieni nie mamy jednak czasu na podziwianie widoków, tym bardziej, że wynik na parkiecie optymistycznie nie wyglądał. Widać jednak wojskowym gra się znacznie lepiej ze wsparciem naszych gardeł i dość szybko wyrównali, a przez kilka minut mogliśmy się nawet cieszyć z wyraźnego prowadzenia.

W czasie kiedy jedni szukali wzrokiem młyna gospodarzy, inni radowali się na koszulkę Żubra. Na trybunach pojawił się również Maciej Zieliński, którego miejscowa publiczność powitała brawami. Skoro o miejscowej publice mowa – spodziewaliśmy się znacznie większej mobilizacji na przyjazd Śląska Wrocław. Euroliga i Mistrzostwo wyraźnie jednak zielonogórzan zmanierowały, bowiem poza głośniejszymi gwizdami w decydujących momentach meczu, to wypełniona mniej więcej w połowie hala siedziała cichutko.

2014-02-15-stelmet-zielona-gora-slask-wroclaw-kibice-20_20140216_1240092873Hala zawiodła nas również – wygląda rewelacyjnie zarówno z zewnątrz, jak i w środku, jest dobrze przygotowana na przyjęcie kibiców gości, strome trybuny robią wrażenie, ale to co dla nas najważniejsze – akustyka – woła o pomstę do nieba. Jest chyba nawet gorzej niż w Orbicie. Nie przeszkodziło to nam jednak zebrać sporo pochwał za nasz doping, również od miejscowych. Co prawda w kryzysowych momentach – w trzeciej kwarcie, kiedy nadziewaliśmy się na kontrę za kontrą oraz dogrywce – doping na chwilę nieco siadał, ale na tyle, by jedynie każdy mógł zakląć pod nosem, a następnie wściekłość zamienić na jeszcze lepszy doping. W czwartej ćwiartce pomogło, w dogrywce zawodnikom zabrakło już i czasu i sił.

Z optymizmem

Pomimo oddalających się szóstek mecz napełnił nas optymizmem, że Pucharowy finał nie był jednorazowym wyskokiem i coś w tej lidze możemy wywalczyć. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ze zdrowym Skibniewskim, z Zielonej Góry wywieźlibyśmy dwa punkty.

Po wspólnych podziękowaniach pod halą, śpiewach i odsłuchaniu niedowierzań ze strony Radka, ruszyliśmy w tango, pardon, do domu. W dobrych nastrojach meldujemy się we Wrocławiu po godzinie 23.

14

1798866_10151903352671314_2016243657_nStało się. WKS Śląsk Wrocław, jako beniaminek ekstraklasy, zdobył Puchar Polski po raz 14-ty w swojej historii, a po raz trzeci pod wodzą trenera Jerzego Chudeusza. Kiedy trzy lata temu świętowaliśmy zdobycie krajowego mistrzostwa juniorów starszych, chyba nikt z nas nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie wznieść tego typu trofeum.

Na początku była zemsta

Kiedy na początku drugiej kwarty sobotniego półfinału z Anwilem Wojskowi wyszli na 20-punktowe prowadzenie, jedni przecierali oczy, a drudzy nakręcali coraz lepszy tego dnia doping. Do pełni szczęścia zabrakło smutnych ryjków kibiców gości, którzy mogliby opłakiwać szczyt nieporadności swoich pupili. Hitem dnia były kroki w akcji sam na sam z koszem.

1507939_10151901390711314_960277554_nSzczerze trzeba jednak oddać, że Anwil przyjechał tak poobijany, że można było się zastanawiać, czy nie należałoby włocławskich zawodników odesłać do słynnego już w kraju punktu z cudotwórczą kroplówką.

Śląsk ostatecznie wygrał na spokojnie (pierwsza wygrana z Anwilem od lutego 2008), Turów też, zatem to co było pewne przed niedzielą, to że Puchar Polski zostanie na Dolnym Śląsku.

Nie można też nie wspomnieć odwiedzin Norberta Kulona, który ledwie godzinę przed meczem z Anwilem pokonał WKK Wrocław. Bohaterem tamtego spotkania był jednak inny wychowanek Śląska, Krzysztof Jakóbczyk, który do przerwy miał na swoim koncie 0 punktów, by w drugiej połowie dać prawdziwe show kończąc spotkanie z fenomenalnym dorobkiem 25 oczek przy 7/10 rzutach za 3. Gratulujemy!

1507983_10151903354281314_208052933_nNajważniejszym punktem dnia były jednak urodziny Radosława Hyżego, który jako drugi w naszej historii (po Macieju Zielińskim) dostał w prezencie Zielono-Biało-Czerwoną flagę. Rudowłosemu weteranowi prezent wydał się jednak niekompletny… i zażądał uzupełnienia o nasze autografy.

Słówko o organizacji

27067Kratery wolnych miejsc na trybunach, dwie (w porywach) otwarte kasy obsługiwane przez informatyków, ponad 20 minut czekania na wydrukowanie naszej puli biletów, a na osłodę lachon w kusej spódniczce. Dziwną linię obiera nasza liga. Widać ulokowanie takiego turnieju w “silnym ośrodku koszykarskim” to cały pomysł na organizację w wykonaniu ligowych decydentów.

Paradoksalnie, mniej ludzi na trybunach dało w efekcie żywszą niż zazwyczaj publikę… ale o tym za chwilę.

Nie ilość, a jakość

150346_10151901391711314_1117922084_nO ile dziury na trybunach w sobotę można było zwalić na słabą reklamę i “brak działań zapobiegawczych”, to jeszcze większe pustki na finał w niedzielę były dla wielu szokiem. Widać niestety skoki narciarskie wygrały walkę o widzów…

Przyszli jednak ci, którym na Śląsku zależy, a doping momentami niósł się sam. W drugiej połowie ludzie bez dodatkowej zachęty wstawali z krzesełek, a echo “za Śląsk! za WKS!” na długo zapadnie mi w pamięci. Swoje zrobił też Kogut, który na grzędzie między sektorami K i L potrafił pobudzić nawet najbardziej skostniałych.

1625610_10151903351506314_1642449267_nSam mecz mógł się podobać. Wielu komentatorów podkreśla nawet, że widowisko zaserwowane przez Śląsk i Turów w całości wynagrodziło miernotę wcześniejszych faz pucharu.

Falstart i radość

Na niecałe pół minuty przed końcem Śląsk prowadził pięcioma punktami, a z sektora zdążyło ponieść się Puchar jest nasz…. Ten pośpiech mógł być opłakany w skutkach, szczególnie po tym jak Gibson skozłował w nogę przy stanie 88:86 na 10 sekund do końca spotkania. Wojskowi wygrali jednak wojnę nerwów i 14-ty tryumf w Pucharze Polski stał się faktem.

1888466_10151903352781314_2067394779_nSzampan, fontanna iskier (co wolno wojewodzie…) oraz biało-czerwonych konfetti, a w tym czasie Amerykańscy zawodnicy… uciekli do szatni, by wrócić z aparatami i skierować obiektywy na trybuny.

W imieniu Radosława Hyżego nagrodę dla najlepszego zawodnika Dolnego Śląska odebrał nie wiedzieć czemu Filip Dylewicz. Nagroda MVP przypadła, niezwykle skutecznemu tego dnia zza łuku, Michałowi Gabińskiemu, którego wystrzał formy przypomniał dokonania Tomasza Bodzińskiego.

1798039_10151903354036314_408969300_nChwila świętowania na sektorze z zawodnikami oraz pucharem i można się było zacząć zastanawiać, gdzie kontynuować zabawę.

Zadymiona sesja

Wyczekiwanie na bohaterów wieczoru dłużyło się najmocniej umundurowanym, którzy znudzeni, postanowili nie psuć imprezy i zwinęli manatki. Sesję zdjęciową najpierw zaliczył sam puchar (tym razem bez dodatkowych świecidełek w środku), a następnie grupowo wszyscy zgromadzeni, którzy się jeszcze nie rozeszli. W międzyczasie spóźnione, urodzinowe świeczki bez skutku próbował zdmuchnąć pan Radosław.

zadymiona-orbitaŚwiętowanie przeniosło się następnie do Rynku. Najpierw w pijalni sprite’a zaciąg zagraniczny poznawał w wąskim gronie co to znaczy polska gościnność, nie zostając dopuszczonym do kasy, by następnie te doświadczenia pogłębiać już w naszym gronie w mniej oficjalnym miejscu.

W czasie kiedy F. tłumaczył chłopakom z Oregonu znaczenie skrótu MVP, trwał pojedynek wagi ciężkiej nowo ochrzczonych braci. Tymczasem udomowiony już Żubr najpierw opowiadał jak planuje zarazić najmłodszych miłością do koszykówki, sportu w ogóle oraz Śląska, a następnie niezwykle wzruszony zawstydzał nas pochwałami.

Opowieść można by jeszcze uzupełnić o anegdoty o Czajkowskim popijającym mineralną, Mr. Kowalskim w zabawnej czapce, bucowatym serbskim szkoleniowcu, wybitnym słuchu w puszczy, Michale, ale co się stało, a całość zamknąć, że w drodze powrotnej dzwoniły budziki. Zamiast was jednak, drodzy czytelnicy, zanudzać niezrozumiałymi opowieściami po prostu podziękujemy.

puchar