Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Monthly Archive for February, 2015

Houston, mamy problem?

Baisse-rot-comicPrzegraliśmy trzeci mecz z rzędu, co z grubsza oznacza, że czas rozważyć ponownie ambicje na sezon zasadniczy.

Od 21. listopada 2014 wyjazd bilansowy Śląska Wrocław wynosi jedno zwycięstwo i sześć porażek.

Bilans po zatrudnieniu Vuka Radivojevicia wynosi trzy zwycięstwa i cztery porażki.

Łukasz Wiśniewski pomógł przy dwóch zwycięstwach i trzech porażkach.

Powodów do paniki może jeszcze nie ma, ale głównie dzięki wpadkom rywali, którzy wkładają sporo wysiłku w to, by nam za daleko nie uciec. Przed nami spotkania, które z kategorii “po prostu wygrać” urastają do rangi “trzeba wygrać”.

I nasza w tym robota, by Śląskowi w powrocie na dobre tory pomóc.

27.02, 19:00 – podejmujemy Polfarmex Kutno

07.03, 18:00 – jedziemy odwiedzić Żubra z Torunia

13.03, 19:00 – podejmujemy bezpośredniego rywala w walce o czwarte miejsce, Rosę Radom

Na mecze u nas – standardowo 10 zł za bilet na młyn. Otwieramy również zapisy na wyjazd do Torunia – koszt jeszcze nieznany, ale postaramy się, żeby zamknął się w kwocie 50 zł. Żeby zapisać się na mecze, zarówno we Wrocławiu jak i wyjazdowe, należy wysłać maila na adres kontakt@kosynierzy.info

Ciekawostka na deser – jest jeden zawodnik w składzie Wojskowych z bilansem sześciu zwycięstw i… zero porażek. Na parkiecie ostatnio widziany był w okolicach grudnia minionego roku.

 

Zielona Góra, 31.01.2015

Dziwny to był mecz. Dziwny do tego stopnia, że chwilę zajęło, by się pozbierać i w końcu siąść do spisania relacji z wyprawy w lubuskie rejony.

Wyjazd z Wrocławia zaczęliśmy od opóźnienia i pomylenia drogi przez kierowcę. Szczęśliwie przyjęty zapas sprawił, że nie podtrzymaliśmy naszej tradycji i na hali w Zielonej Górze zameldowaliśmy się przed pierwszym gwizdkiem.

Niestety zameldowaliśmy się w dość skromnej liczbie – 43 osoby plus ekipa z KKN-u.

z17346220Q,Kibice-Slaska-ma-meczu-w-Zielonej-Gorze

Tutaj mała podpowiedź dla wszystkich ekip, które nas czytają, a planują wycieczki do Zielonej – miejscowi mają dziwnie nadgorliwy personel biletowy, który nabija paragon na podstawie listy wyjazdowej. Jeśli ktoś nie dotrze (np. pomyli kierunek i pojedzie do Czech), to nijak nie idzie przekonać, by niewykorzystane bilety wycofać. Uczciwie trzeba przyznać – całkiem skuteczny sposób na dorobienie i poprawienie statystyk.

Mecz – jako się rzekło – był bardzo dziwnym widowiskiem. Pod wieloma względami przypominał ubiegłoroczną sinusoidę, kiedy Śląsk powrócił z dalekiej podróży i doprowadził do dogrywki… w której już nie podjął walki. Teraz było podobnie, tylko już bez dodatkowych pięciu minut gry.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że mecz przegraliśmy głównie przez głupotę – głupie podania przez całą szerokość parkietu, problemy z podstawami kozłowania, czy nawet ze zwykłym złapaniem piłki podanej prosto w ręce. Było to do tego stopnia irytujące, że w najgorszym okresie towarzystwo na balkonie się zagotowało, a naszych milusińskich do boju zagrzewał dawno nie praktykowany okrzyk “Śląsku grać! k… mać!”

Ciężko teraz stwierdzić – ten okrzyk, “odpalenie literki”, która wyszła dobrze jak nigdy, czy może po prostu sportowa ambicja, ale coś sprawiło, że zaraz potem mogliśmy oglądać serię 21:0 dla Wojskowych. Niestety, zamiast rywala dobić, Śląsk wrócił do robienia głupot i oddał inicjatywę rywalom, którzy dowieźli zwycięstwo do końca.

Na pocieszenie – jeśli ograniczyć głupie błędy, to jesteśmy w stanie z takim rywalem na wyjeździe wygrać. Przed play offami to dobra wiadomość.

Na trybunach walki nie było. Miejscowi co prawda wypełnili dość szczelnie pojemne trybuny, ale na możliwości wokalne to specjalnie nie wpłynęło. Do czegoś mianem “dopingu” zerwali się raz przez całe spotkanie. Poza tym swój wysiłek ograniczyli do rzadkich gwizdów. Nasz doping był względnie przyzwoity z bardzo dobrym fragmentem, ze wspomnianą “literką”.

O niemrawości zielonogórzan niech świadczy brak jakiejkolwiek reakcji na drobną uszczypliwość względem ichniej tożsamości. A raczej jej braku.

Powrót

W drodze powrotnej udało się obalić komunę, ale przede wszystkim było sentymentalnie. Zaczynając od wspominania tabunu zapomnianych nazwisk pseudograczy, którzy przewinęli się przez nasz klub, po archiwalne znaleziska w sieci. Na trasie nie zabrakło klimatycznych opowieści z niższych lig i dalekich wyjazdów, ani przeglądu muzycznej klasyki. Było ciekawie.

We Wrocławiu meldujemy się około godziny 22.

100 lat!

Korzystając z okazji, że dziś – 8. lutego – swoje oficjalne urodziny obchodzi serce naszego zespołu, nie może zabraknąć najlepszych życzeń zdrowia, pomyślności i jeszcze jednego medalu na szyi.

radek-2004