Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Author Archive for yanoo

A nie mówiłem?

Roman Zieliński narzeka na nowego szefa działu marketingu Śląska Wrocław - chciałoby się powiedzieć “wiedziałem”. Ciekawe, kto będzie następnym nowym nabytkiem w zarządzie? Waldemar Łuczak? Ciarki po plecach przechodzą…

My już przez to przechodziliśmy. Poznaliśmy niekompetencję, interesy na boku i myślenie zupełnie nieprzystające do wizji kibiców. Ciekaw jestem jak długo wytrzymają w tych warunkach ludzie tacy jak Roman. Idę o zakład, że im bliżej będzie końca sezonu, tym wściekłość będzie narastać i przerodzi się w otwarte konflikty.

Ostatnio ktoś narzekał, że na meczu nie było elektronicznych band reklamowych, “ale może to i dobrze, bo ich wynajęcie jest drogie”. Nie zdziwię się, jeśli na wiosnę bandy się pojawią. Przypomnę tylko, że Jacek Kubiak ma firmę, która m.in. takie bandy wynajmuje…

Skromne, a cieszy

Po dwóch żenujących spektaklach w Kosynierce - zarówno na parkiecie, jak i na trybunach, nareszcie nadeszła miła odmiana. Apele i mobilizacja zrobiły swoje, a młodzi podopieczni Tomasza Jankowskiego dołożyli cegiełkę grając mecz z zębem i pokonując rywali z miasta naszego kolegi “B”, Nysy Kłodzko, 62:61.

Krótkiego newsa dotyczącego meczu możecie przeczytać na “Szlachcie” - od siebie dodam tylko, że “Jankes” powinien popracować nad zespołowością drużyny. Gdyby nie determinacja Pawła Bochenkiewicza i jego twarda gra pod koszami, to partactwo kolegów, którzy zbyt często grali z klapkami na oczach, mogłoby drogo kosztować cały zespół. Możemy wybaczyć chłopakom, że nie mają wybitnych umiejętności, ale “colsonowania” już nie.

Wróćmy jednak do tego, co nas tutaj najbardziej interesuje. Po raz kolejny udowodniliśmy sobie, że można. Pomimo ciągle skromnej grupy, to pokazaliśmy głośny, urozmaicony doping przez cały mecz. O dziwo do Kosynierki zawitała też spora grupa kibiców gości uzbrojonych w bęben, chodź odniosłem wrażenie, że to byli raczej rodzice i przyjaciele zawodników rywali, niż jakaś stała grupa kibiców. Grzecznie siedzieli w swoim kącie hali za ławką Doralu, bębnili przy swoich akcjach, od czasu do czasu coś spontaniczne pokrzyczeli. Siedząc.

Za tydzień czeka nas pojedynek z Open Basket Pleszew, która ma swoich kibiców jeżdżących za klubem po Polsce - zapowiadają również wizytę u nas. Ok. 126 km to nie pół świata, ale i tak robi wrażenie w naszych - koszykarskich - realiach.

Mam więc nadzieję, że 20-tego grudnia, tuż przed świętami, pokażemy, że można nie tylko dobrze, ale i bardzo dobrze zaprezentować się na trzeciej lidze koszykówki. Już teraz zapraszam do hali przy ulicy Mieszczańskiej.

Uratują puchary?

Pojawiła się istotna informacja w sprawie pucharów, które miałyby pójść pod młotek. Jak donosi Gazeta Wyborcza, syndyk ma przygotować zestaw specjalnych warunków, które miałby spełnić ewentualny nabywca - zabezpieczając w ten sposób, by puchary nie utknęły w czyjejś piwnicy na dobre.

Jeśli wierzyć doniesieniom gazety jest spora szansa, że zapis będzie tak przygotowany, by pamiątki zakupiło stowarzyszenie WKS Śląsk Wrocław przy pomocy (finansowej jak rozumiem) miasta.

Widać, że macki Grzesia sięgają daleko.

W sobotę o 17 z Doralem

Już w najbliższą sobotę, 13 grudnia, o godzinie 17:00 początek kolejnego pojedynku Śląska Wrocław w Kosynierce przy ulicy Mieszczańskiej - młodzi podopieczni Tomasza Jankowskiego podejmą Doral Zetkama Nysa Kłodzko.

Spotkanie będzie bardzo ważne dla wrocławian w kontekście układu w tabeli - zespoły sąsiadują ze sobą: Doral jest na miejscu 10. z dorobkiem 12-tu punktów, a Śląsk oczko niżej i ma na koncie 11 punktów. Cytując klasyka - jeśli nie teraz, to kiedy?! Jeśli nie tu, to gdzie?!

Przypominamy, że wstęp na mecz jest darmowy.

Niestety, ale naszemu zespołowi nie pomoże wciąż leczący uraz Dawid Mieczkowski. W klubie zapowiadają, że Dawid wznowi treningi wraz z nadejściem nowego roku, jednak pesymiści twierdzą, że młody zawodnik, z którym wiązane są spore nadzieje, ma już nogi zbyt zniszczone kontuzjami, by profesjonalnie grać w koszykówkę. Trzymamy kciuki, by te obawy się nie potwierdziły.

Starzy znajomi oraz znajome metody

Śląsk rozegrał wczoraj na Oporowskiej ostatni pojedynek w ramach rundy jesiennej Ekstraklasy pokonując chorzowski Ruch 3:1.

Nie o meczu jednak chciałem pisać - wszak piłka to nie nasza działka - ale o pewnych kwestiach, które są z pewnych względów nam dość bliskie. Jak np. ludzie. Prezes Piotr Waśniewski to tylko szczyt góry lodowej; jego przyjście na Oporowską wielu wiąże z tym, że pod skrzydła piłkarskiej spółki wejdzie koszykarska sekcja. Rzadko się jednak zauważa, że jego przyjście może oznaczać powrót do sportu “starej gwardii” związanej wcześniej z koszykarskim Śląskiem. Jak choćby widziany przeze mnie wczoraj osobnik znany jako “Larry” - miłośnik hamburgerów i interesów po znajomości. Przykładowo - bandy reklamowe na meczach Śląska w Orbicie, czy Ludowej zapewniała jego firma. Chciałbym zobaczyć, jakie stawki sobie kazał płacić.

Pamiętne też było załatwanie sponsora dla ligi. Miała nim być Era, rozmowy prowadził w głównej mierze “Larry” i tak porozmawiał… że Era w końcu zamiast sponsorem ligi została sponsorem Śląska. Co zresztą na dobre Śląskowi nie wyszło, bo Era się z umowy nie wywiązała (zmienił się zarząd i uznał umowę za nieważną), ale to już temat na inną rozmowę.

Podobnie wygląda też problem cen biletów. Są drogie - to widzi każdy, nawet panowie w krawatach w studiu Canal+. Za bilety ponoć odpowiada pan Piotr Mazur, prywatnie związany z pewną panią, która swego czasu należała do wspomnianej “starej gwardii”. Oboje często odwiedzali zresztą halę Orbita jeszcze w minionym sezonie. Być może pan Mazur lekcję na temat biletów wyniósł właśnie z koszykówki - niestety błędną. Jak grochem o ścianę nawoływaliśmy klub, by opamiętał się z cenami biletów, które wg nas były horrendalnie wysokie. Skutkowało to np. takimi paradoksami, jak - po okresie wielkiego boomu na kosza - pustawe trybuny na ćwierćfinale z Polpakiem, czy ogólnie tylko jeden mecz z zanotowanym kompletem w hali w minionym sezonie (choć hitowych pojedynków nie brakowało). Apogeum tej działalności była sprzedaż karnetów, która zakończyła się żenująco niskim wynikiem. Tak niskim, że ludzie pytani o konkrety tylko zwieszali głowy.

W klubie jednak trwali cały czas twardo przy swoim i żadne argumenty nie potrafiły do ludzi zarządzających dotrzeć. A publika topniała i topniała… również wtedy, kiedy wyniki były.

Ponoć należy uczyć się na cudzych błędach, na Oporowskiej jednak prezesostwo pozostaje niewzruszone. Prędzej czy później odbije się to czkawką tak samo, jak odbijało się notorycznie w hali przy ulicy Wejherowskiej.