Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Author Archive for Korn

Mikołajki

IMGP7962Zgodnie z tym, co obiecaliśmy niedawno, nie spoczęliśmy na laurach i przygotowaliśmy ko­lejną akcję charytatywną. Tym razem, z okazji nadchodzących Mikołajek, zaprosiliśmy na wczorajszy mecz dzieci z Wroc­ławskiego Centrum Opieki i Wychowania, znajdującego się przy ul. Lekcyjnej 29. Czworo opiekunów wraz z dwudziestoośmioosobową grupą podopiecznych, za naszą sprawą zagościło na sektorze J, znajdującym się tuż obok naszego. Przynajmniej w pierwszej chwili, bo nabyliśmy bilety na te miej­sca. Szybko jednak okazało się, że dzieciaki nie są zainteresowane biernym przyglądaniem się widowisku na par­kiecie.

IMGP8086Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo było co oglądać. Zawodnicy Śląska dosłownie zmiażdżyli koszykarzy ze Staro­gardu Gdańskiego. Pierwsze trzy kwarty wygrane kolejno: 24-11, 29-11, 22-8 — spodziewaliśmy się zwycięstwa, ale trzeba przyznać, że taki styl jest imponujący. Cieszy fakt, że pierwsza porażka w sezonie, która miała miejsce tydzień temu, tak wpłynęła na zespół. Jest charakter. Skoro już jesteśmy przy charakterze, Radek Hyży w końcu dostał szansę dłuższego pogrania, i może ze statystyk tego nie widać, ale imponował (najbardziej swoim zaangażowaniem i walką) – sprawiał wrażenie, że ktoś nakłamał w jego dowodzie osobistym. Kolega Z. stwierdził w pewnym momencie, że przecież Radek musi być tak naprawdę dwudziestolatkiem.

IMGP8057Szkoda dwóch przestrzelonych trójek Maksa Kulona, które na pewno pozwoliłyby mu bardziej uwierzyć w siebie i w przyszłości walczyć o czołową rolę w zespole — trudno mieć jednak pretensje, skoro dopiero wrócił do gry po długiej kontuzji.

IMGP8044Wracając do dzieci z domu dziecka, które jak się okazało, wcale nie przyszły oglądać meczu… Już w połowie pierwszej kwarty większość z nich opanowała nasz sektor, a z każdą minutą imigracja przybierała na sile. Zwłaszcza najmłodsi mieli ogromną frajdę — w pewnym momencie pojawili się u nas nowi bębniarze, nowi prowadzący doping (szczekaczka robiła furorę, każdy kilkulatek chciał być tym pierwszym, który porwie halę do dopingu). Ogólnie dzieciaki wytrzymały cały mecz na stojąco, a jeżeli chodzi o doping, dawały z siebie wszystko, niejednokrotnie zawstydzając „starych wyjadaczy”, którzy mogliby się bardziej postarać. Kilku wspomnianych wcześniej kandydatów na prowadzących doping „oglądało” ponad pół meczu tyłem do parkietu. Mamy nadzieję, że już im tak zostanie i w przyszłości będą wzorami do naśladowania dla innych kibiców Śląska, w hali i na stadionie.

IMGP8031Po meczu na dzieci czekały kolejne niespodzianki. Koszykarze nie poprzestali na przybiciu piątek i zaprosili wszystkich na pamiątkowe zdjęcie na parkiecie (podziękowania dla Michała Gabińskiego za sprawne zebranie kolegów z drużyny). Trochę poszkodowani byli dziennikarze, którzy czekali na rozpoczęcie konferencji prasowej, podczas gdy zawodnicy nie mogli sprostać fali próśb o autografy — postaw podpis na jednej kartce, a będziesz musiał podpisać dwie następne. Dodatkowo wśród członków naszego Stowarzyszenia (dziękujemy także dwóm osobom „niezrzeszonym”, które się dorzuciły) zebraliśmy fundusze na przygotowanie paczek ze słodyczami dla wszystkich podopiecznych. Przed zakupami sami sobie nie zdawaliśmy sprawy z tego, jak bardzo „wypasione” prezenty można poskładać za niewielką kwotę, jeżeli się poświęci trochę czasu, pojeździ po sklepach i odrobinę poszuka. Polecamy każdemu z Was — we Wrocławiu jest wiele dzieciaków, do których z różnych względów los się nie uśmiechnął, a Wy możecie w ten jeden z nielicznych dni przeznaczonych tylko dla nich, dać im choć trochę radości. Ucieszone twarze najmłodszych to najlepsze podziękowanie, jakie mogliśmy dostać — nie potrzeba nic więcej dodawać.

10624610_10152553159471314_7542098074188045187_n

IMGP8137W miarę możliwości, na pewno będziemy próbować urządzać coraz więcej różnych akcji tego typu. Zapraszamy każdego z Was do dołączenia do Kosynierów i wspierania nas w dopingu i działalności charytatywnej. Im będzie nas więcej, tym wyższy poziom wspólnie osiągniemy — zarówno na hali, jak i poza nią.

Najbliższą okazję będziecie mieli podczas dwóch nadchodzących wyjazdów — do Zgorzelca i Dąbrowy Górniczej. Po szczegółowe informacje zapraszamy na kontakt@kosynierzy.info (już wszystko działa, na każdego maila odpowiemy). Zachęcamy też do zapisania się do naszego newslettera (formularz po prawej stronie).

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

Mam marzenie

Złe dobrego początki…

Notka ta zbiegła się w czasie z nadchodzącymi wyborami samorządowymi, więc pozwolę sobie na przypomnienie pewnych faktów z nowoczesnej historii Wrocławia. Cztery lata temu spotkało się dwóch sympatyków rozporządzania nie swoimi funduszami — pewien „biznesmen” lubujący się w przebieraniu za pajaca, wydający pieniądze matki i brata oraz postrach tramwajarzy, który akurat wtedy szykował się do rozpoczęcia trzeciej kadencji i marnowania pieniędzy wrocławian. Powołali oni do życia abominację, która szczęśliwie rozpadła się po zaledwie roku i roztrwoniła „jedynie” dwa miliony złotych z kieszeni nas wszystkich. Jeszcze urzędujący prezydent naszego miasta określał się mianem wielkiego przyjaciela Śląska. Zapomniał o tym jednak w latach kolejnych, kiedy WKS Śląsk Wrocław, powoli zmierzający do ekstraklasy, potrzebował jego wsparcia. Pozostawiam to do przemyślenia przed nadchodzącym weekendem.

Wracając do tematu — drugi z panów, którego nazwijmy „Błaznem”, w 2012 roku — po katastrofie, która spotkała jego sztuczny twór, był już obrażony na cały świat. W związku z tym, kiedy jego WKK Wrocław w pierwszej lidze podejmowało nasz WKS, postanowił zrobić na złość i podnieść cenę biletu dla kibiców gości do 40,00 zł. Przypominam, że w tamtych czasach bilety kosztowały tam 5,00 zł. Poza rodzinami i przyjaciółmi zawodników, przysłowiowy pies z kulawą nogą nie chciał zawitać na inne mecze niż „derbowe”, właśnie ze Śląskiem. Po usłyszeniu błazeńskiej oferty wybuchnęliśmy śmiechem i postanowiliśmy oglądać mecz przed halą. Klub WKS Śląsk Wrocław zapłacił jednak haracz w naszym imieniu i ostatecznie weszliśmy po pierwszej kwarcie, która odbyła się przy akompaniamencie pisku butów na parkiecie.

Tu kończą się tak długo opisywane przeze mnie złe początki, a zaczyna bardzo dobra część historii, która z tego wyniknęła. Każdy z nas „zaoszczędzone” pieniądze postanowił przeznaczyć na cele charytatywne. Zebraliśmy równowartość naszych biletów i zaczęliśmy poszukiwania potrzebujących. Pomysłów było kilka, ale dość szybko udało się ustalić, że wśród naszych „przyjaciół nie-Kosynierów” znajduje się wolontariuszka fundacji „Mam marzenie”. Organizacja ta zajmuje się pomocą dość nietypową. Jej przedstawiciele organizują spotkania z dziećmi cierpiącymi na choroby poważnie zagrażające życiu, a następnie próbują ustalić, jakie „przyziemne” marzenia mają ci pacjenci, którzy spędzają większość czasu w przytłaczających szpitalach. Następnie poszukują osób, które są w stanie finansowo wspomóc realizację wspomnianych marzeń. Pozornie wydaje się to mniej ważne od leków bądź terapii, ale według rodziców jest nieocenione. Pomaga oderwać się od przykrej rzeczywistości, wywołuje na twarzach dzieci uśmiech, którego potrzebują, aby mieć siłę do dalszej walki z chorobą.

krzysiu-mam-marzeniePierwszym „naszym” marzycielem był trzyletni (wtedy) Krzyś, który pragnął terenowego samochodu na akumulator, w dodatku koniecznie ZIELONEGO. Nie mogliśmy przejść obojętnie obok chłopca pragnącego prezentu w barwach Śląska. Dzięki dyscyplinie w naszych szeregach, pieniądze zostały zebrane błyskawicznie (większość pod wspomnianą halą cyrkową), więc wystarczyło zamówić wymarzonego dżipa i dostarczyć Krzysiowi. Uśmiech na twarzy budzi wspomnienie wyścigu z czasem przy składaniu samochodu — nie dało się tego zrobić wcześniej, bo zamawiający kolega otrzymał części (znacznie więcej niż przewidzieliśmy) kurierem do pracy i prosto stamtąd pędził na spotkanie z realizacją. Jak wiadomo, jesienią dosyć szybko robi się ciemno, więc można powiedzieć, że pierwszy zapłon nastąpił już „w nocy”. Krzyś na początku był trochę nieśmiały, ale tylko do momentu, kiedy tata wsadził go do nowej terenówki. Wtedy w chłopcu obudził się demon prędkości, który ma potencjał, żeby w przyszłości zrobić karierę w off-road. Było to nasze pierwsze takie spotkanie i na początku czuliśmy się jeszcze mniej pewnie niż Krzyś — nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Po pierwszym wybuchu jego radości, byliśmy pewni, że będzie to niezapomniane przeżycie. Dla chłopca i jego rodziców, ale także dla nas. Z perspektywy czasu, bardzo nas cieszy, że ta historia potoczyła się dobrze (http://krzysioszachnowicz.pl/pl/aktualnosci.html). Naszym marzeniem jest, żeby wszyscy „nasi” podopieczni tak dzielnie wygrywali walkę z chorobą.

Zdjęcia i relacja wolontariuszki fundacji: http://www.mammarzenie.org/marzyciele/4679-Krzys/.

kuba-mam-marzenieW zeszłym miesiącu ponownie udało nam się zmobilizować i spełnić marzenie podopiecznego fundacji „Mam marzenie”. Urzekło nas to, że pięcioletni Kubuś potrzebował telewizora do grania w „Mortal Kombat”. Dzięki dobrowolnym wpłatom niektórych członków naszego stowarzyszenia i kilku „przyjaciół nie-Kosynierów”, dosyć szybko udało się zebrać potrzebne pieniądze. Nieco trudniejsze okazało się umówienie dogodnego terminu spotkania pomiędzy cyklami chemii Kubusia. Pierwotnie planowaliśmy dowieźć prezent do domu chłopca w Paczkowie, żeby został od razu przetestowany, ale ruchomy termin wizyty w klinice i zbliżający się 1 listopada krzyżowały nam szyki. W związku z tym zdecydowaliśmy się, wraz z rodzicami oraz przedstawicielami fundacji, na realizację marzenia w klinice. Z naszej strony obawialiśmy się przemęczenia chłopca, ale zamiast tego przeżyliśmy szok… Do zarezerwowanej na tę okoliczność biblioteki w pewnym momencie wpadło małe tornado — nie da się inaczej opisać Kuby. Przybijał wszystkim piątki, jakby nas znał od urodzenia, ucieszony biegał i skakał po całym pomieszczeniu, grał w koszo-siatko-piłko-nogę balonikami. O dziwo udało się na kilka minut zatrzymać go przy stole i poukładać klocki LEGO, które dostał od wolontariuszek (motyw przewodni to oczywiście ninja — jak ulubieni wojownicy marzyciela z gry, Scorpion i Sub-Zero). Po spotkaniu stwierdziliśmy, że gdyby nasi piłkarze i koszykarze wykazywali w tym sezonie chociaż połowę takiej energii jaka drzemie w tym chłopcu, to podwójne mistrzostwo mamy w kieszeni i możemy przymierzać się do powtórki świętowania z 2012 roku. Nazajutrz dostaliśmy wiadomość, że jeszcze tego samego dnia, po powrocie do domu, Kubuś już grał w „Mortal Kombat”, korzystając z Kinecta i nowego TV.

Zdjęcia i relacja wolontariuszki fundacji: http://www.mammarzenie.org/marzyciele/5945-Kuba/.

Zachęcamy Was do tego, żebyście również spróbowali wspomóc fundację – np. mobilizując swój zespół w pracy lub znajomych ze szkoły/studiów. Potrzebujących marzycieli jest wielu. Tutaj aktualne dane tylko z naszego województwa: http://www.mammarzenie.org/marzyciele/poczekalnia/oddzial/wroclaw/. Zbliżają się rozliczenia, więc pomyślcie o 1% podatku. Wydaje się to niewiele, ale między innymi dzięki temu, rodzice Krzysia mogli udać się z nim na terapię za granicę — bez tego nie miałby szans na tak sprawną walkę z chorobą i prawdopodobnie do dzisiaj spędzałby połowę każdego roku w polskich szpitalach.

Mamy nadzieję, że będzie nas coraz więcej na sektorze, a co za tym idzie, częściej będziemy mogli wspierać podobne inicjatywy. Jeszcze w tym roku powinno nam się udać zrobić coś dobrego dla najmłodszych, ale o tym przekonacie się podczas meczów Śląska Wrocław, w hali Orbita.