Bez ULEBu, liga do 14 lipca
Wbrew wcześniejszym informacjom Śląsk za zgłoszenie do pucharu ULEB jeszcze nie wpłacił pieniędzy i - co w aktualnej sytuacji klubu wydaje się oczywiste - już nie wpłaci. Oznacza to, że w sezonie 2008/09 na 99% Śląska w europejskich pucharach nie zobaczymy.
Śląskowi udało się natomiast przesunąć "deadline" na zgłoszenie do rozgrywek PLK na 14. lipca. Do tego czasu musi się wyjaśnić kwestia przyszłości wrocławskiego klubu, a przede wszystkim muszą się znaleźć pieniądze na zgłoszenie do rozgrywek.
W przeciągu najbliższych dni powinno dojść do spotkania wciąż aktualnego właściciela Śląska, Waldemara Siemińskiego, z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem, który w specjalnym oświadczeniu krytykuje prezesa za sposób w jaki próbuje podrzucić miastu klub.
Jak podkreśla prezes Mariusz Bałuszyński: Wszystko zależy od pana Siemińskiego, od jego działań, pozostaje nam czekać. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby Śląsk nie wystartował w nowym sezonie w lidze.
"Potrafimy wygrać bez Atkinsa i Homana" - wywiad z Dawanem Robinsonem.

Tuż po wczorajszym meczu krótką rozmowę z amerykańskim graczem wojskowych - Dawanem Robinsonem przeprowadził Michał Hernes z serwisu PLK.PL, cały wywiad możecie przeczytać w tym miejscu. Fragment rozmowy zamieszczam poniżej.
Michał Hernes: W pierwszym meczu po kontuzji spędził pan na parkiecie prawie 35 minut. Jak Pan ocenia swój występ i formę?
Dawan Robinson: Nie ukrywam, że było mi trudno. Sobotni mecz kosztował mnie sporo wysiłku, bo przez ostatnie dwa tygodnie praktycznie nie brałem udziału w treningach. Z drugiej strony nie mam nic przeciwko temu, żeby grać mniej więcej tyle minut. Przez cały sezon o tym marzyłem i trzeba korzystać, skoro nadarzyła się taka okazja.
Zakończycie rywalizację już w Świeciu?
Wydaje mi się, że tak. Pamiętaj, że ostatnio w naszym klubie nastąpiło drobne trzęsienie ziemi. Straciliśmy Rashida Atkinsa i Jareda Homana. Nie ukrywam, że jest nam z tego powodu naprawdę przykro. Tęsknie za nimi, bo ogromnie obu lubiłem. Trochę to smutne, ale na tym polega biznes. Od kiedy ich nie ma skróciła się nam ławka rezerwowych. Powiedzmy sobie szczerze - obaj grali w pierwszej piątce i dostarczali sporo punktów. Teraz musimy sobie radzić bez nich i grać na maksimum naszych możliwości. Nie możemy się poddać, to czas walki.
(źródło: PLK.pl)
K.RŚląsk górą!

W pierwszym pojedynku rywalizacji o brązowy medal Śląsk Wrocław pokonał Świecki Polpak 91:81 (31:14, 18:28, 25:17, 12:22) i już tylko jedna wygrana dzieli graczy znad Odry od ubiegłorocznej powtórki.
Mecz rozpoczął się od zaciętej i wyrównanej gry obu drużyn, pierwsze punkty zdobyli gospodarze, jednak szybko odpowiedzieli przyjezdni ze Świecia wychodzą na prowadzenie 5:2. Śląsk wziął sprawy w swoje ręce i po skutecznej i poukładanej grze wygrał pierwszą kwartę aż 31:14.
W drugiej kwarcie to Polpak za wszelką cenę chciał przejąć inicjatywę. O ile w Śląsku rozgrywał Dawan Robinson i radził sobie z tym dobrze, o tyle jego wysiłek zmarnował wpuszczony na jego pozycję Bartosz Diduszko - któremu rozgrywanie akcji Śląska ewidentnie nie wychodziło. Drużyna z Kujaw wykorzystała nieporadność wrocławian i nawet wyszła na prowadzenie, którego długo jednak nie utrzymała, bo w Śląsku koncertowo zaczął grać Torrel Martin (w całym meczu zdobywając 9pkt, 9zbiórek i 7 asyst).
Druga połowa sobotniego meczu przy ul.Wlczej 8, toczyła się po myśli gospodarzy, choć Polpak nie odpuszczał ani na sekundę i gonił wynik. W zespole przyjezdnych na nieprzeciętnym poziomie zagrał Bobby Dixon, który swoją postawą (w całym meczu 19pkt - najlepiej punktujący na boisku) mobilizował swoich kolegów do lepszej gry. Po 30 minutach gry za dwa przewinienia techniczne arenę pojedynku opuścić musiał trener Mihailo Uvalin.
Świetne spotkanie w obozie wrocławskim rozegrał Andrus Giedraitis, który m.in trafiając 9/9 rzutów wolnych, niezmiernie przyczynił się do triumfu gospodarzy. Nie tylko Giedraitis zagrał dobre spotkanie, dobry mecz (do czego zaczyna nas powoli przyzwyczajać) zagrał Oliver Stević, który był drugim punktującym w ekipie Śląska. Jednak na sukces zapracował cały zespół i to najbardziej się liczy. Oby podobnie zakończył się wtorkowy mecz w Świeciu!
W sobotnim spotkaniu wziął udział Radosław Hyży, który po kilku miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją oraz rehabilitacją - wrócił do składu Śląska. W meczu zagrał również Amerykanin Dawan Robinson, który ostatnie boje z Turowem przypłacił nadwyrężeniem mięśnia i w efekcie czego odpoczywał od gry i pełnych treningów. Ponadto rozgrywający Śląska w ostatnich dniach był przeziębiony.
Jak już napisałem w tym news-ie, przypominam iż mecz rozgrywany został w nieznacznie oddalonym od Wrocławia - Brzegu Dolnym. Hala "Rokity" najwyraźniej sprzyja wrocławskim zawodnikom, gdyż odnieśli tam już drugie zwycięstwo w tym sezonie.
Śląsk Wrocław 91:81 Polpak Świecie (31:14, 18:28, 25:17, 12:22).
Śląsk: Giedraitis 18, Stević 16, Tomczyk 14, Kiausas 13, Robinson 11, Martin 9, Chanas 6, Mróz 4, Diduszko 0, Hyży 0.
Polpak: Dixon 19, Lepojević 17, Brkić 13, Garner 10, Hicks 9, Tica 8, Kikowski 3, Ratajczak 2, Harris 0.
K.ROliver Stević: najważniejszy puchar ULEB

Poniżej zamieszczam fragment wywiadu z serbskim zawodnikiem Śląska - Oliverem Steviciem. Całą rozmowę przeprowadzoną przez serwis e-basket.pl możecie przeczytać w tym miejscu.
Czasem, gdy coś w zespole się zmienia, gdy jakiś zawodnik odchodzi, to może to wpłynąć pozytywnie na drużynę. Myślę, że tak może być w tym wypadku - twierdzi przed meczem o 3 miejsce środkowy wrocławian Oliver Stević.
Wszystko już jasne ? w rywalizacji o brązowy medal Waszym przeciwnikiem będzie drużyna Polpaku Świecie. Jak zapowiadają się te pojedynki?
Nie wiemy jeszcze, kiedy dokładnie się z nimi zmierzymy, ale jedno jest pewne ? będzie bardzo, bardzo ciężko. Polpak pokazał się z dobrej strony w rywalizacji z Prokomem i Anwilem. My jednak chcemy wygrać i w nadchodzącym sezonie znów wystąpić w Pucharze ULEB. Rok temu mieliśmy trudną przeprawę z Anwilem. Myślę, że teraz może być podobnie.
W playoffach zespół Polpaku prezentuje się powyżej oczekiwań i na każdym kroku pokazuje charakter. Czy w obecnej sytuacji jesteście równie silni psychicznie?
Nie będzie nam łatwo. Szczególnie teraz, gdy nie ma Atkinsa i Homana. Mamy jednak szanse i na tym musimy się skupić. Musimy wypracować nową taktykę i walczyć.
Czwarty mecz półfinałowy pokazał, że momentami jako zespół macie jednak problemy z odpowiednią mobilizacją. Zgodzisz się z tym?
W tym spotkaniu powtórzyła się sytuacja z ubiegłego sezonu. Wtedy było dokładnie tak samo, też przegraliśmy wysoko czwarty pojedynek. Tym razem z pewnością był pewien problem z motywacją, ale to już przeszłość. Teraz musimy myśleć o Polpaku.
Ostatni mecz w Zgorzelcu pokazał, że to osłabienie paradoksalnie wpłynęło na Was jednak mobilizująco. Tak było?
To prawda. Pokazaliśmy, że nam zależy. Przez całe spotkanie graliśmy z sercem. To był dobry mecz w naszym wykonaniu, ale mimo wszystko trochę zabrakło zawodników. Nie było odpowiedniej rotacji, ławka okazała się za krótka. Czasem, gdy coś w zespole się zmienia, gdy jakiś zawodnik odchodzi, to może to wpłynąć pozytywnie na drużynę. Myślę, że tak może być w tym wypadku.
(źródło: E-basket.pl)
K.RZ Polpakiem o brąz

Polpak Świecie przegrał ostatecznie rywalizację półfinałową z Prokomem treflem Sopot 4:2 i tym samym odpadł w walce o mistrzostwo polski. Świecka drużyna zagra w mini finale ze Śląskiem Wrocław o brązowy medal.
Rywalizacja o brązowy krążek toczona będzie do dwóch zwycięstw. Pierwszy mecz rozegrany zostanie w... Brzegu - tak! nie we Wrocławiu, lecz już po raz drugi w tym sezonie w Brzegu Dolnym. A jest to spowodowane tym, że wrocławska hala orbita w której Śląsk rozgrywa swoje mecze jest w terminie wyznaczonym przez plk (17.05) zajęta przez organizatorów Mistrzostw europy w taekwondo.
Tak więc pierwsze starcie o brązowy medal między drużyną Śląska, a Polpaku zostanie rozegrane w najbliższą sobotę, w oddalonej o 38 km od Wrocławia miejscowości.
Odległość nie jest znaczna, ponadto tak jak w przyśpiewce "Jesteśmy zawsze tam gdzie nasz Śląsk Wrocław gra..." pamiętajcie - nie może nas tam zabraknąć!
K.RWKS przegrywa po walce.

Śląsk Wrocław już po raz czwarty w tegorocznych play off-ach okazał się słabszy od mniej utytułowanego klubu z przygranicznego miasta. W niemal identyczny sposób jak w ubiegłym sezonie pożegnał się z walką o finał. Wrocławski klub przegrał dzisiejsze spotkanie 70:83 (18:16, 14:17, 16:22, 22:28) i przynajmniej na rok będzie musiał odłożyć marzenia o 18stym tytule mistrza polski.
Jak się dowiedzieliśmy dopiero dzisiaj przed samym starciem, w poniedziałkowym meczu we Wrocławiu kontuzji doznał Dewan Robinson, uraz okazał się na tyle uciążliwy (naciągnięty mięsień), że wykluczył występ gracza z USA w dzisiejszym spotkaniu.
Po zwolnieniu Rashida Atkinsa, w dniu dzisiejszym na pozycji nr 1 zagrał młody Bartosz Diduszko, natomiast podkoszowe miejsce Jareda Homana zastąpił Paweł Mróz.
Przyjezdni na parkiet wyszli 5-tką: Giedraitis, Stević, Tomczyk, Martin i Diduszko. Wrocławianie rozpoczęli od przechwytu Stevicia, który szybko oddał piłke Martinowi, a ten trafiając za 3pkt otworzył wynik meczu.
Po 10 minutach na parkiecie w barwach Turowa wszedł Ivo Kitzinger, który natychmiast zaliczył celny rzut za 3 pkt i faul na Martinie. Wtedy zaczął się znakomity okres gry gości. Najpierw Chanas minął jak tyczkę Petrovicia i rzutem z pół dystansu doprowadził do remisu po 20, w kolejnej akcji dorzucił celny rzut za 3pkt. W ekipie Turowa zapanowała nerwowa atmosfera i wykorzystali to wrocławianie, w obronie przechwytem popisał się Oliver Stević, a celnym rzutem zza lini 6,25m skończył akcję Torrel Martin, na tablicy świetlnej mieliśmy 22:26 na korzyść wrocławian. Saso Filipovski poprosił o czas.
Cała pierwsza połowa znakomicie wychodziła wrocławianom, choć na przemian zmieniało się prowadzenie. Śląsk z minuty na minute udowadniał, że potrafi sobie radzić bez kapryśnych amerykanów zwolnionych wczoraj przez klub. Lecz mimo to widoczny był brak lidera w zespole.
Po pierwszej połowie w barwach trójkolorowych najlepiej punktowali Martin (8pkt) i Chanas (7pkt). Jednak nadspodziewanie dobra gra była spowodowana bardziej zespołowością. Goście mieli 8 asyst, przy zaledwie 4 zgorzelczan. Reszta statystyk potwierdza nam, jak wyrównana była ta pierwsza połowa:
Turów: 10 zbiórek, 6 fauli, 7 przechwytów, 9 strat, 2 bloki
Śląsk: 11 zbiórek, 7 fauli, 8 przechwytów, 10 strat, 2 bloki
W trzeciej kwarcie na boisku mogliśmy oglądać poczynania wprowadzonego przez Rimasa Kurtinaitisa skrzydłowego wrocławskiej drużyny Branislava Jancikina. Młody Serb odwdzięczył się za zaufanie przyzwoitą (jak na siebie) grą - w ciągu 15min spotkania zaliczył 7pkt przechwyt i zbiórkę.
Czy tak jak w poprzednich pojedynkach z Turowem III kwarta okaże się kluczowa dla losów całego meczu? - zadawali sobie pytanie dziennikarze i kibice. Niestety tak, to prawda. W całej tej rywalizacji III odsłona była dla Śląska piętą achillesową podobnie i dziś. O ile jeszcze na jej początku toczyły się wyrównane pojedynki na każdej pozycji, o tyle po paru minutach graczom ze stolicy dolnego śląska po prostu zaczęło brakować sił co przerodziło się w brak skuteczności.
Jedną z kluczowych - jak nie kluczową akcją spotkania było nieskuteczne rozegranie piłki przez Diduszke i strata na korzyść Drobnjaka, który pod koszem trafia za 2 pkt i jest faulowany przez.... Bartosza Diduszke. Skutecznie zakończona akcja 2+1 ze strony gospodarzy pozwoliła odskoczyć im na 7dmio punktowe prowadzenie. Bardzo dobrze w zgorzeleckiej drużynie, w drugiej połowie zaczął spisywać się powracający do swojego wysokiego poziomu David Logan, który dziurawił kosze Śląska z dystansu. Dzięki świetnej kwarcie Amerykanin miał już na koncie 19pkt.
Po 30 minutach gry statystyczna ciekawostka - Oliver Stević przebywając na parkiecie od samego początku dzisiejszych zmagań nie zdobył ani jednej zbiórki!
Ostatnie 10min meczu to równa walka kosz za kosz, lecz Turów nadal miał przewagę punktową, zawodnicy WKS-u zmuszeni byli faulować, by myśleć jeszcze o odrobieniu strat, jednak te były już zbyt znaczące.
Turów Zgorzelec 83:70 Śląsk Wrocław (18:16, 14:17, 16:22, 22:28). Stan rywalizacji 4:1 - awans do finału zgorzeleckiej drużyny. Śląsk zagra w mini finale o brąz z przegranym drugiej pary półfinałowej - Prokom trefl Sopot vs. Polpak Świecie.
Turów: Logan 26, Drobnjak 17, Kitzinger 14, Rodriguez 9, Kelati 6, Witka 5, Ljubotina 5, Petrović 1, Scekic 0, Skibniewski 0, Bochno 0.
Śląsk: Martin 16, Chanas 14, Stević 12, Tomczyk 8, Kiausas 7, Jancikin 7, Giedraitis 4, Prostak 2, Mróz 0, Diduszko 0.
Dzisiejsza bardzo zacięta i wyrównana rywalizacja dolnośląskich zespołów pokazała nam jak bardzo zależało Śląskowi i Turowowi na zwycięstwie. Na szczególną pochwałę zasługuję Polacy w składzie Śląska, którzy pokazali że nie straszny im wicemistrz polski z gwiazdami w składzie.
K.RAtkins i Homan poza klubem!
Zarząd klubu Śląska Wrocław zdecydował się rozstać z Amerykanami Jaredem Homanem oraz Rashidem Atkinsem! Nie wiadomo jeszcze, kto zastąpi zawodników w jutrzejszym spotkaniu w Zgorzelcu.
Na decyzję wpływ miało zapewne nonszalanckie podejście do ostatniego meczu, kolegów z drużyny i poleceń trenera, a przede wszystkim słaba postawa w półfinałowych spotkaniach z Turowem Zgorzelec. Czy osłabienie składu z teoretycznie najlepszych zawodników pozwoli oczyścić atmosferę i sprawić sensację w Zgorzelcu? Zawodnicy, którzy pozostają w zespole, zapowiadają walkę o powrót do Wrocławia i przedłużenie serii.
źródło: własne
Śląsk ponownie gorszy.

Brązowi medaliści ubiegłorocznych MP po raz koleiny zawiedli swoich fanów przegrywając arcyważny mecz nr 4 z Turowem Zgorzelec 57:73. W półfinałowej rywalizacji do czterech zwycięstw wrocławianie przegrywają już 1:3.
Organizatorzy meczu we wrocławskiej orbicie postarali się o zazielenienie hali. Każdy kto nabył wejściówkę na poniedziałkowy pojedynek otrzymał przy wejściu t-shirt w barwach wrocławskiego klubu, jaki to dało efekt? chyba nie muszę pisać
Ale wróćmy już z trybun na parkiet.
Pierwsza kwarta stała pod znakiem wyrównanej rywalizacji, obejrzeliśmy przysłowiową grę "kosz za kosz" - z niewielką przewagą przyjezdnych.
Po 10 minutach spotkania, można było wywnioskować, że zespół z nad Odry w tym meczu postawił na obronę i grę z kontry, czyli teoretycznie swoje największe atuty.
Niestety w praktyce nie wyglądało to już najlepiej - od rozpoczęcia 2 kwarty zaczął się prawdziwy dramat dla drużyny gospodarzy. Śląsk nie pozwolił zgorzelczanom na wejścia pod kosz i skuteczne wykańczanie akcji, wobec czego trener gości Saso Filipovski nie zamierzał 'na siłę' forsować defensywy wrocławian, postawił na grę z obwodu. Okazało się to rozsądnym ruchem. Rozrzucenie obrony gospodarzy pozwoliło Kelatiemu i jego kolegą z drużyny wyjść na czyste pozycje i oddawać rzuty za 3pkt. Wspomniany Kelati wraz z Loganem, Witką, Rodriguezem i Drobnjakiem - bezlitośnie wykorzystali każdą lukę w obronie miejscowych, seria rzutów z dystansu i zbiórki w ataku pozwoliły im powiększać prowadzenie, gdyby nie straty przyjezdnych (w całym spotkaniu 16), aż strach pomyśleć jakby się skończyła druga kwarta. Faworyci tej rywalizacji nie mogli się jednak wiecznie mylić i popełniać głupich strat.
Turów po przerwie przejął inicjatywę i kontynuował dobrą passę - grał swoje, dobre krycie w obronie, rzuty z dystansu, zbiórki w ataku i punktowanie po nich kosza Śląska, pozwoliło gościom na bezpieczne kontrolowanie wyniku już do końca spotkania.
W drużynie trenera Rimasa Kurtinaitisa, widząc nieporadność 'amerykańskich gwiazd' ten postanowił w czwartej kwarcie dać więcej czasu pograć polskim zawodnikom, którzy na boisku pokazali o wiele więcej zaangażowania od ich zagranicznych kolegów.
Co ciekawe, ze statystyk możemy wyczytać, że oba zespoły popełniły w całym meczu równo po 23 faule.
Śląsk Wrocław 57:73 Turów Zgorzelec (12:18, 12:18, 19:22, 14:15). Stan półfinałowej rywalizacji PO: 1:3
Śląsk: Mróz 12, Atkins 9, Stević 8, Giedraitis 7, Robinson 6, Chanas 6, Homan 3, Diduszko 2, Martin 2, Tomczyk 2, Jancikin 0, Kiausas 0.
Turów: Drobnjak 22, Witka 11, Kelati 10, Logan 9, Petrović 6, Scekic 4, Kitzinger 6, Rodriguez 3, Ljubotina 2, Skibniewski 0, Nana 0, Bochno 0.
K.RTrzecie spotkanie nie dla Wrocławian.

Nie tak miał wyglądać pierwszy mecz w stolicy dolnego śląska. Licznie zgromadzona (niemal co do jednego miejsca) na hali publiczność oraz kibice musieli przełknąć gorycz porażki. Choć na to się nie zapowiadało...
Niewykorzystane sytuacje się mszczą - lubią mawiać komentatorzy spotkań piłkarskich. Niestety, to przysłowie sprawdza się nie tylko na football-owych arenach. Ziściło się to również ostatniego piątkowego wieczoru w hali orbita, gdzie Śląsk Wrocław przez niemal 3 kwarty ogrywał Turów Zgorzelec, lecz mimo to poległ.
Świetnie rozpoczęta pierwsza połowa i odskoczenie na kilku punktowe prowadzenie. Dobrze postawiona obrona przez litewskiego trenera wrocławian była nie do przejścia dla zgorzelczan, którzy popełniając mnóstwo strat byli cieniem dla zespołu trójkolorowych. 35:26 takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa meczu.
Trzecia kwarta rozpoczęła się równie pomyślnie dla 17-sto krotnych mistrzów polski - Śląsk powiększał przewagę i prowadził już nawet 13 punktami. Chyba nikt nie spodziewał się tego co nastąpiło w dalszej części tej konfrontacji. Gracze wrocławskiej drużyny widocznie poczuli się już zwycięzcami i pozwolili sobie na nieco więcej swobody w grze. Wykorzystali to przyjezdni, w ekipie których wiatr w żagle złapał dobrze znany kibicom wrocławskiego basketu - Thomas Kelati, który na przestrzeni ledwie paru minut, swoimi umiejętnościami potwierdził wysoką klasę. Erytrejczyk seryjnie zaczął trafiać za 3pkt i dał prowadzenie swojemu zespołowi. Nie tylko Kelati zaliczył przyzwoity występ, w barwach Turowa ponownie błyszczał Robert Witka, który podobnie jak w drugim spotkaniu w Zgorzelcu trafił 3 z 4 oddanych rzutów zza lini 6m25cm.
Wnioski z drugiego półfinałowego spotkania wyciągnął trener Saso Filipovski Nie daliśmy pograć Dominikowi Tomczykowi - mówił po spotkaniu. Kapitan Śląska był bezradny, bowiem zgorzeleccy zawodnicy przez cały mecz nie odpuszczali krycia go.
Turów już do końca spotkania nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa i po emocjonującym meczu - godnym miana derbów wygrał z gospodarzami.
Śląsk Wrocław 60:71 Turów Zgorzelec (18:12, 17:14, 12:23, 13:22).
Śląsk: Robinson 15, Atkins 13, Homan 9, Martin 8, Tomczyk 7, Mróz 6, Chanas 2, Kiausas 0, Jancikin 0, Stević 0.
Turów: Kelati 17, Rodriguez 11, Witka 10, Drobnjak 10, Ljubotina 9, Logan 8, Kitzinger 5, Scekic 1, Petrović 0, Bochno 0.
Miejmy nadzieję, że już w kolejnym spotkaniu - nr 4 (poniedziałek - 5.05, g.18:00) to wrocławscy kibice i zawodnicy będą mogli opuszczać halę w radosnych nastrojach i wyrównają stan półfinałowej rywalizacji na 2:2. Wierzmy do końca i pomóżmy Śląskowi swoim gorącym dopingiem w wywalczeniu zwycięstwa. Hej Śląsk!
K.RJak przed rokiem - po dwumeczu mamy remis.

Po niezwykle zaciętym spotkaniu Wrocławianie wyrównali stan rywalizacji na 1:1
Szczególnie udane zawody zagrała trójka: Dominik Tomczyk, Oliver Stević oraz pozyskany w połowie sezonu Paweł Mróz.
Trójkolorowi spotkanie rozpoczęli podobnie jak w niedzielę od mocnego akcentu - dwa celne rzuty oddane zza lini 6m i 25cm przez weterana Polskich parkietów - Dominika Tomczyka oraz 2pkt dołożone przez dobrze dysponowanego tego wieczoru Rashida Atkinsa, dały szybkie prowadzenie Śląskowi. Turów gonił, lecz dogonić nie mógł, zaczęła się gra punkt za punkt, przez całą pierwszą odsłonę to Wrocławianie utrzymywali przewagę i zasłużenie wygrali 17:15.
Skuteczne zmiany trenera Rimasa Kurtinaitisa pozwoliły odskoczyć na kilka punktów drużynię Śląska, litewski trener pozwolił nawet dać szansę rezerwowemu Pawłowi Mrozowi - ten mu się odpłacił skuteczną grą i pięknym wsadem wprawiając w euforię kibiców nie tylko tych przyjezdnych.
Mimo świetnej postawy zawodników Śląska, Turów po przerwie postawił ciężkie warunki i odrobił część strat.
W czwartej kwarcie spotkania zgorzelczanie zbliżyli się do zaledwie 2 pkt (64:66) i wydawało się, że wyrównają, jednak to wszystko na co było stać zawodników Turowa, którzy próbowali ratować się jeszcze faulując, lecz to doprowadziło tylko do rzutów osobistych. Zapanowała nerwowa atmosfera, rzuty oddawali gracze Śląska i robili to wyśmienicie, Dewan Robinson - przez cały mecz miał 100%(!) skuteczności rzutów za 1 pkt (10/10).
Świetne spotkanie rozegrał również Oliver Stević odnotował 12 zbiórek.
Wart zaznaczenia jest niecodzienna postawa podkoszowego zawodnika z Wrocławia - Jared Homan bo o nim mowa, poświęcił się dla drużyny grając dla niej 7min - z gorączką bliską 40 stopni!
Turów Zgorzelec 72:78 Śląsk Wrocław (15:17, 12:22, 24:16, 21:23).
Turów: Logan 18, Drobnjak 16, Kitzinger 13, Kelati 11, Witka 11, Rodriguez 2, Scekic 2, Petrovic 0.
Śląsk: Tomczyk 16, Atkins 15, Robinson 15, Mróz 12, Stevic 10, Diduszko 4, Martin 4, Homan 2, Kiausas 0.
K.R


