Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'historia'

Przyszłość, Przeszłość, Teraźniejszość

Historia jest siłą. Historię nie tylko stanowią wiarogodne zbiorowiska nagich faktów ale i pojęcia, jakie naród o swej własnej wyrabia historii.

Cyprian Kamil Norwid

10649705_723160814399023_1965464825367863272_n

Dolnośląscy olimpijczycy

Często się w naszym kraju ubolewa nad myśleniem na już. Zapominaniem o historii, brakiem myślenia o przyszłości. Że liczy się tylko tu i teraz, co bywa opłakane w skutkach. Zawężając to do sportu mowa głównie o (braku) rozwoju wychowanków, ściąganiu zagranicznego gruzu. O przepadaniu w niebyt odchodzących na emeryturę zawodników mniej lub bardziej wybitnych, a przede wszystkim związanych z jakimś konkretnym miejscem.

Gdyby nie wywiad z Wojciechem Szawarskim, pewnie długo bym jeszcze nie wiedział, że zakończył karierę. Nawet jeśli za gościem nikt z nas nie przepadał, to chyba każdy się zgodzi, że był wyrazistą i dobrze znaną w Polsce postacią, przez lata symbolem ostrowskiej Stali. I znika ot tak, bez fanfar, meczu pożegnalnego, czy chociażby artykułu na stronie ligi.

10628045_10152414854831314_7545775467385974647_n

Zbyt wielu zawodników w ten sposób w koszykówce przepadło. We Wrocławiu również. Bo to na nich opiera się historia, która buduje wielkość klubu. Sprawia, że kolejne pokolenia mają kogo naśladować, gonić w rekordach. Nie da się budować przyszłości bez przeszłości – wiedzy, doświadczenia i samych twarzy.

Dlatego cholernie się ucieszyłem móc na stojąco nagrodzić brawami olimpijczyków Śląska w sobotę – panów Kazimierza Frelkiewicza, Ryszarda Prostaka, Dariusza Zeliga, no i oczywiście nieśmiertelnego Mieczysława Łopatkę; oraz bohaterów Śląska lat ’80 w niedzielę – Jerzego Hnidę, Leszka Chudeusza, Tomasza Garlińskiego, Jerzego Świątka, Mariana Czarneckiego oraz Jacka Kalinowskiego.

DZIĘKUJEMY ŚLĄSKU!

1176182_10152414857381314_6581750008823144628_n

Od lewej: Maciej Zieliński, Mieczysław Łopatka, Jerzy Świątek, Jerzy Hnida, Tomasz Garliński, Marian Czarnecki, Leszek Chudeusz oraz Jacek Kalinowski

P.S.

Przypominamy o wyjeździe do Zgorzelca (środa 1. października, koszt ~50 zł), inauguracji ligi we Wrocławiu (wtorek, 7. października – 10 zł) i możliwości wstąpienia w szeregi stowarzyszenia Kosynierzy. Każdą ze spraw załatwicie pod adresem kontakt@kosynierzy.info

Szacunek dla Historii

me-196350 lat temu Polska reprezentacja osiągnęła swój największy dotychczasowy sukces – srebro Mistrzostw Europy w Hali Ludowej. To trochę takie nasze koszykarskie “Wembley”, do którego przez długie dziesięciolecia nie potrafimy nawiązać. Ale dzisiaj nie o słabościach współczesnej kadry.

Polskie kluby mają problemy z odpowiednim uhonorowaniem swojej historii. Z takimi prostymi gestami, jak dożywotnie miejsce w loży VIP dla swoich legend (i powitaniem przez spikera), wyprawienie z pompą meczów pożegnalnych, tworzenia muzeów i ogólnie pielęgnowania pamięci o swojej wielkości – przede wszystkim wśród najmłodszych. Bo najmłodsi nie jarają się Barceloną, czy Panathinaikosem dlatego, że fajnie grają, czy mają ładną nazwę, ale dlatego, że w tych klubach potrafią oddziaływać na wyobraźnię.

W Śląsku przez lata o historię dbali jedynie kibice – organizując mecze pożegnalne dla Miglinieksa i Keitha Williamsa, czy tworząc efektowne filmiki. Klub stać było w najlepszym razie na powieszenie koszulki Zielonego… o ile akurat nikt nie zapomniał jej do Orbity zabrać.

Wraz z projektem odbudowy, oprócz stawiania na skład, zadbano i o symbolikę. Wielki herb na środku parkietu, bogato przedstawiona (przynajmniej w porównaniu do tego, co było) w internecie wielka historia, wielkie postaci co mecz na balkonie w Kosynierce i najpiękniejszy element – podobizny Stasika, Łopatki, Świątka i innych w hali na Mieszczańskiej.

logo3 (1)Powrót na ligowy szczyt to możliwość, by jeszcze wyżej podnieść sobie poprzeczkę i pokazać każdemu klubowi, każdemu zawodnikowi i kibicowi, który przyjedzie do Wrocławia, że do ligi wrócił Król. Jeden ze świeżych nabytków w wywiadzie przyznał, że agent zrobił mu krótki wykład z historii Śląska, budzącą Amerykaninowi skojarzenie z Los Angeles Lakers i Boston Celtics. Każdy – stary, czy młody – kibic tych zespołów wie kto to Larry Bird, Bob Cousy, Kareem Abdul-Jabbar czy Magic Johnson. Niestety, ale chyba niewielu starych, a jeszcze mniej młodych kojarzy choćby uczestników wymienionych ME, reprezentujących barwy Śląska Wrocław – Mieczysława Łopatki i Kazimierza Frelkiewicza.

Podczas planowanego turnieju (5-6 października) będzie świetna okazja, by ich utrwalić w świadomości każdego kibica. Koszulka Maćka mogłaby mieć świetne towarzystwo.

Starzejemy się

Życie chyba każdego fana można podzielić na szereg etapów. Najpierw następuje młodzieńcza fascynacja. Peter Schmeichel, Zinedine Zidane, Michael Jordan, Maciej Zieliński… patrzymy na takich herosów nie jak na ludzi, ale postaci z innej planety, nieśmiertelnych i niezniszczalnych. Czasem, na ogół nieśmiało, jak mamy dryg nie tylko do oglądania, ale też uprawiania sportu, marzymy by stanąć kiedyś naprzeciw Nim. Albo nawet w jednym szeregu.

W pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że zaczyna kibicować swoim rówieśnikom. “Mógłbym biegać z nimi po boisku”, to chyba dość częsta myśl w głowie dorastającego kibica.

Kiedy okazuje się, że niemal cała drużyna jest młodsza od ciebie, uświadamiasz sobie, że się zestarzałeś. W międzyczasie kończą kariery ostatni z Wielkich twojej młodości, bo większość już skończyła. Alex Del Piero dogorywa gdzieś w Australii, a Radziu Hyży na zapleczu ekstraklasy…

… nagle budzisz się ze świadomością, że ci najmłodsi, którzy tak jak ty 10, 15 lat temu złapali bakcyla, nie znają twoich idoli z ich genialnych zagrań. Nie przeżywali pięciu mistrzowskich tytułów z rzędu. Że, to co dla ciebie jest zapisane złotymi zgłoskami w pamięci, dla nich jest tylko kartą z podręcznika do historii.

Żyjemy w czasach, kiedy przywiązanie do klubu to niemal mit. Nie zawsze z winy zawodników, bo często po prostu Murzyn jest tańszy, a Serb lepszy. Młodszym kolegom mogę co najwyżej życzyć, żeby doczekali się swoich idoli, takich, których będą wspominać, którzy zasłużą na wyróżnienie, by umieścić ich podobiznę na murach Kosynierki, czy chociażby skandowanie swojego nazwiska na każdym meczu.

Z drugiej strony zazdroszczę dzisiejszym młokosom. Raz tego, że wychowują się na Kosynierce, kiedy ja zawsze z zazdrością słuchałem opowieści H., czy B. z czasów, jak o hali Orbita nikt jeszcze nie myślał, a w Ludowej nie zawsze można było grać. Jakby tego było mało, młodym lekcję historii odrobić będzie łatwiej niż nam. Kilkanaście lat temu mieliśmy do dyspozycji, jak szczęście dopisało, parę starych gazet, “Złotą dekadę”, czyjeś wspominki i nieliczne taśmy VHS. Dzisiaj mamy youtube, aparaty w telefonach i masę odkopanych archiwów.

Nam przychodzi teraz zmierzyć się z kolejnym etapem w życiu kibica. Wychowaniem kolejnego pokolenia, pielęgnowaniem historii, czy pilnowaniem naszych nadziei, żeby nie roztrwonili talentu w pokusach czyhających za każdym rogiem. Jeżeli Majowie się pomylili, to czekają nas ciekawe czasy i sporo roboty do wykonania.

Dobry kierunek

Pamiętać i inwestować

Polacy, wśród niewątpliwie wielu zalet, mają też sporo wad. Jedną z nich jest skłonność do zapominania o własnej historii. Bardzo szybko powtarzamy te same błędy, a zarazem bardzo szybko zapominamy o wczorajszych bohaterach.

Inną narodową przypadłością jest myślenie wyłącznie o tu i teraz – rzadko kiedy o przyszłości (z tego też się biorą wszelkie dzikie karty, fuzje i inne chore wynalazki).

Problemy te nie omijały Śląska Wrocław. Byli wybitni zawodnicy zostawali co najwyżej trenerami (jeżeli wcześniej sami o tym wcześniej pomyśleli), inaczej popadali w zapomnienie. O gablocie w korytarzu, honorowym miejscu na trybunach i wynoszeniu na piedestał przy byle okazji najbardziej zasłużonych w historii 65-latka nikt praktycznie nigdy nie myślał. Ba, 60-te urodziny były jakieś jakby ich nie było, a jednego z największych do dziś nie pożegnano tak jak trzeba – na boisku.

Młodzież zawsze seriami zdobywała juniorskie medale, tylko niewiele z nich wynikało. Pozostawieni samym sobie, z nastawieniem na wyniki, produkowali graczy bez historii. Juniorskimi sekcjami interesowali się wyłącznie zapaleńcy, rodzice i od święta (finałowe turnieje) przyjaciele młodych adeptów koszykówki, którzy wypełniali na moment trybuny hali przy ul. Mieszczańskiej.

Zasada małych kroków

Tony archiwów i pełna historia na facebookowej  “osi czasu”, oraz stronie głównej klubu, konkurs na drużynę marzeń i plan uhonorowania tych najwybitniejszych, czy w końcu wielki herb na środku parkietu i równie wielka dziewiątka na ścianie Kosynierki. Stowarzyszenie Basket 96, podstrona poświęcona sekcjom juniorskim, wspólne treningi dla perspektywicznych młodych z pierwszą drużyną, czy indywidualne z Hyżym i innymi doświadczonymi zawodnikami “po godzinach”.

Mam nadzieję, że to dopiero pierwsze kroki w dobrym kierunku i na nich się nie skończy. Pielęgnujmy naszą historię, inwestujmy w naszą przyszłość. Tylko wtedy WKS Śląsk Wrocław będzie klubem wielkim.

Zakazana lekcja historii

Co to znaczy być legendą?

Na tak postawione pytanie teoretycznie każdy powinien mieć jakąś definicję. Jest nawet spora szansa, że definicje będą do siebie bardzo podobne. Kiedy jednak zapytać o konkretne nazwiska… o, tutaj już będą znaczne różnice.

Szczytna idea

Klub postanowił uhonorować wybitnych zawodników i trenerów w historii Śląska Wrocław. Postaci wartych wyniesienia na piedestał w 65-letniej historii sekcji trochę było, więc do wybrania tych najważniejszych zaproszono kibiców – swoje typy możecie oddać w serwisie polskikosz.pl.

Kontrowersje

Problem się zaczyna, kiedy przeczytamy listę nazwisk. Wyróżnianie osób, które nic nie osiągnęły, albo zagrały jeden sezon (a czasami jedno i drugie, albo i gorzej) to lekka kpina. Parę dodatkowych nazwisk, brakujących na liście, też by się znalazło – przede wszystkim śp. pułkownika Ryszarda Stasika, który jako trener (lata 1953-71!!) wprowadził Śląsk do ekstraklasy i zdobył pierwszy (i drugi) z siedemnastu Mistrzostw Polski (plus kilka srebrnych i brązowych krążków). Za jego rządów, jako szefa całego klubu, wrocławianie święcili swój najlepszy rok w historii – MP w sekcji piłkarskiej, koszykarskiej i szczypiornistów w 1977. No, chyba że nieobecność tej postaci wynika z faktu, że klub chce Go uhonorować pozakonkursowo, poza wszelką dyskusją. Np. stawiając pomnik przy Mieszczańskiej.

Konkurs piękności

Kolejny problem, to głosujący. Plebiscyty mają to do siebie, że głosujący głosują na swoich ulubieńców, szczególnie tych, których pamiętają. A ile osób pamięta i kojarzy Mietka Łopatkę (chociaż tu jest nie najgorzej), Kazimierza Frelkiewicza, czy Tomasza Garlińskiego? Zamiast na ludzi, którzy całą karierę grali w barwach Trójkolorowych tworząc jego historię, oddajemy głosy na jednosezonowe pseudogwiazdki, które zagrały kilka lepszych spotkań. I tu wracamy do postawionego na początku pytania – co to znaczy być legendą (klubu)? Być dobrym zawodnikiem? Dla nas to za mało. Dla nas legendami są ludzie, którzy – tak jak my – swoje życie poświęcili Śląskowi.

Oczywiście, istnieją od tego wyjątki. Są ludzie, którzy życie poświęcili wojskowym, ale nigdy nic specjalnego nie znaczyli. Albo znaczyli niezwykle dużo, odcisnęli wielki ślad w annałach, chociaż wybitnie długo barw wojskowych nie zakładali – jak Ray Miglinieks, Adam Wójcik, czy Dainius Adomaitis.

Na kogo więc głosować?

Mała podpowiedź

Nie będziemy was wyręczać w wyborach, nie mniej – poniżej skrócone zestawienie nazwisk i powodów, dla których nie powinniście ich pominąć.

Trenerzy.

1. Ryszard Stasik. Nieco inne to były czasy niż obecne, ale na trenerskiej ławce zasiadał w 3 dekadach! Zaliczył awans do ówczesnej najwyższej ligi polskiej, wywalczył 2 mistrzostwa, 2 vice-mistrzostwa, 5 brązowych medali oraz 2 Puchary Polski. I nie obchodzi nas, że go nie ma na liście.

2. Andrej Urlep. Słoweniec odmienił spojrzenie na koszykówkę w Polsce i to z nim utożsamia się Śląsk przełomu wieków. Pojęcie “obrona” będzie kojarzone z Urlepem na zawsze. W trenowanie zespołu wkładał mnóstwo energii, a same mecze w wykonaniu Urlepa były swoistym spektaklem. Nie bez powodu otrzymał ksywkę “furioso”.  Będąc trenerem wrocławian przez 4,5 sezonu zdobył 4 złote oraz 1 brązowy medal.

W zestawieniu tym nie ma najbardziej utytułowanego trenera w historii Śląska gdyż… postanowiliśmy go uhonorować jako gracza.

Inni warci odnotowania: Mieczysław Łopatka (8-krotny MP jako trener ze Śląskiem), Arkadiusz Koniecki (2-krotny MP).

Rozgrywający.

1. Raimonds Miglinieks. Nie było, nie ma i nie będzie drugiego tak unikalnego playmakera, który – podobnie jak Urlep to co wyczyniał na ławce – zmienił pogląd na to, jak zawodnik na pozycji nr 1 ma grać. Komentatorzy mówili o Miglinieksie “prawa ręka Urlepa na parkiecie”, kiedy to konsultował z nim niemal każdą akcję. Ray grał w Śląsku 4 sezony i zdobył 3 złote oraz 1 brązowy medal. A te rzuty w finale 1999… łza się w oku kręci. Jeżeli ktoś nie wiedział/nie wie czym jest pick-and-roll, to panowie Miglinieks z McNaullem obrazowali to podręcznikowo.

2. Keith Williams. Nie był pierwszym Amerykaninem w polskiej lidze, ale był pierwszym, który wniósł nową jakość. Cytując Mieczysława Łopatkę za “Złotą Dekadą”: “To będzie najlepszy playmaker w historii polskiej koszykówki. Tak świetny zawodnik jeszcze tu nie grał”. Nie pomylił się. “Czarna Perła” zdobyła ze Śląskiem 4 tytuły mistrzowskie, częstokroć samemu wygrywając mecze. Z perspektywy czasu należy powiedzieć, że niewielu obcokrajowców zbliżyło się do jego poziomu. To bardzo dziwne, że nie został we Wrocławiu na dłużej…

Inni warci odnotowania: Jerzy Świątek (15-sezonów w Śląsku, awans do ekstraklasy i pierwszy MP), Ryszard Prostak (5 złotych krążków, dyrygent kadry Polski w jej lepszych latach)

Rzucający Obrońca.

1. Dariusz Zelig. Takie to były ciekawe czasy, że “Profesor” do Śląska trafił z Wybrzeża Gdańsk w ramach wymiany za… piłkarza ręcznego Daniela Waszkiewicza. W ciągu 13 sezonów w Śląsku zdobył 7 złotych, 4 brązowe medale oraz 3 razy Puchar Polski. W tabeli wszech czasów strzelców Śląska zajmuje 2 miejsce zaraz za… Maciejem Zielińskim, którego był wychowawcą na parkiecie.

2. Kazimierz Frelkiewicz. 17 lat w Śląsku. 12 medali (2 złote, 3 srebrne, 7 brązowych). 4 Puchary Polski. Zapewne niewielu już pamięta Pana Kazimierza w boju, ale nam wystarczą wspomniane liczby, aby docenić pomnikową postać. Jeżeli ktoś zasługuje aby zastrzec numer z jakim grał dla WKS-u to jest tą osoba pan Kazimierz.

Inni warci odnotowania: Tomasz Garliński (13 sezonów w Śląsku, 4 złote medale, świetny strzelec, wielokrotny reprezentant Polski), Ryszard Białowąs (2 MP), Jarosław Krysiewicz (5 MP)… to chyba najsilniej obsadzona pozycja, bo i jednosezonowi Greer oraz O’Bannon zasługują na jakieś wyróżnienie – różnica, jaką zrobiło ich pojawienie się na polskich parkietach sprawiła, że w naszej pamięci są swoistymi legendami.

Niski Skrzydłowy.

1. Maciej Zieliński…. i wszystko jasne.

2. Dominik Tomczyk. W ekstraklasie debiutował w wieku… 16 lat, co pewnie odbiło się na późniejszym zdrowiu “Domina”. O niewielu polskich graczach mówiło się, że posiadają wystarczające umiejętności do gry w NBA, ale o Dominiku na pewno. Wszystkie te “trójki” trafiane bez żadnych emocji, jakby to było takie oczywiste, że trafi – baby-face killer. “Wszechstronny”, dobry w obronie, skuteczny w ataku. Zakończył karierę po zdobyciu ostatniego medalu dla Śląska – kilka miesięcy przed wycofaniem WKS-u z ekstraklasy. Szkoda.  3 złote, 1 srebrny i 3 brązowe medale oraz Puchar Polski to dorobek Dominika Tomczyka w barwach WKS-u.

Inni warci odnotowania: Dainius Adomaitis (fenomenalny Litwin zagrał we Wrocławiu 3 sezony zdobywając dwa złote i jeden brązowy medal), Tadeusz Grygiel (niemal cała kariera w Śląsku, 4 złote krążki).

Silny skrzydłowy.

1. Mieczysław Łopatka. Pominęliśmy pana Mieczysława przy ławce trenerskiej robiąc na niej miejsce dla 2 innych wybitnych fachowców, a trzeba powiedzieć że nie dość że Mieczysław Łopatka – trener – zdobył ze Śląskiem w sumie 19 medali ! (9 jako zawodnik) spędzając w naszym klubie 22 lata sportowo-szkoleniowej kariery. Jak grał ? Jaki był ? Za młodzi jesteśmy aby to wiedzieć, a wtedy pozostają nam przekazy, wywiady. Jak grał? Za artykułem na stronach PLK :  “Po dojściu do pozycji – szybkie wyjście w górę i oddanie rzutu. Także rzut po jednym koźle w lewo, w prawo. No i niespotykana wówczas u zawodnika grającego na pozycji środkowego umiejętność gry w szybkim ataku, bo w tym czasie był jednym z pierwszych wysokich koszykarzy, który biegał do kontry. – Miał miękką rękę, był silny fizycznie, wysoki, jak na tamte czasy. Bardzo sumienny. Jak wszystkich zawodników reprezentacji trenera Zagórskiego, cechowała go nieprawdopobna ambicja i zaangażowanie – charakteryzuje go profesor Kajetan Hądzelek, wieloletni prezes PZKosz, który oglądał Łopatkę od początku jego kariery.”  Dla nas oczywistą sprawą jest pomnik.

 2. Adam Wójcik. Mieliśmy to szczęście, że kiedy był najlepszy grał u nas. Zabawne ile razy się mówiło o wielki Trio z Wrocławia (Zieliński, Wójcik, Tomczyk), a tak na prawdę razem grali tylko 2 sezony (1 złoty i 1 srebrny medal). Nie mniej jednak wg. oficjalnych statystyk absolutny król strzelców ligi polskiej. Ze Śląskiem 4 krotny mistrz oraz 1 krotny vice mistrz Polski.

Inni warci odnotowania: Radosław Hyży (jedyny z zawodników w naszym zestawieniu bez złotego medalu, ale piętno jakie zdążył już odcisnąć pozostanie w tym klubie na zawsze), Jerzy Kołodziejczak (wychowanek Śląska, 13 sezonów w trójkolorowych barwach, 5 złotych, 2 srebrne i 3 brązowe medale, reprezentant Polski)

 Środkowy.

1. Joseph McNaull. “Józek” zagrał u nas 4 sezony po tym jak w barwach Komfortu-Forbo Stargard Szczeciński do spółki z… Keithem Williamsem wyeliminował Śląsk w półfinale rozgrywek play-off. Był pierwszym naturalizowanym Amerykaninem, który zagrał z orzełkiem na piersi. I chyba jedynym, który w pełni na to zasługiwał – mówi po Polsku, ożenił się z Polką i zamieszkał w Polsce. Obok Keitha Williamsa i Raya Miglinieksa, Józek to chyba największy zagraniczny symbol Śląska.

2. Leszek Chudeusz 3 złote, 2 srebrne i 3 brązowe medale z Wojskowymi, “Chudy” spędził zresztą całą karierę w Śląsku. Jeden z najlepszych polskich centrów w historii Polski.

Inni warci odnotowania: w zasadzie brak. Z braku laku można wymienić Harolda Jamisona (Mistrz Polski), za jego unikalny instynkt do zbiórek, Ryana Randle za wybuch talentu (zarówno na parkiecie jak i w poprawianiu humoru) oraz ś.p. Rodneya Odoma (bo… był po prostu dobry). Do centrów mieliśmy w historii niespecjalnie dużo szczęścia, więc i wybierać nie ma specjalnie z czego.

Dziękujemy za uwagę

Na niektórych pozycjach wybór jest trudny, na innych mniej. Nam pozostaje nadzieja, że wybierzecie mądrze… a klub w razie czego wyników w 100% nie przełoży na konkretne honory, bo brak niektórych nazwisk będzie po prostu wstydem.

Tej krótkiej lekcji historii udzielili Państwu: drughi oraz yanoo