Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'historia'

Never surrender! KURWA!!

Kolega H., największy bodaj miłośnik i znawca historii w naszym skromnym gronie, po sobotnim meczu z Pogonią z miejsca zaczął się zastanawiać ile to razy od pierwszych Play-Off Śląsk grał z nożem na gardle. I co ważniejsze – z jakim skutkiem.

Zabrakło nam niestety wytrwałości, żeby odszukać dane z lat 85-901, nie mniej próba z wszystkich późniejszych powinna być wystarczająco miarodajna. Obraz jaki się wyłania z zebranych informacji jest taki sobie: na 24 pojedynki z nożem na gardle Wojskowym udało się wygrać 15 razy. Liczyliśmy wszystkie spotkania w przypadku których porażka oznaczała pożegnanie z tytułem (bądź brązowym medalem).

Lekcja historii

Najefektowniejszą serię Śląsk zagrał przeciwko koszykarzom z Pruszkowa. Półfinał 1998/99 ze stanu 0:2 udało się wygrać 3:2 – czyli aż trzy mecze, gdzie niekorzystny wynik zakończyłby sezon. Warto dodać, że na finiszu świętowaliśmy mistrzowski tytuł.

Najgorsza seria miała za to miejsce dwa lata wcześniej. W sezonie 1996/97, w półfinale z Komfortem Stargard Szczeciński, ze stanu 2:0 udało się przegrać 2:3, ostatecznie zajmując czwarte miejsce.

Najwięcej odwiedzin wrocławscy kardiolodzy odnotowali w sezonie 1998/99. Od początku do końca Play-Off Trójkolorowi nie oszczędzali nerwów swoich fanów, najpierw wygrywając serię ze Stargardem 3:2. Później była wspomniana już seria z Pruszkowem, a na koniec finał z Nobilesem Włocławek i siedmio-meczowa batalia zakończona złotem.

Tylko raz zwycięstwo nic nam nie dało. W 2005 roku, w ćwierćfinale, wróciliśmy z Włocławka z bagażem 0:2. W pierwszym meczu we Wrocławiu udało się przedłużyć serię, niestety tylko o jedno spotkanie – Anwil odprawił nas z wynikiem 1:3.

Zemsta przyszła w 2007 roku. W serii do dwóch zwycięstw o brązowy medal, Anwil prowadził 0:1, żeby przegrać 2:1. To była zresztą analogiczna sytuacja do dzisiejszej – też przegraliśmy u siebie, jadąc na trudny teren z przekonaniem, że “tam się nie da wygrać”.

Wygrać, albo zginąć

Dzisiaj stoimy na krawędzi, a właściwie to już dyndamy trzymając się jedną ręką. To nie jest nóż na gardle, ba! do przełyku zmierza ostrze gilotyny.

W środę po prostu trzeba wygrać. Nie ma innej opcji.

  1. sezon 1984/85 był pierwszy z fazą PO []

Nostalgicznie

Nastał ciekawy okres wydobywania archiwów z szaf, kartonów i strychów. W klubie dopadli archiwum, rzucając nieco światła dziennego na transfery przed zmianą ustrojową. Drughi przypomniał, jak niegdyś Tomczyka postraszyli wojskiem, albo jak wyglądał za młodu, największa chyba z legend Śląska, Mieczysław Łopatka.

Na stronie sportowyswiat.com odnaleźć możemy nieco inne wspomnienia: mecz Polska – Litwa z eliminacji do Eurobasketu 1997. Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk, Robert Kościuk, Adam Wójcik, Andrzej Pluta, Piotr Szybilski, Mariusz Bacik, czy Tomasz Jankowski po stronie Biało-Czerwonych… wszyscy w okolicy 24-26 lat. Po drugiej stronie barykady też kilka nazwisk, które każdy z nas powinien kojarzyć. Tomas Pacesas, Rimas Kurtinaitis, Gintaras Einikis… Zachęcam, by poświęcić tę godzinę czasu na poznanie historii, której pewnie wielu czytających te słowa nie pamięta, bądź pamiętają słabo.

No i 30-sekundowe akcje, połowy zamiast kwart, a przy mikrofonie Szaranowicz.

Na koniec mała dygresja. Wspomniałem o wieku tych zawodników. Oni nie byli jakoś specjalnie bardziej utalentowani, niż dzisiejsza młodzież. Szkolenie w kraju też się nie pogorszyło. Mógłbym się założyć, że połowa tamtego składu dzisiaj byłaby uważana za “młodych zdolnych”, z szansami na maks 20 minut w meczu w PLK. Przykłady takich zawodników jak Skibniewski, Roszyk, Szubarga pokazują, że trzeba promować młodych choćby na siłę, niekiedy kosztem wyniku, a nie czekać aż nagle dorosną. Jaką profesurę pokazywałby dziś pierwszy z wymienionych, gdyby nie ograniczanie przez Winnickiego i Katzurina? Jak dobrym obrońcą byłby Roszyk, gdyby go wypatrzono 5 lat wcześniej? Tego typu pytań można dziś zadawać mnóstwo w stosunku do wielu zawodników, którzy na poważnie w dorosłym baskecie pojawili się późno.

Zbyt późno.

O taktownym rzeczniku, łączeniu sił oraz mała lekcja historii

Szum wokół “Śląsków” nie tylko nie cichnie, ale wydaje się przeradzać w wielką wrocławską debatę. Ostatnim punktem zapalnym jest koszulka El Capitano, która najpierw skurczyła się w Orbicie, a potem nie pojawiła w Hali Stulecia/Ludowej. Najtaktowniej w całej tej zabawie zachował się rzecznik nowego klubu, czyli inna legenda wrocławskiej koszykówki – Dominik Tomczyk. Koszulki wywieszać nie będzie, ale w 9-tce nikt nie zagra.

Paweł i Gaweł

Całe zamieszanie rodzi wielokrotnie zadawane pytanie “czy nie lepiej by było połączyć siły?”. Powstał już nawet ruch domagający się zakopania topora wojennego (jest jakiś w ogóle?) i namawiający do tego czasu bojkotować oba zespoły. Ktoś inny proponuje “połączyć budżety, stworzyć dobrą drużynę w PLK i silne rezerwy w II lidze“. Takie głosy tylko pokazują brak zrozumienia, skąd w ogóle pochodzi źródło konfliktu. Pomijając wszelkie przepychanki polityczne, intencje tych “na górze”, to dla nas robienie klubu w ekstraklasie ad hoc jest nie do przyjęcia. Dla pana Koelnera droga awansów już1 nie ma sensu (z ekonomicznego powodu). Podobnie jak dla osób domagających się połączenia sił – oni do Kosynierki przez 3 lata nie chodzili, oni nie chcą oglądać niskiego poziomu sportowego i pojedynków z Doralem Nysą Kłodzko, czy Pogonią Prudnik (z całym szacunkiem dla tych klubów). Bo ekstraklasa nam się należy. Bo skoro można, to dlaczego nie korzystać? Itd.

Nie ważne, czy klub będzie tworzył pan Schetyna, Koelner, Dutkiewicz, Maciek Zieliński, czy mgr Kwiatkowski. Władza przychodzi i odchodzi, smród po kupieniu dzikusa pozostanie na zawsze. I z tym będziemy walczyć do upadłego.

Ciekawostka

Na koniec mała ciekawostka historyczna. Klub Kibica ekstraklasowego zespołu przebywał na sektorze B2. Tym samym, z którego kilkadziesiąt lat temu… a zresztą zobaczcie sami.

Ciekawe, prawda?

  1. już, bo kiedyś mówił tylko o sukcesywnym dążeniu do ekstraklasy, awans po awansie z II ligi []

Trzy razy W

Tylko najstarsi wrocławscy górale pamiętają złoty rok 1977. Piłkarze ręczni, koszykarze oraz piłkarze nożni – WKS Śląsk świętował na krajowym podwórku mistrzowski triplet. Do końca obecnych rozgrywek jeszcze daleko, ale już dziś możemy cieszyć się z nawiązania do tamtej pięknej karty z historii. Co prawda tylko piłkarze grają dziś w najwyższej klasie rozgrywkowej, i tylko oni mają w tym sezonie szansę na mistrzowski tytuł, ale… awanse z pierwszych miejsc to też i sukces i powód do świętowania. Po niedzielnym zwycięstwie nad Żagwią Dzierżoniów, oraz sobotnim nad MKS-em Skierniewice, trzy reprezentacje wrocławskiego Śląska okupują pierwsze miejsca w swoich ligach. Do mistrzostw, czy awansów jednak daleka jeszcze droga, skupmy się więc na codzienności.

W Kosynierce można było odczuć rozprężenie po pojedynku ze Stalą. Trochę pustych krzesełek na widowni, brak kibiców gości, no i sam mecz – nawet po kiepskim początku nikt chyba nie spodziewał się innego rozstrzygnięcia, niż to którym się mecz zakończył. Spokojna i wysoka wygrana, luźna gra w drugiej połowie… Radek rozdający podania za plecami przez ćwierć boiska. Słowem lekko, łatwo i przyjemnie. Ciekaw jestem jak to się odbije na frekwencji w późniejszym etapie sezonu – czy publika pokocha zwycięzców, czy może… znudzi się oglądaniem walca? Wrocławianie są wybredni i trudno im dogodzić – to wiemy nie od dziś.

Najbliższy pojedynek przed własną publicznością już w tę sobotę, tj. 15. października. Przeciwnikiem Śląska będzie kolega P. z chorzowskiej Alby. Bilety w sprzedaży od jutra po standardowej cenie.

Starcie z legendą

WKS Śląsk vs WKK
19481 rok założenia 2006
372 medali Mistrzostw Polski 0
12 zdobywca Pucharu Polski 0
523 lat na najwyższym szczeblu rozgrywek 0

WKK to młodość. Młody klub, młody zespół, młodzieżowe rozgrywki w których odnosi dziś liczne sukcesy. Przy wojskowych to wszystko jednak blaknie, a panu Koelnerowi życia nie starczy, by do osiągnięć WKS-u ze swoim klubem nawiązać.

Dlaczego więc niedzielne derby będą dla nas takie ważne, skoro bijemy się z klubem, który historycznie nie znaczy jeszcze nic? Ano właśnie dlatego, by tę legendę podtrzymać. W niedzielę na parkiecie Kosynierki suche liczby nie będą nic znaczyć. Gra w Eurolidze, przy przepełnionej Hali Ludowej. Ligowy finisz na minimum ósmym miejscu, przez 52 lata nieprzerwanej gry na najwyższym szczeblu rozgrywek. Dziesiątki tytułów juniorskich i zawodników wypuszczonych w świat. Siedem medali w siedem lat4.

To wszystko w niedzielę nic nie będzie znaczyć. Będzie liczyło się tylko tu i teraz.

I to, że nasze serca już od kołyski pompują zielono-biało-czerwoną krew.

  1. 1947 to rok założenia klubu, sekcja koszykówki powstała rok później []
  2. w tym 17 złotych, 6 srebrnych i 14 brązowych []
  3. nieprzerwanie w latach 1956 – 2008 []
  4. 1998 – 2004; pięć złotych,  srebrny i brązowy; w tym też 3 Puchary Polski []