Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Jakub Parzeński'

17. kolejka II ligi – 7.02 – Księżak Łowicz 100:81 WKS Śląsk Wrocław

Niecały tydzień temu, w minioną niedzielę, Śląsk rozegrał spotkanie w Łowiczu, z miejscowym Księżakiem. Wojskowi przegrali owe spotkanie różnicą 19 punktów. Niestety brak czasu spowodowany sesją na uczelniach, spowodował, że zanotowaliśmy kolejne ‘zero wyjazdowe’.

Patrząc na statystyki warto zauważyć wyczyn Kuby Parzeńskiego. W ciągu 30min spędzonych na parkiecie, ‘Parzyk’ zdobył aż 25 punktów i to na naprawdę dobrej skuteczności (5/5 za 3, 2/2 za 1, 4/6 za 2). Oprócz tego zebrał najwięcej piłek w meczu – 14. Dołożył on również do swojego dorobku: 2 asysty, 1 przechwyt oraz 2 blogi. W rezultacie Jakub Parzeński został MVP kolejki naszej ligi! Gratulujemy!

Cóż więcej można powiedzieć o meczu którego się nie widziało, a dostępne są jedynie statystyki? Może jedynie to, że zgodnie z zapowiedziami nie zagrał w tym spotkaniu Piotr Warawko, który w meczu z AZS-em Opole, doznał urazu kostki, który prawdopodobnie wyklucza go z gry do końca sezonu…

Na koniec warto zakomunikować (na chwilę obecną nawet na zwykle dobrze funkcjonującej i informującej stronie slask.polskikosz.pl nie ma owej informacji) – w najbliższa niedzielę, 14.lutego o godzinie 16:00 WKS Śląsk Wrocław zmierzy się w ramach 18. kolejki z czołową drużyną naszej ligi, która jest jednym z pretendentów do awansu, AZS Radex Szczecin. Mecz oczywiście w hali ‘Kosynierka’ mieszczącej się przy ul. Mieszczańskiej 11. Może warto poświęcić trochę czasu w dniu wszechobecnej miłości, czułości i zakochanych, jakim są Walentynki, i wybrać się na mecz oraz okazać nieco wsparcia dla Wojskowych, którym w meczu z AZS-em przyda się pomoc kibiców.

13. kolejka II ligi – 13.01 – WKS Śląsk 93:77 WKK Wrocław

Ostatni mecz w pierwszej rundzie rozgrywek był jednocześnie meczem derbowym. Gracze Śląska zmierzyli się z zawodnikami WKK Obiekty. Zgodnie z oczekiwaniami Wojskowi wygrali mecz 93:77. Najwięcej punktów dla Śląska zdobył Kuba Parzeński – 21pkt, natomiast w drużynie WKK największą zdobyczą mógł cieszyć się Piotr Niedźwiecki. Ów zawodnik popisał się także “pięknym” faulem na Parzyku, po którym powinien dostać przewinienie techniczne, ale przedstawiciele PZKosz, którzy bawili się w sędziowanie tego spotkania, byli chyba trochę zagubieni i postanowili odgwizdać zwykły faul… Czyżby sędziowie koszykarscy próbowali dostosować się poziomem do kolegów po fachu sędziujących mecze piłkarskie?

Patrząc na spotkanie okiem kibica warto zaznaczyć, że hala wypełniła się prawie do ostatniego miejsca, oraz pojawili się kibice gości będący prawdopodobnie młodszymi drużynami WKK gdyż wszystkie drużyny owego zespołu miały odwołane treningi i obowiązek pojawienia się w “Kosynierce”. Na meczu pojawiły się też dwa transparenty. Pierwszy z nich dotyczył niedawnej rocznicy śmierci Przemka Czaji (dla osób które nie wiedzą kim był Ś.P. Przemek zapraszam do zapoznania się z artykułem.). Drugi transparent dotyczył ogólnopolskiego protestu przeciw działaniom PZKosz, które dążą do upadku polskiej koszykówki. Zapraszam do zapoznania się ze szczegółami protestu – http://www.basket-protest.345.pl

Na zakończenie warto przypomnieć, że już w najbliższą sobotę tj. 16.01.2010r o godzinie 16:00, Śląsk zmierzy się z liderem naszej grupy – Open Basket Pleszew! Wypełnijmy Kosynierkę po ostatnie miejsca!
Hej Śląsk!

Mistrzostwa wielu bohaterów

Śląsk Wrocław pokonał Turów Zgorzelec 86:67 i awansował do jutrzejszego finału, w którym przyjdzie zmierzyć się z Koroną Kraków.

Dzisiejszy mecz miał wg mnie dwóch pierwszoplanowych bohaterów – Bartka Kałużę oraz Jacka Waszaka. Ten pierwszy serią 8 punktów zbudował przewagę w pierwszej połowie, której to Śląsk już nie oddał. Ten drugi punktował głównie w drugiej odsłonie meczu efektownymi wejściami pod kosz, którymi trzymał wynik  i odbierał chęć do dalszej walki rywalom ze Zgorzelca.

W poprzednich meczach tych finałów pierwsze skrzypce grali głównie Jakub Parzeński i Norbert Kulon. Cieszy, że nasz skład to nie tylko dwóch zawodników, ale i na innych można liczyć.

Aspekty sportowe pozostawię jednak specjalistom, mnie osobiście bardziej interesuje zachowanie kibiców. A ci dzisiaj nie zawiedli – pełna hala, żywiołowe reagowanie na wydarzenia na parkiecie, a nawet standing ovation na koniec, bez naszego nawoływania. Wielka szkoda, że tak samo nie było podczas spotkań 2. ligi, ale o tym jeszcze będzie czas pomyśleć i porozmawiać.

Tymczasem czeka nas jeszcze finał rozgrywek. Jak wspomniałem na wstępie – zagramy w nim z Koroną Kraków. Początek spotkania o godzinie 12:30 w hali Kosynierka, przy ulicy Mieszczańskiej. Gorąco wszystkich zapraszam, by zobaczyć jak chłopaki walczą o złoty krążek.

Open Basket w niedzielę

Ostatni przedświąteczny pojedynek wrocławianie rozegrają w najbliższą niedzielę, 21 grudnia w “Kosynierce” przy ulicy Mieszczańskiej – naszym rywalem będzie Open Basket Pleszew. Początek spotkania o godzinie 16:00.

Rywale w ostatniej kolejce ulegli minimalnie u siebie Spójni Stargard Szczeciński 62:68, w tabeli zajmują ósme miejsce z dorobkiem 15. punktów – o dwa więcej niż wrocławianie. W kadrze zespołu z Pleszewa możemy znaleźć m.in. dobrze nam znanego Dariusza Parzeńskiego – byłego zawodnika Śląska, ojca Jakuba, który gra we Wrocławiu; oraz Tomasza Stępnia, wychowanka Śląska.

Wszystkich kibiców zapraszamy w niedzielne popołudnie do hali. Wstęp oczywiście bezpłatny.

Smutna Kosynierka

Hala przy ulicy Mieszczańskiej pamięta Mistrzostwa Polski, tłumy kibiców i drżenie ścian od ich dopingu. Niestety to tylko prehistoryczne wspomnienia, które mogą pielęgnować nieliczni, a dziś? Dziś pozostaje najsłabszy od lat juniorski zespół, osłabiony dodatkowo kontuzjami oraz brakiem leżącego w szpitalu trenera.

Podobnie to wygląda na trybunach. Marazm, smutek, zniechęcenie – tak można by w skrócie opisać to, co można było spotkać w sobotnie popołudnie na trybunach Kosynierki. Dochodzi strach o jutro (czy tak będzie już zawsze?), czy o los mistrzowskich (mniej lub bardziej) pucharów, które Śląsk zdobywał w tej dekadzie, a które mają trafić na aukcję. Oburzenie takim rozwojem sprawy wyrażają praktycznie wszyscy zapytani – łącznie z trenerem piłkarzy Ryszardem Tarasiewiczem. Jest kilka pomysłów jak sprawę uratować; czy się coś uda zdziałać czas pokaże – na pewno o tym napiszemy.

Wracając jednak do szarej codzienności. Jest źle zarówno na parkiecie, jak i na trybunach. Czy da się to poprawić? Chłopakom trudno odmówić serca do walki, ale raczej wybitni zawodnicy to nigdy nie będą. Szanse na wybicie się na pewno ma Mieczkowski, ale ten akurat jest kontuzjowany. Z nadziejami mówi się o Parzeńskim, ale to wciąż młodziak, a do tego straszne chuchro – aż strach wypuścić na parkiet, żeby go kto nie połamał. Podobnie swego czasu było z Pawłem Mrozem – i o ile ten ostatni jakoś w końcu sobie poradził i wyrobił sobie ścieżkę do gry w ekstraklasie (gry, nie siedzenia na ławie przez cały mecz), to nie da się ukryć, że była to droga strasznie długa – chyba zbyt długa – mozolna i na pewno gdzieś rodzi się pytanie, czy trochę tego talentu nie zmarnowano. Przywołuję Pawła głównie dlatego, że Parzeński to dość podobny zawodnik – wysoki, przeraźliwie chudy i preferujący rzucanie daleko od kosza nad walkę łokciami o zbiórkę. Nie wątpię, że ten chłopak może mieć niezły talent, ale w naszych warunkach pewnie zostanie zmarnowany.

Poza tym mamy bardzo przeciętną zbieraninę nawet jak na swój wiek, więc co tu dopiero mówić o konkurowaniu z drużynami seniorów. Oglądanie pojedynków, które się przegrywa różnicą 40-60 punktów działa depresyjnie, depresyjnie musi też działać na samych zawodników. Nie ma jednak co ukrywać, że szkolenie w Śląsku leży od wielu lat i w tym sezonie widać tego efekty najdobitniej. Pytanie tylko, czy znajdzie się ktoś, kto zrobi z tym porządek?

A na trybunach? Wspomniany marazm i zniechęcenie. I tu też pytanie jak akapit wyżej – czy zrobi się z tym porządek? Jestem być może naiwny, ale wierzę, że można. Nie będzie to łatwe, wymaga być może oswojenia się z pewnymi faktami, ale ten klub wciąż ma oddanych, zakochanych w Śląsku fanów, którzy są głodni nie tylko dobrej gry, ale również dobrego dopingu.

W każdym bądź razie ja się poddawać nie zamierzam… wszak Wrocław od zawsze poddaje się ostatni!