Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Kamil Chanas'

Fanatyczny wróg publiczny

Śląsk Wrocław, w materiale Sportgame, apeluje do kibiców o doping i liczne przybycie na najbliższe, ciężkie mecze. Redaktor dodaje przy tym, że wrocławianie zawsze mogą liczyć na fanatycznych kibiców.

Nie będę się tu specjalne znęcał nad tym oczywistym absurdem – każdy kto zna fanatyków, wie że dodatkowa zachęta im niepotrzebna. Wypadałoby jednak, chociaż raz na naszych łamach, zdradzić tajemnicę poliszynela, która jakimś cudem pozostaje dla niektórych ukrytym sekretem.

Krótko: tak długo jak na Śląsku Wrocław trzymać będzie łapy obecna ekipa, tak długo na meczach kibiców się nie doświadczy. Chyba, że gości.

Ten stan rzeczy nie jest podyktowany tym, że Kosynierzy się obrazili/zmęczyli/zestarzeli. Szczerze mówiąc – ten stan rzeczy ma niewiele wspólnego z Kosynierami w ogóle. Osób, które w tym, czy innym stylu mogłyby prowadzić prawdziwy doping we Wrocławiu nie brakuje. Tak samo jak nie brakuje “zwykłych” kibiców, którzy mogliby chociaż zająć puste krzesełka w niewielkiej hali.

Problemem jest jednak to, że Schetyna i jego ludzie utracili – jakby to powiedział Waldemar Siemiński – społeczny mandat na prowadzenie klubu będącego symbolem tego miasta. W skuteczny sposób udało się nie tyle zniechęcić, co wręcz zrazić niemal wszystkich, którzy jeszcze kilka lat temu za Śląsk Wrocław dawali się pociąć, którzy dla klubu poświęcali swój czas, pieniądze, a nawet rodzinę. Dzisiaj oni wszyscy mówią o klubie z pogardą, a jeśli przychodzą na mecz, to żeby wspierać rywali. Dlatego Zieliński i Chanas są dziś w Lesznie, a nie tam, gdzie ich miejsce.

To zresztą niewiele się różni od sytuacji politycznej – można nie przepadać za PiS-em, ale jeszcze większym obrzydzeniem reaguje się na “liderów” opozycji w postaci Platformy. W normalnej sytuacji PO powinno już dawno zniknąć z powierzchni ziemi, ale jakimś cudem trzyma się respiratora.

Mam zresztą przeczucie graniczące z pewnością, że nawet jeśli Śląsk znów byłby mocny jak dwie dekady temu, znów grałby w Eurolidze (czy jak tam się obecnie nazywają najważniejsze europejskie rozgrywki), to i tak miałby problem z zapełnieniem choćby Orbity i wydobyciem z gardeł czegoś więcej, niż rzadkie, sentymentalne WKS!

Zniszczono bezpowrotnie całe pokolenie sympatyzujących z koszykarskim Śląskiem Wrocław. Odbudowanie tych zgliszczy zajmie co najmniej kilka, jak nie kilkanaście lat. Odbudowę trzeba by jednak zacząć od fundamentów, które dzisiaj nie są w stanie utrzymać nawet jednej spróchniałej deski.

Dlatego drogi Radku, chociaż jesteśmy sercem za tobą, w piątek na meczu doliczysz się wielu pustych siedzeń. Dlatego drogi Olku, chociaż oglądanie cię w grze to prawdziwa przyjemność, to nie będziesz miał na skórze ciar od dopingu. Dlatego drogi Adrianie, chociaż wciąż wspominamy naszą wspólną, fantastyczną drogę z drugiej ligi do ekstraklasy, to nie przeżyjemy już niczego podobnego ponownie.

Dlatego chociaż jesteśmy z wami, to jednak… musicie sobie radzić sami.

P.S.

Naiwnie wciąż wierzymy, że jeszcze kiedyś będzie pięknie.

Czekając na show

Wszystkie koszykarskie oczy skierowane są dziś na to co się dzieje przy Kasprowicza. W oczekiwaniu na zapowiadaną na czwartek konferencję, gdzie ponoć usłyszymy czy, i na jakich warunkach Przemysław Koelner będzie kontynuował swoją zabawę w koszykówkę w ekstraklasie. Zamiast jednak gdybać i wróżyć z fusów, skupmy się może na tym co przy Mieszczańskiej.

Wojskowy narybek zdobył parę tygodni temu złoty medal Mistrzostw Polski. Pytanie – no i co z tego? Czy rację ma Maciej Szlachtowicz, nota bene też juniorski MP, pisząc że perspektywy przed naszymi młodzieżowcami raczej marne? Bo, że rację ma, skupiając się na indywidualnościach, to chyba nikt nie zaprzeczy. Prawdziwą wartość tych chłopaków zweryfikuje dopiero życie.

Gdzie ci mężczyźni?

Że koszykarscy eksperci z nas marni, to wstrzymamy się z oceną potencjałów orłów trenerów Krzaka i Maciejewskiego. Zamiast nich weźmiemy pod lupę ostatnich Mistrzów Polski Juniorów Starszych w barwach trójkolorowych: 31 marca 2005 roku wrocławianie pokonali w finałowym starciu gospodarzy turnieju, Basket Kwidzyn 94:77. Ciekawostką jest fakt, że w sztabie trenerskim był wówczas… Maciej Maciejewski. Trzeba również pamiętać, że w 2005 roku wrocławianie jechali na MP jako obrońcy tytułu, faworyci, z liderem zespołu grającym już średnio 10.5 minuty w 25 meczach PLK. W składzie tegorocznych mistrzów jedyne znane nazwisko to Jarosław Zyskowski, znane jednak nie ze względu na samego zawodnika…

MVP turnieju został Kamil Chanas i na dobrą sprawę, tylko on przebił się do szerszej świadomości przeciętnego kibica koszykówki w naszym kraju. Pozostali albo skupili się na czymś innym niż granie w koszykówkę, albo próbują swoich sił w którejś z polskich lig – głównie na przedsionku PLK. Kilku zawodników skorzystało w obecnym sezonie na zatrudnieniu przez Polpharmę Starogard Gdański ówczesnego trenera mistrzowskiej drużyny, Pawła Turkiewicza (w trakcie sezonu podziękowano mu za współpracę… tak jak i niektórym zawodnikom). Poniżej zestawienie składu 2005, wraz z krótkim opisem późniejszych losów.

Mistrzowie Polski do lat 20, Anno Domini 2005

Kamil Chanas, ur. 20.04.1985

MVP turnieju. Kolejny sezon był dla niego przełomowy, w wyniku zawirowań wokół składu Śląska, skorzystał na braku… w funduszach. Trener Jankowski trochę z konieczności postawił na Kamila, a ten odpłacił się przebojową grą w PLK i ULEB Cup i szturmem podbił serca kibiców oraz dziennikarzy. Dynamiczny rozwój przerwała pamiętna kontuzja na parkiecie w Starogardzie Gdańskim, liczne komplikacje, długotrwała rehabilitacja.

Po kapitulacji Siemińskiego Chanas grał w Wałbrzychu, Zgorzelcu, Włocławku, a obecny sezon Kamil zakończył w barwach… Polpharmy Starogard Gdański jako trzeci strzelec zespołu ze średnią 10.3 punkta na mecz. Polpharma zdobyła Puchar Polski, a w walce o MP odpadła w ćwierćfinale przeciwko Czarnym Słupsk.

Patryk Dębowicz, ur. 14.01.1985

Niestety, ale nie udało mi się zdobyć zbyt wiele informacji o losach Patryka. W kolejnym sezonie zagrał jeszcze kilka spotkań w barwach drugoligowego zespołu rezerw i prawdopodobnie zakończył karierę.

Marek Pawlak, ur. 05.07.1985

Według danych polskikosz Marek przeniósł się do trzecioligowego zespołu z Siechnic i tam kontynuował swoją grę.

Krzysztof Jakóbczyk, ur. 03.12.1986

W sezonie 2005/06 grał w rezerwach i w składzie wicemistrzów juniorów starszych. Później było dużo minut w 1 i 2 lidze w barwach zespołów: Rawia Rawicz, Doral Nysa Kłodzko, Tarnovia Tarnowo Podgórne, Górnik Wałbrzych. Obecny sezon zakończył na 5. miejscu 1. ligi w barwach Sportino Inowrocław.

Adrian Mroczek, ur. 30.03.1985

Drugi, po Chanasie, najbardziej znany ze składu Mistrzów Polski 2005. Od tamtego czasu zaliczył parę minut w ekstraklasie, dorobił się drugiego członu w nazwisku i… wrócił do Śląska. Adrian Mroczek-Truskowski zaliczył również epizod w czeskim BK Kondori Liberec w sezonie 2006/07. Oprócz tego grał dla: Sokół Łańcut, MOSiR Krosno oraz Polpharma Starogard Gdański, z którego w trakcie tego sezonu powrócił do Śląska.

Paweł Prostak, ur. 21.09.1985

Dla tego podstawowego zawodnika mistrzowskiego składu sezon 2005/06 był ostatnim w karierze. Kiedy przyszło wybierać sport, czy nauka wybrał naukę. I chyba nie żałuje – dziś cieszy się tytułem magistra na wydziale Fizjoterapii wrocławskiego AWF-u oraz finiszuje na wydziale Lekarskim Akademii Medycznej. Rzadki przykład na to, że sportowo uzdolniony osiąga również sukcesy w sferze naukowej.

Miłość do koszykówki jednak pozostała i Paweł wciąż gra – w lidze amatorskiej oraz uczelnianej.

Sebastian Jabłoński, ur. 23.01.1986

W kolejnym sezonie zaliczył zaledwie dwa występy w rezerwach Śląska i prawdopodobnie zakończył karierę.

Tomasz Stępień, ur. 03.07.1986

Tomek zdążył spróbować swoich sił w PLK w sezonie 2009/10 w barwach AZS Koszalin, miejsca w ekstraklasie jednak na dłużej nie zagrzał. W międzyczasie była Rawia Rawicz, VB Leasing Siechnice, Open Basket Pleszew, a obecny sezon zakończył w środku tabeli 1. ligi w barwach Spójni Stargard Szczeciński.

Mateusz Płatek, ur. 13.08.1986

Mateusz okazał się wierny barwom… Doralu Nysy Kłodzko, gdzie gra nieprzerwanie od sezonu 2006/07.

Piotr Hałas, ur. 17.02.1987

Chociaż był najmłodszy w składzie, Piotr był również jednym z najlepszych strzelców. Po grze w Śląsku trafił do AZS AWF Katowice (najpierw na wypożyczeniu, a potem ponownie – po rejteradzie Grabarza). Obecny sezon był kiepski – dopiero trzecie od końca miejsce w 1. lidze w barwach GKS Tychy.

Karol Szpyrka, ur. 29.03.1987

Kolejny z zawodników, którego do Stargardu ściągnął trener Turkiewicz. Bezpośrednio ze Śląska trafił do 1. ligi, w której grał do obecnego sezonu w barwach: Resovia Rzeszów, Stal Stalowa Wola, Siarka Tarnobrzeg. Warto odnotować, że w ostatnim spotkaniu przegranego ćwierćfinału długo zastępował kontuzjowanego Roberta Skibniewskiego, zdobywając 12 punktów i, przynajmniej w moim odczuciu, pozostawił niezłe wrażenie. Ciekaw jestem przyszłych losów Karola i czy uda mu się na dłużej zadomowić w ekstraklasie.

Tomasz Prostak, ur. 03.12.1986

Młodszy brat Pawła, syn Ryszarda Prostaka. Próbuje swoich sił w 1. lidze w barwach: ŁKS Łódź, Sudety Jelenia Góra, a ostatnio Start Lublin z którym zakończył sezon na 12. miejscu. Jeden z zawodników z którym wiązano nadzieje w Śląsku Wrocław, był również w składzie w sezonie 2007/08.

Piotr Bawolski, ur. 30.04.1987

Co prawda Piotr nie brał udziału w finałowym turnieju, ale był w składzie w półfinałach rozgrywanych we Wrocławiu. Zdobył też ze Śląskiem Mistrzostwo Polski Juniorów 2005. Później trafił do VB Leasing Siechnice, Doralu Nysy Kłodzko, by w obecnym sezonie grać dla… WKK Wrocław.

Trenerzy

Warto też na koniec wspomnieć o losach sztabu trenerskiego. Paweł Turkiewicz, jak już wyżej wspomniałem, rozpoczął obecny sezon na stanowisku pierwszego trenera Polpharmy Starogard Gdański. Wcześniej przez kilka sezonów asystował u boku Saso Filipovskiego w Turowie Zgorzelec, by przejąć po nim drużynę, gdy Słoweniec został zawieszony. Podobną drogę wybrał Marcin Grygowicz, który dziś jest asystentem Jacka Winnickiego w Zgorzelcu i pomaga mu pokonać w półfinale Trefl Sopot. Ostatni z bohaterów, Maciej Maciejewski kontynuował w obecnym sezonie pracę w Śląsku, z którym powtórzył sukces 2005 zdobywając pamiętny tytuł.

Koncert życzeń

Pozostaje życzyć tegorocznym złotym medalistom, żeby ich przygoda z koszykówką nie skończyła się na tym jednorazowym sukcesiku, ale wyewoluowała do sukcesów poważniejszych, w poważniejszych rozgrywkach. Nie w 2., czy 1. lidze, ale w PLK (i nie na ławce), albo i lepiej. Tym, dla których przeskok z juniora do seniora okaże się nieosiągalny, życzymy by szara codzienność nie okazała się zbyt przygnębiająca.

A kapitanowi złotego zespołu życzymy, by kiedyś odebrał ten prawdziwy Mistrzowski Puchar. Najlepiej z rąk Kapitana.

Anwil zawsze drugi !

Przed paroma minutami skończył się w Gdyni finałowy mecz Pucharu Polski, w którym zagrały drużyny Anwilu Włocławek i Polpharmy Starogard Gdański. Kilka myśli przewinęło mi się w trakcie jego trwania….

Zwycięzcami zostali zawodnicy z Kociewia, chociaż kociewianina  żadnego w składzie nie mają poza Szymonem Radomskim w wieku juniora. Sprawdziłem to na różowej stronie PLK i przy okazji przekonałem się o ubogiej jej zawartości, skoro np. kluby, w jakich grał Tomasz Cielebąk wpisane są od 2005 roku.  MVP spotkania wybrany natomiast został, Robert “Nie ten poziom” (;))   Skibiniewski grając przez pełne 40 minut bez zmiany. Podobnie zresztą jak wczoraj z Asseco Prokomem Gdynia.  Najlepiej punktującym graczem meczu był wychowanek WKS-u Śląsk – Kamil Chanas.

Co by było gdyby nie wycofano Śląska z rozgrywek w 2008 roku? Chanas zaliczył od tamtej pory grę w Górniku Wałbrzych, Turowie Zgorzelec, Anwilu Włocławek i teraz w Polpharmie. A tak obydwaj mogliby stanowić o sile naszej drużyny. Podobne pytanie zadawałem sobie widząc kolejnych wirtuozów pomarańczowej piłki w stylu Srdjana Lalicia i innych cudotwórców podkoszowych. Co by było gdyby w 2001 nie opuścił Wrocławia Joseph McNaull ?

Przejdźmy do tytułowego stwierdzenia, które przecież mija się z prawdą. Anwil Włocławek raz w swojej historii zdobył mistrzostwo Polski, w roku 2003 (pokonując nas w półfinale 3-0). Po ostatnim wpisie Yanoo zastanawiałem się czy Anwil ma więcej srebrnych medali mistrzostw Polski od nas. Jako że od 2008 roku straciłem orientacje w koszykarskim światku, – kto, z kim, jak, za ile, podparłem się wikipedią. Faktycznie – 8 przy naszych 6. Czy to oznacza, że więcej razy wygrali 2 miejsce? Oczywiście nie, ponieważ to oznacza tylko tyle, że więcej razy przegrali w wielkim finale:). W tym 5 (!!) razy z nami. Dzisiaj kolejny raz przegrali – w finale Pucharu Polski, który zresztą z nami też przegrali. W roku 2004 we własnej hali przegrali finałowe spotkanie, po którym Michał Ignerski śmigał po parkiecie na rowerku górskim. Chciałem jakkolwiek włączyć w swoją notkę drużynę Stali Ostrów ale pechowo akurat oni nigdy nie zagrali w finale. No to pobufoniłem po klasycznie po wrocławsku :)

Co by było gdybyśmy nie mieli Seana Colsona i Jacka Winnickiego na ławce w 2003 roku?  Anwilowcy być może dołożyliby do swojej kolekcji medal brązowy, o ile uporaliby się z warszawską Polonią. Swoja drogą nazwać Halę imieniem Mistrzów w momencie, kiedy drużyna złotego medalu nie zdobyła trzeba mieć mocne przeorany beret. Zresztą jak powszechnie wiadomo nazwa VICE mistrzów pasuje o wiele lepiej:)

Pusty śmiech mnie ogarnął, gdy na bandach reklamowych okalających parkiet w Gdyni wyświetlił się napis “Gdynia stolica koszykówki”. Mniejszy jak podczas 1 meczu finałów 2000 roku, na prawym balkonie grupka włocławian wywiesiła zielona flagę z białym napisem treści… “Włocławek stolica basketu”, o czym mi właśnie kolega drughi przypomniał.

Podsumowując na koniec mogę dodać, że gdyby babcia miała kółka byłaby by tramwajem.

Nas nie ma a oni są, więc może odzywać się nie powinienem? Eee tam, pozdrawiam przy okazji naszych bałkańskich przyjaciół dedykując im to zdjęcie

15 czerwca

Za dwa tygodnie, 15 czerwca 2010, mija termin, by ubiegać się o “dziką kartę” uprawniającą do gry w PLK. Gazeta Wrocławska rozpoczęła właśnie nawoływanie, by tej “szansy” nie zmarnować.

Osobiście cieszy mnie takie zdecydowanie ze strony władz ligi – wczesny termin oznacza, że dość krótko przyjdzie nam znosić upokorzenia pod tytułem “próbujemy, już za rogiem sponsor, dajcie nam jeszcze 5 minut”. Przeżyliśmy numery Grabarza ze zgłoszeniem klubu do ligi, przeżyliśmy jego rejteradę, kilka manifestacji, na które nikomu nie chciało się ruszyć dupy, pustki w “Kosynierce” – przeżyjemy i to, że Śląsk stał się tematem, by zapełnić kolumnę sportową w prasie.

Spójrzmy bowiem realnym okiem na to co się dzieje wokół Śląska – czyli na wszechogarniające, ogromne nic. Nie ma już nawet plotek o hojnym sponsorze, który tylko podpis pod umową musi złożyć, a w Zgorzelcu prawdopodobnie zapomniano o pomyśle, że PGE ktoś chciał przenieść do Wrocławia w pakiecie z zawodnikami Turowa.

Pozostały już tylko chęci nielicznych. Władze PLK chciałyby Śląsk w swoim gronie. Stowarzyszenie reaktywatorów chciałby reaktywować ekstraklasę dla Wrocławia1. Być może są nawet zawodnicy, którzy chcieliby grać dla ekstraklasowego Śląska Wrocław.

Niestety, ale Śląsk dla większości stał się już tylko wspomnieniem. Poza wspomnieniami, kamieniowaniem Siemińskiego, czy wylewaniem żalów nic się nie dzieje. Powstanie z popiołów byłoby prawdopodobnie wydarzeniem medialnym na miarę wizyty Gortata w Polsce, nie widać jednak nikogo, kto byłby w stanie w taką rozrywkę dla mas zainwestować.

Czekam więc na dwa tygodnie przywoływania wspomnień z pięknych chwil, wywiadów z wielkimi i małymi postaciami z historii Śląska, nacisków na Dutkiewicza oraz… zamknięcia tematu po cichu, bądź z wielkim żalem do wszystkich, że nic nie zrobili.

Potem pozostanie nam już tylko czekać na nowy sezon w drugiej lidze.

  1. fajnie, że w ostatnim czasie uznali istnienie Śląska jako takiego i piszą o II lidze []

11. kolejka II ligi – 19.12 – WKS Śląsk 72:86 AZS Kutno

Niespodzianki nie było – Śląsk uległ z faworytem walczącym o awans. Trudno. A propos walki o awans – rywal wbrew pozycji w tabeli na oko okazał się bardzo słaby. Zgodnie uznaliśmy, że gdyby wzmocnić Śląsk trzema solidnymi zawodnikami (Stefański? Zieliński? Chanas?), to awans byłby jak najbardziej realny. Nawet w tym sezonie.

Tymczasem wydarzeniem sobotniego pojedynku było odgwizdanie przez sędziego błędu trzech sekund – takie wywarło to na nas wrażenie, że z miejsca całe bractwo się poderwało do głośnego aplauzu. Na następny taki gwizdek przyjdzie nam pewnie poczekać z rok, albo i dwa.

Pozostaje życzyć Wesołych Świąt i… już teraz zaprosić na mecze w Nowym Roku.