Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Kosynierka'

Przerwa w wakacjach

Karta zgłoszenia drużynyOd jutra w Kosynierce gratka dla miłośników koszykówki młodzieżowej, śledzenia młodych talentów i wynajdywania przyszłych idoli tłumów. Zagrają przedstawiciele roczników 1999 oraz 2001, a jednym z rywali będzie francuskie BCM Gravelines.

Serdecznie zapraszamy na Mieszczańską, by dopingować najmłodszy narybek Śląska.

14.06 (piątek)

(16:15) WKS Śląsk Wrocław vs UKS Wojan Pawłowice
(19.45) WKS Śląsk Wrocław vs BCM Gravelines/Francja

15.06 (sobota)

(14.30) WKS Śląsk Wrocław vs WKK Wrocław
(16.15) WKS Śląsk Wrocław vs Gimbasket Wrocław

16.06 (niedziela)

(12.00) WKS Śląsk Wrocław vs BCM Gravelines
(13.30) WKS Śląsk Wrocław vs Gwardia Wrocław

Pełny terminarz dostępny jest na stronie Śląska Wrocław.

Łzy, radość i złość

krosno-kosynierzyKiedy 13 września 2008 roku, w dzień po ogłoszeniu upadłości przez ówczesne władze koszykarskiego Śląska, zebraliśmy się w kultowym dla nas miejscu przy ulicy Mieszczańskiej aby zamanifestować swoje niezadowolenie, nikt z nas nie wiedział jakie losy czekają nas i nasz święty klub w kolejnych latach…

Trudno w kilku słowach opisać to, jakie uczucia towarzyszyły ludziom, dla których Śląsk Wrocław był od lat niemal całym życiem. Nadziei na uratowanie ekstraklasowej drużyny nie było w zasadzie żadnej. Była za to rozpacz, gorycz, łzy i złość. Odpalone świece dymne w trzech słusznych barwach i nasza kultowa fana zawieszona na murach Kosynierki miały symbolizować jedynie to, że my kibice jesteśmy i zostaniemy wierni klubowi bez względu na wszystko.

Szczęściem w nieszczęściu był fakt iż w drugiej, a defacto trzeciej lidze, Śląsk posiadał drużynę rezerw, która nie należała do upadającej S.S.A., lecz do struktur Wojskowego Klubu Sportowego , dzięki czemu mogliśmy nadal trwać i robić to, co do tej pory, tyle że na mniejszą skalę.

Dzięki temu, że przetrwaliśmy trudne lata gry o pietruszkę, niemal pustą Kosynierkę i całą masę przeciwności…To, że w naszej grupie są osoby, które ani przez chwilę nie zwątpiły w to iż piękne chwile powrócą… a także dlatego, że te osoby motywowały tych co tę nadzieję tracili, kilka dni temu znów mogliśmy znaleźć się w tym samym kultowym miejscu przy ulicy Mieszczańskiej, kiedy to kilkanaście minut po czwartej nad ranem zajechały dwa wesołe autokary. Jeden z drużyną, która właśnie wywalczyła powrót do grona najlepszych, a drugi pełen zwariowanych, rozśpiewanych fanatyków. I znów, tak jak 13.09.2008, ponownie były race, świece dymne, głośne śpiewy i ta sama kultowa flaga, która towarzyszy nam już od wielu lat. Znów były łzy… i tutaj zacytuję M. która słusznie stwierdziła iż “warto było wówczas płakać, aby teraz wyć ze szczęścia”.

Patrząc z perspektywy czasu śmiało można stwierdzić, iż tamte wydarzenia wpłynęły pozytywnie na nas samych. W ciągu tych pięciu lat zmierzyliśmy się z wieloma przeciwnościami i pewnie z niejednymi jeszcze przyjdzie nam się zmierzyć. Skorzystała przede wszystkim nasza kibicowska mentalność, bo charakteru nie nabiera się będąc stale na szczycie, ale wdrapując  na szczyt będąc uprzednio na samym dnie. Tułając się po niższych ligach nasza grupa zebrała sporo doświadczeń, które – jak zresztą słusznie określił kiedyś Z. – były dla nas “kuźnią charakterów”. Nabraliśmy pokory i odporności.

Zmieniły się też personalia naszej grupy. Najsmutniejszym momentem było odejście od nas na zawsze Śp.Tomzika… Kilka osób zwyczajnie zniechęciło widmo drugiej ligi. Byli też tacy, którzy sobie nagrabili do tego stopnia, iż sami woleliby już więcej nie pojawiać się w naszym otoczeniu. Cieszy natomiast fakt, iż dołączyły do nas (i dołączają nadal) nowe twarze. Często bardzo ambitne i pełne zapału do działania.

Co przyniesie nam sportowo nowy sezon? Tego nie wiemy. Pewne jest jedno… co by się nie działo będziemy trwać i robić  swoje. Bo najważniejsze to kochać to co się robi i wkładać w to całe serce. A jak pokazuje przykład ostatnich lat… zostanie to wynagrodzone podwójnie.

K.

Walczymy o awans

Jutro, tj. w niedzielę 18. listopada, o godzinie 17 na koszykarskie parkiety wybiegną… dwie wojskowe piątki – w Pruszkowie pierwszoligowcy, w Kosynierce młodzież bijąca się o awans do II ligi.

Rywal młodzieżowców – z bilansem 4:1 – zapewne ostrzy sobie zęby na pokonanie lidera bez porażki. Śląsk będzie w tym spotkaniu osłabiony brakiem posiłków z seniorskiej ekipy – Bochena, Prostaka, czy Norberta Kulona. Stąd apel do kibiców – przyjdźcie i dajcie wsparcie przyszłości Wojskowych. Niech się za rok nasza młodzież ogrywa szczebel wyżej, bo trzecia liga to i mniej spotkań i znacznie niższy poziom.

Dlaczego dzika karta to zło?

Dlatego.

fot. Gazeta Wrocławska

Wierni i wierniejsi

Przed upadkiem, który zafundował nam Grabarz, szczerze wierzyłem, że Śląsk Wrocław ma może nie tysiące, ale przynajmniej setki oddanych fanów, dla których ważniejszy od wyniku jest Śląsk sam w sobie. Którzy na wieść o niszczeniu klubu wyjdą na ulicę. Którzy na przekór wszystkiemu i wszystkim, przyjdą wspierać rezerwy, które przestały być rezerwami, nie dla wątpliwej jakości widowiska, ale żeby zamanifestować przywiązanie do klubu, do barw, do tradycji. I pokazać, że warto ten – nasz, mój – klub wesprzeć finansowo, by wrócił na należne mu miejsce.

Okazało się, że przejętych klubem są nie tysiące, nie setki, ale zaledwie kilkadziesiąt jednostek.

Nazwa Śląsk wróciła do ekstraklasy. Drogą “legalnej łapówki”, czyli poprzez wykupienie dzikiej karty. Na pierwsze mecze przyszły równie dzikie tłumy, stęsknione, podjarane i rwące się do wsparcia. Potem przyszła szarzyzna, mecze o nic i mamy efekt jak na zdjęciu – zamiast ogrywania młodych Polaków, obcy nabijający statystyki. Zamiast spragnionych WKS-u tłumów, pustki na hali bijące po oczach.

Już widzę główne hasło m.in. vulcanistów – czy do waszych zakutych łbów nie dochodzi, że niektórych interesują tylko mecze na poziomie?! Szczerość godna podziwu.

Kwestia wychowania

Wrocław to miasto bufonami płynące. Mamy o sobie niezwykle wysokie mniemanie, łaskawym okiem rzucimy jedynie na wysokiej jakości produkty. Pięć mistrzowskich tytułów z rzędu nauczyło wszystkich, że bycie na szczycie krajowego podwórka to standard minimum. Pojęcie kibiców “na dobre i na złe” zostało kompletnie rozmyte.

Dlatego też dzika karta to kretynizm, a w naszym, wrocławskim przypadku, dodatkowo jedynie najzwyklejsza kuracja doraźna. Po raz kolejny ktoś pokazał wrocławianom, że obecność na szczycie to minimum jakie powinni akceptować. I dlatego mecze o nic, w dolnej połówce, nikogo nie interesują – bo wrocławian wychowano, że takie mecze są niewarte uwagi.

Droga awansów – oprócz czysto ideologicznych plusów – to przede wszystkim praca u podstaw. W kwestii odbudowy fundamentów działania klubu, ale i w kwestii wychowania kibiców. Ludzi, którzy wychowali się “na dole” nie przestraszą już nigdy chwilowe załamania, gorsza forma, ba – odpukać – jakiś spadek. Wręcz przeciwnie, nauczeni doświadczeniem jeszcze bardziej się zmobilizują do wsparcia. Bo wiedzą, że klub potrafi dać dużo radości, kiedy wygrywa, ale potrzebuje też pomocnej dłoni, kiedy jest na dnie.

My tę dłoń wyciągnęliśmy niemal cztery temu, kiedy Grabarz ogłosił to co ogłosił. Nie żałujemy. Były chwile gorsze i lepsze, chwile zwątpienia. Mecze z widownią do policzenia na palcach jednej ręki. W ogólnym rozrachunku wychodzi na nasze.

Kosynierka nadkompletów jeszcze nie ma, ale pierwsze oznaki wychowania są. Na kolejne potrzeba czasu. Cierpliwości nam nie brakuje, to już udowodniliśmy.

Kibicu! Załóż szalik!

Szarobure trybuny? To nie tak musi wyglądać! fot. wks-slask.pl

Skoro praktycznie co mecz mamy na hali (prawie) komplet, to czas najwyższy zrobić krok do przodu. Zadziwiająco mały procent osób, które przychodzą do Kosynierki, pojawia się z atrybutami kibica: w koszulce, czy z szalikiem. O obu na raz nie mówiąc. Nie pomaga tu brak odpowiedniego zaopatrzenia w klubowym sklepiku… Z drugiej strony, kiedy pojawiły się koszulki, to praktycznie bez wzięcia.

Prehistoria

Dziwi mnie ten brak zainteresowania z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, zielona replika powinna być marzeniem absolutnie każdego fana Śląska. Raz, że koszulka naprawdę ładna i żaden obciach ją ubrać, dwa, że… po prostu zielona, a nie czarna, sraczkowata, czy jeszcze inna (wciąż pamiętam, jak za czasów PLK nachodziliśmy zarząd, żeby w końcu ubrali zawodników w odpowiednie barwy).

Po drugie – jeżeli już ktoś z publiki zdecyduje się przyjść do hali w koszulce Śląska, to najczęściej ubiera… czarną replikę, z czarną wroną zamiast herbu. Pomijając fakt, że ubranie takiej koszulki jest ździebko nietaktem, to sam stan tych szmatek zastanawia, czy za chwilę się nie rozpadną na delikwencie. Chyba najwyższa pora na wymianę garderoby.

Szalikowcy

Szalików w ofercie nie widziałem, ale mamy we Wrocławiu parę miejsc, gdzie się można w takowy zaopatrzyć. Koszt ok. 30 zł też chyba nikogo chleba nie pozbawi. Dla leniwych możemy zorganizować jakiś własny projekt, zresztą i z minionych coś chyba zostało… zawsze można zgłosić zapotrzebowanie. Można też poszukać na allegro, albo sprawdzić, czy akurat “Oporowska” czegoś nie produkuje.

Kibicu! Daj przykład innym, ubierz zieloną koszulkę oraz szalik Śląska. I namów znajomych, by poszli Twoim śladem.