Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Ostrów Wielkopolski'

List otwarty do Krzysztofa Bajdy, organizatora VI MPKK

Szanowny Panie K. Bajdo,

Pańskie ostatnie wypowiedzi obfitują w kwestie wymagające dopowiedzenia, tudzież rozwinięcia, stąd ten wpis.

Na wstępie chciałbym raz jeszcze zaznaczyć, że ubiegłoroczna, organizowana przez Pana impreza1, według wszelkich relacji stała na mistrzowskim poziomie, czego Pana zasługi wielokrotnie podkreślaliśmy i doceniamy. Chcę przez to powiedzieć, że moją intencją2 nie była chęć do wylewania wiadra pomyj, a raczej wyrażenia złości i frustracji wynikłej z całego zamieszania. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Zarzuca mi Pan wybiórczość, że nie wspomniałem jak Panu żal, że nas nie będzie. Według mnie Pański żal tak naprawdę niczego do sprawy nie wnosi (stąd pominięcie cytatu), ale w porządku, oto cytat:

Zresztą nie czekam tylko wysyłam Ci zrzut ekranu.
Życzę miłego dochodzenia prawdy i naprawdę żałuję, że Was nie będzie, bo wciąż w pamięci mam ubiegłoroczny mecz, gdzie wasz zespół urósł nagle do niewyobrażalnych rozmiarów na boisku.

Pozdrawiam
Krzysztof Bajda

Żeby jednak być uczciwym muszę teraz wspomnieć i resztę korespondencji – na przykład to jak buńczucznie pewny siebie uznał Pan winę naszego kolegi…

e-mail został wysłany 12.03.2010 o godzinie 10.55, więc mlody virus robi Cie w konia, bo wydaje mi się, że dał pupy i co teraz ma powiedzieć?

… a następnie, po wysłaniu do Pana “dowodu”3 na Pańską wpadkę z adresem (chyba mogę tak to nazwać?), nabrał Pan wody w usta – żadnego przepraszam, żadnego “zobaczę co da się zrobić”, żadnego nawet “o kurwa!”. W tym kontekście wybuch mojej… naszej frustracji może być chyba zrozumiały?

Inna sprawa, że MPKK to nie jest impreza rangi Mistrzostw Świata, wyszukane formalności – tak uwielbiane w Zgorzelcu – nie są tu konieczne. Wszak chodzi głównie o dobrą zabawę, a nie regulaminy. Nie wiem co może stanąć na przeszkodzie, by na dwa tygodnie przed imprezą wcisnąć dodatkową drużynę? Jedyne co mi przychodzi do głowy, to problem z noclegiem, ale ten jesteśmy wstanie załatwić sobie na własną rękę. Kwestia dobrej woli i chęci porozumienia. Pan jednak z góry zaznaczył, że nie i koniec.

Wspomina Pan przy okazji o intencjach pierwotnych autorów MPKK:

I tak na koniec z nieukrywaną ironią zapytam, czyż w zamyśle twórców MPKK nie było to, aby w nich uczestniczyły kluby kibica drużyn ekstraklasowych?

Z nieukrywaną ironią pozwolę sobie również zadać pytanie: czy w zamyśle twórców MPKK nie było to, aby w nich uczestniczyli kibice, a nie najlepsi miejscowi zawodnicy grający amatorsko? Pójdę dalej – czy może Pan z ręką na sercu przyznać, że zawodnicy tworzący skład Turowa w poprzednich pięciu edycjach MPKK zaliczyli jakiekolwiek wyjazdy na mecze? Czy chociaż regularnie przychodzą do swojej hali i żywiołowo dopingują?

Zarzuca nam Pan też, że nie dowiadywaliśmy się częściej co z MPKK. Przyznaję, że perfekcyjna organizacja w latach ubiegłych nas rozleniwiła, co jeszcze zostało podtrzymane Pańskim zapewnieniem o wysłaniu odpowiednio wcześniej stosownych informacji. Mówiąc w skrócie zaufaliśmy Pańskim umiejętnościom organizacyjnym, i już drugi raz sparzyliśmy się na zaufaniu do ludzi ze Zgorzelca. Wcześniejszy dotyczy oczywiście wspomnianej przez Pana przyjaźni zgorzelecko – wrocławskiej:

Co do przyjażni zgorzelecko-wrocławskiej powiem tak jak to napisałeś (zaznaczam, że to jest wyłącznie moje zdanie): zawsze o tym słuchaliście po wygranym meczu z Wami – ale Wy nigdy o tym nie mówiliście. To my uzewnętrznialiśmy zawsze jakieś sympatie do Waszego zespołu, ale Wy nigdy nie rewanżowaliście się podobnymi stwierdzeniami. A co do piwka, o którym również wspominasz, jakoś przez sześć lat naszego bytowania w PLK doliczyłem się jednej takiej sytuacji-po kolejnej wygranej nad Śląskiem zaprosiliśmy Was (kibiców) na piwko do Grill Baru -było to jeszcze za czasów gdy prezesem był śp.Z.Kamiński – u Was we Wro jakoś nigdy nie byliśmy zaproszeni, choć nie powiem żebyśmy nie świętowali naszego awansu w knajpie u Zielonego.

Widzę, że wspomniana cukrzyca wpłynęła szkodliwie na Pańską pamięć. Bardzo wygodnie jest zapomnieć o tym, że – a i owszem – zawsze przychodziliście do nas gratulować dopingu i zapraszać na imprezę, ale po wygranych przez Turów meczach. Kiedy raz jeden ta sztuka udała się wrocławianom, zamiast gratulacji były gwizdy i wyzwiska, zamiast imprezy poleciały w naszym kierunku butelki. Widać wielkomiejscy burżuje źle rozumieją pojęcie przyjaźni.

Niemniej współczuję ogromu pracy, o której Pan wspomina, a będącej na Pańskiej głowie (nie ma tu ironii, doskonale zdaję sobie sprawę jak zabiegany musi być organizator MPKK). Niefortunnie dla siebie napomknął Pan jednak osobę organizatora ostrowskich zawodów:

Przepraszam, ale niestety nie ma ludzi nieomylnych, albo inaczej – nie myli się ten który nic nie robi. Zresztą zapytajcie Agasiego, czy jako organizatorowi może się takie niedopatrzenie wydarzyć, w natłoku spraw, czy nie. On już organizował taką imprezę, więc wie jak to wygląda, gdy czas ucieka a sprawy formalne nie posuwają się do przodu.

Tak się dziwnie składa, że Agasi nie tylko nam miłości nigdy nie wyznawał, ale wręcz – nie bójmy się użyć tego słowa – jest dla nas swego rodzaju wrogiem. Pomimo jednak żywionej do nas niechęci potrafił zainterweniować, kiedy zabrakło w jego papierach w wyniku jakiejś pomyłki naszego potwierdzenia udziału w MPKK w którejś z poprzednich edycji. Bo widzi Pan, organizacja to też odpowiedzialność za dopilnowanie szczegółów. Nawet tak błahych, jak zaproszenie nieistniejącej ekipy.

Właśnie. Dotarłem do najboleśniejszej dla nas kwestii. Jak zapewne Panu wiadomo, jakiś czas temu ktoś postanowił odebrać nam ukochany klub. Na szczęście plan nie udał się w 100%, bo pozostały nam rozgrywki w II lidze… której jednak niestety nikt nie zauważa. Wiele osób postarało się, by o Śląsku Wrocław zapomniano, a przynajmniej uznano za historię. Pan do tego grona właśnie dołączył przechodząc jakby nigdy nic (“organizatorowi może się takie niedopatrzenie wydarzyć”) do porządku dziennego nad brakiem naszej ekipy na MPKK (a głośne wyrażenie żalu teraz tego nie zmieni).

Odejście w zapomnienie boli jak cholera. Nie życzę Panu przekonania się na własnej skórze jakie to uczucie.

Na koniec chciałbym życzyć Panu, by ta VI edycja MPKK była najlepszą z dotychczas rozegranych. Niech ta sytuacja będzie nauką dla przyszłych organizatorów takich imprez, że o błędy i przeoczenia bardzo łatwo, dlatego newralgiczne decyzje należy podejmować przemyślawszy je wcześniej dwukrotnie. Narobić syfu bardzo łatwo, tylko nie ma komu tego potem posprzątać.

Jan Dudulski

  1. na której niestety niżej podpisanego zabrakło []
  2. patrz poprzedni wpis []
  3. stosowny zrzut w poprzednim wpisie []

Mecz sezonu?

Dla nas, kibiców, na pewno. Dla graczy zapewne równie ważny mecz. Mowa o jutrzejszym spotkaniu w którym Śląsk podejmie Stal Ostrów Wlkp.

Dlaczego dla nas to najważniejszy mecz w sezonie? Sprawa jest prosta. Pojedynki Śląsk-Stal zawsze wywoływały wiele emocji wśród kibiców. Z pewnością przyczyniły się do tego liczne wyjazdy Ostrowian do Wrocławia (ktoś pomyśli: odległość nieduża, trochę osób studiuje we Wrocławiu, więc nie było aż tak ciężko zorganizować taki wyjazd, jednak realia koszykarskie ukazują, że to naprawdę spory wyczyn, za co darzę Stal szacunkiem). Jutro z pewnością będzie ich mniej – zarezerwowali jeden autokar więc trzeba liczyć, że około 50 osób pojawi się przy ul. Mieszczańskiej 11. Cieszy mnie ten fakt, ponieważ kibiców gości w Kosynierce nie było od bardzo dawna, a takie odwiedziny zawsze wywołują dodatkowe emocje :]

Teraz kwestia sportowa. Śląsk ma szansę przerwać passę trzech porażek (ostatnia po dogrywce, po bardzo emocjonującym spotkaniu z Nysą Kłodzko), co z pewnością podbudowałoby morale graczy WKS-u. Stal przyjeżdża do Wrocławia w całkiem innych nastrojach. Wygrali oni bowiem ostatnie cztery spotkania z rzędu, jednak warty uwagi jest fakt, że aż trzy mecze były rozgrywane w Ostrowie, a tylko jeden na wyjeździe (z bardzo słabym OSMM Wrocław). W spotkaniach wyjazdowych Stal legitymuje się dwoma wygranymi i siedmioma porażkami, więc szansa na zwycięstwo Wojskowych z pewnością jest spora. Zwiększy ją też fakt, iż prawdopodobnie w meczu nie zagrają dwaj kluczowi zawodnicy Stali – Grzegorz Małecki oraz Marcin Dymała. W Śląsku natomiast zabraknie Piotrka Warawko, który nadal leczy kontuzje, lecz prawdopodobnie zastąpi go doświadczony Paweł Bochenkiewicz.

Z pewnością czeka nas jutro ciężki mecz, a zawodnikom przyda się głośny doping kibiców, dlatego wypełnijmy jutro, o godzinie 18:00, Kosynierkę do ostatniego miejsca i pomóżmy Wojskowym wygrać to ciężkie spotkanie!

9. kolejka II ligi – 5.12 – Pogoń Prudnik 66:79 WKS Śląsk

Po meczu w Ostrowie upomniano mnie “imiennie” abym dodał coś od siebie w temacie meczu Stal – Śląsk z 7. kolejki, kiedy to udało się wywieźć zwycięstwo z Wielkopolski. Jednak zimowy sen dał się we znaki na tyle, że nie udało się ogarnąć w sensownym czasie tamtej relacji.

Inna sprawa, że na innym blogu uczestnik tamtego wyjazdu opisał w kilku słowach – takich jak i ja bym chciał – co się działo, głównie z naciskiem, czemu nie gwiżdże się błędu 3 sekund w “trumnie”. Może uczepił się, że hala mała, ale jakoś mi to nigdy nie przeszkadzało, więc w ogóle o tym zapomniałem. Godne podkreślenia było świetne zachowanie naszych młodych koszykarzy po meczu, kiedy to wspólnymi śpiewami i okrzykami uczciliśmy wygraną.

W sobotę 5. grudnia odbył się mecz w Prudniku, Śląsk przegrał z Pogonią 66:79. Szkoda porażki, bo zwycięstwo było w zasięgu ręki gdyby tylko udało się grać konsekwentnie i bez głupawych strat. Rzuty o tablice graczy Pogoni najpierw nas rozśmieszały, później denerwowały, a na koniec dobiły i to miejscowi cieszyli się ze zwycięstwa.

Kolega Yanoo po raz kolejny dał ciała i z przyczyn dla nas nieznanych wykręcił się od wyjazdu, a w Prudniku zjawiliśmy się pierwszy raz. Jak zwykle nie wyjechaliśmy o czasie, aczkolwiek tym razem udało się nie spóźnić na początek spotkania, co już chyba trzeba uznać za sukces. Piszący te słowa zakończył wyjazd niepocieszony. Po raz kolejny mieliśmy zaplanowane spotkanie przy grillu i znowu, tak jak 2 tygodnie wcześniej jadąc do Ostrowa tak i do Prudnika zabrakło czasu. Tym razem decydującą rolę odegrał agregat na Krakowskiej. Co się odwlecze… więc H. D. B. i inni są dobrej myśli.

W Prudniku zastaliśmy halę małą, ale ładną i do tego z balkonami, które to osobiście uwielbiam. Niestety były one zamknięte i trzeba było się gnieździć na małych rozkładanych trybunach, jakie już chyba zastaliśmy w Kłodzku czy Siechnicach. Można powiedzieć, że w 15 osób zrobiliśmy bardzo dobry doping, głośny, donośny i urozmaicony. Cała 3 kwarta w rytmie Hej Śląsk, sprawiła, że miejscowy widz proponował nam zmianę repertuaru:)

Kolejny wyjazd i mecz pokazał, że warto chodzić na 2 ligę. Niestety wielu ludziom to przez myśl nie przejdzie, bo im się należy euroliga i to od razu. Szkoda, że takie pustostany stąpają po wrocławskiej ziemi….

6. kolejka II ligi – 11.11 – WKS Śląsk 57:74 Doral Nysa Kłodzka

Piątą porażką w lidze zakończyły się środowe derby Dolnego Śląska. Śląsk nie miał kompletnie żadnego pomysłu na grę w przeciwieństwie do rywala, który okazał się znacznie dojrzalszym i lepiej zorganizowanym zespołem.

Kolejny pojedynek dopiero 21. listopada. Wrocławianie wybiorą się do Ostrowa Wielkopolskiego. Ostatni nasz mecz w Ostrowie miał miejsce w ubiegłym sezonie na inaugurację ligi – wówczas osłabiony kontuzjami i… brakiem pieniędzy Śląsk, grając szóstką zawodników o mały włos nie wywiózł sensacyjnego zwycięstwa.

Jeśli ktoś ma ochotę przekonać się jak będzie tym razem – prosimy o kontakt.

Klimat małych miasteczek

Ostrów ma problemy – PLK do spółki z pzkoszem grożą palcem, że nie dopuszczą Stalówki do nowego sezonu w PLK, jeśli nie ruszy kwestia budowy nowej hali. Bo, że hala przy Kusocińskiego do profesjonalnych rozgrywek się nie nadaje, to wie każdy miłośnik koszykówki w Polsce. Juniorzy Śląska po jakimś turnieju w Ostrowie byli pełni podziwu dla “gwiazd” pokroju Atkinsa, że w ogóle zgodzili się grać w takich warunkach – parkiet za mały, szatnie śmiech na sali, prysznice bez końcówek, smród i masa innych drobiazgów, które śmieszą – żeby wymienić choćby kasy biletowe, które dla nas były szokiem. Chociaż określenie “kasy biletowej” jest mocno na wyrost – to po prostu zwykły kiosk przed halą, w którym siedzi dziadzio i prowadzi sprzedaż biletów.

Konfrontując powyższe z wypowiedzią oburzonego prezydenta Ostrowa “przez 11 lat gry w ekstraklasie nasza sala nikomu nie przeszkadzała”, śmiech mnie ogarnia. Ciekawe, czy pan prezydent zdaje sobie sprawę, że nie tylko parkiet w hali jest za mały, ale również pojemność tego obiektu. Minimum PLK to 1500 osób, których w Ostrowie na pewno się nie wepchnie.

Z jednej strony cieszy, że liga walczy z takimi przeżytkami. Jeśli liga ma być kiedyś naprawdę profesjonalna, to trzeba poprawić wszytkie elementy – z obiektami na czele. Z drugiej strony jakoś smutno się robi mimo wszystko. Nie dane mi było poczuć nigdy klimatu włocławskiego kurnika, a wszyscy są zgodni, że w Hali Misiów tego klimatu już nie ma. Prawdopodobnie identycznie będzie z Ostrowem – o ile nowa hala kiedyś powstanie. Nikt z nas nie wątpi, że przy Kusocińskiego jest specyficznie. Cała otoczka, wiejski klimat dokoła hali, ścisk w środku, niezgodna z zasadami bezpieczeństwa budowa hali, niski dach, który wzmaga siłę gardeł oraz, a może przede wszytkim liczne wspomnienia z wyjazdów do Ostrowa – te wszystkie elementy sprawiają, że hala Stali jest również dla nas na swój sposób wyjątkowa. I jeśli Stal przeniesie się kiedyś do nowego obiektu, to za Kusocińskiego będziemy tęsknić.

Chyba żadne zwycięstwa w ostatnich latach nie smakowały tak cudownie, jak te przed rokiem w ćwierćfinałach w Ostrowie.