Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'plk'

Działajcie panie działaczu, lepszej okazji nie będzie

Adam Małysz, król przestworzy, skończył karierę. Robert Kubica, król ciasnych zakrętów, w jednym się nie zmieścił i ma co najmniej rok przerwy od jazdy za kółkiem. Siatkówka się przejada, a ręczna… sorry Drughi, jest po prostu nudna i się ogląda tylko dla reprezentacji.

Czyli od wielkiego dzwonu.

Tymczasem za Wielką Wodą niejaki Marcin Gortat zalicza regularne double-double, w towarzystwie takich osób jak Steve Nash, Grant Hill, czy Vince Carter. Na polskim podwórku ktoś chce wprowadzić (a nawet czyni ku temu kroki) nazwę Śląsk do ekstraklasy.

Nawet Ludwiczuka udało się wyrzucić z głównego stołka.

Jeśli ktoś oczekuje lepszych, tzw. sprzyjających okoliczności, by wyprowadzić koszykówkę na salony popularności, to się może nie doczekać.

Panie Bachański – do roboty!

Anwil zawsze drugi !

Przed paroma minutami skończył się w Gdyni finałowy mecz Pucharu Polski, w którym zagrały drużyny Anwilu Włocławek i Polpharmy Starogard Gdański. Kilka myśli przewinęło mi się w trakcie jego trwania….

Zwycięzcami zostali zawodnicy z Kociewia, chociaż kociewianina  żadnego w składzie nie mają poza Szymonem Radomskim w wieku juniora. Sprawdziłem to na różowej stronie PLK i przy okazji przekonałem się o ubogiej jej zawartości, skoro np. kluby, w jakich grał Tomasz Cielebąk wpisane są od 2005 roku.  MVP spotkania wybrany natomiast został, Robert “Nie ten poziom” (;))   Skibiniewski grając przez pełne 40 minut bez zmiany. Podobnie zresztą jak wczoraj z Asseco Prokomem Gdynia.  Najlepiej punktującym graczem meczu był wychowanek WKS-u Śląsk – Kamil Chanas.

Co by było gdyby nie wycofano Śląska z rozgrywek w 2008 roku? Chanas zaliczył od tamtej pory grę w Górniku Wałbrzych, Turowie Zgorzelec, Anwilu Włocławek i teraz w Polpharmie. A tak obydwaj mogliby stanowić o sile naszej drużyny. Podobne pytanie zadawałem sobie widząc kolejnych wirtuozów pomarańczowej piłki w stylu Srdjana Lalicia i innych cudotwórców podkoszowych. Co by było gdyby w 2001 nie opuścił Wrocławia Joseph McNaull ?

Przejdźmy do tytułowego stwierdzenia, które przecież mija się z prawdą. Anwil Włocławek raz w swojej historii zdobył mistrzostwo Polski, w roku 2003 (pokonując nas w półfinale 3-0). Po ostatnim wpisie Yanoo zastanawiałem się czy Anwil ma więcej srebrnych medali mistrzostw Polski od nas. Jako że od 2008 roku straciłem orientacje w koszykarskim światku, – kto, z kim, jak, za ile, podparłem się wikipedią. Faktycznie – 8 przy naszych 6. Czy to oznacza, że więcej razy wygrali 2 miejsce? Oczywiście nie, ponieważ to oznacza tylko tyle, że więcej razy przegrali w wielkim finale:). W tym 5 (!!) razy z nami. Dzisiaj kolejny raz przegrali – w finale Pucharu Polski, który zresztą z nami też przegrali. W roku 2004 we własnej hali przegrali finałowe spotkanie, po którym Michał Ignerski śmigał po parkiecie na rowerku górskim. Chciałem jakkolwiek włączyć w swoją notkę drużynę Stali Ostrów ale pechowo akurat oni nigdy nie zagrali w finale. No to pobufoniłem po klasycznie po wrocławsku :)

Co by było gdybyśmy nie mieli Seana Colsona i Jacka Winnickiego na ławce w 2003 roku?  Anwilowcy być może dołożyliby do swojej kolekcji medal brązowy, o ile uporaliby się z warszawską Polonią. Swoja drogą nazwać Halę imieniem Mistrzów w momencie, kiedy drużyna złotego medalu nie zdobyła trzeba mieć mocne przeorany beret. Zresztą jak powszechnie wiadomo nazwa VICE mistrzów pasuje o wiele lepiej:)

Pusty śmiech mnie ogarnął, gdy na bandach reklamowych okalających parkiet w Gdyni wyświetlił się napis “Gdynia stolica koszykówki”. Mniejszy jak podczas 1 meczu finałów 2000 roku, na prawym balkonie grupka włocławian wywiesiła zielona flagę z białym napisem treści… “Włocławek stolica basketu”, o czym mi właśnie kolega drughi przypomniał.

Podsumowując na koniec mogę dodać, że gdyby babcia miała kółka byłaby by tramwajem.

Nas nie ma a oni są, więc może odzywać się nie powinienem? Eee tam, pozdrawiam przy okazji naszych bałkańskich przyjaciół dedykując im to zdjęcie

Doping marzenie

Ostatnio koledzy drugi, oraz old school good style napisali o kibicowskich wzorcach, do odnalezienia i pooglądania na youtube. Kiedy indziej na fanslasku R. Zieliński spróbował kibiców skatalogować na różne grupy. Nie rozwiązują te teksty jednak problemu, który pojawia się tu i ówdzie – jaki ten doping w sumie powinien być, jak wyglądać i jak go ocenić?

Kryterium nr 1: Decybele

Najłatwiej doping ocenić po sile głosów – to odbieramy najszybciej i – bardzo często – najlepiej zapamiętujemy po sportowym widowisku. Są jednak od tego kryterium pewne ustępstwa, różnie jednak odbierane i przestrzegane.

Grzechem największym jest oczywiście puszczanie dopingu z głośników – nie ważne, czy tylko w roli wzmocnienia, czy w ogóle z playbacku (sic!!). Do tego typu praktyk podejrzewaliśmy hale w Sopocie i Zgorzelcu, udowodnić tego jednak nie sposób. Gdzieniegdzie można też natknąć się na wspomnienia przyjezdnych, jakoby dochodziło do dopingu “na dopingu” również we Wrocławiu… niestety, ale niżej podpisany ma za krótki staż na trybunach, by się do tych rewelacji odnieść. Sprawa jednak dotyczy okresu “bezkrólewia”, po wielkim rozłamie wśród kibiców, więc możliwe, że zdesperowani włodarze klubu (a zarazem winni rozłamu) na taki ruch się zdecydowali.

Kolejne z wykroczeń na liście to trąbki – uwielbiane na żużlu, na stadionach i w halach znienawidzone. Dmuchane (vuvuzele!!), na gaz, czy wielkie trąby napędzane z wielkich butli. Tu już niczego specjalnie weryfikować nie trzeba, wszystko było (jest) widać jak na dłoni – Śląsk, Turów, czy Anwil - to tylko kilku z grzeszników. We Włocławku problem dotyczy(ł? nie jestem na czasie) jakiegoś starego dziada, któremu już sami miejscowi próbowali przemówić – bez skutku – do rozumu. We Wrocławiu trąba witała na niemal każdym meczu za czasów tzw. Klubu Wesołego Kibica. Raz jeden (na mecz ze Stalą) użyczyli nam jej. Z dziecięcą głupotą z prezentu skorzystaliśmy, co do dziś uważamy za najczarniejszą kartę w historii naszej grupy.

I na koniec problem ostatni, jak się okazuje dość kontrowersyjny. Bębny. W cywilizowanym świecie kibicowskim, używane jako narzędzie do wybijania rytmu. Tylko i wyłącznie do tego. Tymczasem w koszykarskich halach w Polsce, bębny często służą jako główne narzędzie wypełniania hali dźwiękiem. W efekcie człowiek przychodzi na jakiś koncert bębnów, a nie na mecz. Największych specjalistów w zagłuszaniu wszystkiego waleniem w białą membranę  można znaleźć w Słupsku i – nasz ulubiony przykład – w Ostrowie Wielkopolskim. Ulubiony dlatego, że w przeciwieństwie do Słupska – Stalówka pośpiewać umie i to całkiem nieźle. Tylko co z tego, skoro po drugiej stronie hali słychać jedynie bębny i jakieś niemrawe tło z gardeł?

Kryterium nr 2: Śpiewnik

Sprawa dość prosta – ma być urodzaj, ma być nowatorsko, ma być ciekawie. Na tym polu łatwiej jednak o jakąś wpadkę, niż wybicie się. Większość klubów ma śpiewniki utarte na przestrzeni wielu lat, a wprowadzenie nowej pozycji jest tym trudniejsze, im więcej kibiców danego klubu. Poza tym, większość korzysta z tych samych melodii, często z tych samych tekstów, jedynie delikatnie przystosowanych do potrzeb własnego podwórka. Wyróżnieniem jest, kiedy inne kluby starają się skopiować (skserować) naszą twórczość.

Pojawiają się jednak kwiatki, które rozśmieszają do łez – najlepszym przykładem był jakiś czas temu Prokom ze swoim “wszyscy kibice prokomu trefla!” Melodia i słowa bawiła nawet tych z kibicowskim światem nie związanych.

Najczęstszym grzechem na tym polu jest monotonność. To ona zresztą była jednym z czynników motywujących do założenia naszej grupy – część osób w hali miała dość dopingu opartego na WKS! WKS! z Hej Śląsk! klap! klap! klap! na przemian przez cały mecz. Na podobny problem cierpią Czarni Słupsk, co… im nie przeszkadza. Każdy robi doping tak jak uważa i tego typu wykręty. Co kraj to obyczaj.

Kryterium nr 3: Oprawy

Oprawa sama w sobie nie jest co prawda elementem dopingu jako takiego, ale jej obecność (czy też brak) na pewno wpływa na ocenę i walory spotkania na trybunach. Oprawy mogą być różne, różniste – dotyczące klubu, okolicznościowe (bardzo popularne są oprawy patriotyczne, z okazji 11. listopada), skierowane na rywala, czy… do zarządu klubu. To może być transparent, pirotechnika, serpentyny… co tylko się wymyśli. Im oryginalniej, tym lepiej.

Do tego dochodzi oflagowanie. Sektorówki, płotowe, machajki… element stały widowiska, niczym rzuty wolne. Choć i tu można się popisać jakąś nowatorskością, czy efektownym projektem.

Wątpliwości

Oczywiście, to nie są jakieś odgórne wytyczne od Boga i jedyne prawdziwe. Każdy może mieć własną wizję i na swój sposób oceniać doping (patrz problem z bębnami). Do tego dochodzą różne, subiektywne warunki – ilość kibiców, rozmiar hali, akustyka, zasobność portfeli (do finansowania opraw) i tak dalej i tym podobne… Wydaje mi się jednak, że udało mi się przedstawić wersję najbliższą utartym schematom.

Kryteriów którymi można poddać kibiców jest też znacznie więcej, jednak są już one na ogół pochodną któryś z powyższych. Pozostaje jeszcze otwarty problem podziału na “kumatych i niekumatych” oraz “kibiców prawdziwych i nieprawdziwych” – tak lubiane choćby na vulcanie, czy wśród dziennikarzy określenia… ale o tym kiedy indziej.

Dziwna liga

Niespecjalnie śledzimy rodzimą ekstraklasę, co raczej nie powinno dziwić ze względu na brak w niej naszego zespołu. Stąd z lekkim poślizgiem przeczytałem szokujące oświadczenie:

Kary dla Zastalu i kibiców Anwilu

Polska Liga Koszykówki S.A. zawiadamia, że nałożyła kary na klub Zastal Zielona Góra i kibiców Anwilu Włocławek w związku z wydarzeniami z ostatnich kolejek Tauron Basket Ligi.

Za naruszenie paragrafu 71, ustępu 4, punktu 3 Regulaminu PLK S.A. w związku z meczem Zastal – Trefl Sopot z dnia 30 października klub z Zielonej Góry został ukarany karą finansową, której wysokość nie zostanie podana do wiadomości publicznej. Punkt ten mówi o “braku właściwego zapewnienia porządku, bezpieczeństwa i ochrony sędziom, komisarzowi technicznemu, drużynie gości oraz zaproszonym gościom bezpośrednio przed, w czasie lub po zawodach” i umożliwia nałożenie kary pieniężnej w wysokości od 2.000 zł. do 10.000 zł.

Za naruszenie paragrafu 71, ustępu 3, punktu 10 Regulaminu PLK S.A. w związku z meczem Zastal Zielona Góra – Anwil Włocławek z dnia 13 listopada na klub z Włocławka została nałożona kara w postaci zakazu uczestnictwa w meczach wyjazdowych zorganizowanych grup kibiców na okres jednego miesiąca (do dnia 17 grudnia). Punkt ten mówi o “eskalacji niesportowego zachowania kibiców którejkolwiek z drużyn” i umożliwia nałożenie kary w postaci zakazu uczestnictwa w meczach wyjazdowych zorganizowanych grup kibiców na okres od 1 spotkania do 12 miesięcy.

Zakaz wjazdowy dla Anwilu na miesiąc? Ciekawie się porobiło… ale idźmy dalej. Polska Liga Koszykówki w związku z tymi wydarzeniami planuje jakieś kroki mające zapewnić większe bezpieczeństwo. Zastanawia mnie jak szybko posypią się kolejne kary i zakazy…

To nie koniec zmian. Zbliża się również wielce wyczekiwana przez wielu, liga zamknięta, bez spadków. Ludwiczkuk jednak… przypadkiem zagrywa na nosie tym, którzy twierdzili, że nie ma sensu inwestować w awanse na parkiecie – bo liga zaraz się zamknie i na tym się skończy. A tu psikus, liga zamknięta będzie, ale tylko w jedną stronę. Nie można spaść, ale można awansować.

Problemy z liczeniem

Ile tytułów ma Gdyńska drużyna koszykówki? Według naszych obliczeń jeden - zdobyty w sezonie 2009/10. Umownie dwa, bo po przenosinach z Sopotu do Gdyni umówiono się, że historia, tradycja i barwy zostają, a przenosi się skład osobowy oraz… ostatni tytuł mistrzowski, który potrzebny był drużynie Krauzego do gry w Eurolidze.

Tyle teoria. Tymczasem media, przez nikogo nie poprawiane, cichaczem napisały na nowo historię zwycięzców przypisując im siedem złotych medali. Nawet teraz, kiedy Asseco ma zamiar uciec od biednych do koszykarskiej wersji G-14, wszyscy mówią o “siedmiokrotnym mistrzu Polski”.

Jeśli nie będziemy szanować samych siebie, to trudno oczekiwać, żeby Asseco szanowało nas i naszą ligę.