Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'plk'

Jest afera

Screenshot from 2013-10-16 14:40:52Relacja z inauguracji powstaje w bólach, ale jeszcze dziś powinna ujrzeć światło dzienne. W tak zwanym międzyczasie pora chyba wyjaśnić największą aferę pomeczową, której rozmiary – delikatnie mówiąc – są zaskakujące.

W trakcie spotkania z naszego sektora wyskoczył znany znak “zakaz pedałowania” z ludzikami w barwach Stali Ostrów i Anwilu Włocławek. Był to prezent dla wspierających się ekip, które najwyraźniej na tym meczu przypieczętowały zgodę między sobą, a od których to ekip zawsze możemy liczyć na koncert hitu co to cała Polska robi ze Śląskiem. Niezorientowanym podpowiadamy, że słowo zaczyna się na literę J i wygląda jak czynność zawarta na skromnym transparencie.

Dlaczego zrobiła się z tego wielka afera z homofobią w tle? Nie mamy pojęcia. Może to brak szarych komórek, może nieznajomość barw klubowych, może przewrażliwienie. Ale oczami wyobraźni już widzę, jak ukryte dno hasła Chcecie Posłuchać Jak Śpiewamy zostaje odebrane jako propagowanie równouprawnienia i ktoś zaskarża ligę za karanie hasła finansowo. Coraz bliżej nam takiego absurdu.

Miałem 10 lat…

Będzie sentymentalnie i bufoniasto oraz filmowo, więc jeśli ktoś jest uczulony ostrzegam zawczasu, żeby poszedł sobie w dowolnym kierunku. Końcowe odliczanie właśnie się rozpoczęło, ponieważ od powrotu do ekstraklasy dzielą nas już tylko godziny. Minęło 5 cholernie długich lat, które patrząc wstecz minęły jeszcze bardziej cholernie szybko. Wiele się przez ten czas wydarzyło i pozmieniało, a pewne rzeczy pozostały bez zmian.

IMG_7103-male Kiedy w 2008 roku Śląsk decyzją ówczesnego właściciela Waldemara Siemińskiego został wycofany z rozgrywek nikt nie wiedział co będzie dalej. Wielką szkodą było to, że tak niewielu zdecydowało się na 2-ligową Kosynierkę. Miałem wówczas nadzieje na nowe otwarcie, reinkarnację i odrodzenie. Nie do końca poszło to po mojej myśli, aczkolwiek nie ma już po co rozdzierać szat. W 2011 wg niektórych szkodę, a wg innych przysługę zrobiła drużyna P. Koelnera, ponieważ gdyby nie ta jednosezonowa inicjatywa dalej byśmy gnili w niższych ligach. Być może to prawda, natomiast za całą pewnością niektórych by to ucieszyło. Dlaczego?

“Powrót do korzenia”, jak określiliśmy mecze w salach gimnastycznych, dostarczyły wielu pozytywnych wrażeń, które będziemy wspominać z łezką w oku i uśmiechem na ustach. Yanoo pisał jeszcze w czerwcu czego nam będzie brakować i za czym tęskniliśmy.

krosno-zielony Myśląc o tych 5 latach mam przed oczami Piotrka Warawkę na barierkach w Ostrowie, P. na Dworcu Głównym we Wrocławiu, który spóźniając się na pociąg dotarł z Kłodzka szybciej niż reszta, miny zawodników kiedy wracaliśmy razem z Pleszewa. Mgłę w Kosynierce. Palpitacje serca w Prudniku! Kres niekończących się sekund niepewności w Ostrowie po rzucie Marcina Kowalskiego i łzy prezesa w Krośnie.

A teraz z powrotem mamy ekstraklasę. Sam fakt bycia w niej może i cieszy, ale to co na prawdę uszczęśliwi to medale. Oczywiście z najcenniejszego kruszcu, choć do tego droga daleka. Niemożliwe? Tak samo jak wylądowanie w 2 lidze i wygrzebanie się z niej. Co się działo kiedy nas nie było? Asseco/Prokom/Trefl Sopot/Gdynia wygrywał, Turów chyba zechciał odebrac palmę pierwszeństwa Anwilowi w przegrywaniu finałów, ale w sumie gówno mnie to obchodzi, bo najważniejszy jest Śląsk.

Na dzień dobry, na inaugurację ligi spotkamy się z Anwilem właśnie. W minionym sezonie mieliśmy świętą wojnę, jak to wiele osób lubi określać rywalizację Śląsk – Anwil, w Pucharze Polski. Pamiętam radość jaka zapanowała po “losowaniu” par pucharowych. Na myśl wówczas przyszło jedno filmowe skojarzenie

Orbita się zapełniła, co przypomniało dni chwały. Wg wszelkich znaków na niebie jutro będzie podobnie. Zabrakło wówczas gości, ale obiecali się poprawić. Podobnież uczynią to z nawiązką.

Obserwując poczynania sparingowe wiele osób komentowało obecną sytuację, że “środek tabeli i zobaczymy za rok”, że “słabi”, że “powalczymy o play off”, że “bieda”, że “skład słaby” itp. To wszystko jest nieistotne, bo liczy się tylko TEN najbliższy mecz. Bo z Nobilesem trzeba wygrywać. Tak dla zasady…

Wracamy na swoje miejsce. Niektórzy tęsknili, inni nie. Jedni się cieszyli kiedy wycofano Śląsk, a drudzy nie. Teraz kiedy Anwilowi ubył konkurent do złota w postaci Prokomu pojawiamy się my. Złośliwość losu. Przekaz jest prosty.

W jedności siła

anwil-net-12-10-2013Ciśnienie przed sobotnią inauguracją ekstraklasy we Wrocławiu rośnie z dnia na dzień. Każdy z nas jest już myślami głównie przy jednym. Bractwo nakręca się wzajemnie. Przygotowania do meczowej otoczki zbliżają się do finału, a mobilizacja w nas samych sięga zenitu.

Takiej inauguracji sezonu w trakcie istnienia naszej grupy jeszcze nie było. Po kilku latach początkowo trudnej i żmudnej drogi powrotu na szczyt uczucie jakie nam towarzyszy jest nie do opisania. Największą satysfakcję mają ci, którzy nie zwątpili w ciągu tych pięciu lat ani razu. Smak gry w najwyższej lidze po raz pierwszy poczują osoby, które dołączyły do nas podczas tej długiej ścieżki.

W “przede dniu” naszego święta odbieramy telefony i wiadomości z zapytaniami o bilety od marnotrawnych synów, którzy kiedyś się wycofali. Pojawią się też wśród nas nowe twarze. Takie, dla których być może kibicowskie życie dopiero się zaczyna. Tym ostatnim życzymy z całego serca, aby złapali bakcyla na zawsze, a fanatyzm stał się ich sposobem na życie.

Do meczu pozostały dwa dni. Nakręcajcie się jeszcze mocniej, nakręcajcie i zarażajcie tym nastrojem wszystkich wokół siebie. Niech ciśnienie rośnie by w wraz z początkiem naszego święta osiągnęło apogeum. Niech nie będzie w tym momencie istotne to, czy jesteś długoletnim fanatykiem, wracasz na drogę z której kiedyś niesłusznie zawróciłeś czy też będzie to Twój debiut. Po prostu ubierz na siebie coś w jedynym słusznym kolorze, stań z nami w jednym szeregu i przygotuj się na dwugodzinną ekstazę w towarzystwie zielonej hordy. Wielkiej rodziny Śląska Wrocław. Bo nic nie łączy tak jak jedność. W niej właśnie siła, która pokona każdą przeciwność.

Kogut

Kto wyznacza trendy?

Na łamach naszej strony nieco więcej mogliście ostatnio przeczytać na tematy czysto sportowe niż te, które przeciętnemu Kosynierowi są na co dzień najbliższe czyli… trybuny i wszystko to, co powszechnie związane z ruchem Ultras.

Koszykarskie wakacje dobiegają końca. Kończy się też laba dla tych, którzy w trakcie sezonu ogarniają całe to szeroko pojęte kibicowskie życie w naszym gronie. Nie ma co ukrywać, trochę poobijaliśmy się w między sezonowym okresie, a teraz czas zabrać się do roboty.

Pomysłów mamy sporo. Część została już wcielona w życie, a inne czekają na realizację. Rodzą się też pomysły na nowe hiciory dopingujące i sławiące nasz klub. Wraz z pierwszymi meczami nowego sezonu pojawi się również pewna niespodzianka.

Długo nie było nas na najwyższym szczeblu rozgrywek. Liga nieco się pozmieniała w trakcie naszej nieobecności. Patrząc na to z dystansu można dojść do wniosku, że spory postęp zrobili w Koszalinie. Ciekawe oprawy i doping na niezłym poziomie, jak na koszykarskie warunki, jeszcze bardziej zachęcają by w grudniu odwiedzić nadmorski kurort. Może nie porywający, ale jakiś tam stały poziom trzymają od lat w Słupsku i Starogardzie. Mimo wzajemnej antypatii, uznanie należy się ekipie, która ogarnia doping i oprawy we Włocławku. Mimo wszelkich niechęci szacunek dla panów z grupy H1 za to, że starają się wprowadzać coraz więcej elementów typowych dla ruchu Ultras.

Na zgorzelecki folwark wąsaty od lat patrzymy z lekkim uśmiechem i przymrużeniem oka. Zawsze przyjemnie jednak pojechać do przygranicznego miasteczka. Raz, że blisko, a kibicom z dłuższym stażem Zgorzelec kojarzy się przede wszystkim z pewnym przybytkiem nieopodal hali, w którym w wesołej atmosferze można było zaspokoić spragnione i zmęczone meczem gardła.

Nigdy nie mieliśmy okazji na własne oczy przekonać się co prezentuje sobą ekipa z Zielonej Góry. Z jednej strony zaakceptowanie zmiany herbu i nazwy to zupełnie nie nasza bajka, a z drugiej całkiem spory głośny młyn co z miejsca powoduje ciekawą rywalizację na trybunach.

Reszta ligi pod względem kibicowskim jest w zasadzie bezbarwna. O Gdyni nie ma co pisać. W Sopocie po rozłamie coś tam niby działają, ale jak to jest naprawdę przekonamy się na własne oczy.

Szkoda, że kibice Kotwicy Kołobrzeg nie za często odwiedzają koszykarską halę. Żałujemy, że na dłużej nie utrzymał się w lidze Łódzki Klub Sportowy, a ostrowski dzikus nie poszedł za ciosem i odpuścił w tym roku wykupienie miejsca w wyższej lidze. Ostatnie wycieczki do Ostrowa wspominamy przednio. Nieco gorzej kojarzą się natomiast fanom miejscowej drużyny.

Liga jest, jaka jest. Ale najważniejsze jest to, jak na jej tle wypadniemy my sami. Dlatego już dziś róbmy wszystko aby postrzegano nas jak najlepiej. Niech inni uczą się od nas dopingu i patrzą na nas z uznaniem.

Powraca do grona najlepszych Śląsk Wrocław… i niech to my, jego fani, będziemy tymi, którzy wyznaczają standardy. Ale aby tak się stało musimy włożyć w to sporo pracy i serca gdyż uznania nie zdobywa się ot tak…

K.

Za czym tęskniliśmy i za czym będziemy tęsknić

Połowę naszej historii spędziliśmy poza ekstraklasą, mamy zatem porównanie i możemy z całą pewnością stwierdzić, że to jakby dwa różne światy. To trochę jak przeprowadzka ze wsi, gdzie jest swojsko i wszyscy się znają, do miasta, które oferuje większe możliwości. Za czym tęskniliśmy i do czego wracamy… a za czym będziemy tęsknić w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju?

Głos Zgorzelca

2c05dea278156fe7ecb8022cf9754648Spikerzy są lepsi, albo gorsi. Wielu z łezką w oku wspomina ppłk. Tadeusza Haducha, który niezapomnianym głosem pytał “kto wygra mecz?!” Marian Czajkowski, za swe językowe potknięcia, czytanie z kartki, czy dojeżdżanie do Brzegu Dolnego pociągiem, dorobił się pochwalnej przyśpiewki. Ogólnie jednak spikerzy mają być niezauważalni.

Pana z kitką w Zgorzelcu nie sposób nie zauważyć. On również dorobił się przyśpiewki, tyle że o zupełnie innym wydźwięku. I jestem pewny, że jego wycie będzie głównym tematem w drodze do przygranicznego miasta.

Znacznie przyjemniejszym wspomnieniem związanym ze Zgorzelcem jest Bar Węglowy. Na wspomnienie pań biegających do sklepu, bo chleba zabrakło, a wcześniej łapiących się za głowę na widok tylu gęb do wykarmienia, a przede wszystkim na wspomnienie ogromnych grillowanych szaszłyków – pysk sam się uśmiecha i nie może doczekać wyjazdu.

Halo, czy to Włocławek?

Namiastkę emocji z legendarnych już pojedynków mogliśmy doświadczyć w Pucharze Polski. Do pełni wrażeń zabrakło kibiców gości. Teraz będziemy mogli to nadrobić, a co więcej – odwiedzić ponownie Halę wiceMisiów, które to wizyty zawsze dostarczały wrażeń.

Prokom się wystraszył

Dni Prokomu są ponoć policzone, ale wciąż pozostaje Start Gdynia, Trefl Sopot oraz Kotwica Kołobrzeg. Jest więc szansa, że ponownie ktoś trafi na halę… mokrusieńki, świeżo po kąpieli w morzu. Nie dane nam też było odwiedzić największą i najnowocześniejszą halę w PLK, będzie zatem szansa to nadrobić.

Italiano

Skoro już jesteśmy na Pomorzu, to pora na wspomnienie Starogardu Gdańskiego i jedynej w swoim rodzaju pizzerii na dworcu PKP. Kto nie był, ten nigdy nie zrozumie o czym mowa. Zresztą, sama miejscowość – choć odwiedzana przez nas jedynie dwukrotnie (plus raz nie dojechaliśmy) – wiąże się z wieloma miłymi wspomnieniami, a wycieczka w marcu 2005 była naszą pierwszą autokarową.

Inne hale, inni kibice

Druga, czy nawet pierwsza liga, od PLK różnią się między innymi halami. Te w ekstraklasie są większe i raczej szczelniej wypełniane. I co ważniejsze – na trybunach można znaleźć podobnych nam rozśpiewanych kibiców, z którymi można rywalizować. Przez ostatnie pięć lat doświadczyliśmy takich aktywnie działających grup jedynie w Ostrowie, Pleszewie, Krośnie i Pruszkowie. Mało.

Magia betonu

17-0I w końcu coś z lokalnego podwórka. Hala Ludowa/Lodowa/Stulecia. Po remoncie, ale wciąż unikatowa, ze starym duchem, lewym balkonem i giętą pod parasolem. Nie wiemy czy, kiedy, ani z kim moglibyśmy w tym magicznym miejscu zagrać. Wiemy jednak, że jeżeli jest jakaś hala we Wrocławiu, która może konkurować swoją wyjątkowością z Kosynierką, to właśnie ta przy ul. Wystawowej.

Pełnoletniość

11 lat. I wszystko jasne.

Ujeżdżalnia koni

5540639641_4f5892bab5_bI w ten sposób możemy przejść do rzeczy, za którymi będziemy teraz tęsknić. Hala przy Mieszczańskiej 11 będzie na szczycie tej listy. Ta rozpadająca się, bez światła w toalecie, jak i ta odmalowana, z podobiznami Stasika, Zielińskiego, Miglinieksa, Łopatki i wielu innych. Będziemy wspominać grille na pętli, mecze przy smutnych, niemal pustych trybunach, wyczekiwanie “ilu desperatów jeszcze dziś przyjdzie…?”. Ale i nadkomplet na Mistrzostwach Polski Juniorów Starszych i derbach, mgłę po odpalonych świeczkach, oraz mnóstwo pięknych chwil z ostatnich pięciu sezonów, spędzonych na trójkolorowych trybunach, na których przeszliśmy prawdziwe katharsis.

Twierdza Kłodzko

klodzko_halaJedno z wielu miejsc, które podczas drugoligowych wojaży pokochaliśmy. Grill schodkowy, którego nie powstydziłby się sam Adam Słodowy, sympatyczni gospodarze i ogólnie szacunek do Śląska. Wygodny dojazd wygodnym pociągiem i radość B., że w końcu na mecz może wyjść w kapciach.

IMGP3581Jakkolwiek wyjazdy pociągowe charakteryzują się niepowtarzalną atmosferą, mają to do siebie, że “trochę” wolnego czasu niekiedy trzeba zagospodarować z przymusu. O ile pogoda w czasie topienia marzanny implikowała wspomnianą wyżej rozrywkę, o tyle aura zimowa już temu nie sprzyjała. Podczas wyjazdu w roku 2010, snując się bez celu po tonącym w śniegu mieście, M. zapragnął wbić się na lodowisko i pościgać się nieco z innymi spragnionymi rozrywki tego rodzaju. Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że bez łyżew sobie nie poradzi. Zabawy zimowe jednak zostały zrealizowane chwilę później, w czasie bitwy o Twierdzę Kłodzko. Bitwę na śnieżki. Z perspektywy czasu można ocenić, że obrońcy twierdzy (czyli… my) przegrali tę potyczkę, gdyż opuścili swoje miejsca artyleryjskie bez większych chęci kontynuowania ostrzału.

Przepraszam, nie wie Pani gdzie tu się piwa można napić ?

Tym zdaniem, podczas jednego z wyjazdów zakończył rozmowę z ekspedientką w sklepie  P. Następnie po dokładnym zmierzeniu wzrokiem pytającego i jego kompanów obwieszonych zakupami, zamknęła na 30 minut swój przybytek i zaprowadziła nas do drugiego, który to okazał się być mini barem/mini knajpą lub jak kto woli miejscową mordownią. Urzędowaliśmy w tym lokalu przed i po meczu, gdyż tym razem pogoda nie zachęcała do plenerowych harców. A przyznać trzeba, że ekipa grillowa woziła swojego “laptopa” na węgiel w różne miejsca, aż ostatecznie padł łupem złomiarzy… chyba złomiarzy…

Przerwana tradycja

2rmto1wZ ostrowską Stalą zaliczyliśmy 15 sezonów z rzędu. Los chciał, że nawet kiedy wypadliśmy z PLK, to zdążyliśmy jeszcze do Ostrowa pojechać, a już rok później Stal podzieliła nasz los i wylądowała w II lidze. Później był awans i kiedy wydawało się, że Stali już nie zobaczymy, ta wykupiła dziką kartę.

Teraz o dzikusie do PLK nie ma mowy, ale nie zdziwimy się jeżeli los nie pozwoli na przerwanie tej pięknej serii… i połączy nas ponownie. W Pucharze Polski.

Swojski Śląsk Wrocław

kulonyKoniec z drużyną zbudowaną z samych wychowanków. Ba, koniec z drużyną zbudowaną z samych Polaków. Teraz trzeba się będzie cieszyć z każdego rodaka biegającego po parkiecie, a wychowanek będzie prawdziwym rodzynkiem.

Chociaż szefostwo zapowiedziało ambicje tworzenia silnej bazy wychowanków i opieraniu na niej kadry. Trzymamy kciuki.

Nietypowe niespodzianki

Ekstraklasa, choć w wydaniu polskim nie zachwyca, to jednak spełnia jakieś wymagania i wiadomo czego oczekiwać. Trudno już zatem będzie się załapać na niespodzianki jak ta w Pleszewie, gdzie raz – ciężko było dojechać (jeszcze gorzej wrócić), a dwa… na miejscu okazało się, że stacja kolejowa oddalona jest ładnych parę kilometrów od samej miejscowości. Prawdziwa stacja Pleszew od wieków stoi zamknięta.

Kurnik jakich mało

mopPogoń Prudnik to, oprócz nieprawdopodobnych braci Łakis, przede wszystkim niesamowita hala. Balkony tak nisko zawieszone, że pod nimi trudno nie wyrżnąć łbem. Sama trybuna połączona z ławką rezerwowych, więc siedzi się na zawodnikach. Dodajmy do tego dość żywą miejscową publikę, “zaczarowane kosze”, przedziwny parkiet, nadaktywnego mistrza mopa i mamy obraz typowego polskiego kurnika, przy którym Kusocińskiego, to nowoczesny, duży obiekt.