Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Puchar PZKosz'

Ochłonąć

Długo zastanawiałem się w jakim tonie napisać tę relację. Początkowo miałem wstawić tylko zdjęcie i podpisać “pozdrowienia dla tych w kapciach”, ale teraz kara się za byle co

… stwierdziłem, więc że czas ochłonąć i na spokojnie wszystko przeanalizować.

Mecz

Kto oglądał ten wie, kto nie oglądał, ten zdążył przeczytać. Śląsk rozpoczął od mocnego uderzenia i 18:3. Potem był początek drugiej połowy, przypominający mecz ze stycznia – gdzie też było wysokie prowadzenie, a potem wszystko się posypało. Tym razem nasi milusińscy pokazali, że mają cojones i zamiast wydrzeć sobie zwycięstwo, to zgnietli Stal. Widok oszalałej z radości ławki na minutę przed końcem, drącej się WKS! – bezcenne.

Nas w Ostrowie 21 sztuk, plus dwie osoby – ojciec z synem – dołączyli nie wiedzieć kiedy i skąd, ale śpiewali razem z nami, więc w sektorze 23 osoby. Z jednej strony – wynik żenujący. Z drugiej – jakość, nie ilość, a skoro nawet ostrowski młyn chwali, że byliśmy lepsi niż najazd z Pleszewa, to chyba możemy być z siebie dumni. Choć były momenty, że nie słyszeliśmy samych siebie, to ogólnie nikt z hali bez zdartego gardła nie wyszedł, a niektórzy byli mokrzy, jakby te 40 min. wybiegali na parkiecie.

Doping Stali trzymał ich dobry poziom, chociaż brakowało mi dreszczy na plecach, tego “pierdolnięcia”. Wynik nie pomagał ;)

Po meczu szał radości, szampan i pamiątkowa sesja pod autokarem. To był nasz czwarty wyjazd do Ostrowa (nie licząc sobotniego ze Startem) w historii “drugoligowej”, z czego drugi zwycięski.

Hurraoptymizm

Wspominam te liczby ku przestrodze – znając życie niektórzy poczują się już bogami i w pierwszej lidze… a tu jeszcze sporo do rozegrania i wygrania, by ten cel – cel numer jeden – zrealizować. Do poprawy jest sporo – w finale popełniliśmy mnóstwo głupich strat, słabiutko zagrał Mirek Łopatka, a zza linii 6,75 skuteczność Śląska była niecodziennie rewelacyjna. Stal z pewnością odrobi lekcję z tego spotkania i wzmocniona Cielebąkiem, pełna pokory, będzie przeć do finału żądna rewanżu. Inne zespoły też nie oddadzą pola za darmo, nikt nam czerwonego dywanu nie rozłoży.

Osobny temat to my sami. Do końca rundy zasadniczej czeka nas jedynie jeden pseudowyjazd – na Chełmońskiego. Pozostaje uzbroić się na Play Off i zmazać plamę na honorze (liczbowo i organizacyjnie).

Najbliższy mecz w środę, 7. marca, z Pogonią Prudnik. Dużo czasu… więc na koniec, nacieszmy się jeszcze trochę.

fot. wks-slask.pl

A od jutra do roboty!

 

Finał jest nasz!

Jaka szkoda, że Państwo tego nie widzieli

To był chyba najlepszy, najciekawszy mecz, jakiego byliśmy świadkami w tym sezonie. I ten mecz obejrzało zaledwie kilkadziesiąt osób, może trochę ponad setka… wielka szkoda, ale żałować powinni głównie ci, którzy nie pojechali. Bo im się nie chciało.

Na początku był chaos

Zanim nadeszły emocje, była pierwsza kwarta, o której najlepiej byłoby powiedzieć, że się po prostu odbyła. Śląsk grał chaotycznie, stłamszony atletyzmem rywala. Na obwodzie szalał Szpyrka, a pod koszem wysocy Startu. Radziu sprawiał wrażenie, jakby wstał z łóżka pięć minut przed meczem, po kilku niezłych akcjach Glapiński opuścił parkiet kontuzjowany. Minus 11, w sumie stracone 33 punkty nastrajały bardzo pesymistycznie. Gdy nagle stał się cud.

Na drugą kwartę nasz zespół wyszedł niezwykle zmotywowany. Ostro zaczął Radziu, w obronie harowali za dwóch Płatek z Norbertem i nasza gra zaczęła coraz lepiej wyglądać. Świetne krótkie zmiany dawali Łopatka z Bochenem i do szatni schodziliśmy z bagażem “tylko” czterech punktów.

Być może to boska opatrzność spojrzała na nas łaskawiej, gdy dorzuciliśmy się do “puchy” dla chorego synka Jakuba Dryjańskiego.

Prosto do celu

Druga połowa to praktycznie kontynuacja tego, co działo się w drugiej kwarcie. Nie licząc pojedynczego zrywu gdynian, Śląsk sukcesywnie odrabiał straty, by w końcu przełamać wynik. Trójka Kulona na minutę przed końcem praktycznie przesądziła sprawę.  Wcześniej za trzy trafiali Mroku i Grygiel, ale największe wrażenie robiły rzuty z 9-10 (!!) metrów Glapińskiego (ozdrowiał w przerwie).

O ile Rosę Radom rozbiliśmy w dużej mierze dzięki trenerowi dwojga imion i “gwiazdorstwie” jego zawodników, to ze Startem przeprawa była dużo trudniejsza. Zawodnicy Śląska zagrali po prostu fantastyczne zawody. I co ważniejsze, w końcu pokazali charakter. Nie było widać spuszczonych głów, przerażenia, ani pretensji na cały świat. Była determinacja, wola walki i dążenie do celu – jeżeli tak będą wyglądać wojskowi w play-off, to o awans będę spokojny.

Wrócić z trofeum

O godzinie 16:00 początek sportowego święta, które dla jednych zakończy się powiększeniem inwentarza w gablocie klubowych trofeów. I nikogo w hali przy Kusocińskiego nie będzie obchodzić, że to Puchar o pietruszkę. Każdemu będzie zależeć na pokonaniu rywala, nie zabraknie więc emocji na trybunach, ani sportowych wrażeń na parkiecie.

A wygrane w Ostrowie smakują wyjątkowo.

Ćwierć setki

Tylu nas jedzie do Ostrowa. Brzmi poważnie, kiedy jednak uświadomić sobie, że to zaledwie 25 osób powaga zamienia się w śmieszność…

… tymczasem z maleńkiego Pleszewa na półfinał Pucharu PZKosz wybiera się ćwierć… tysiąca.

Powinniśmy się wstydzić, szczególnie ci, którzy pozostali w domu wylegując się brzuchem do góry.

Kondycja wrocławskich kibiców pasuje bardziej do okresu przedsezonowego, niż decydującej fazy rozgrywek.

Pierwsza okazja do rehabilitacji może się nadarzyć jutro – jeżeli Śląsk dziś wygra, o co będzie bardzo trudno. W przypadku victorii czasu na zorganizowanie się będzie mało, dlatego sugeruję szybko się namyślać. Finał Pucharu jutro, o 16:00.

Rozszerzone podsumowanie weekendu

Bo pewnych rzeczy się nie zapomina...

Weekend ze Śląskiem zaczął się w piątek. Juniorzy Starsi (do lat 20) grali pod ścianą – żeby awansować musieli wygrać. Rywali mieli z wyższej półki, bo – wg tzw. “fachowców” – głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu.

Mecz zaczął się dla Śląska rewelacyjnie, już w drugiej kwarcie wojskowi prowadzili różnicą 20 punktów. Piotr Niedźwiedzki (młody MVP Europy?!) dawał się raz po raz ośmieszać niższym rywalom, którzy bez problemów zatrzymywali go pod koszem. Pod koniec pierwszej połowy coś się jednak nagle zacięło, WKK zaliczyło kilka przechwytów i do szatni przewaga stopniała do 11 oczek. Jak się miało okazać – maszynka gospodarzy zacięła się tego dnia na dobre.

Trzeba oddać, że Janek Grzeliński, czy Jakub Koelner zagrali świetne zawody, potwierdzając potencjał. W Śląsku zupełnie zgasł Maks Kulon, który w niczym nie przypominał zawodnika z ubiegłorocznych finałów. Ba, nie przypominał nawet zawodnika z przedsezonowych sparingów pierwszej drużyny. Wyraźnie się na nim odbija brak gry z seniorami. Zmęczenie odbiło się chyba też na grze starszego z braci jak i na Leszczyńskim. W efekcie zespół “gorszej strony Odry” odrobił straty w końcówce, a Śląsk z każdą minutą był coraz bardziej bezradny. Szkoda tego meczu, dla niektórych chłopaków oznacza on koniec sezonu. Pozostali będą mieli jeszcze okazję wykazać się w rozgrywkach III ligi, nie widać jednak presji awansu…

Na osobny akapit zasługuje zachowanie “mojego Kuby” po meczu. WKK grało o przysłowiową pietruszkę, tymczasem młody rozgrywający, po końcowym gwizdku, odtańczył z radości taniec bojowy jakby właśnie wygrał tytuł Mistrza Świata, albo… pokonał odwiecznego, znienawidzonego wroga. Kubusiu – nigdy, przenigdy nie będziesz graczem klubu WKS Śląsk Wrocław.

Dzień później, w sobotę, seniorzy poprawili nam nastroje swoją grą w Chorzowie. Zdobyli trudny teren (Alba do tego meczu 8:0 u siebie) w stylu, który każe zastanowić się, jak wyglądały dotychczasowe spotkania w tym mieście. Wynik 103:54 mówi wszystko. I w zasadzie, nie ma czego dodawać. Możemy co najwyżej zachęcić do obejrzenia skrótu z tego spotkania.

Wczoraj odbyło się losowanie finału Pucharu PZKosz. Śląsk ostatecznie wycofał się z pomysłu organizacji tej imprezy, na placu boju został jeden chętny – w dniach 25. i 26. lutego Śląsk, Open Basket oraz Start Gdynia będą gościć w Ostrowie. W półfinale Śląsk zmierzy się z pierwszoligowcem z Gdyni.

Zastanawiamy się nad formą wyjazdu, dużo jednak zależy od liczby chętnych. Chęć wyjazdu można zgłaszać na adres wyjazdy[małpeczka]kosynierzy[kropka]info.

Rozpoczęła się również sprzedaż biletów na sobotni rewanż z AZS Katowice. Śląsk w Katowicach przegrał, zapowiada się więc ciekawy mecz. Chętni do wspólnego dopingu mogą zamawiać bilety pod adresem bilety[małpa]kosynierzy.info.

Najlepszy mecz

fot. wks-slask.pl

Jeżeli Radek Hyży trafia z dziecinną łatwością klasycznego buzzera za 3, w dodatku z połowy boiska, to mecz nie może zakończyć się inaczej, jak demolką. I tak też było wczoraj wieczorem w Kosynierce. Wbrew pozorom nie można było narzekać na nudę.

Śląsk wygrał z Rosą 93:71. Nie dlatego, że rywal był słaby, ale dzięki fenomenalnej postawie po swojej stronie. Zza łuku trafiał bez problemów Grygiel, Kulon i Mroczek-Truskowski. Strach pomyśleć, jak wyglądałby mecz, gdyby wstrzelił się jeszcze Leszczyński, który spudłował wszystkie pięć prób za 3. Dla rywala wynik próbowali trzymać Donigiewicz z Kardasiem, w ostatniej kwarcie nieprawdopodobne trafienia notował Kosiński, jednak każda lepsza akcja radomian spotykała się z błyskawiczną odpowiedzią wojskowych. Tylko początek meczu należał do gości, z każdą upływającą minutą trener dwojga imion coraz częściej rozkładał ręce, albo opierdalał zawodników. Najbardziej efektowną burę zaadresował do Huberta Radke.

Na trybunach święto. Najpierw jednak udaną prowokację zaserwował kibic Barcelony. Na Camp Nou nie tędy. Na Chełmońskiego zresztą też nie. Efekt był jednak taki, że każdemu się chciało śpiewać i z rozpędu wyszedł całkiem przyzwoity doping. Jakby się jeszcze hala potrafiła przyłączyć, to można by próbować zrobić kocioł, ale cóż… z tym we Wrocławiu zawsze był problem. Jak ktoś ma pomysły, jak zachęcić resztę publiki do aktywniejszego uczestnictwa w meczu – chętnie wysłuchamy. Jak zadziała – ozłocimy.

Tymczasem już jutro okazja, by ponownie obejrzeć Śląsk w akcji. Co prawda juniorski… ale do takiego zdążyliśmy przez trzy lata przywyknąć. Juniorzy Starsi, broniąc mistrzowskiego tytułu, grają jutro pod ścianą – muszą pokonać WKK Wrocław, żeby awansować do kolejnej rundy. Przegrana oznaczać będzie koniec marzeń o złotym krążku.

Rok temu w Kosynierce udało się stworzyć fantastyczny turniej i wspólnym dopingiem wynieść niedocenianą ekipę na najwyższy stopień podium. Chociaż termin fatalny, to trzeba się postarać i pomóc chłopakom powtórzyć ten wyczyn.

Początek spotkania o godzinie 16:30. Oczywiście w Kosynierce, a wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy!