Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Radek Hyży'

Magia liczb

Czy liczby mają jakieś znaczenie? Dlaczego przywiązujemy się do jednych, a innych unikamy? Dlaczego hucznie obchodzimy urodziny 30-te, a nie np… dwunaste? Tak jak nasze, obchodzone dzisiaj.

radoslaw-hyzy-idea-slask-wroclawNowy sezon po raz pierwszy zawita we Wrocławiu. Od razu sportowym hitem przeciwko drużynie Mistrza Polski, niczym serwowany deser na wspomniane urodziny. Prawdziwą wisienką jest jednak to, że cały ten nasz okres, od narodzin, po dziś dzień, możemy połączyć jedną osobą – która zadebiutuje dziś w roli szkoleniowca w oficjalnym meczu o punkty we Wrocławiu. Pan Radosław Hyży dwanaście lat temu był z nami, jest i teraz. Po raz pierwszy nie jako zawodnik, a w zupełnie nowej roli.

Bardzo byśmy chcieli, by to czego do tej pory dokonał, zostało odpowiednio nagrodzone. By na początek dostał dziś na stojąco owację od pełnej hali. I by za lat naście, wszyscy młodzi fani Śląska mogli podziwiać pod sufitem nie tylko magiczną 9-tkę, ale i liczbę o jeden mniejszą.

Bo chociaż sukcesy może i mniejsze, to charakter, serce i walka na parkiecie co najmniej porównywalne. I tych cech, oprócz samego talentu, chcemy znajdywać w obecnych i przyszłych zawodnikach WKS Śląsk Wrocław.

Lepiej późno niż wcale

521fb956e5e824_81602414Śląsk wygrał z Asseco i zakończył sezon zasadniczy na 5. pozycji. Ćwierćfinały rozpoczniemy więc w Słupsku, meczami 30. kwietnia (czwartek) i 2. maja (sobota). O tym za chwilę.

Dzisiejsze zwycięstwo cieszy szczególnie. Zagrał Maksym, zagrał Oscar, a mimo to zwycięstwo było niezagrożone. Tak powinniśmy grać zawsze przeciwko średniakom, więc można powiedzieć – szkoda, że dopiero teraz.

No i wisienka na torcie – niespełna trzynaście minut Radosława Hyżego. Jego cwaniactwo i walka są esencją sportu. Warto było czekać na ten dzień.

Teraz Słupsk

Już kiedyś zaczynaliśmy ćwierćfinały w Słupsku. Po fantastycznym meczu otwarcia Śląsk prowadził w serii 1:0, żeby następnie przegrać trzy kolejne pojedynki. Orbitę opuszczaliśmy w takim samym szoku, jak po ostatnim meczu minionego sezonu.

To w jakim wymiarze uda się wybrać na Pomorze zdecyduje się w przeciągu najbliższych kilkunastu-dziesięciu godzin. Każdy zainteresowany wspólną podróżą i wspieraniem Śląska proszony o kontakt pod adresem kontakt@kosynierzy.info

Na koniec jeszcze małe przypomnienie tekstu, który nic nie stracił na aktualności i perfekcyjnie nadaje się na zapowiedź czekających nas emocji.

Wyciągnąć sezon

54a077c3d40583_25056189Gdybyśmy interesowali się koszykówką to byśmy zostali koszykarzami. Niemniej jednak, zapytałem mojego kolegę, który rozgrywki śledzi i się nimi żywo interesuje, aby wymienił 3 legendy polskiej koszykówki, które dalej występują na parkietach ekstraklasy. Bez zastanowienia padło nazwisko Radosława Hyżego, na drugim wdechu Filipa Dylewicza i po kilkudziesięciu sekundach głębokiej refleksji Roberta Witki.

Ponieważ nie mamy powodów aby darzyć sympatią dwóch ostatnich (nie mylić z brakiem szacunku), skupimy się na tym pierwszym. Otóż jest to jedyny człowiek w obecnym składzie, który nierozerwalnie wiąże się z największymi sukcesami WKS Śląsk Wrocław. Gość, który schował do kieszeni ambicje, zszedł na najniższe krajowe podwórko i podjął się dzieła przywrócenia WKS Śląsk Wrocław na należne mu miejsce w ekstraklasie. Człowiek, który oprócz brania chce dawać coś od siebie. Lubiany, nielubiany, Mentor o którym wielu byłych i obecnych graczy mówi – traktuję go jak ojca.

d7b6a44c080c004aaddd062b77442cc7Potrafił zawieść, ale potrafił też po kluczowym meczu wskoczyć na stolik sędziowski i porwać Kosynierkę do “szkocji”. Człowiek, który w wielu miejscach na koszykarskiej mapie Polski przyciągnąłby dziesiątki, jeśli nie setki nowych fanów. Ta Legenda jest we Wrocławiu marginalizowana. Z niewiadomych przyczyn Radek przestał grać. Gość, który nie podjąłby się reprezentowania barw WKS-u, gdyby nie pozwalałoby mu na to zdrowie, umiejętności czy aktualna forma, siedzi na ławce od kilkunastu spotkań.

Znamy Radka bliżej niż kogokolwiek z tej drużyny. To jest człowiek, który jest w stanie wyciągnąć ten sezon. To jest człowiek, który chce być w tym klubie na lata, który zna klub i Wrocław od dobrej i złej strony. Pod warunkiem, że ktoś przestanie patrzeć na niego jak na intruza albo ekscentrycznego oszołoma.

Awans to dopiero początek

Za nami trzy lata projektu, którego zwieńczeniem ma być kiedyś powrót Śląska na swoje miejsce – Mistrzowski tron. Zaczęło się cudownie, bo składem opartym o wychowanków i Radka Hyżego wywalczyliśmy awans z koszykarskiego kompletnego zadupia na koszykarskie przedmieścia.

529087_422450147783768_100000563582433_1506996_1255982044_nProgi pierwszej ligi okazały się niestety rzekomo za wysokie dla większości wychowanków – zamiast nich dostaliśmy worek najemników, z którymi wiązano (głównie w sztabie decydentów) nadzieje na dłuższe związanie się już w ekstraklasie. Najemnicy zadanie wykonali i – po kilku korektach – w większości w ekstraklasie zagrali.

Przez rok.

Czy to sportowo dobry krok, to czas pokaże. Nie będziemy też specjalnie płakać za wspomnianymi najemnikami, pomimo sympatii do niektórych z nich. Smuci jedynie, że wrastamy w krajobraz zespołów, które nie potrafią póki co budować składu z wizją – zamiast tego mamy mnóstwo roszad (a o porównaniach do biura podróży z początku minionego sezonu chciałoby się jak najszybciej zapomnieć) i tworzenie fundamentów po raz kolejny zaczynamy od nowa. No i, mimo wszystko, zastanawia skąd – w perspektywie powiększenia ligi – mamy wziąć lepszych zawodników z polskimi paszportami?

Powodzenia

Oficjalnie wiemy już, że w przyszłym sezonie nie zagra dwóch większych “walczaków” naszego zespołu – Mroko trafił do “przyjaciół” z Wielkopolski, a Żubr będzie bronił barw dzikiego beniaminka z Torunia.

526e0cc78858d6_29051803Krzysiek to zawodnik wyjątkowy. W naszej historii nie spotkaliśmy jeszcze nikogo, kto zachorowałby na naszym punkcie do tego stopnia. Kto na własną rękę promowałby Śląsk w szkołach (momentami w pojedynkę robiąc cały marketing klubu) i sam pytał jak nam może pomóc w oprawach. Ze względu na okazywane przywiązanie, wydawał się naturalnym kandydatem, by w przyszłości zastąpić Radka Hyżego w roli serca naszego zespołu. Ciężko nam uwierzyć, że uda się na jego miejsce znaleźć kogoś lepszego.

I skoro mamy do czynienia z wyjątkowym człowiekiem, to będzie wyjątkowo: Suli, będzie nam Ciebie brakowało. Powodzenia!

14

1798866_10151903352671314_2016243657_nStało się. WKS Śląsk Wrocław, jako beniaminek ekstraklasy, zdobył Puchar Polski po raz 14-ty w swojej historii, a po raz trzeci pod wodzą trenera Jerzego Chudeusza. Kiedy trzy lata temu świętowaliśmy zdobycie krajowego mistrzostwa juniorów starszych, chyba nikt z nas nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie wznieść tego typu trofeum.

Na początku była zemsta

Kiedy na początku drugiej kwarty sobotniego półfinału z Anwilem Wojskowi wyszli na 20-punktowe prowadzenie, jedni przecierali oczy, a drudzy nakręcali coraz lepszy tego dnia doping. Do pełni szczęścia zabrakło smutnych ryjków kibiców gości, którzy mogliby opłakiwać szczyt nieporadności swoich pupili. Hitem dnia były kroki w akcji sam na sam z koszem.

1507939_10151901390711314_960277554_nSzczerze trzeba jednak oddać, że Anwil przyjechał tak poobijany, że można było się zastanawiać, czy nie należałoby włocławskich zawodników odesłać do słynnego już w kraju punktu z cudotwórczą kroplówką.

Śląsk ostatecznie wygrał na spokojnie (pierwsza wygrana z Anwilem od lutego 2008), Turów też, zatem to co było pewne przed niedzielą, to że Puchar Polski zostanie na Dolnym Śląsku.

Nie można też nie wspomnieć odwiedzin Norberta Kulona, który ledwie godzinę przed meczem z Anwilem pokonał WKK Wrocław. Bohaterem tamtego spotkania był jednak inny wychowanek Śląska, Krzysztof Jakóbczyk, który do przerwy miał na swoim koncie 0 punktów, by w drugiej połowie dać prawdziwe show kończąc spotkanie z fenomenalnym dorobkiem 25 oczek przy 7/10 rzutach za 3. Gratulujemy!

1507983_10151903354281314_208052933_nNajważniejszym punktem dnia były jednak urodziny Radosława Hyżego, który jako drugi w naszej historii (po Macieju Zielińskim) dostał w prezencie Zielono-Biało-Czerwoną flagę. Rudowłosemu weteranowi prezent wydał się jednak niekompletny… i zażądał uzupełnienia o nasze autografy.

Słówko o organizacji

27067Kratery wolnych miejsc na trybunach, dwie (w porywach) otwarte kasy obsługiwane przez informatyków, ponad 20 minut czekania na wydrukowanie naszej puli biletów, a na osłodę lachon w kusej spódniczce. Dziwną linię obiera nasza liga. Widać ulokowanie takiego turnieju w “silnym ośrodku koszykarskim” to cały pomysł na organizację w wykonaniu ligowych decydentów.

Paradoksalnie, mniej ludzi na trybunach dało w efekcie żywszą niż zazwyczaj publikę… ale o tym za chwilę.

Nie ilość, a jakość

150346_10151901391711314_1117922084_nO ile dziury na trybunach w sobotę można było zwalić na słabą reklamę i “brak działań zapobiegawczych”, to jeszcze większe pustki na finał w niedzielę były dla wielu szokiem. Widać niestety skoki narciarskie wygrały walkę o widzów…

Przyszli jednak ci, którym na Śląsku zależy, a doping momentami niósł się sam. W drugiej połowie ludzie bez dodatkowej zachęty wstawali z krzesełek, a echo “za Śląsk! za WKS!” na długo zapadnie mi w pamięci. Swoje zrobił też Kogut, który na grzędzie między sektorami K i L potrafił pobudzić nawet najbardziej skostniałych.

1625610_10151903351506314_1642449267_nSam mecz mógł się podobać. Wielu komentatorów podkreśla nawet, że widowisko zaserwowane przez Śląsk i Turów w całości wynagrodziło miernotę wcześniejszych faz pucharu.

Falstart i radość

Na niecałe pół minuty przed końcem Śląsk prowadził pięcioma punktami, a z sektora zdążyło ponieść się Puchar jest nasz…. Ten pośpiech mógł być opłakany w skutkach, szczególnie po tym jak Gibson skozłował w nogę przy stanie 88:86 na 10 sekund do końca spotkania. Wojskowi wygrali jednak wojnę nerwów i 14-ty tryumf w Pucharze Polski stał się faktem.

1888466_10151903352781314_2067394779_nSzampan, fontanna iskier (co wolno wojewodzie…) oraz biało-czerwonych konfetti, a w tym czasie Amerykańscy zawodnicy… uciekli do szatni, by wrócić z aparatami i skierować obiektywy na trybuny.

W imieniu Radosława Hyżego nagrodę dla najlepszego zawodnika Dolnego Śląska odebrał nie wiedzieć czemu Filip Dylewicz. Nagroda MVP przypadła, niezwykle skutecznemu tego dnia zza łuku, Michałowi Gabińskiemu, którego wystrzał formy przypomniał dokonania Tomasza Bodzińskiego.

1798039_10151903354036314_408969300_nChwila świętowania na sektorze z zawodnikami oraz pucharem i można się było zacząć zastanawiać, gdzie kontynuować zabawę.

Zadymiona sesja

Wyczekiwanie na bohaterów wieczoru dłużyło się najmocniej umundurowanym, którzy znudzeni, postanowili nie psuć imprezy i zwinęli manatki. Sesję zdjęciową najpierw zaliczył sam puchar (tym razem bez dodatkowych świecidełek w środku), a następnie grupowo wszyscy zgromadzeni, którzy się jeszcze nie rozeszli. W międzyczasie spóźnione, urodzinowe świeczki bez skutku próbował zdmuchnąć pan Radosław.

zadymiona-orbitaŚwiętowanie przeniosło się następnie do Rynku. Najpierw w pijalni sprite’a zaciąg zagraniczny poznawał w wąskim gronie co to znaczy polska gościnność, nie zostając dopuszczonym do kasy, by następnie te doświadczenia pogłębiać już w naszym gronie w mniej oficjalnym miejscu.

W czasie kiedy F. tłumaczył chłopakom z Oregonu znaczenie skrótu MVP, trwał pojedynek wagi ciężkiej nowo ochrzczonych braci. Tymczasem udomowiony już Żubr najpierw opowiadał jak planuje zarazić najmłodszych miłością do koszykówki, sportu w ogóle oraz Śląska, a następnie niezwykle wzruszony zawstydzał nas pochwałami.

Opowieść można by jeszcze uzupełnić o anegdoty o Czajkowskim popijającym mineralną, Mr. Kowalskim w zabawnej czapce, bucowatym serbskim szkoleniowcu, wybitnym słuchu w puszczy, Michale, ale co się stało, a całość zamknąć, że w drodze powrotnej dzwoniły budziki. Zamiast was jednak, drodzy czytelnicy, zanudzać niezrozumiałymi opowieściami po prostu podziękujemy.

puchar