Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'reaktywacja'

Wojna polityczna

Hipokryci

Po czwartkowym tekście pojawiło się mnóstwo ostrzeżeń oraz ostrych zarzutów na temat bycia wykorzystanym przez jedno ze stronnictw politycznych. Tym pierwszym szczerze dziękujemy za troskę, tym drugim proponujemy jebnąć się kilofem w czerep.

Albo zastanowić, czy sami nie są narzędziem. Stronnictwa przeciwnego.

Trudne wybory

Wojna o Śląsk między politykami nas smuci, męczy, a przede wszystkim wkurwia. Gówno nas jednak obchodzi, że “reaktywację” robi prezydent Dutkiewicz, albo pan Koelner. Mógłby to być sam prezydent Polski, albo najbogatszy człowiek świata oferujący dziką kartę w Eurolidze. Wybieramy nie polityków, ale Śląsk.

Od trzech lat powtarzamy, że jesteśmy przeciwni dzikiej karcie oraz że Wrocław i wrocławianie nie zasłużyli na tylne drzwi. Kiedy trzeba było pójść na Rynek, by wykazać sprzeciw, pojawiła się garstka. Kiedy można było zamanifestować przywiązanie do Klubu w Kosynierce, pojawiła się garstka. Bo tak naprawdę tylko garstce zależy na Śląsku Wrocław.

Pojawia się Rycerz na Białym Koniu, który poprzez spółkę innego klubu1 próbuje kupić prawo do używania nazwy i symboli Śląska. I kupuje z licencją na dwa lata… z jakimiś tam opcjami przedłużenia. Dla nas to jest chore.

Dziki naród

Skoro już wspomniałem o tzw. dzikiej karcie – równie chory byłby dla nas zakup takowej w I. lidze. Jeśli do takiego zakupu by doszło (albo dojdzie), to również tej operacji nie poprzemy. Niezależnie od tego, czy prezesem będzie symbol klubu, czy ktokolwiek inny będzie takie rozwiązanie firmował.

Pojawiło się pytanie – to jak w takim razie awansować do zamkniętej ligi, mądrale? Z tego co do tej pory oficjalnie powiedziano na temat zamknięcia PLK, awans będzie wciąż możliwy. Jedynie dojdą ograniczenia organizacyjne, polegające na konieczności wykupienia kontraktu, czy podwyższeniu minimalnych wymagań co do infrastruktury i budżetu. Problemu więc nie ma.

Jeśli by był, to nikt nie broni nam najpierw awansować do I ligi, a potem taką ligę wygrać, by dopiero wówczas wykupić miejsce w PLK. Że może to zająć 10, 20 lat? Albo nigdy się nie spełnić?

Trudno. Tak długo, jak długo będzie grał Śląsk – poczekamy.

  1. WKK Obiekty nie zajmuje się prawnie prowadzeniem klubów sportowych, ale sama spółka należy do struktur klubu WKK Wrocław []

Sezon 2011/12

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że po wakacjach, w sezonie 2011/12 zobaczymy na polskich parkietach dwa seniorskie zespoły pod nazwą “WKS Śląsk Wrocław” – jeden w II lidze oraz drugi, nowy, w PLK dzięki dzikiej karcie.

Powtórka z historii

Ekstraklasowa drużyna należeć będzie do spółki WKK Obiekty. Rezerwami zespołu będzie należąca do spółki drużyna WKK Wrocław grająca w II lidze. Dziką kartę zakupi spółka WKK Obiekty.

Prawo do korzystania z herbu, nazwy i tytułowania się kontynuatorem tradycji WKS Śląska Wrocław kupiła spółka WKK Obiekty.

Brzmi znajomo? W 2005/2006 roku doszło do identycznej sytuacji, kiedy Amica Wronki kupiła tradycję Lecha Poznań. Wówczas taką operację nazwano fuzją – dzisiaj Przemysław Koelner oraz Wojciech Majeran tego słowa unikają. Na każdym kroku podkreślają, że kontynuują, tudzież odbudowują WKS Śląsk, a o żadnej fuzji nie ma mowy.

Tylko czym się różni jedna operacja od drugiej? Po doświadczeniach próby dokonania fuzji Groclinu ze Śląskiem żaden masochista nie przyznałby się, że próbuje tego samego po raz drugi.

Nie dla WKKS

Klub Kibica Kosynierzy pod projektem reaktywacji Śląska przez spółkę WKK Obiekty się nie podpisuje i podpisać nie zamierza. W sezonie 2011/12 wszystkich kibiców Śląska Wrocław zapraszamy do Kosynierki, by wspierać zespół w walce o awans do I ligi.

Największym paradoksem jest, że “Śląsk Wrocław” kupuje juniorów od… Śląska Wrocław, którzy prawdopodobnie większość czasu i tak spędzą w II-ligowym… WKK Wrocław, bo na PLK się nie nadają.

W rezerwach ekstraklasy zagrają przeciwko WKS-owi.

PS. od old school good style

Czytając wpis yanoo wiedziałem, że pominął jedną z najistotniejszych kwestii która przemawia za tym aby na PLK i zespół Koelnera się nie wybierać – a jest nią dzika karta, dla wielu nie do zaakceptowania, wypaczająca sens rywalizacji sportowej. Rzecz jasna nagle się okazało ilu to wiernych fanów Śląsk Wrocław koszykarski posiada a Kosynierzy są debilami jak już nas podsumowano na Vulcanie. Żadna to nowość, w wykonaniu tego zakładu geriatrycznego. Pozdrawiam i życzę sukcesów

 

Nie czytać bzdur

Dziennikarskie kłamstwa dzielę na dwa sposoby: od ich wagi oraz od punktu widzenia czytającego.

Gówno Prawda

Dzieląc według wagi, dziennikarze wagi ciężkiej kłamią celowo. Jak Artuś Brzozowski, który upodobał sobie ostatnimi czasy środowisko kibicowskie i kłamie o nim bez mrugnięcia włosem na łysej głowie (skinhead jaki, czy co?). Najgorsze, że później taki stek bzdur czytają ludzie niezorientowani w temacie i sobie gazetą opiniotwórczą zdanie wyrabiają. Niejednokrotnie powtarzając te same bzdury w rozmowach ze znajomymi. Ciężko później takim wytłumaczyć jak jest naprawdę, bo “ty przecież masz stronnicze spojrzenie”. Potrzeba więcej gen. Petelickich, by te bujdy wyprostować.

Waga lekka to najczęściej efekt “szlifów”. Tu się cytowany zająkiwał, tu nieskładnie powiedział, to napiszemy ładniej. Albo to wytniemy, bo nieważne, a tamto podkreślimy, bo to na pewno ważne. Że lekko zmieniamy sens? Bez przesady!

Mojsza racja

Drugi podział dotyczy naszego spojrzenia na przekłamany artykuł. Jeśli się z nim nie zgadzamy, wiemy, że to bajka na resorach, zaczynamy wrzeć, buntować się i krzyczeć (choćby w komentarzach). Taka reakcja jest zrozumiała i naturalna.

Czy ktoś się jednak zastanawia nad reakcją, kiedy artykuł kłamie, ale… po naszej myśli? Podświadomie ignorujemy źródło podjudzeni w naszym światopoglądzie. Takie treści (szczególnie w połączeniu z kłamstwem wagi ciężkiej) są najniebezpieczniejsze. Nakręcają nas, często w przekazach ustnych dodamy jeszcze coś od siebie, żeby wbić szpilę opozycji, albo gloryfikować na wyrost swoich.

Wstrzymujemy oddech

Nie brakuje dziś plotek, pomówień, nadinterpretacji i przekłamanych artykułów dotyczących ekstraklasowego zespołu P. Koelnera i… II-ligowego Śląska Wrocław. Tymczasem kluczowe dla nas kwestie wciąż są niejasne, wciąż są tematem żywych dyskusji. Na dobrą sprawę jeden news mógłby dziś… rozwiązać nasze KK.

Gdzie się spotkamy po wakacjach i czy w ogóle się spotkamy? Spróbujemy się dowiedzieć u źródeł. Na dziś pozostaje po prostu nie czytać prasowego steku bzdur.

Cenzurowany wybór drogi

Sprawa nieco się wyjaśniła. Opcja ekstraklasowa jest już dość klarowna, a awansu od II ligi dość pewna. Każdy ma prawo wybrać drogę i podążać nią wraz ze Śląskiem Wrocław. Tylko czy w tej pierwszej na pewno mamy do czynienia z drużyną Wojskowego Klubu Sportowego?

Wczoraj pojawił się pewien artykuł dotyczący klubu tworzonego przez Przemysława Koelnera. W skrócie: Koelner dostał prawa do posługiwania się herbem, barwami etc. od WKSu Śląska Wrocław, jednak pod jednym warunkiem: “Herb musi posiadać jakikolwiek element koszykarski”. Już pojawiły się pomysły pomarańczowych piłeczek, uśmiechniętych krasnali itp. Tak, byłem od samego początku sceptycznie nastawiony do całego tego przedsięwzięcia i od samego początku nie był, nie jest i nie będzie to dla mnie WKS Śląsk Wrocław, jednak mam głęboką nadzieję, że sprawa z ingerencją w herb oświeci osoby niezdecydowane co do wyboru ‘Śląskowości’ którejś z dróg.

Jednak najbardziej interesujący jest dla mnie fakt cenzury pod owym artykułem. Autor lub ktoś z redakcji usuwa komentarze sprzeczne z ideą Przemysława Koelnera, jest co najmniej zastanawiające… Wczoraj zdążyłem przeczytać 2 komentarze negujące ‘reaktywację’ i przypominające o II-ligowej drużynie Wojskowych. Dziś sprawdzam czy coś ciekawego się pojawiło w komentarzach, a tam… brak komentarzy! Mam nadzieję, że red.Kucharski zrozumie, że usuwanie opinii czytelników (pisanych składnie, bez wulgaryzmów), tylko dlatego, że nie zgadzają się z wizją redaktora, jest dość infantylne… Jedno jest pewne – w dzisiejszej Polsce kibice są na cenzurowanym.

Na zakończenie zachęcam do obejrzenia świetnego skrótu z derbowego spotkania pomiędzy Śląskiem Wrocław, a WKK Wrocław. Obyśmy doczekali się takich derbów na najwyższym szczeblu rozgrywek.

 

Śląsk Wrocław dla opornych

Nie brakuje dziś licznych i gwałtownych dyskusji o “śląskość” ewentualnego tworu P. Koelnera, który miałby wystartować w przyszłym sezonie w PLK. Sam fakt istnienia tych dyskusji nie dziwi – wprowadzanie sztucznych rozwiązań do sportu zawsze będzie budzić masę wątpliwości.

Dziwi natomiast co innego. Wątpienie w ciągłość historii, którą tworzą od trzech sezonów drugoligowi koszykarze. Często pada pytanie – co ma niby wspólnego “tamten” Śląsk (Schetynowy i Grabarzowy), z juniorami w drugiej lidze? Przecież to inni zawodnicy, trenerzy, nawet zarząd…

Najzabawniejsze w tej historii, że “tamten” Śląsk… musiał walczyć w dyskusjach o prawo do kontynuacji historii. Dzięki wicepremierowi, który zmienił herb, a z nazwy klubu zrobił baner reklamowy, od takiej zabawy odcięli się najradykalniejsi. I słusznie. Historia pokazała, że mieli rację.

Zapomina się przede wszystkim, że “tamten” Śląsk, sportowa spółka akcyjna, był tworem działającym jako “nakładka” na Wojskowy Klub Sportowy. To nie był jakiś tam sobie klub, który pożyczył od Śląska prawa do herbu i nazwy. To też nie była grupka ludzi, która stwierdziła “zróbmy sobie klub, ale żeby było łatwiej pożyczmy nazwę”. To była ciągłość i symbioza amatorskiego stowarzyszenia i profesjonalnej spółki. Taka, jaką dziś widzimy na przykładzie Oporowskiej.

Dlatego z chwilą kiedy Grabarz schował głowę w piasek Śląsk nie umarł. Umarła sportowa spółka akcyjna, profesjonalna (czytaj komercyjna) “nakładka” na Wojskowy Klub Sportowy. Klub jednak pozostał i – jak widać na przestrzeni ostatnich wydarzeń – ma się dobrze.

Z tego też powodu Mistrzostwa zdobyte przez sportową spółkę akcyjną nie zrobiły 3 lata temu tajemniczego “przejścia” do klubu wojskowego. Każde z Mistrzostw (i innych sukcesów oraz porażek) od razu szło na jego konto.

Reaktywować klub można by w przypadku upadku stowarzyszenia. Gdyby nie został żaden działający twór reprezentujący WKS Śląsk Wrocław. Wówczas nawet i my mielibyśmy ból głowy kto i na jakiej zasadzie miałby prawo do kontynuacji tradycji.

Dzisiaj takiego bólu nie mamy. Dla nas możliwe są tylko dwa rozwiązania: Śląsk istnieje dalej na tych samych zasadach co w tym sezonie, albo powstanie SSA “nakładające” swoją działalność na koszykarską sekcję WKS-u.