Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Siden Toruń'

Uffff

literkiTak jak się spodziewaliśmy, przeprawa z SIDEn Toruń do łatwych należeć nie będzie. Play-Off to zupełnie inne granie, co potwierdzają w Kutnie, czy Katowicach. Kiedy Piotr Śmigielski wyprowadził swój zespół na 8-punktowe prowadzenie na początku drugiej kwarty, to co więksi pesymiści zaczęli wspominać podobny mecz z przed roku z Pogonią Prudnik.

Finał wczorajszego – zdaniem wielu – najlepszego meczu sezonu, rozegrał się w ostatnich minutach ostatniej kwarty. Było na tyle emocjonująco, że cała hala obejrzała ponad pół kwarty na stojąco dopingując razem z nami. Można?

Nie wiem czy to efekt odświeżonych “literek”, samego meczu, położenia gwiazd, czy legendarnej już duchoty i temperatury w Kosynierce, ale ostatnie pięć minut to chyba był też najlepszy doping w hali przy ul. Mieszczańskiej. Przynajmniej w tym sezonie.

Jak jest gorąco, to ma być goręcej, jeżeli jest dużo, to ma być więcej!

Dzisiaj prawdopodobnie pożegnamy się z Kosynierką… na długo. Tylko od nas zależy w jakim stylu będzie to pożegnanie i czy będziemy je wspominać latami.

WKS Śląsk WrocławPolski Cukier SIDEn Toruń, mecz numer dwa o finał Mistrzostw Polski Pierwszej Ligi – start dziś w Kosynierce o godzinie 19:00.

Nadchodzi czas pożegnań

polfinalLublin zdobyty. Skromnie, bo w 10 osób, z błaznami, klaunami do wynajęcia i kiepską nawigacją… ale to już za nami. Czas na podniesienie poprzeczki w półfinale o Mistrzostwo Pierwszej Ligi Mężczyzn.

Ojciec Dyrektor

Nasz najbliższy rywal, SIDEn Toruń, należy do czołówki ligi. Gdyby nie EuGeniusz na ławce, to prawdopodobnie spotkalibyśmy się dopiero w finale. Błąd udało się naprawić na tyle szybko, że zespół jest dziś wystarczająco groźny, by ze Śląskiem o ten finał powalczyć. Nieco ponad miesiąc temu torunianie postawili nam wysoko poprzeczkę, teraz może być jeszcze trudniej. Dlatego nie ma co kalkulować, tylko wszyscy do Kosynierki zdzierać gardła za Wojskowych.

Ta ostatnia niedziela…

Przebój Mieczysława Fogga jak ulał może pasować do niedzielnego meczu numer dwa. Zakładając wariant optymistyczny, że mecz numer pięć nie będzie potrzebny, to 21. kwietnia rozstaniemy się z Kosynierką, w której przyszło nam spędzić ostatnie pięć lat wspierając pierwszą drużynę WKS-u. Finały mamy grać już w Orbicie.

Wszyscy co chcą wesprzeć Śląsk i godnie pożegnać świątynię, zapraszamy oczywiście do naszego sektora – po bilety można się zgłaszać pod adresem kontakt@kosynierzy.info

Kij z rywalem

sidenAr­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez ba­rana – cytat z Napoleona jak ulał pasuje do naszego najbliższego rywala. Toruński SIDEn zajmuje obecnie zaledwie piątą lokatę; zaledwie, bo przed sezonem ekipa ze Szpyrką, Żytko, czy Baryczem w składzie wydawała się głównym rywalem do awansu. No, ale skoro do zwycięstw miał prowadzić EuGeniusz…

Kijewski trenerem w Toruniu już jednak nie jest, a jego byli podopieczni złapali wiatr w żagle. W niedzielę w Kosynierce będzie można zobaczyć bardzo zmotywowanego rywala.

Wygrać… ale po co?

W środę w Poznaniu paru pierwszoplanowych zawodników miało wolne. Lukę po nich starali się wypełnić rezerwowi, a w rolę rezerwowych wcielili się młodzi: Sanny, Skorek, Nizioł oraz Kliniewski.

Mecz został przegrany, w słabym stylu, żeby nie powiedzieć żenującym. Czy to powód do zmartwień? Biorąc pod uwagę, że pierwszoplanowe mieli spełniać grający na co dzień rolę zadaniowców, to nie. Bez takich spotkań ci zawodnicy będą tracić na wartości – wychodzenie na 2-3 akcje w meczu zabija pewność siebie, a nawet świadomość własnych braków. Dobrze by było przywrócić chłopaków “do pełnej sprawności” przed play-offami.

Osobny akapit należy się najmłodszym. Dobrze, że mogli posmakować atmosferę pierwszej drużyny, a dwóch z nich nawet liznęło parkiet. Ważniejsze jednak, żeby to nie był jednorazowy wyskok. Żeby za kilka lat nie obudzić się – jak to bywa w polskim zwyczaju – że mamy dorosłych, wiecznie młodych, zawodników bez ogrania, z którymi nie wiadomo co zrobić. I trzeba ściągać Hughesów, Colsonów, albo innych Earlów.

Do hali!

W niedzielę o 19, w Kosynierce, WKS Śląsk Wrocław vs Polski Cukier SIDEn Toruń. Standardowo pod adresem kontakt@kosynierzy.info można zgłaszać się po bilety na nasz skromny sektor.

Krosno, 30.12.12

548019_454489601266147_1807454658_nNiestety, ale nie udało się zaliczyć dwudniowego wyjazdu do Krosna. Problemy logistyczne, praca, czy zaplanowane urlopy pokrzyżowały zapędy i trzeba się było zadowolić meczem o 3 msc. w Pucharze PZKosz. Ci, co widzą szklankę do połowy pełną, twierdzili, że Śląsk przegrał “bo nas nie było”. Ci od połowy pustej zacierali ręce, że dzięki wyjazdowemu zeru udało się nie przerwać wyjazdowej passy Kosynierów (ostatni przegrany – mecz nr 3 w finałach w Ostrowie). Ostatecznie do Krosna wyruszyliśmy skromną, pięcioosobową paczką – wariatów, debili, fanatyków (niepotrzebne skreślić) startując o nieludzkiej porze 7:30 z Wrocławia.

Jazda

Konieczność zerwania się z łóżek w środku nocy miało jednak swoje plusy – drogi puste, więc spokojnie można się było rozbujać po autostradzie i końcowym odcinku specjalnym tak, że tych 440 km z hakiem w ogóle nie poczuliśmy. Co prawda wynik 14:46.23 na wspomnianym odcinku chluby kierowcy nie przynosi, ale na swoje usprawiedliwienie ma odnotowaną wcześniej usterkę reperowaną na McGyvera. Ostatecznie i tak zameldowaliśmy się pod halą na półtorej godziny przed meczem, jak na nas wynik imponujący. Co prawda nie udało się załapać na śniadanie zawodników, ale z nienadającej się do przytoczenia oceny wynikało, że niewiele straciliśmy.

Zupełnie inaczej było na osławionym odcinku. V., który “odkrył” go przed świętami jadąc na mecz z F., mógł razem z nami nacieszyć oczy pięknymi widokami na góry, zabytkowe kościoły i wąską, krętą trasę, której nieco ponad tydzień temu zupełnie nie było widać jadąc już po zmroku. A było co podziwiać.

Pod halą witamy się najpierw z Glapą, który bardzo się ucieszył na nasz widok i żałował, że Wojskowym nie udał się mecz dzień wcześniej. Później przyszła pora na coraz to bardziej zaskoczone miny naszych zawodników, a największy ubaw miał Radek, że nawet tak daleko od domu trafił na sąsiada.

Mecz

Na hali niemal zupełne pustki. Gdyby nie nasz – fanatyczny – doping i mikrofon spikera, to słychać by było jedynie pisk butów, odbijającą się piłkę i pokrzykiwania zawodników. Przed meczem spotykamy się z ciepłym przyjęciem od różnych miejscowych osób. Jedynie – standardowo już – ochroniarz kazał po pierwszym gwizdku usiąść. Nauczeni doświadczeniem cofnęliśmy się za pierwszy rząd krzesełek i już było wszystko w myśl przepisów. Zrozum człowieka.

Nasi zawodnicy wyraźnie chcieli podreperować swoje humory i nie odpaść z Pucharu Polski. Nie zabrakło krwawiących łokci i nieprawdopodobnych trójek Kikowskiego. Swoje dołożył również V., który wykrzyczał u sędziego trzy punkty, a schodzących do szatni koszykarzy gorąco mobilizował do większego wysiłku. Z tego wszystkiego ochrona interweniowała po raz drugi – prosząc o nieużywanie słów ogólnie uznanych za niecenzuralne. Zrozum człowieka po raz drugi – bo żadne z takich słów nie padły.

W przerwie część osób udała się za potrzebą – co potem miało okazać się zgubne, a część polansować przed kamerą. Parcie na szkło kosztowało telefonami pełnych pretensji o brak pozdrowień. Obiecujemy poprawę.

Po przerwie przewaga rosła z minuty na minutę. Rozluźnionych i zadowolonych zaskoczyła para mundurowych w towarzystwie ochroniarza, którzy wyrośli nagle przed nami, by ostatecznie wyprowadzić trzy piąte naszego składu. Powód? Ktoś podpalił kosze na śmieci w toalecie. A że w lidze chuliganów musimy stać niezwykle wysoko, to oczywistym było, że to my. Po paru minutach na sektor powróciła przedstawicielka płci pięknej – tyle władza potrzebowała, żeby zorientować się, że zajście miało miejsce w męskim kiblu. Panowie powrócili już po ostatnim gwizdku. Z zakazem halowym do końca roku i nową ksywką – Piroman – dla głównego podejrzanego. A, że takie samo zajście miało miejsce dzień wcześniej, kiedy nas nie było… Żeby było zabawniej, to wyprowadzeni okazali się niepalący i bez zapalniczek, czy zapałek przy sobie.

I się potem ludzie dziwią, że naród nie kocha służb mundurowych.

Spec od ubezpieczeń próbował jeszcze wnieść skargę u miejscowych leśnych dziadków, te jednak nie bez powodu tak się nazywają. Interwencja zakończyła się krótkim “proszę wyprowadzić tego pana”. No bo koszykówka jest przecież dla kibiców.

Noworoczny szampan

Po meczu były życzenia i symboliczny radziecki szampan z górnej półki z zawodnikami i trenerami. Szampan smakował, doping się podobał, a na koniec spóźnialski Radek odkrył przed nami uroki tutejszych promocji, by po kilkunastu minutach zorientować się, że znowu się rozgadał. Ma jednak obiecane lekcje specjalnych technik rowerowych – skoro likwidują tramwaj, Radek na mecze planuje dojeżdżać rowerem. Nie wiemy tylko jeszcze, czy w klubowym dresie, czy będzie się wstydził.

Powrót

W dobrych humorach, choć trochę na śpiąco. We Wrocławiu meldujemy się już ok 22 (kolejny plus grania o wcześniejszej godzinie). Tak to można jeździć!

Jako, że był to już ostatni – 16 w naszym wykonaniu – wyjazd w tym roku kalendarzowym, a przed nami Sylwestrowa noc: Zielone życzenia dla wszystkich kibiców Śląska i naszych stałych czytelników od całego grona Kosynierskiego. Oby rok 2013 był równie udany – jeśli nie lepszy! – jak ten mijający.

Toruń, 8 grudnia 2012

Po świątecznym meczu mikołajkowym, który odbył się w minioną środę, przyszedł czas na kolejny wypad w Polskę, tym razem do Torunia.

Podróż mimo niezbyt sprzyjających warunków przebiegła dość bezproblemowo, choć doszliśmy do jednego wniosku, że nie ważne jak wcześnie wyjedziemy z Wrocławia, to i tak na mecz dojedziemy na sam styk… Jednak czas spożytkowaliśmy odpowiednio – jedna ekipa bolidowa odnalazła hit na przyśpiewkę, a druga przerobiła pewien kawałek, aby wjechać na ambicje nieobecnemu na własne życzenie Y. :]  Na przeznaczony dla nas fragment sektora zameldowaliśmy się w 15 osób przy wyniku 5:5. Pierwsze spostrzeżenie – jak na halę ‘szkolną’ jest to naprawdę spora hala z całkiem fajna akustyką. Po drugiej stronie trybuny młynek ekipy gospodarzy. Dosyć ciężko było się dokładnie przyjrzeć, ale ~20 osób z dwiema flagami i bębnem, z dopingiem dość słabym, jednak prowadzonym przez cały mecz. My rozpoczynamy dosyć słabo, jednak z każda minutą rozgrzewamy gardła i ostatecznie lecimy z jak na tak małą liczbę osób dobrym dopingiem. Jednak porządne rozgrzanie nastąpiło później. W przerwie meczu możemy wychodzić tylko przez jedno, boczne wyjście i niby nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie proporcje ochroniarzy i policji na osobę. Spokojnie było do czasu gdy nazbyt ambitny ochroniarz wmieszał się w przyjacielską rozmowę dwóch osób z naszej ekipy. Dziwne, że stał się taki ambitny, w momencie gdy w korytarzu zostało tylko tych dwóch kibiców i pół plutonu policji z ochroniarzami… No to się zaczęły groźby dołkiem, zakazami itp. W odpowiedniej chwili przybył S. wraz z R. i w czwórkę przedzierając się pomiędzy czarnymi kamizelkami pojawili się na sektorze z początkiem III kwarty. To był jednak dopiero początek emocji.

Koszykarze grali słabo, nawet bardzo. Toruń gonił, a wraz z lepszym wynikiem gospodarzy budziła się publika. Tak się kibice obudzili, że już nawet kulturalne deprymowanie gospodarzy podczas wykonywania rzutów osobistych zdenerwowało przede wszystkim jednego osobnika w pierwszym rzędzie, któremu zdenerwowanie udzieliło się również po meczu. Tuż obok skromna grupka Apatora Toruń rozpoczęła napinkę. My odpowiadamy, po czym na sektor wbija ochrona (swoją drogą w przerwie miłe pogawędki prowadzili z chłopaczkami z Apatora…). Wymiana zdań z Apatorem oraz z ochroniarzami, jednak i tak ostatecznie na rozmowę dyscyplinarną, a w zasadzie monolog pana z psiarni został wysłany jeden z naszych kolegów. Po chwili wysłany w celu ogarnięcie sytuacji K. wrócił wraz z “prowokatorem, chuliganem, który nigdy tu nie przyjedzie i dostanie zakaz halowy na całą Polskę” :] W tym też czasie nastąpiła niespodzianka, gdyż dwóch wariatów dojechało na ostatnie 2 minuty meczu, przejeżdżając trasę w zawrotnym tempie, co zostało udokumentowane mandacikiem drogówki, która i tak okazała się dość wyrozumiała ;) Od tej chwili w 17 osób bawimy się na sektorze przy jednym z naszych tegorocznych hitów, czyli ‘Literce’.

Końcowa syrena i nagle… pół hali opustoszało. Jakoś tak bardzo szybko zostaliśmy prawie sami na hali co w niczym nam nie przeszkadzało, jednak mnie osobiście bardzo zdziwiło. Tradycyjna ‘Szkocja’ z zawodnikami (jeszcze parę wskazówek dla graczy i będzie już idealnie), ‘Kto wygrał mecz?’ i wzajemne podziękowania. Po dłuższej chwili policja wraz z ochroną pozwalają nam wyjść z hali. Przed halą trener Jankowski nieco się zagubił i nie mógł znaleźć autokaru, dlatego też zaproponowaliśmy powrót z nami, jednak zdecydował się zwiedzić najbliższą okolicę hali w poszukiwaniu wspomnianego busa. Podróż powrotna zajęła nam znacznie mniej czasu, mimo zabawy autami na naszej tradycyjnej miejscówce postojowej.

Prudnik!

Toruń za nami, a przed nami Prudnik. Arcyważny mecz, który odbędzie się (niestety…) w środę 12 grudnia, o godzinie 18:30 w hali Obuwnik. Jeśli wygramy, awansujemy do Final Four Pucharu PZkosz, gdzie pierwsze trzy drużyny uzyskają awans do fazy Pucharu Polski w którym zmierzyć się będzie można z drużynami ekstraklasowymi. Z taką grą, jak wczoraj wygrana nie przyjdzie łatwo, dlatego potrzebna będzie koncentracja zawodników i wsparcie kibiców, dlatego wszystkie osoby zainteresowane wyjazdem prosimy o maila na adres kontakt[małpa]kosynierzy.info

Trójkolorowi z orłem w herbie!
Trójkolorowi kochamy Cię!
Śląsku kochany, jesteśmy tu!
Śląsku kochany dziś wygraj znów!