Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Stal Ostrów Wlkp'

Nowa historia starych wrogów

Lenistwo i inne obowiązki nie pozwoliły do tej pory napisać paru słów o sobotnim meczu, ale już nadrabiamy zaległości. Z drugiej strony to chyba nawet lepiej, od razu można odnieść się do paru rzeczy, komentarzy i opinii. Nieprzyzwyczajonych do naszego stylu możemy jedynie uprzedzić o luźnej formie pisania, a że ostatnimi czasy prawdziwy wysyp nowych czytelników, szczególnie z Kujaw…

Przygotowania do Święta

1376433_569326926449080_903882579_nPrzygotowania do meczu rozpoczęły się od stwierdzenia K. “wiadomo kogo wylosujemy w pierwszej kolejce”. Jedni malowali to, co sobie założyli, inni starali się poprawić frekwencję ganiając po Wrocławiu. W tym roku nie było jeżdżenia na sparingi z dopingiem, jednakże na tydzień przed inauguracją ligi zaliczyliśmy wtopę, która nie napawała optymizmem. Jak zwykle ludzie dopisywali się na ostatnią chwilę, a co bardziej znudzeni na bieżąco kontrolowali liczbę sprzedanych wejściówek, by w końcu stwierdzić z radością, że uświadczymy komplet na hali i rekordowy nadkomplet na sektorze. Miło, fajnie, radośnie – zasadniczo nie wiem jakie określenie byłoby najtrafniejsze w odniesieniu do odbioru atmosfery jaka się powolutku wytwarzała. Budowane napięcie tylko dlatego nie wzniosło się na wyżyny, że był to dopiero pierwszy mecz sezonu – chociaż przyznać trzeba, że parę starych wyg z emocji nie mogło spać po nocach.

Przed samym spotkaniem nie wyrobiła drukarka i oczekiwanie na bilety nieco się wydłużyło. Chyba z tego powodu, a także opieszałości ochroniarzy, czy przychodzenia na pięć minut przed meczem (chociaż to też efekt “ułatwionego” parkowania) kolejka do wejścia sięgnęła za bramy Hali Orbita. Już pod halą można było zaobserwować tłumy, które szczelnie wypełniły trybuny, w tym wiele twarzy, ekhm zapomnianych. Witamy ponownie. Niektórzy spóźnieni wchodzili do końca pierwszej kwarty (o przepraszam, do połowy drugiej, ale o tych spóźnialskich później)  i niestety przyznać trzeba, że wiele nie stracili… Spora kolejeczka obeszła się smakiem wyczekując pod kasami z nadzieją, że nagle ktoś zrobi jakiś zwrot. I pomyśleć, że niespełna tydzień wcześniej obawialiśmy się frekwencji…

Biali kontra niebiescy

Myśmy odzwyczaili się od najwyższego poziomu rozgrywkowego w Polsce dość poważnie. Raczej nieprędko się na nowo przyzwyczaimy, a inną sprawą jest to, że “helou” PLK sięga dna. Jeśli Anwil był kiedyś czołową drużyną, to obecnie w porównaniu z latami ubiegłymi (za naszej bytności w PLK) jest cienki jak struna gitarowa (o nas nie piszę bo to osobna piosnka, zresztą skład mamy w większości pierwszoligowy, łącznie ze “wzmocnieniami”). W słabym meczu kilka punktów więcej rzucił Anwil i do końca meczu utrzymał przewagę zdobytą na początku. I tyle słów o meczu na parkiecie starczy.

Oprawa

mieszczanska11Ten akapit należałoby rozpocząć od hołdu w kierunku Mirasa ze Stalowej Woli. Po czym poznać fachmana? Że potrafi stworzyć dzieło lepsze niż na projekcie pełnego drobnych detali. Niestety, nie udało nam się znaleźć żadnej foty z meczu, na której widać by było nową płotówkę w pełnej krasie, więc musimy się zadowolić kadrem z materiału filmowego.

Osobny hołd należy się wszystkim, którzy przyłożyli pędzel do malowania oprawy z herbem w koronie, lwami i hasłem Nie każde złoto jasno błyszczy, nie każdy błądzi kto wędruje, Nie każdą siłę starość zniszczy, korzeni w głębi lód nie skuje. Niestety, do pełni efektu zabrakło komunikacji i osoby okupujące sektory przylegające do środkowej części oprawy nie podniosły folii, które w sumie miały utworzyć zielono-biało-czerwoną flagę… Wina – czy to nasze niedopilnowanie, czy lenistwo kibiców – nie ma teraz znaczenia. Szkoda ogólnego efektu, który mógł być znacznie lepszy i pracy osób zaangażowanych przy oprawie.

1385079_569328199782286_1560033885_nNie zabrakło za to podziękowania dla autorów dzieła zwanego Awansem, dzięki którym mogliśmy w sobotę zainaugurować sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Podobnie jak rok temu po awansie z drugiej ligi, tak i tym razem zawodnicy mogli ujrzeć swoje nazwiska na trybunach. Miło dla oka prezentowały się również mistrzowskie proporce. Podobne (choć już nie tylko mistrzowski) dwa, czy trzy wiszą we Włocławku.

Skoro o Włocławku mowa, należałoby wspomnieć o oprawie zaprezentowanej przez gości. Nowatorskie rozwinięcie najważniejszego skrótu na kujawskiej i wielkopolskiej ziemi oraz malowana oprawa “Goście Na Poziomie”, która z racji nachylenia trybuny średnio była czytelna.

Kontrowersyjne trybuny

Od czego by tu zacząć… Może od spóźnienia gości (jak to podsumował F. – widać, że chłopaki rzadko nas odwiedzają), którzy na hali zameldowali się dopiero w połowie drugiej kwarty. Zanim przyjechali doping na hali przypominał rozgrzewkę, wyczekiwanie. Nie licząc pozdrowienia dla nieobecnych, co po namyśle zbyt bystre nie było, to mecz przypominał zwykły ligowy pojedynek.

Przyjazd gości podniósł temperaturę co najmniej o kilka stopni. Najpierw pod halą, gdzie szarżujący na barierki przypominali wściekłe psy. Z tą różnicą, że psy nie potrafią miotać przedmiotami. Znalazło się nawet miejsce na elementy kabaretu, kiedy przyjezdny rywal odśpiewał “przyjechali, nie wyjadą”. Interwencja panów w białych kaskach wzniosła spłoszone okrzyki i dała początek spokojnemu wejściu na halę. Tak spokojnemu, że Anwil zapomniał… o zakupie biletów.

Doping bardzo szybko przekształcił się w wymianę uprzejmości, która trwała do końca pierwszej połowy. Włocławianie szczególnie nerwowo reagowali na uszczypliwości względem nowego przyjaciela, znanego kolekcjonera dzikich kart. Niestety, skromny transparent w barwach jednych i drugich niespodziewanie bardziej zabolał niejakiego… Roberta Biedronia. Cóż, paradoksów i okazów głupoty doświadczyliśmy znacznie więcej. W przerwie otrzymaliśmy komunikat, że… mamy ściągnąć flagi, na wniosek komisarza zawodów, inaczej zakończy mecz. Zanim ktokolwiek zdołał wyjaśnić co w tych flagach złego, okazało się, że nie są problemem – komisarzowi nie odpowiada jedynie dobór utworów do spotkania. W związku z tym, większość drugiej połowy przebiegła względnie spokojnie.

Sam doping określiliśmy jako niezły. To był chyba rekord ilościowy w naszej historii, a mamy raczej złe doświadczenia z nagłym wzrostem populacji. Tym razem było przyzwoicie, choć z pewnością stać nas na więcej. Zupełną pomyłką jest jednak totalne mieszanie nas z błotem, które przetoczyło się przez kable neostrady. Pomijając wielkie zdziwienie na temat tego jak wygląda nasz doping, to trzeba być niezłym optymistą, by liczyć, że po pięciu latach przerwy złapiemy z miejsca wspólny język z pięciokrotnie większą halą niż Kosynierka. Osobiście byłem zadowolony, że chociaż raz udało się wspólnie odśpiewać “hej Śląsk” tak, by poczuć zapomniane dreszcze. A jak ktoś myśli, że prowadzenie wspaniałego dopingu to bułka z masłem, to zapraszamy “na murek”. Może gdzieś tam czai się nieodkryty talent?

Tak jak u nas super szału nie było (poza tym, że doping przez cały mecz, do ostatniej minuty, bez patrzenia na kiepski wynik), podobnie Anwil nas na kolana nie rzucił. Co więksi pesymiści bali się, że goście nas zjedzą, a było po prostu solidnie, ale bez ochów i achów. Może to lata praktyki wyrobiły w nas malkontentów, których ciężko zadowolić?

Dogłębna przyjaźń

1379636_569327729782333_1395120382_nAnwil nie przyjechał sam. Oprócz pięciu osób z Noteci Inowrocław (zgoda pomiędzy tymi klubami została dość niedawno zerwana) pojawiła się grupa piętnastu osób reprezentująca wspomnianą już dziką Stal Ostrów Wlkp. Mniej zorientowani czują się tym faktem lekko zdezorientowani, więc kilka słów wyjaśnienia. Od dłuższego czasu dochodziły nas słuchy o kontaktach pomiędzy H1 i USO: a to wizyta H1 w Ostrowie na meczu Stalówki ze Śląskiem, a to jakiś turniej. Miłe komentarze i ogólne lizanie się po tyłkach. “Kumate” towarzystwo nawet samo potwierdziło, że przyjedzie do Wrocławia. Demaskujący wpis widniał może ze dwie minuty zanim został usunięty, więc domysły odnośnie przyjazdu Pyr do Wrocławia zamieniły się w pewność.

Faktem też stała się metamorfoza owej delegacji. Z wystraszonych samych siebie chłopaczków, stojących za grillem nieopodal jednego z wejść na halę, zmienili się we wściekle ujadające ratlerki z pianą na pyskach, gdy ujrzeli transparent przedstawiający trochę inną czynność niż wspomniane wcześniej lizanie dupy.

Oficjalnie ekipy zaprzeczają o zawarciu zgody między Anwilem i Stalą Ostrów Wielkopolski. W takim razie póki co można używać stwierdzenia “dogłębna przyjaźń”.

Napinkowa przerwa

Naczytaliśmy się w relacji H1 o tym jak bardzo zostali opluci w przerwie meczu. Naczytaliśmy się o tym, że wielcy z nich tancerze, a my nie chcieliśmy robić za partnerów. Szkoda, że nie naczytaliśmy się o kamieniach lecących w naszą stronę. Szkoda, że H1, które w przerwie niemal w całości opuściło halę, zamiast śpiewać “chodźcie śmiało, jest nas mało”, nie skorzystało z okazji, by przybić parę piątek tym kilku osobom, które wyszły poczuć się jak na Wróblewskiego. No, ale jak widać, tak naprawdę raczej żadnej z ekip nie zależało na bliższym spotkaniu, w innym wypadku sprawa potoczyłaby się inaczej.

Pozytywnie na koniec

Kolejne mecze powinny przebiegać w znacznie spokojniejszej atmosferze. Nawet jeśli jacyś goście się stawią, to nie spodziewamy się, by wymiana uprzejmości była konieczna. To dobry znak dla co wrażliwszych (natomiast zawiedzeni mogą poczuć się poszukiwacze wrażeń), a także – co ważniejsze – dla niezadowolonych z dopingu. Bo nawet jeśli uznamy, że było nieźle, to mamy świadomość że wciąż sporo do poprawy przed nami, a teraz łatwiej będzie nad tym popracować.

Musimy spełnić tylko jeden warunek – zaliczać równie dobrą frekwencję jak z Anwilem. Dlatego już dziś namawiajcie znajomych, by zarezerwowali sobie niedzielny wieczór 27. października.

Jest afera

Screenshot from 2013-10-16 14:40:52Relacja z inauguracji powstaje w bólach, ale jeszcze dziś powinna ujrzeć światło dzienne. W tak zwanym międzyczasie pora chyba wyjaśnić największą aferę pomeczową, której rozmiary – delikatnie mówiąc – są zaskakujące.

W trakcie spotkania z naszego sektora wyskoczył znany znak “zakaz pedałowania” z ludzikami w barwach Stali Ostrów i Anwilu Włocławek. Był to prezent dla wspierających się ekip, które najwyraźniej na tym meczu przypieczętowały zgodę między sobą, a od których to ekip zawsze możemy liczyć na koncert hitu co to cała Polska robi ze Śląskiem. Niezorientowanym podpowiadamy, że słowo zaczyna się na literę J i wygląda jak czynność zawarta na skromnym transparencie.

Dlaczego zrobiła się z tego wielka afera z homofobią w tle? Nie mamy pojęcia. Może to brak szarych komórek, może nieznajomość barw klubowych, może przewrażliwienie. Ale oczami wyobraźni już widzę, jak ukryte dno hasła Chcecie Posłuchać Jak Śpiewamy zostaje odebrane jako propagowanie równouprawnienia i ktoś zaskarża ligę za karanie hasła finansowo. Coraz bliżej nam takiego absurdu.

Ostrów, 19.01.2013

50fc027a4492c_g1Po tym jak USO ogłosiło zawieszenie pseudobojkotu wiedzieliśmy, że najbliższy nasz mecz nie będzie tak grzeczny, jak minione w ostatnich latach. Ostatecznie do stolicy wielkopolskiej koszykówki wybraliśmy się w wesołych nastrojach w liczbie 65 osób pełnym autokarem i garścią samodzielnych podróżników.

Minuta ciszy

Skorzystaliśmy z okazji zorganizowanej wycieczki, by wyjeżdżając z Wrocławia zatrzymać się przy cmentarzu i uczcić chwilą zadumy rocznicę śmierci Tomzika. Reszta trasy przebiegła ekspresowo, a największym wydarzeniem okazał się brak kogutów na powitanie. Na Kusocińskiego zajechaliśmy równo godzinę przed meczem, specjalnie jeszcze opóźniając przyjazd. Niektórzy z tego powodu narzekali, że zbyt wcześnie wyjechaliśmy.

Bez spóźnień się jednak nie obyło. Jedno z aut dotarło na drugą kwartę, a jednemu koledze przedmeczowe wyjście na fajkę niespodziewanie przedłużyło się aż do drugiej połowy – przejście okazało się działać tylko w jedną stronę. Do Ł. solidarnie dołączył H. i obu ominęły oprawy gospodarzy oraz gości.

Mecz

66djld.pnŚląsk w pierwszej połowie spokojnie zbudował drobną przewagę, która pod koniec drugiej kwarty zaczęła nieco topnieć. Trener Jankowski udowodnił natomiast, że w jego zespole nie ma świętych krów. Zjeba dla Diduszki oraz Kikowskiego doprowadziła twarz Jankesa do wrzenia, a błąd tego drugiego w kolejnej akcji do ostentacyjnego posadzenia na ławę. W drugiej połowie Wojskowi złapali już właściwy rytm i systematycznie powiększali przewagę pozbawiając miejscowych wszelkich złudzeń.

Podczas prezentacji Stal wyciągnęła sporą oprawę. Malowidło bardzo ładne, choć hasło o kartach nieco nas rozbawiło. Wszak miejscowi to prawdziwe asy. Pierwsza kwarta upłynęła na standardowym dopingu, natomiast druga…

Na dzikusie wychowani

Na sam widok oprawy dedykowanej ostrowskiej Stali, gospodarzom głowy się zagotowały błyskawicznie. Spora część drugiej ćwiartki przebiegała zresztą pod dyktando dopingu dla rywala. Stety, niestety, Stal ponownie odpowiedziała dopiero pod koniec meczu, po początkowym zagotowaniu skupiając się wyłącznie na dopingu dla swoich. Nie wiem, czy to efekt świadomości winy, czy wytycznych, spodziewanej wzajemnej wymiany uprzejmości nie było.

Skoro już o dopingu mowa, to było głośno z obu stron. Jedynie poza młynami cisza jak na pikniku, więc na jednej trybunie panował doping ostrowski, a po drugiej wrocławski. Hitem dnia był reaktywowany kawałek z czasów, kiedy piłkarski Śląsk… spadał z ekstraklasy. Przyśpiewka, skrócona o pierwszą zwrotkę, idealnie pasuje do naszych obecnych nastrojów i sytuacji:

za rok! a może dwa!

Śląsk Mistrza Polski ma!

za dwa! a może trzy!

Puchar Europy w rękach Twych!

Gorące śpiewy rozgrzały męską część sektora do tego stopnia, że trzeba było pościągać koszulki. Tutaj ciekawostka, bowiem jeden z ochroniarzy poczuł się najwyraźniej zgorszony i poprosił o nałożenie na siebie cerat. K. odmówił, tłumacząc, że jest chory i nie może się przegrzać, na co adwersarzowi zabrakło argumentów.

W trzeciej kwarcie poszła plotka o kończących się zapasach piwa. Spora część sektora wybiegła jak poparzona za kubkiem złocistego płynu; jedynie G. oraz H. ze stoickim spokojem przyglądali się sytuacji i dyskusji służb informacyjnych z policją o definicji bycia pijanym.

Muli do góry

Po meczu zawodnicy złapali masera, by kilka razy podrzucić go do góry – popularny Muli obchodzi dziś urodziny, zatem także od nas najlepsze życzenia! Do podskoków miał też ochotę Radek, niezwykle szczęśliwy i rozśpiewany.

Tuż pod Ostrowem zatrzymaliśmy się, za przykładem zawodników, na stacji na uzupełnienie zapasów. Wbrew obawom, stojący pierwszy w kolejce Bochen, choć znany z potężnego apetytu, nie wykupił wszystkich hot-dogów.

Ze stacji wyjechaliśmy dopiero na potulną prośbę eskorty. Z. stwierdził, że kryzys w kraju musiał dotknąć również służby mundurowe, skoro obstawa na meczu nieporównywalnie mniejsza niż w poprzednich sezonach, a na odchodnym jeszcze w niesłychanie grzeczny sposób prosi się nas o ruszenie w dalszą drogę.

Reszta trasy przebiegła na głośnych śpiewach, rozwodzie i żywych dyskusjach. We Wrocławiu zameldowaliśmy się po godzinie 23.

p.s.

Jak gdzieś znajdziemy zdjęcie z oprawy, to relacja zostanie o nie uzupełniona

Noworoczny rozkład jazdy

zdjecie-20009Za nami niezwykle intensywny rok, pełen wrażeń i wspomnień. Będzie co opisywać w podsumowaniu… tymczasem przed nami nie mniejsza dawka przeżyć. Sam styczeń zapowiada się niezwykle, mecze co trzy-cztery dni, i to takich, obok których nie będzie można przejść obojętnie. Poniżej ściągawka z tego, co nas czeka w najbliższych tygodniach.

05.01.2013 17:00, sobota

Już w sobotę inauguracja rundy rewanżowej w 1. lidze mężczyzn. Jedziemy do Stargardu Szczecińskiego, gdzie nas – delikatnie mówiąc – nie lubią. Dodatkowym smaczkiem tego dnia, będą Jego urodziny.

09.01.2013 19:00, środa

Dokładnie za tydzień wracamy do Kosynierki. Pierwszym rywalem w Nowym Roku we wrocławskiej hali będzie Astoria Bydgoszcz.

12.01.2013 18:00, sobota

513 km, czyli najdalszy wyjazd w sezonie – do Przemyśla. Logistycznie trudny do ogarnięcia… ale zrobimy co w naszej mocy :)

16.01.2013, środa

Nie wiemy jeszcze o której, ale niezależnie od godziny ten mecz powinien zapełnić trybuny do ostatniego miejsca w Hali Orbita. W ramach Pucharu Polski, do Wrocławia przyjedzie Anwil Włocławek. Kujawiacy przed świętami odwiedzili Zieloną Górę w liczbie 90 głów. Nie wiem czy uda im się wystawić podobną liczbę w środku tygodnia, jednak myślę, że pokażą się z mocnej strony.

19.01.2013 18:30, sobota

Jakby komuś brakowało wrażeń po meczu z Anwilem, to zapraszamy trzy dni później na ligowy klasyk w Ostrowie Wielkopolskim. Ostrowski młyn wrócił na swoje miejsce, więc smętna atmosfera z meczu z początku sezonu nie ma prawa mieć miejsca. Zapisy na ten wyjazd można uznać za otwarte.

W styczniu zagramy jeszcze ze Startem Lublin (26.01) oraz w środę w Siedlcach (30.01). Będzie się działo.

Dupy nie urwało

Zacznę w sumie od końca – od kibiców ostrowskiej Stali. I będzie bez tradycyjnej uszczypliwości. Wczorajszy mecz był zupełnie inny niż kilkanaście ostatnich naszych pojedynków – po raz pierwszy od… dawna bez zorganizowanych kibiców gości. Stalówka ma bowiem problem trochę podobny do naszego rok temu, czyli dziką kartę. Tym razem postanowili ją zbojkotować, a przynajmniej bojkotuje ją grupa USO, która dotychczas nakręcała ostrowski młyn. Walka z chorymi praktykami jest nam bliska, zatem po ostatnim gwizdku odśpiewaliśmy coś na pocieszenie dla pani prezes Drozd. Nie zabrakło też małego akcentu w kierunku (chyba nieobecnego wczoraj we Wrocławiu) ostrowskiego łamistrajka.

K jak Kosynierzy

Nasza skromna grupa usadowiła się w sektorze K, co czyni 4-ty z kolei sektor w tej hali – po H, O i B – który przyszło nam okupować. Po czterech latach w Kosynierce nowocześniejszy obiekt mocno stracił w oczach – fatalna akustyka, daleko do parkietu i brak tego niepowtarzalnego klimatu z Mieszczańskiej sprawił, że pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo niemrawa. Jedyny plus, to oczywiście “płot”, który w końcu pozwolił flagom nacieszyć się światłem. Wykorzystaliśmy też okazję, by “przymierzyć” literki do Orbity oraz odkurzyć giganta. W drugiej odsłonie gardła najwyraźniej się dostosowały do kubatury obiektu, bo było już znacznie lepiej, chociaż wciąż daleko od standardu, który by nas zadowolił.

Hali daleko było do kompletu. Co najmniej pół tysiąca biletów trafiło do Zgorzelca, więc nie ma się co dziwić pustym krzesełkom. Czy w normalnej sprzedaży udałoby się te bilety rozprowadzić? Nie dowiemy się, póki nie zorganizujemy spotkania w pojedynkę. Póki co, wiemy jedynie tyle, że niepełna Orbita zupełnie pozbawiona jest magii, której doświadczaliśmy pięć lat temu i wcześniej. Chociaż i nie brak było sygnałów o wzruszonych starych wygach, kiedy na ostatnią minutę cała hala wstała z miejsc.

Kolejki przed kasami były co najmniej do rozpoczęcia spotkania, więc na przyszłość warto zaopatrzyć się w wejściówkę wcześniej, by uniknąć niepotrzebnych nerwów.

Żurawski nie poszalał

Do wczoraj największe wrażenie w lidze w statystykach sprawiał Wojciech Żurawski. 36-letni center po serii trzech efektownych double-double został jednak kompletnie wyłączony z gry i zatrzymany na czterech skromnych punktach, do których dołożył raptem trzy zbiórki. Widać, że nasi podkoszowi, co do których było dotychczas najwięcej uwag, wzięli się ostro do roboty.

Mecz wygrany dość pewnie, nawet zaskakująco pewnie biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki Stalówki. Ulubiony trener ostrowian ma dziś pewnie spory ból głowy, ale to już nie nasz problem.

Wszyscy do Kosynierki

Najbliższe spotkanie Śląsk rozegra w środę, w stolicy, w ramach Pucharu PZKosz. W tym samym czasie, o 18:00 rezerwy podejmą Doral Nysa Kłodzko w Kosynierce. W barwach kłodzczan zagrają m.in. Marcin Kowalski oraz Piotr Magdziarz, więc dobrze nam znani zawodnicy, których miło będzie ponownie zobaczyć na wrocławskim parkiecie. Serdecznie wszystkich zapraszamy, by wesprzeć nasz młody zespół (celujący w tym roku w awans do II ligi).

Kolejne ligowe starcie wrocławianie rozegrają ze Startem w Lublinie. Początkowo spotkanie planowane było na sobotę, na co miłośnicy długich wojaży zacierali ręce, niestety termin przesunięto na piątek. Biorąc pod uwagę odległość z Wrocławia do Lublina – może być kłopot z dotarciem kogokolwiek. A szkoda.