Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Tomasz Bodziński'

Ciśnienie siadło

Długa przerwa od hucznych zabaw we Wrocławiu (przynajmniej tych związanych ze Śląskiem) sprawiła, że ciśnienie w narodzie opadło. Bilety w przedsprzedaży rozchodzą się słabo, frekwencja na meczach – choć przyzwoita – to na kolana nie powala.

Na szczęście, w minionym tygodniu Śląsk dostarczył nam nieco emocji. We wtorek pokonaliśmy po zaciętej końcówce, w ramach pucharu PZKosz, pierwszoligowca z Dąbrowy Górniczej. Wczoraj udało się rozgromić krakowian, a emocji dostarczały próby Artura Grygiela, by wsadzić piłkę do kosza oraz wyczekiwanie, kiedy w końcu wejdzie Tomek Bodziński. Aplauz radości pojawił się dopiero na 4 min przed końcowym gwizdkiem. Zapał do gry młodego środkowego udzielił się ospałym kolegom, którzy nagle zaczęli zdobywać punkty, jakby gonili wynik i z okolic +25 zrobiło się +40.

Kibice z Kosynierki wyszli więc zadowoleni, na kolejne spotkania powinni równie chętnie wrócić. W lidze czekają nas co prawda dwa spotkania wyjazdowe, ale niecierpliwi zobaczą wojskowych znacznie szybciej – 25. stycznia (środa) o godzinie 19:00 WKS Śląsk podejmie Rosę Radom w ramach IV rundy wcześniej wspomnianego Pucharu. Znając popularność celebrytowych programów, to na ten mecz powinny walić tłumy – będzie można obejrzeć na żywo bohatera nagich zdjęć z fajfusem na wierzchu. Fanki (a podobno i fani) już popiskują z radości.

Miłośnicy bardziej sportowych wrażeń też nie powinni narzekać – Rosa to kandydat do awansu, w składzie którego gra chociażby Hubert Radke, czy najlepszy strzelec za 3 na euroligowych parkietach – Paweł Wiekiera. Z ławki dyryguje znany trener dwojga imion, czyli na pewno będzie ciekawie.

Ostrów Wielkopolski, 07. stycznia 2012

Po meczu w Ostrowie krytyczne uwagi należą się wszystkim – od nas zaczynając, przez służby mundurowe, na trenerach kończąc. Co gorsza, sezon miał znacznie poprawić nam bilans wyjazdów zakończonych zwycięstwami, a tymczasem na trzy wyprawy, już po raz drugi wracamy na tarczy. Nie tak to miało wyglądać, oj nie tak… Wróćmy jednak do uwag.

D jak Doping

Doping był obiektywnie oceniając gorszy niż rok temu, jednak nie był też powodem do spuszczenia głowy. Swoje zrobiła długa przerwa i było zbyt cicho nawet jak na taką ilość osób. Ważne jednak, że chóralne śpiewy trwały przez cały mecz, bez przerw.

Ostrowiacy tradycyjnie drugi bieg włączyli wychodząc na prowadzenie na 3 min. przed końcem III kwarty. I wspominam o tym nie dlatego, że u nas byłoby inaczej, ale dlatego, że to byłby pierwszy zarzut wobec wrocławskiej publiki. Od tego momentu czuło się atmosferę jaka miała miejsce kilka lat temu na najwyższym poziomie rozgrywek koszykówki w naszym kraju.

Fajnie było zobaczyć parę dawno nie widzianych gęb, fajnie było odwiedzić po raz kolejny Kusocińskiego. Zacieramy ręce z nadzieją na starcie w (miejmy nadzieję!) finale rozgrywek.

 K jak Kalwasiński

Nasz trenejro zapowiadał przed sezonem, że przyjdą play offy, to nastanie czas weteranów. To informujemy pana Trenera, że do play offów jeszcze daleko. Łopatka pod koniec już niedomagał, Bochen grał słabo, a Bodzińskiego oczywiście nie wpuścimy. Czemu? Bo w ogóle w tym sezonie nie grał, więc na taki mecz nie jest gotowy. Czyja to wina?

Teraz zero minutowe dostał jeszcze Kulon. Pomimo słabej gry zaciągu z Biedaszybów. Leszczu powąchał parkiet dopiero w 4 kwarcie, jak się spady za faule zaczęły. Nie rozgrzany, miał stanowić ważne ogniwo w decydującej kwarcie. Gratulujemy wyczucia czasu.

Panie trenerze, za przeproszeniem kurwnij chociaż raz na siebie. Taktyką Katzurina ten sezon może skończyć się w tylko jeden sposób.

Warto także odnotować, że zespołu Stali do walki nie poderwali wyjadacze typu Szawarski, tylko młodzi Zębski (rocznik ’92!) oraz Dymała (rocznik ’90). Jak widać, Panie trenerze, czasem to właśnie ta młodość i trochę szaleństwa może dać więcej niż kilkanaście lat doświadczenia…

L jak Liczba

Oficjalnie na sektorze pojawiło się 44 Kosynierów oraz 16 osób “cywilnych”. Patrząc na niektóre ekipy z tej samej klasy rozgrywek, a nawet i wyższych, jest to całkiem przyzwoita liczba. Jednak w naszym odczuciu powinna ona być zdecydowanie wyższa. Niestety praca, nauka, rozjazdy i inne obowiązki poskutkowało tym, że było nas niecałe pół setki…

P jak Policja

Konwojenci zaserwowali nam pokaz bezpiecznej jazdy. Nie mogliśmy opanować śmiechu obserwując osobówki zwalniające nagle w miejscach, gdzie zwykle prują ile fabryka dała. Do śmiechu jednak przestało nam być, kiedy okazało się, że odległość 30km tłuczemy się już godzinę, a i o postoje na opróżnienie baku jakby trudniej. Pomijając w ogóle celowość takiej obstawy, to śmiech przerodził się we wściekłość, kiedy zamiast postoju w kultowym miejscu, zmiennicy kazali jechać dalej. To była zła wróżba.

Po meczu jeszcze uśmiech do kamery i konwój do Wrocławia. Jak jakieś VIPy, albo inni więźniowie. Towarzystwo samą swoją obecnością psuło i tak kiepskie nastroje, żeby jednak za miło nie było, kierowca otrzymał ostrzeżenie – “zatrzymaj się jeszcze raz, a dostaniesz mandat”. Mandat za postój? Tego jeszcze nie grali.

R jak Rambo

Ostrowska ochrona zaliczyła ostatnio chyba jakiś nabór młodych zdolnych bez matury. Jeden chciał się wykazać i postanowił kolegę w zielonym złapać za plecy i zrzucić ze schodów. Trafił jednak na takiego, że koledzy Rambo musieli chronić, ale… swojego. Zawsze mi się jednak wydawało, że tzw. ochrona ma zapobiegać, a nie inicjować burdy. Widać młody i głupi jestem.

S jak Stal (błyszcząca w cieniu)

Coś strachliwe serca mają żółto-niebiescy. Po ostatnim gwizdku na pustawej już hali, na dźwięk pękających jeden za drugim balonów… ci zaczęli skandować słynne hasło o wulgarnej kopulacji. Nie wiem, czy bardziej byłem zaskoczony, czy rozbawiony. Wymiana uprzejmości skończyła się jednak w tym roku niezwykle szybko i w ogóle było jej bardzo mało.

Sam młyn po ostrowskiej stronie gęsto i szczelnie wypełniony, widać też było dużo młodych twarzy. Jak się uda Stali awansować, to będą mieli co wspominać.

N jak Niesprawiedliwi

Nie można powiedzieć, żebyśmy przegrali przez sędziów, bo robili błędy w obie strony. Ich popisy znacznie jednak psuły widowisko. Dziwne faule, nieodgwizdane, albo odgwizdane kroki, Szawarski zapuszczający korzenie w trumnie na 12 (!!) sekund, “oddawanie” rywalowi błędnej decyzji… Mam nadzieję, że PZKosz postara się o lepszą obsadę, kiedy rezultat meczu będzie miał większe znaczenie niż wczoraj.

U jak Ultras

Działo się sporo. O godną oprawę zadbaliśmy zarówno my jak i grupa USO kibiców Stali. Ze swojej strony, podczas prezentacji zaprezentowaliśmy zielono-biało-czerwoną baloniadę. W trakcie przerw w grze bawimy się wykorzystując flagi na kijkach oraz sektorówkę. Nie obyło się bez akcentu dla naszego El Capitano, który 5. stycznia obchodził rocznicę swoich urodzin. Flaga z Jego podobizną oraz chóralne odśpiewanie „Sto lat…” na początku III kwarty ukazało szczerą radość na twarzy legendy koszykarskiej Polski. Na zakończenie, równo z ostatnią syreną, z naszego sektora wyleciała fala białych serpentyn. Miało być na wiwat, wyszło z rezygnacją.

Oprawę zaprezentowali także kibice Stali. Rozpoczęło się od flagowiska na trybunie, które według mnie po prostu nie dało efektu. Następna w kolejności była malowana sektorówka z aniołem trzymającym stalowy miecz. Wyglądało to dość ciekawie, jednak czas w jakim oprawa została rozłożona był co najmniej zaskakujący. Później pojawiła się duża sektorówka na całą trybunę znana ze wcześniejszych spotkań, a po końcowej syrenie ultrasi z USO zaprezentowali foliową sektorówkę podświetlaną racami.

Z jak Zawodnicy

Nie można odmówić walki i zaangażowania. Fantastyczny mecz zagrał kapitan Mroczek-Truskowski, nieźle wspierali Hyży i Łopatka, ten ostatni przynajmniej póki miał siły biegać. Odniosłem jednak wrażenie, że przy plus 14 chłopaki poczuli się, jakby mecz był już wygrany – i to był początek kłopotów. Co gorsza, kiedy Stal wyrównała, powtórzyła się sytuacja z Prudnika – w oczach zawodników widać było mieszankę bezradności i przerażenia.

Po raz drugi przegrywamy mecz z czołówką, bo nie umiemy zapanować nad głowami. Źle to wróży przed decydującą fazą rozgrywek. Z drugiej strony – kubeł zimnej wody na początek roku może mieć zbawienne skutki.

P.S.

Podziękowania dla Piotra Bawolskiego, za wspólny doping :)

Dla Państwa relacjonowali

masala, yanoo

Zwycięski jubileusz

Wracając z Kłodzka przypadkowo zdałem sobie sprawę, że zaliczyliśmy dziś mały jubileusz. W historii naszego klubu kibica był to 50 już/dopiero wyjazd. Nie jest to może wynik wybitny, ale na pewno wart odnotowania.

Sam wyjazd był nieproporcjonalnie długi, do ilości kilometrów. Zamiast prostej wycieczki w te i z powrotem, bractwo postanowiło zrobić użytek ze sprzyjających warunków pogodowych oraz skorzystać z gościnności miejscowego Sułtana. Na miejsce uczty zaprowadził nas czworonożny przyjaciel, który bez większych problemów zdobył serca przedstawicielek płci pięknej.

Na miejscu pojawiły się drobne problemy z kuchnią, które na szczęście szybko rozwiązał najgłodniejszy Kosynier. Rozwiązał efektywnie do tego stopnia, że mięsiste smakołyki produkowano szybciej, niż napływały zamówienia.

Ucztując, mogliśmy podziwiać… buty wiszące z drutów linii energetycznej, bądź dołączyć do miejscowej grupy miłośników nielegalnego hazardu. Sprawdzić swojego szczęścia w kartach nikt jednak się nie odważył.

Ostatecznie do Kłodzka zajechało nas 22 sztuki, na miejscu dołączyło 2 tubylców, więc na meczu meldujemy się bez spóźnienia, w liczbie 24 osób. Pierwsza kwarta to chyba efekt naczytania się wesołych wniosków różnych mądrali, jacy ostatnimi czasy uaktywnili się na sieci. Dość powiedzieć, że przez dobre 15 minut, czyli całą pierwszą kwartę, łącznie z przerwami, lecieliśmy jeden kawałek, co potem odbiło się czkawką w końcówce spotkania. Udało się jednak dotrwać do końca na poziomie, tak że po meczu każdy miał prawo czuć się zmęczonym.

Przechodząc do samego meczu, to dawno już nie byliśmy świadkami tak dziwnego spotkania. Szybko zdobyte prowadzenie, które urosło już chyba do poziomu +20, potem systematyczne roztrwanianie dorobku, dojście na bodaj 2 pkt… i nagle ni z tego, ni z owego ponownie okolice +20. Końcowy rezultat w żaden sposób nie odzwierciedla przebiegu spotkania, momentami bardzo nerwowego w naszych szeregach. Szczęśliwie, wszystko zakończyło się hollywoodzkim happy endem.

Nerwowość odbiła się na minutach dla najmłodszych podopiecznych trenera Kalwasińskiego. Brak gry działa na nich chyba deprymująco, a przynajmniej nie pokazują podczas tych kilku otrzymanych minut tego, do czego zdążyli nas przyzwyczaić. Mam nadzieję, że to tylko efekt słabszej formy, a nie braku zaufania ze strony trenera.

Powrót do przeszłości

3 października 1998 roku, czyli trzynaście lat temu, Jacek Krzykała rzutem przez całe boisko doprowadził do płaczu Kurnik we Włocławku. Z tej okazji klub postanowił uhonorować sprawcę zamieszania podczas minionego pojedynku z MKS-em Skierniewice. Mieliśmy więc okazję przypomnieć sobie te piękne chwile na  telebimie, był też i konkurs dla kibiców z rzutem przez całe boisko,  był aplauz dla jubilata.

A na sam koniec Tomek Bodziński przypomniał jak to wyglądało.

Garść wiadomości

Stracona szansa

Polacy zakończyli dosłownie przed chwilą swoją przygodę z Mistrzostwami Europu do lat 20. Ze znanych nam bliżej nazwisk kadrę zasilali: Norbert Kulon, Jakub Parzeński oraz Jarosław Zyskowski. Ten pierwszy grał mało, nowy nabytek WKK niewiele więcej (ekstraklasa?!), a Parzeński nie sprostał oczekiwaniom – dużo rzucał, mało trafiał. W grupie brakuje nam MVP MP U20 Tomasza Bodzińskiego, co jest o tyle dziwne, że wśród wysokich to szału w kadrze nie było. Czemu tak, a nie inaczej – nie wiem.

Pomimo dwóch porażek Polacy do ostatniego spotkania mieli szansę na wyjście z grupy. Niestety, Gruzini1 przegrali z Rumunią, co wymuszało na biało-czerwonych uzyskanie 22-punktowej różnicy na swoją korzyść w starciu z Estonią. Udało się wygrać “jedynie” dziewięcioma oczkami.

A to wszystko w ramach Dywizji B

Głupi, mądry ruch

Przemysław Koelner po raz kolejny udowadnia, że mądry z niego wódz, przewidujący kilka ruchów do przodu. Najwyraźniej wkalkulował w swój projekt możliwość, że łącząca go umowa ze stowarzyszeniem Śląsk Wrocław nie zostanie przedłużona. Gdyby wykupił dziką kartę “na Śląsk”, to wówczas pieniądze by się zmarnowały, a tak… za trzy lata będziemy mogli oglądać WKK Wrocław w PLK bez dzikiej karty!

O czym mowa? Spółka WKK Obiekty kupuje dziką kartę PLK. I to już jej wola, pod jaką nazwą będzie grać. Licencja jest licencja.

Mówiliście, że czego nie wiemy? Na jakiej zasadzie powstaje WKKS? Pozdrawiamy komentujących.

Plotki

Do sezonu jeszcze daleko, a już podobno mamy kontuzjowanego. Kogoś chyba poniosło i zerwał się hamulec.

  1. w składzie których bryluje syn skądinąd znanego nam zawodnika []