Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Tag Archive for 'Turów Zgorzelec'

Kolejne sparingi

Już jutro Doral, w sobotę Turów Zgorzelec, czyli Śląsk przystępuje do kolejnych gier kontrolnych. Te odbędą się w Kątach Wrocławskich, natomiast tydzień później Puchar Macieja Zielińskiego… w Twardogórze. Trochę szkoda, że nie we Wrocławiu, ale tutaj zapewne problemem są prace remontowe w Kosynierce.

Na obie serie sparingowe serdecznie zapraszamy!

Doping marzenie

Ostatnio koledzy drugi, oraz old school good style napisali o kibicowskich wzorcach, do odnalezienia i pooglądania na youtube. Kiedy indziej na fanslasku R. Zieliński spróbował kibiców skatalogować na różne grupy. Nie rozwiązują te teksty jednak problemu, który pojawia się tu i ówdzie – jaki ten doping w sumie powinien być, jak wyglądać i jak go ocenić?

Kryterium nr 1: Decybele

Najłatwiej doping ocenić po sile głosów – to odbieramy najszybciej i – bardzo często – najlepiej zapamiętujemy po sportowym widowisku. Są jednak od tego kryterium pewne ustępstwa, różnie jednak odbierane i przestrzegane.

Grzechem największym jest oczywiście puszczanie dopingu z głośników – nie ważne, czy tylko w roli wzmocnienia, czy w ogóle z playbacku (sic!!). Do tego typu praktyk podejrzewaliśmy hale w Sopocie i Zgorzelcu, udowodnić tego jednak nie sposób. Gdzieniegdzie można też natknąć się na wspomnienia przyjezdnych, jakoby dochodziło do dopingu “na dopingu” również we Wrocławiu… niestety, ale niżej podpisany ma za krótki staż na trybunach, by się do tych rewelacji odnieść. Sprawa jednak dotyczy okresu “bezkrólewia”, po wielkim rozłamie wśród kibiców, więc możliwe, że zdesperowani włodarze klubu (a zarazem winni rozłamu) na taki ruch się zdecydowali.

Kolejne z wykroczeń na liście to trąbki – uwielbiane na żużlu, na stadionach i w halach znienawidzone. Dmuchane (vuvuzele!!), na gaz, czy wielkie trąby napędzane z wielkich butli. Tu już niczego specjalnie weryfikować nie trzeba, wszystko było (jest) widać jak na dłoni – Śląsk, Turów, czy Anwil - to tylko kilku z grzeszników. We Włocławku problem dotyczy(ł? nie jestem na czasie) jakiegoś starego dziada, któremu już sami miejscowi próbowali przemówić – bez skutku – do rozumu. We Wrocławiu trąba witała na niemal każdym meczu za czasów tzw. Klubu Wesołego Kibica. Raz jeden (na mecz ze Stalą) użyczyli nam jej. Z dziecięcą głupotą z prezentu skorzystaliśmy, co do dziś uważamy za najczarniejszą kartę w historii naszej grupy.

I na koniec problem ostatni, jak się okazuje dość kontrowersyjny. Bębny. W cywilizowanym świecie kibicowskim, używane jako narzędzie do wybijania rytmu. Tylko i wyłącznie do tego. Tymczasem w koszykarskich halach w Polsce, bębny często służą jako główne narzędzie wypełniania hali dźwiękiem. W efekcie człowiek przychodzi na jakiś koncert bębnów, a nie na mecz. Największych specjalistów w zagłuszaniu wszystkiego waleniem w białą membranę  można znaleźć w Słupsku i – nasz ulubiony przykład – w Ostrowie Wielkopolskim. Ulubiony dlatego, że w przeciwieństwie do Słupska – Stalówka pośpiewać umie i to całkiem nieźle. Tylko co z tego, skoro po drugiej stronie hali słychać jedynie bębny i jakieś niemrawe tło z gardeł?

Kryterium nr 2: Śpiewnik

Sprawa dość prosta – ma być urodzaj, ma być nowatorsko, ma być ciekawie. Na tym polu łatwiej jednak o jakąś wpadkę, niż wybicie się. Większość klubów ma śpiewniki utarte na przestrzeni wielu lat, a wprowadzenie nowej pozycji jest tym trudniejsze, im więcej kibiców danego klubu. Poza tym, większość korzysta z tych samych melodii, często z tych samych tekstów, jedynie delikatnie przystosowanych do potrzeb własnego podwórka. Wyróżnieniem jest, kiedy inne kluby starają się skopiować (skserować) naszą twórczość.

Pojawiają się jednak kwiatki, które rozśmieszają do łez – najlepszym przykładem był jakiś czas temu Prokom ze swoim “wszyscy kibice prokomu trefla!” Melodia i słowa bawiła nawet tych z kibicowskim światem nie związanych.

Najczęstszym grzechem na tym polu jest monotonność. To ona zresztą była jednym z czynników motywujących do założenia naszej grupy – część osób w hali miała dość dopingu opartego na WKS! WKS! z Hej Śląsk! klap! klap! klap! na przemian przez cały mecz. Na podobny problem cierpią Czarni Słupsk, co… im nie przeszkadza. Każdy robi doping tak jak uważa i tego typu wykręty. Co kraj to obyczaj.

Kryterium nr 3: Oprawy

Oprawa sama w sobie nie jest co prawda elementem dopingu jako takiego, ale jej obecność (czy też brak) na pewno wpływa na ocenę i walory spotkania na trybunach. Oprawy mogą być różne, różniste – dotyczące klubu, okolicznościowe (bardzo popularne są oprawy patriotyczne, z okazji 11. listopada), skierowane na rywala, czy… do zarządu klubu. To może być transparent, pirotechnika, serpentyny… co tylko się wymyśli. Im oryginalniej, tym lepiej.

Do tego dochodzi oflagowanie. Sektorówki, płotowe, machajki… element stały widowiska, niczym rzuty wolne. Choć i tu można się popisać jakąś nowatorskością, czy efektownym projektem.

Wątpliwości

Oczywiście, to nie są jakieś odgórne wytyczne od Boga i jedyne prawdziwe. Każdy może mieć własną wizję i na swój sposób oceniać doping (patrz problem z bębnami). Do tego dochodzą różne, subiektywne warunki – ilość kibiców, rozmiar hali, akustyka, zasobność portfeli (do finansowania opraw) i tak dalej i tym podobne… Wydaje mi się jednak, że udało mi się przedstawić wersję najbliższą utartym schematom.

Kryteriów którymi można poddać kibiców jest też znacznie więcej, jednak są już one na ogół pochodną któryś z powyższych. Pozostaje jeszcze otwarty problem podziału na “kumatych i niekumatych” oraz “kibiców prawdziwych i nieprawdziwych” – tak lubiane choćby na vulcanie, czy wśród dziennikarzy określenia… ale o tym kiedy indziej.

Trochę Śląska w Pucharze Śląska

Do Pucharu Śląska pozostało raptem nieco ponad tydzień czasu. Orbita pojemna nie jest, tymczasem sprzedaż biletów już ruszyła, więc zainteresowanym sugeruję pośpiech.

Po naszej sugestii udało się zmienić nieco ramę turnieju i dodać to, czego nam najbardziej brakowało – samego WKS Śląska Wrocław, czyli zespołu, który istnieje i gra w II lidze. Chłopaki zagrają w drugim dniu turnieju z rówieśnikami ze Zgorzelca – i chwała organizatorom za ten ruch. Mam nadzieję, że podczas tego pojedynku hala nie raz zatrzęsie się od naszych śpiewów.

Czy to jednak będzie możliwe, zależy już od frekwencji i “selekcji” towarzystwa. Oby tych śpiewających, stęsknionych za Śląskiem, było jak najwięcej. O to trzeba już jednak zadbać samemu, dlatego namawiamy, by rozpuszczać wici wśród kumatych i wyciągać za uszy zapomnianych. Niech to będzie nasz turniej. Turniej Śląska Wrocław.

Padłeś? Powstań!

Nie trzeba nas specjalnie zachęcać do śpiewania na cześć Śląska, a już niedługo pojawi się ku temu znakomita okazja (nie licząc rozpoczęcia nowego sezonu 25. września). W najpiękniejszej świątyni koszykarskiego Śląska zostanie rozegrany turniej na… cześć wojskowego klubu. Brzmi to trochę jak memoriał imienia zmarłej wybitnej postaci sportu, ale w zasadzie – czy to powinno nas dziwić?

19 i 20 września, za grosze, będzie można obejrzeć dwa wielkie zespoły europejskiej, i dwa polskiej koszykówki: Maccabi, Lietuvos, Prokom i Turów będą bić się o Puchar Śląska Wrocław. Turniej pokaże ogólnopolska telewizja, więc będzie to idealna okazja do zamanifestowania światu, że “póki my żyjemy…” i tak dalej.

Nie pozwólmy, by WKK wyparło naszą tradycję i odebrało WKS-owi palmę pierwszeństwa w tym mieście. Nie pozwólmy, żeby o Śląsku zapomniano. Lepszej okazji do manifestacji już raczej nie będzie. Niech będzie zielono, a po plecach niech przejdą dreszcze, jak kiedyś.

Hej Śląsk!

15 czerwca

Za dwa tygodnie, 15 czerwca 2010, mija termin, by ubiegać się o “dziką kartę” uprawniającą do gry w PLK. Gazeta Wrocławska rozpoczęła właśnie nawoływanie, by tej “szansy” nie zmarnować.

Osobiście cieszy mnie takie zdecydowanie ze strony władz ligi – wczesny termin oznacza, że dość krótko przyjdzie nam znosić upokorzenia pod tytułem “próbujemy, już za rogiem sponsor, dajcie nam jeszcze 5 minut”. Przeżyliśmy numery Grabarza ze zgłoszeniem klubu do ligi, przeżyliśmy jego rejteradę, kilka manifestacji, na które nikomu nie chciało się ruszyć dupy, pustki w “Kosynierce” – przeżyjemy i to, że Śląsk stał się tematem, by zapełnić kolumnę sportową w prasie.

Spójrzmy bowiem realnym okiem na to co się dzieje wokół Śląska – czyli na wszechogarniające, ogromne nic. Nie ma już nawet plotek o hojnym sponsorze, który tylko podpis pod umową musi złożyć, a w Zgorzelcu prawdopodobnie zapomniano o pomyśle, że PGE ktoś chciał przenieść do Wrocławia w pakiecie z zawodnikami Turowa.

Pozostały już tylko chęci nielicznych. Władze PLK chciałyby Śląsk w swoim gronie. Stowarzyszenie reaktywatorów chciałby reaktywować ekstraklasę dla Wrocławia1. Być może są nawet zawodnicy, którzy chcieliby grać dla ekstraklasowego Śląska Wrocław.

Niestety, ale Śląsk dla większości stał się już tylko wspomnieniem. Poza wspomnieniami, kamieniowaniem Siemińskiego, czy wylewaniem żalów nic się nie dzieje. Powstanie z popiołów byłoby prawdopodobnie wydarzeniem medialnym na miarę wizyty Gortata w Polsce, nie widać jednak nikogo, kto byłby w stanie w taką rozrywkę dla mas zainwestować.

Czekam więc na dwa tygodnie przywoływania wspomnień z pięknych chwil, wywiadów z wielkimi i małymi postaciami z historii Śląska, nacisków na Dutkiewicza oraz… zamknięcia tematu po cichu, bądź z wielkim żalem do wszystkich, że nic nie zrobili.

Potem pozostanie nam już tylko czekać na nowy sezon w drugiej lidze.

  1. fajnie, że w ostatnim czasie uznali istnienie Śląska jako takiego i piszą o II lidze []