Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'inne zespoły' Category

Historia pewnej znajomości

“Chłopaki są w agencjach towarzyskich” mawiał klasyk. Tym właśnie tropem postanowili pójść młodzi gniewni dżentelmeni z grupy H1.

b00849668e_1Nie od dziś wiadomo, że we Włocławku na próżno szukać sposobów na oderwanie się od szarej i długiej jak papier toaletowy rzeczywistości. Brak rozrywek na poziomie sprawił, iż kilku młodych chłopców powędrowało w miasto w poszukiwaniu przybytku oferującego uciechy cielesne. Niestety, również tego typu rozrywek stolica Kujaw nie oferuje więc nasi bohaterowie postanowili wyjechać za miasto. I tak oto, kierowani nawigacją, trafili do małego, równie nudnego miasteczka na południu Wielkopolski. Tam jednak, ku radości wycieczkowiczów, urządzenie wskazujące trasę jako punkt docelowy wyznaczyło adres “Kusocińskiego 1”. Na miejscu okazało się iż to jest to czego szukali. Żółto-Niebieska piwnica, w której panuje brak jakichkolwiek zasad. Pracownice zrobią dosłownie wszystko. Upodlą się byle byś dobrze zapłacił. Wracając do naszych zuchów… Ugoszczeni tradycyjnie po wielkopolsku, szczęśliwi i zadowoleni, w stanie nieważkości o pustych portfelach powrócili do domów.

Jednak w wielkopolskiej prowincji spodobało im się do tego stopnia, że odwiedzili ją jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem chwaląc się tym całej Polsce. Kilka miesięcy później do tego stopnia wpadli w sidła miłosnej gry, że w myśl popularnego powiedzenia “Kto bogatemu zabroni?” postanowili Panie z Kusocińskiego zaprosić na “Usługi wyjazdowe”.

Słynna gościna “Na wyjeździe” miała miejsce 30.12.2013 roku. Chłopcy postanowili trochę przed dziewczynami poszpanować i zabrali je na mecz miejscowej drużyny koszykówki sponsorowanej przez zakłady azotowe, a następnie poszli w tango. Dosłownie.

tirowki_pracujace_przy_trasie_nr_16624395Spora ilość napojów wyskokowych oraz stan podwyższonej ambrozji sprawiły, że erotyczna fascynacja szybko przerodziła się w coś więcej. Kierowani uczuciami nie zwlekając zaproponowali dziewczynom chodzenie. Następnego ranka młode kojoty zastanawiały się jak wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Podobno niektórzy z nich woleli nawet odgryźć sobie rękę niż dać się usidlić wąsatej ostrowiance. Jednak jak przystało na dżentelmenów, danego dzień wcześniej słowa nie mogli cofnąć więc stwarzali pozory.

Łatwo nie było. Gdy raz pochwalisz się ludziom, że odwiedziłeś przybytek uciech cielesnych będą z Ciebie drzeć łacha przy każdej okazji. A zupełnym przegięciem jest związanie się z kobietą o szemranej przeszłości. Oj nasłuchali się chłopaki. Zwłaszcza od tych, którzy delikatnie mówiąc za nimi nie przepadają. I tak o to miarka się przebrała. Wczoraj rano za pośrednictwem wynalazku XX wieku oznajmili światu iż happy endu nie będzie. Ponoć, oprócz wstydu, głównym powodem było to, iż ostrowianki tak ciągnęły chłopców za kieszeń, że tym zabrakło kasy na inne hobby. Przez co choćby nie mogli pozwolić sobie na wymarzoną podróż na święto koszykówki we Wrocławiu przed kilkoma tygodniami.

My osobiście bardzo żałujemy takiego obrotu sprawy. Jesteśmy ludźmi z poczuciem humoru i lubimy gdy ktoś dostarcza nam sporą dawkę śmiechu. Bohaterowie naszej opowieści w ostatnich miesiącach byli dla nas nadwornym kabaretem.

Jednocześnie wyrażamy głęboką nadzieję na to iż długo singlami nie pobędziecie. Nawet Wam podpowiemy gdzie szukać nowych wrażeń. Mamy takie sąsiedztwo niedaleko Wrocławia. W Wałbrzychu konkretnie. Na pewno znacie. A skoro z dziwkami rok wytrzymaliście to i z brudasami dacie radę. Tylko nim gdzieś z nimi wyjdziecie zróbcie sobie koniecznie badania na obecność chorób wenerycznych, żebyście później wiedzieli na kogo zrzucić winę.

Gamonie

Kibice Anwilu postanowili odwołać swój przyjazd do Wrocławia, a argumentacja jaką podają jest co najmniej idiotyczna.

Od początku… Podczas poprzedniej wizyty Anwilu, tuż po tym jak towarzystwo wyszło z autokarów, pod halą doszło do małej bieganiny w związku z czym spanikowana ochrona postanowiła jak najszybciej zagonić gości na halę. Przez całe zamieszanie obyło się bez płacenia za bilety, a goście w dobrych nastrojach opuścili Wrocław.

Teraz odwołują swój wyjazd i płaczą po internecie, że nasz klub jako jeden z warunków wpuszczenia przyjezdnych do hali zażądał zapłacenia zaległej kwoty. Zdziwieni czy liczyliście na czyjąś sklerozę? Nie bronimy działaczy. Nie podoba nam się zmniejszenie ilości i zawyżenie cen biletów dla Was. Też zależało nam na rywalizacji z Wami na trybunach, ale to nie nasza wina że jesteście gamoniami i nie umiecie liczyć: 120zł – 65zł (sumy jakie podajecie jako koszt nowego i starego wyjazdu) nijak nie daje różnicy w podwyżce.

Zamiast wylewać żale w sieci i robić z siebie ofiary losu wystarczyło ruszyć pustogłowiem. W oficjalnym oświadczeniu zarzucacie nam brak solidarności kibicowskiej, a nawet nie próbowaliście się z nami skontaktować. My dobrze wiemy co powyższe pojęcie oznacza i pokombinowalibyśmy tak aby do tego kibicowskiego święta doszło (Tak samo jak kontaktowaliśmy się z Wami 8.02.2014, kiedy na chwilę przed meczem dowiedzieliśmy się, że klub wprowadził zakaz sprzedaży biletów dla Was. Zaproponowaliśmy pomoc, ponieważ dobrze wiemy jak pomagać sobie na kibicowskim szlaku.), ale Wy woleliście wylać na nas wiadro pomyj. Wystawcie więc telewizor pod halą i zróbcie sobie piknik.

Piszecie nam coś o kompromitacji a tymczasem jesteście autorami największej. To nie my przybijamy zgodę ze szmatą bez honoru i szukamy kolejnych znajomych na bazie nienawiści do Śląska Wrocław…

PS. Powyższy tekst jest jedynym oficjalnym stanowiskiem Stowarzyszenia Kibiców WKS Śląsk Wrocław “Kosynierzy”.

Nagroda za wytrwałość

mistrz2Degradacja do II ligi, blisko rozwiązania klubu. Potem plan odbudowy i trzykrotne otarcie się o awans do ekstraklasy. W końcu sam awans, w drugim sezonie brąz, a teraz złoto. W Zielonej Górze mają powody do dumy.

Problem: dla kogo medal?

Zastal… czy Stelmet? Jeżeli dodanie sponsora do nazwy to jej szmacenie, to jak nazwać zastąpienie samej nazwy? Nie mówiąc o herbie… Wielka szkoda, że zielonogórzan tak skrzywdzono. Ktoś mógłby powiedzieć: ale co nas to obchodzi? Otóż obchodzi, bo jeżeli coś może się wydarzyć u kogoś innego, to może i u nas. Problem z herbem już się nam zresztą w historii wydarzył i odbija się czkawką do dziś. Do “ratlerka” nie przyznają się również we Włocławku, ale takowym klub się oficjalnie firmuje.

Niestety, nie każdy umie się uczyć na błędach innych.

Zazdrość

Trzy lata temu, egzystując w bylejakości, zazdrościłem Zastalowi awansu. Tego szału radości, smaku awansu, szaleńczego amoku. Udało nam się to przeżyć teraz dwukrotnie i chyba nikt z nas się nie obrazi, jeśli sportowo będziemy kontynuować “naśladowanie” Zastalu.

Tylko sportowo.

Pytanie o herb

Wiele osób wyczekuje nad klawiaturami ingerencji w herb Śląska, żeby nam dokopać przez kabel. Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że takiej ingerencji nie będzie. Logo spółki swoją drogą, a herb klubu swoją. I bardzo dobrze.

Kozaki z Mazowsza

Wstępnie.

Śląsk przegrał w sezonie 3 mecze – z Anwilem, z Kutnem w pucharze, oraz ze Spójnią inaugurację 1. ligi. Mecz ze Zniczem, który odbywał się w Orbicie, miał być więc okazją do śrubowania rekordu wygranych na tym poziomie rozgrywek. Klub zapowiadał, że na trybunach pojawi się kilka postaci związanych mniej lub bardziej w przeszłości (a może w przyszłości?) ze Śląskiem, co miało być dodatkowym bodźcem dla kibiców do pojawienia się przy Wejherowskiej. Trzeba jednak zauważyć, że byli gracze/trenerzy zawsze są obecni, czy to w Kosynierce, czy też Orbicie (np. w niedziele trenerzy/zawodnicy Zyskowski i Turkiewicz) natomiast nie wiem, kiedy ostatni raz we Wrocławiu był Raimonds Miglinieks, a ze łzą w oku zaobserwowano jego obecność. Czy obecność znamienitych gości podziałała? Chyba tak…

Połówka o 14:00.

Hala Orbita zapełniła się niemal w komplecie. Rzecz w tym, że jedynie jej połowa była udostępniona dla kibiców. Pewnikiem względy ekonomiczne o tym zdecydowały, bo o ile frekwencja na meczu z Anwilem była taka jak być powinna, to spotkania ze Stalą, AZS-em Szczecin już takie wesołe w tym temacie nie były. Podobny zabieg stosowany jest na meczach piłkarzy ręcznych, a czy na koszu w ostatnich latach również? W roku 2005 podczas spotkań o miejsca 5-8 z Astorią i Wisłą/Unią nie pamiętam, czy było właśnie tak jak wczoraj, czy po prostu “najwspanialsza w Polsce wrocławska publiczność” tak licznie się stawiła na tych niezwykle ważnych meczach, ale frekwencja była wówczas gorsza niż w niedzielę. Tym sposobem połowa trybun była przesłonięta starą sektorówką. Oczywiście przywołało to wspomnienia z przełomu wieków…

Kac Wrocław.

Mecze w niedziele z założenia są dla mnie złe, a mecze w porze obiadowej (albo i śniadaniowej…) są jeszcze gorsze, ale po kolei. Niedawno trenerzy Jankowski i Chudeusz zaaplikowali zawodnikom dość intensywne treningi, czego efektem były nad wyraz “ciężkie nogi” naszych graczy. Do tego ambitna postawa graczy Znicza sprawiła, że w trzeciej karcie mogliśmy zacząć się zastanawiać przez chwilę, czy po meczu dopiszemy sobie 1 zamiast 2 punktów. Podobnie było podczas meczu z MKS-em Dąbrowa Górnicza, z tym że rywal z zagłębia usadowił się w górnej połówce tabeli, natomiast od graczy Znicza powoli oddala się perspektywa uczestnictwa w dalszym etapie rozgrywek. W naszych szeregach znakomita większość zaaplikowała sobie intensywne… efektem, czego były dość “ciężkie głowy” i nad wyraz osłabione organizmy. Chyba już zaczyna się myślenie o play offach…

Chłopaki z Żylety

Gdybym nie stał 3 metry od zaistniałej sytuacji nie uwierzyłbym, bo zdarzenie stricte z kategorii fantasy, że sam mistrz Tolkien by się nie powstydził. Pewien dżentelmen z Pruszkowa, starszy wiekiem jegomość, zagadnął naszą koleżankę jakoby “znała chłopaków z Żylety”. Nie wiem czy dama zareagowała tak bo ja bym na pewno to uczynił, ale nieco zdezorientowana przyprowadziła ów Pana do nas. W krótkiej rozmowie z kolegą wydającym się jej najbardziej kompetentnym do takowej, wyraził on prośbę o krzyknięcie “czegoś” do kończącego karierę Dominika Czubka pamiętającego czasy “wielkiej Mazowszanki”. J. z uśmiechem od ucha do ucha poinformował, że to raczej nie przejdzie… Nie mniej jednak gratulujemy Dominikowi Czubkowi pięknej kariery usłanej wieloma sukcesami, jak i wiernością klubowi z Pruszkowa.

Złotousty.

Nagroda za wypowiedź dnia wędruje do Michała Gabińskiego za szczerość i zdrowy osąd postawy swojej i kolegów po meczu podczas “przybijania piątek”. Nie zacytujemy bo i tak zbyt dużo przeklinamy o czym poinformował nas ojciec jednego z młodocianych kibiców

Goście, goście.

Po 10 latach (bez 2 miesięcy) we Wrocławiu pojawili się kibice z Pruszkowa. Najważniejsze pytanie jakie sobie niektórzy zadawali, brzmiało czy wzięli korepetycje z matematyki i podstawowych zasad savoir-vivre’u. Tak, wzięli. Potrafią policzyć do 8, a więc pierwszą klasę zaliczyli, zachowanie wzorowe, grzeczni i cichutcy. (Tłumaczę i objaśniam tęgim umysłom, że nie chodzi mi o momenty kiedy wbijali się ze swoim dopingiem w naszą ciszę) Zupełnie inni niż w Pruszkowie. Może cywilizacja uszlachetnia?

WKS Śląsk Wrocław – WTK Anwil Włocławek

Powyższe słowa (autorstwa Michała Lizaka) pochodzą z wydania specjalnego Słowa Sportowego, które można było dostać w Hali Ludowej przed/podczas/po pierwszym meczu finałów play off PLK w sezonie 1999/2000 pomiędzy Śląskiem i Anwilem. Czy teraz, po 13. latach od tamtych wydarzeń, jest to najtrafniejsza zapowiedź jutrzejszego meczu? Dla nas niestety nie, bo dwa razy Anwil nam zabrał “coś”. W sezonie 2002/2003 naszym kosztem włocławianie awansowali do finałów zdobywając w nich upragnione (jedyne) złoto w historii. Następnie, w sezonie 2004/2005, Joe Crispin postanowił pozbawić nas marzeń o medalu już w ćwierćfinale. Po dwóch latach nadeszła pora rewanżu czyli – brązowy medal w roku 2007. W kolejnym mieliśmy powtórkę z rozrywki pokonując Polpak Świecie, a następnie nadeszły chude lata…

W zeszłym roku, jako 2-go ligowcy, wygraliśmy w Ostrowie Puchar PZKosz (drużyny z PLK miały swoją imprezę, swój puchar, co jak wiele innych decyzji/pomysłów włodarzy polskiej koszykówki zasługuje na Nagrodę Darwina). W sezonie obecnym Pucharu PZKosz już nie zgarnęliśmy, ale 3. miejsce w turnieju Final Four rozgrywanym w Krośnie pozwoliło nam awansować do tzw. fazy centralnej Pucharu Polski.

Radek Hyży aprobuje decyzje sędziowskie – Gazeta Wrocławska

Od początku tego sezonu losowania kolejnych par ww. pucharze budziło zainteresowanie do tego stopnia, że niektórzy już 30. grudnia wiedzieli, że wpadniemy na Anwil. No i wpadliśmy/wylosowaliśmy/ustaliliśmy… Jak zwał, tak zwał. Jutro w Pucharze Polski zmierzy się drużyna ekstraklasowa, mierząca w medale, z drużyną 1-ligową z aspiracjami do awansu. W dalszym ciągu wiele nam do PLK brakuje, chociaż czy aby na pewno…?

Radek Hyży narzekał w materiale filmowym stacji TeDe, że pojedynki wrocławsko – włocławskie powinny zostać spisane, najlepiej w formie książki. Bezapelacyjnie zgadzam się bez zbędnych wyjaśnień. Na dzień dzisiejszy (o dziwo) z rzetelną pomocą nadchodzi wikipedia. Rzecz w tym, że mecze Śląska z Anwilem to nie tylko statystki punktowe. Ogromna ilość emocji, wspomnień, łez szczęścia i smutku, wielki kawał historii, której nie da się ująć ot tak, w kilku słowach chociaż w powyższy fragment przytoczony ze Słowa Sportowego z tytułem włącznie oddaje to najlepiej…

A jutro? Jutro otworzymy zapomnianą księgę i dopiszemy nowy rozdział. Tak na parkiecie jak i na trybunach będzie coś do udowodnienia – czy to już powrót króla, czy jedynie jego namiastka.