Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'inne zespoły' Category

Co zrobiła Ślęza, czego nie robił Śląsk?

Wrocław ponownie świętuje Mistrza Polski w seniorskiej koszykówce. Tylko nie męskiej, ale żeńskiej. I nie pod szyldem Śląska, ale 1 KS Ślęza Wrocław. Przy nadkomplecie w hali, ze wsparciem lokalnych celebrytów, widzami przed telewizorami i słuchaczami Radia Wrocław. Co zrobiła Ślęza, że może dziś świętować taki sukces, a czego nie zrobił Śląsk, który dzisiaj ponownie jest na dnie?

Brak polityki

Nie wiem, czy Ślęza ma jakieś polityczne wsparcie, ale jeśli nawet, to tego nie widać, a przede wszystkim nie słychać. Śląsk od dawna kojarzony jest politycznie i stabilność finansowa jest uzależniona od politycznej pozycji głównodowodzącego. Co gorsza – również od pozycji zażartych wrogów, a że Król Sudetów rządzi nieprzerwanie od lat, to nie mamy lekko.

Polityka wiąże się też z czym innym, czyli…

Odbiór społeczny

Jeśli ktoś uważa, że Jasiński w Zielonej Górze potrafi kumulować złe emocje wokół klubu, to nie wie o czym mówi. Wojskowy klub to Mistrz Polski kolekcjonowania wrogów – odwrócili się od tego klubu jego legendy, najwierniejsi fani, trenerzy, zawodnicy, byli pracownicy, politycy i lokalny biznes. Tak jak szkoła trenerska Śląska Wrocław znana jest z tego, że umie tylko j***ć zawodników, tak podobnie myśli się o zarządzie. Niekompetencja, kolesiostwo, zwalanie winy na wszystkich, tylko nie na siebie.

W tym samym czasie Ślęza robiła swoje. Małymi kroczkami, bez wychodzenia przed szereg i udawania bycia na szczycie na wyrost. Konsekwencja w budowie składu i jak najbardziej przyjazna komunikacja z kibicem.

I jak abstrakcyjnie brzmi fragment komunikatu klubu – “Pojawiają się komentarze, że bilety są zbyt tanie”!! Tak się buduje fundamenty pod wieloletnie wsparcie i wielopokoleniowe przywiązanie.

Target

Bo Ślęza celuje w to, by być klubem wrocławian – widać to nawet po – nota bene bardzo ładnych – koszulkach, gdzie w widocznym miejscu zamiast reklamy prezentuje się piękna panorama Wrocławia. A dla kogo był (jest?) Śląsk? Do dziś nie wiemy, ale wyraźnie miał być miejscem, gdzie można się polansować, tylko wyniki na to nie pozwalały.

Ślęza pewnie nigdy nie doczeka się siedmiu tysięcy gardeł w Lodowej. Możliwe, że nie doczeka się manifestacji, gdyby nagle miało tego klubu zabraknąć. Póki co jest jednak lata świetlne przed nami i kiedy Ślęza spija szampana, nam pozostaje gorzka pigułka zazdrości.

Historia pewnej znajomości

“Chłopaki są w agencjach towarzyskich” mawiał klasyk. Tym właśnie tropem postanowili pójść młodzi gniewni dżentelmeni z grupy H1.

b00849668e_1Nie od dziś wiadomo, że we Włocławku na próżno szukać sposobów na oderwanie się od szarej i długiej jak papier toaletowy rzeczywistości. Brak rozrywek na poziomie sprawił, iż kilku młodych chłopców powędrowało w miasto w poszukiwaniu przybytku oferującego uciechy cielesne. Niestety, również tego typu rozrywek stolica Kujaw nie oferuje więc nasi bohaterowie postanowili wyjechać za miasto. I tak oto, kierowani nawigacją, trafili do małego, równie nudnego miasteczka na południu Wielkopolski. Tam jednak, ku radości wycieczkowiczów, urządzenie wskazujące trasę jako punkt docelowy wyznaczyło adres “Kusocińskiego 1”. Na miejscu okazało się iż to jest to czego szukali. Żółto-Niebieska piwnica, w której panuje brak jakichkolwiek zasad. Pracownice zrobią dosłownie wszystko. Upodlą się byle byś dobrze zapłacił. Wracając do naszych zuchów… Ugoszczeni tradycyjnie po wielkopolsku, szczęśliwi i zadowoleni, w stanie nieważkości o pustych portfelach powrócili do domów.

Jednak w wielkopolskiej prowincji spodobało im się do tego stopnia, że odwiedzili ją jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem chwaląc się tym całej Polsce. Kilka miesięcy później do tego stopnia wpadli w sidła miłosnej gry, że w myśl popularnego powiedzenia “Kto bogatemu zabroni?” postanowili Panie z Kusocińskiego zaprosić na “Usługi wyjazdowe”.

Słynna gościna “Na wyjeździe” miała miejsce 30.12.2013 roku. Chłopcy postanowili trochę przed dziewczynami poszpanować i zabrali je na mecz miejscowej drużyny koszykówki sponsorowanej przez zakłady azotowe, a następnie poszli w tango. Dosłownie.

tirowki_pracujace_przy_trasie_nr_16624395Spora ilość napojów wyskokowych oraz stan podwyższonej ambrozji sprawiły, że erotyczna fascynacja szybko przerodziła się w coś więcej. Kierowani uczuciami nie zwlekając zaproponowali dziewczynom chodzenie. Następnego ranka młode kojoty zastanawiały się jak wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Podobno niektórzy z nich woleli nawet odgryźć sobie rękę niż dać się usidlić wąsatej ostrowiance. Jednak jak przystało na dżentelmenów, danego dzień wcześniej słowa nie mogli cofnąć więc stwarzali pozory.

Łatwo nie było. Gdy raz pochwalisz się ludziom, że odwiedziłeś przybytek uciech cielesnych będą z Ciebie drzeć łacha przy każdej okazji. A zupełnym przegięciem jest związanie się z kobietą o szemranej przeszłości. Oj nasłuchali się chłopaki. Zwłaszcza od tych, którzy delikatnie mówiąc za nimi nie przepadają. I tak o to miarka się przebrała. Wczoraj rano za pośrednictwem wynalazku XX wieku oznajmili światu iż happy endu nie będzie. Ponoć, oprócz wstydu, głównym powodem było to, iż ostrowianki tak ciągnęły chłopców za kieszeń, że tym zabrakło kasy na inne hobby. Przez co choćby nie mogli pozwolić sobie na wymarzoną podróż na święto koszykówki we Wrocławiu przed kilkoma tygodniami.

My osobiście bardzo żałujemy takiego obrotu sprawy. Jesteśmy ludźmi z poczuciem humoru i lubimy gdy ktoś dostarcza nam sporą dawkę śmiechu. Bohaterowie naszej opowieści w ostatnich miesiącach byli dla nas nadwornym kabaretem.

Jednocześnie wyrażamy głęboką nadzieję na to iż długo singlami nie pobędziecie. Nawet Wam podpowiemy gdzie szukać nowych wrażeń. Mamy takie sąsiedztwo niedaleko Wrocławia. W Wałbrzychu konkretnie. Na pewno znacie. A skoro z dziwkami rok wytrzymaliście to i z brudasami dacie radę. Tylko nim gdzieś z nimi wyjdziecie zróbcie sobie koniecznie badania na obecność chorób wenerycznych, żebyście później wiedzieli na kogo zrzucić winę.

Gamonie

Kibice Anwilu postanowili odwołać swój przyjazd do Wrocławia, a argumentacja jaką podają jest co najmniej idiotyczna.

Od początku… Podczas poprzedniej wizyty Anwilu, tuż po tym jak towarzystwo wyszło z autokarów, pod halą doszło do małej bieganiny w związku z czym spanikowana ochrona postanowiła jak najszybciej zagonić gości na halę. Przez całe zamieszanie obyło się bez płacenia za bilety, a goście w dobrych nastrojach opuścili Wrocław.

Teraz odwołują swój wyjazd i płaczą po internecie, że nasz klub jako jeden z warunków wpuszczenia przyjezdnych do hali zażądał zapłacenia zaległej kwoty. Zdziwieni czy liczyliście na czyjąś sklerozę? Nie bronimy działaczy. Nie podoba nam się zmniejszenie ilości i zawyżenie cen biletów dla Was. Też zależało nam na rywalizacji z Wami na trybunach, ale to nie nasza wina że jesteście gamoniami i nie umiecie liczyć: 120zł – 65zł (sumy jakie podajecie jako koszt nowego i starego wyjazdu) nijak nie daje różnicy w podwyżce.

Zamiast wylewać żale w sieci i robić z siebie ofiary losu wystarczyło ruszyć pustogłowiem. W oficjalnym oświadczeniu zarzucacie nam brak solidarności kibicowskiej, a nawet nie próbowaliście się z nami skontaktować. My dobrze wiemy co powyższe pojęcie oznacza i pokombinowalibyśmy tak aby do tego kibicowskiego święta doszło (Tak samo jak kontaktowaliśmy się z Wami 8.02.2014, kiedy na chwilę przed meczem dowiedzieliśmy się, że klub wprowadził zakaz sprzedaży biletów dla Was. Zaproponowaliśmy pomoc, ponieważ dobrze wiemy jak pomagać sobie na kibicowskim szlaku.), ale Wy woleliście wylać na nas wiadro pomyj. Wystawcie więc telewizor pod halą i zróbcie sobie piknik.

Piszecie nam coś o kompromitacji a tymczasem jesteście autorami największej. To nie my przybijamy zgodę ze szmatą bez honoru i szukamy kolejnych znajomych na bazie nienawiści do Śląska Wrocław…

PS. Powyższy tekst jest jedynym oficjalnym stanowiskiem Stowarzyszenia Kibiców WKS Śląsk Wrocław “Kosynierzy”.

Nagroda za wytrwałość

mistrz2Degradacja do II ligi, blisko rozwiązania klubu. Potem plan odbudowy i trzykrotne otarcie się o awans do ekstraklasy. W końcu sam awans, w drugim sezonie brąz, a teraz złoto. W Zielonej Górze mają powody do dumy.

Problem: dla kogo medal?

Zastal… czy Stelmet? Jeżeli dodanie sponsora do nazwy to jej szmacenie, to jak nazwać zastąpienie samej nazwy? Nie mówiąc o herbie… Wielka szkoda, że zielonogórzan tak skrzywdzono. Ktoś mógłby powiedzieć: ale co nas to obchodzi? Otóż obchodzi, bo jeżeli coś może się wydarzyć u kogoś innego, to może i u nas. Problem z herbem już się nam zresztą w historii wydarzył i odbija się czkawką do dziś. Do “ratlerka” nie przyznają się również we Włocławku, ale takowym klub się oficjalnie firmuje.

Niestety, nie każdy umie się uczyć na błędach innych.

Zazdrość

Trzy lata temu, egzystując w bylejakości, zazdrościłem Zastalowi awansu. Tego szału radości, smaku awansu, szaleńczego amoku. Udało nam się to przeżyć teraz dwukrotnie i chyba nikt z nas się nie obrazi, jeśli sportowo będziemy kontynuować “naśladowanie” Zastalu.

Tylko sportowo.

Pytanie o herb

Wiele osób wyczekuje nad klawiaturami ingerencji w herb Śląska, żeby nam dokopać przez kabel. Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że takiej ingerencji nie będzie. Logo spółki swoją drogą, a herb klubu swoją. I bardzo dobrze.

Kozaki z Mazowsza

Wstępnie.

Śląsk przegrał w sezonie 3 mecze – z Anwilem, z Kutnem w pucharze, oraz ze Spójnią inaugurację 1. ligi. Mecz ze Zniczem, który odbywał się w Orbicie, miał być więc okazją do śrubowania rekordu wygranych na tym poziomie rozgrywek. Klub zapowiadał, że na trybunach pojawi się kilka postaci związanych mniej lub bardziej w przeszłości (a może w przyszłości?) ze Śląskiem, co miało być dodatkowym bodźcem dla kibiców do pojawienia się przy Wejherowskiej. Trzeba jednak zauważyć, że byli gracze/trenerzy zawsze są obecni, czy to w Kosynierce, czy też Orbicie (np. w niedziele trenerzy/zawodnicy Zyskowski i Turkiewicz) natomiast nie wiem, kiedy ostatni raz we Wrocławiu był Raimonds Miglinieks, a ze łzą w oku zaobserwowano jego obecność. Czy obecność znamienitych gości podziałała? Chyba tak…

Połówka o 14:00.

Hala Orbita zapełniła się niemal w komplecie. Rzecz w tym, że jedynie jej połowa była udostępniona dla kibiców. Pewnikiem względy ekonomiczne o tym zdecydowały, bo o ile frekwencja na meczu z Anwilem była taka jak być powinna, to spotkania ze Stalą, AZS-em Szczecin już takie wesołe w tym temacie nie były. Podobny zabieg stosowany jest na meczach piłkarzy ręcznych, a czy na koszu w ostatnich latach również? W roku 2005 podczas spotkań o miejsca 5-8 z Astorią i Wisłą/Unią nie pamiętam, czy było właśnie tak jak wczoraj, czy po prostu “najwspanialsza w Polsce wrocławska publiczność” tak licznie się stawiła na tych niezwykle ważnych meczach, ale frekwencja była wówczas gorsza niż w niedzielę. Tym sposobem połowa trybun była przesłonięta starą sektorówką. Oczywiście przywołało to wspomnienia z przełomu wieków…

Kac Wrocław.

Mecze w niedziele z założenia są dla mnie złe, a mecze w porze obiadowej (albo i śniadaniowej…) są jeszcze gorsze, ale po kolei. Niedawno trenerzy Jankowski i Chudeusz zaaplikowali zawodnikom dość intensywne treningi, czego efektem były nad wyraz “ciężkie nogi” naszych graczy. Do tego ambitna postawa graczy Znicza sprawiła, że w trzeciej karcie mogliśmy zacząć się zastanawiać przez chwilę, czy po meczu dopiszemy sobie 1 zamiast 2 punktów. Podobnie było podczas meczu z MKS-em Dąbrowa Górnicza, z tym że rywal z zagłębia usadowił się w górnej połówce tabeli, natomiast od graczy Znicza powoli oddala się perspektywa uczestnictwa w dalszym etapie rozgrywek. W naszych szeregach znakomita większość zaaplikowała sobie intensywne… efektem, czego były dość “ciężkie głowy” i nad wyraz osłabione organizmy. Chyba już zaczyna się myślenie o play offach…

Chłopaki z Żylety

Gdybym nie stał 3 metry od zaistniałej sytuacji nie uwierzyłbym, bo zdarzenie stricte z kategorii fantasy, że sam mistrz Tolkien by się nie powstydził. Pewien dżentelmen z Pruszkowa, starszy wiekiem jegomość, zagadnął naszą koleżankę jakoby “znała chłopaków z Żylety”. Nie wiem czy dama zareagowała tak bo ja bym na pewno to uczynił, ale nieco zdezorientowana przyprowadziła ów Pana do nas. W krótkiej rozmowie z kolegą wydającym się jej najbardziej kompetentnym do takowej, wyraził on prośbę o krzyknięcie “czegoś” do kończącego karierę Dominika Czubka pamiętającego czasy “wielkiej Mazowszanki”. J. z uśmiechem od ucha do ucha poinformował, że to raczej nie przejdzie… Nie mniej jednak gratulujemy Dominikowi Czubkowi pięknej kariery usłanej wieloma sukcesami, jak i wiernością klubowi z Pruszkowa.

Złotousty.

Nagroda za wypowiedź dnia wędruje do Michała Gabińskiego za szczerość i zdrowy osąd postawy swojej i kolegów po meczu podczas “przybijania piątek”. Nie zacytujemy bo i tak zbyt dużo przeklinamy o czym poinformował nas ojciec jednego z młodocianych kibiców

Goście, goście.

Po 10 latach (bez 2 miesięcy) we Wrocławiu pojawili się kibice z Pruszkowa. Najważniejsze pytanie jakie sobie niektórzy zadawali, brzmiało czy wzięli korepetycje z matematyki i podstawowych zasad savoir-vivre’u. Tak, wzięli. Potrafią policzyć do 8, a więc pierwszą klasę zaliczyli, zachowanie wzorowe, grzeczni i cichutcy. (Tłumaczę i objaśniam tęgim umysłom, że nie chodzi mi o momenty kiedy wbijali się ze swoim dopingiem w naszą ciszę) Zupełnie inni niż w Pruszkowie. Może cywilizacja uszlachetnia?