Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'kibice i oprawy' Category

Zawstydzili wszystkich

1557293_656953244348076_1049643860_oRok 2013 skończył się dla nas raczej smutno: kosynierskim zerem wyjazdowym i zebraniem batów we Włocławku. Bohaterami końcówki grudnia została jednak grupa ze zdjęcia – pomimo fizycznych i finansowych ograniczeń, pomimo kretyńskiego terminu spotkania – pojechali.

Zawstydzili… a przynajmniej powinni tym zawstydzić wszystkich mieniących się kibicami Śląska, którym wymyślanie wymówek przychodzi z tak niebywałą łatwością. Zawstydzili też miejscowych, którzy chwaląc się kolejnym “podwójnym zwycięstwem”, czy wyśmiewając nasz brak w Hali wiceMisiów dali przykład sklerozy – żeby wspomnieć jedynie Puchar Polski przed rokiem.

Nowy Rok łączy się zwykle z nadziejami oraz planami. No to plan na najbliższy miesiąc jest bardzo prosty:

05.01 (niedziela) – u siebie z Jeziorem Tarnobrzeg,

12.01 (niedziela) – Starogard Gdański,

17.01 (piątek) – u siebie z Kotwicą Kołobrzeg,

26.01 (niedziela) – Słupsk,

cztery daty na wyłączność dla Śląska Wrocław. Cztery dni do poświęcenia, by dobrze wejść w ten rok, by nie dać się po raz kolejny zawstydzić. Chętni na wspólny doping proszeni o pisanie pod stały adres: kontakt@kosynierzy.info

Zostań świętym

856189_720546501308464_462209774_oRok temu w Kosynierce zbierano zabawki dla dzieciaków z domów dziecka. W tym roku zapoczątkowaną rok temu “tradycję” postanowili podtrzymać osoby działające w grupie WKS Śląsk Wrocław 2001.

Datki – czyli gry planszowe, pluszaki, klocki i wszelkiego rodzaju zabawki – można przynosić na mecze młodych wojskowych (1., 7., 8. grudnia) bądź siedziby fundacji Sapere Aude na Legnickiej 21.

P. z radości stwierdził, że akcja spadła mu z nieba – bo nie wiedział co zrobić z zalegającymi w piwnicy “klamotami”. Zapewne i w waszych piwnicach i szafach można znaleźć wciąż dobre zabawki, które zamiast się kurzyć, mogą komuś ofiarować nieco radochy.

Uwięziona oprawa

BYkcoYyCMAAYup4Długo jeszcze będziemy wspominać piątkowy mecz z Czarnymi Słupsk. Emocje jakie zafundowali nam koszykarze w ostatnich minutach podniosły z miejsc niemal całą, wypełnioną po brzegi Orbitę, a nie od dziś wiemy iż właśnie zacięte pojedynki pamięta się najdłużej.

Nim jednak na dobre zajęliśmy się dopingiem i sportowymi emocjami priorytetem stało się przygotowanie upamiętnienia 95. Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Na tę wyjątkową oprawę złożyło się sześć ramek przedstawiających Godło Polski, herby regionu i naszego klubu oraz folie w kolorach białym i czerwonym. Całości ton nadał transparent z hasłem “Ojczyzna Orlich Gniazd” zaczerpniętym z utworu duetu Adam i Olaf o tym samym tytule.

Pomysł na oprawę zrodził się jeszcze przed pierwszym meczem obecnego sezonu, w momencie gdy nasi ultrasi pracowali nad przygotowaniem sektorówki i transparentów pod inauguracyjny mecz z Anwilem. Różnica w tworzeniu obu tych opraw polegała jednak głównie na ilości czasu jakim dysponowano. O ile pierwszą z nich można było tworzyć spokojnie i bez pośpiechu, to w tym wypadku czas naglił i to mocno. Jakby tego było mało dosłownie na 24 godziny przed meczem pojawił się problem natury logistycznej, gdyż  gotowa w jednej trzeciej oprawa została “uwięziona” w pomieszczeniu, od którego… zaginął klucz. Wówczas wydawało się iż jesteśmy w sytuacji bez wyjścia ponieważ “zagubiony” klucz miał “odnaleźć” się dopiero w piątek rano, czyli na kilkanaście godzin przed meczem, a do przygotowania został cały napis na transparencie i cztery herby. Każdy kto miał do czynienia z próbą wiernego odtworzenia Godła Narodowego wie, iż nie jest to sprawa prosta, a trzeba było jeszcze wziąć pod uwagę wyschnięcie materiału.

Największy zapaleniec wśród naszych malarzy wykonywał jeszcze dziesiątki telefonów w sprawie “zaginionego” klucza, ale ostatecznie całonocne malowanie szlag trafił, a prace przeniesiono na piątek i tylko wyjątkowy zapał i wiara w końcowy efekt naszych ultrasów sprawiły, iż jakimś cudem wyrobiono się w czasie “za pięć dwunasta” i oprawa pojawiła się na meczu.

Do tej pory nie wiem jak udało im się osiągnąć cel. Ponoć malowanie wykonano w wyjątkowo ekspresowym tempie, a na 3-4 godziny przed meczem w ruch poszły suszarki.

Z tego miejsca brawa należą się przede wszystkim trzem dowódcom projektu: W, K i S (zupełnie przypadkowo tak wyglądają ich inicjały). Dla tej trójki nie ma rzeczy niemożliwych i gdy coś sobie postanowią, może walić się świat, a oni i tak zrobią swoje. Podziękowania należą się również pozostałym osobom, które w feralny czwartek odłożyły wszystko na bok i zameldowały się “na miejscu”, byle tylko powstała oprawa. Wyjątkowo ładnie zachowały się dwie młode damy B i M, które – jak same twierdzą – “poczuły się w obowiązku” i przełożyły swoje prywatne plany na inne dni, aby zrobić coś dla Śląska.

Dla osób, które nie mogły pojawić się na meczu, bądź nie miały możliwości obejrzenia efektu końcowego załączamy zdjęcie autorstwa Kapitana. Zapewne opraw przy okazji naszych meczów będzie pojawiało się coraz więcej. Również tych z akcentem patriotycznym.

Kogut

Wojna dopiero przed nami

Screenshot from 2013-10-23 13:38:57Rok temu, na pucharową potyczkę z Anwilem, ostatnie bilety wyprzedały się w dniu meczu. Na niedawną inaugurację ligi bilety zakończyły się już dzień przed batalią, a kolejka wygłodniałych wrażeń mogła jedynie stać pod kasą licząc na jakiś cud w postaci wolnej wejściówki.

Dlaczego o tym wspominam? Bo w minionym sezonie kolejne spotkania w Orbicie zgromadziły ledwie pół hali. Czy teraz, zachowując proporcje, w niedzielę podczas meczu z Polpharmą powinniśmy spodziewać się zapełnienia przynajmniej 3/4 pojemności obiektu?

Prawdziwa wojna – wojna o kibiców – zaczyna się dopiero teraz. Nowy stadion też przeżył na inaugurację komplet, by błyskawicznie spaść z frekwencjami poniżej 50% pojemności.  W przypadku dużo mniejszej Orbity taki efekt, to byłaby katastrofa w wykonaniu zarówno rządzących klubem, jak i nas kibiców, bo kto, jak nie my, ma rozsiewać wirusa miłości do Śląska?

Na sektor K, VIP-ów, zwykłych zjadaczy popcornu – nie ważne gdzie, ważne żeby liczba fanów ustabilizowała się na wysokich frekwencjach. Mamy ekstraklasę, którą teraz trzeba utrzymać, nie wynikami na parkiecie, ale tymi na trybunach. Udowodnić, że temu miastu, jego mieszkańcom, zależy na tym klubie.

Udowodnić, że 10.10.2008 to był wypadek przy pracy.

X-lecie

Jest nadzieja, że jeszcze będzie pięknie. Takim optymistycznym akcentem zakończyliśmy pięć lat temu artykuł na nasz skromny jubileusz. Rozpoczynaliśmy właśnie nasze katharsis w drugiej lidze i chyba nikt się nie spodziewał, że zajmie aż tyle czasu. Ci, którzy wytrwali, mogli poznać definicję piękna.

518181e074f3d_pO pierwszych pięciu latach nie ma się co powtarzać. Dzisiaj można dodać, że dziesięć lat temu większość pukałaby się w czoło gdyby powiedzieć, że po tak długim czasie w Śląsku grać będą Robert Skibniewski i Radosław Hyży, a ten drugi powinien być w przyszłości wspominany jako legenda klubu. A już na pewno każdy patrzyłby jak na wariata na wieść, że za najlepszy wyjazd w dziesięcioletniej historii wielu uznawać będzie ten w drugiej lidze do Prudnika, na mecz o życie z miejscową Pogonią.

Historia minionych pięciu lat obrodziła zresztą w zdarzenia śmieszne, straszne, niezwykłe, piękne i obrzydliwe. Z tych lepszych należy wymienić, że przez cały ten czas gramy z prawidłowym herbem, bez dziwnych dodatków do nazwy. I jak na razie udaje się to utrzymać nawet w ekstraklasie, choć niektórym w niższych ligach członów w nazwie przybywa zamiast ubywać.

mpj2011_final05Niektórzy wciąż śmieją się na wspomnienie artykułu pewnego dziennika, który mecze Śląska podsumował jako widowisko dla nielicznych, którzy do hali przychodzą napić się wódki. Jakby mnie ktoś zapytał o największy nasz sukces, to wskazałbym na przemianę, której udało się dokonać: z meczów oglądanych w liczbie na granicy błędu statystycznego, przez takie, kiedy trzeba się było zastanowić “czy już zaczynamy doping, czy jeszcze czekamy na spóźnialskich/grillujących pod halą”, po mecze w miarę zapełnionej hali, z apogeum w postaci Mistrzostw Polski Juniorów Starszych, kiedy organizatorzy zmuszeni byli zamknąć Kosynierkę dla kolejnych widzów. Pomogły sieci społecznościowe, dzięki którym łatwiej było dotrzeć do ludzi, powiedzieć że Śląsk wciąż żyje i gra. Jednak bez uporu tej najtwardszej garstki, dzisiaj nas by tutaj nie było.

Świętowaliśmy dwa awanse, jedyne w swoim rodzaju swojskie wyjazdy, poczuliśmy zapach Mieszczańskiej, która dla wielu stała się drugim domem. Większość zgodnie uznaje, że to było najlepsze pięć lat w historii tej grupy. Poznikali pozerzy, pozostali Ci, którym zależy. Doszli też nowi: zwariowani mistrzowie kierownicy, wiecznie młodzi ojcowie, czy nowo odkryte talenty malarskie, którzy wnieśli swoim zapałem powiew świeżości w nasz stary, skostniały organizm.

Za nami dziesięć lat bogatych w doświadczenia. Czas przekuć je w kolejne lata budowania drogi na krajowy szczyt.

A na urodzinowy tort zdążymy jeszcze zaprosić.