Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'poza parkietem' Category

Nowy rok, stary rok

Za nami 2008 rok, rok z którego kibice zapamiętają przede wszystkim jedną datę i jedno wydarzenie - 10 października 2008. Tak jak powiedział trener Jankowski poproszony o podsumowanie tego roku: “Nikt nie będzie pamiętał medalu, składu, ani spotkań. Wszystko przesłania wycofanie klubu z rozgrywek.”

W ciągu ubiegłorocznych 366 dni działo się jednak wiele ciekawego i jest co podsumowywać. Zaprezentowaliśmy się w sześciu miastach (miasteczkach?) podczas trzynastu wyjazdów; w tym zaliczyliśmy jeden z naszych najlepszych w historii - do Ostrowa 20 kwietnia. Kto był, ten wie dlaczego.

Koszykarze zdobyli brąz, a kibice zajęli piąte miejsce podczas koszykarskich mistrzostw kibiców.

Do języka potocznego weszło stwierdzenie “bendzie dobrze” serwowane przez Mariusza Bałuszyńskiego na każdym kroku, wypierając wszelkie złote myśli mistrza gatunku - Waldemara Łuczaka.

Rezerwy Śląska przeszły istną rewolucję - i nie mam tu na myśli awansu w hierarchi do rangi pierwszej drużyny. Klub opuściło większość zawodników, a skład, który zmontowano jest przez wielu uważany za najsłabszy od wielu, wielu lat.

Trener Jankowski wprowadził w życie program Basketmania, który ma na celu propagować kulturę fizyczną oraz grę w koszykówkę wśród najmłodszych. Idea szczytna, wykonanie chyba niezłe, ale jakże tragiczny jest w tym wszystkim fakt, że jest to dopiero pionierski projekt w tym kraju… Tymczasem darmozjady z PLK rozpowiadają, że wiele robią dla popularyzacji koszykówki w Polsce. Tylko brzuch im rośnie od tej popularyzacji. Albo nie tylko brzuch.

Kryzys klubu objawił też dwie twarze niektórych osób; takich, które potrafią wyzywać rywala, a potem przybrać jego barwy, czy spakować szalik w drodze do domu. Choć nie brakuje i milszych akcentów - dopiero co zrugany przeze mnie Radosław Hyży wśród noworocznych życzeń wymienia reaktywację “ukochanego klubu, z ukochanego miasta”, Marcin Stefański nie boi się otwarcie mówić, że chciałby wrócić grać dla Śląska, pomimo tego, że kibice Górnika należą do tych pałających do nas największą nienawiścią.

No i na koniec podsumowań - spotkania w Kosynierce. Spodziewałem się nieco lepszej frekwencji i znacznie większego zapału, rzeczywistość sprowadziła jednak na ziemię. Dla wielu szok kulturowy okazał się zbyt duży, niektórzy potrzebowali drobnej pomocy, by z tego szoku wyjść. Kto jednak miał zostać, ten został i to jest najważniejsze.

Życzenia na nowy rok? Marzy mi się wrześniowa, czy też październikowa inauguracja ligi w Hali Stulecia. Blisko 500 gardeł zebranych na lewym balkonie (nie pytajcie, czy to jest możliwe) wprowadzających jakość, jakiej nikt w PLK jeszcze nie widział. Prawdziwy Feniks z popiołów.

Lewy balkon

Ale przede wszystkim: żeby w nowym roku oddali to, co zabrali w starym.

p.s.

W sprawie pucharów - wg naszych informacji puchary zostaną wykupione przez miasto i oddane stowarzyszeniu WKS “Śląsk”. Przynajmniej ta jedna sprawa zapowiada się zakończyć happy endem.

A nie mówiłem?

Roman Zieliński narzeka na nowego szefa działu marketingu Śląska Wrocław - chciałoby się powiedzieć “wiedziałem”. Ciekawe, kto będzie następnym nowym nabytkiem w zarządzie? Waldemar Łuczak? Ciarki po plecach przechodzą…

My już przez to przechodziliśmy. Poznaliśmy niekompetencję, interesy na boku i myślenie zupełnie nieprzystające do wizji kibiców. Ciekaw jestem jak długo wytrzymają w tych warunkach ludzie tacy jak Roman. Idę o zakład, że im bliżej będzie końca sezonu, tym wściekłość będzie narastać i przerodzi się w otwarte konflikty.

Ostatnio ktoś narzekał, że na meczu nie było elektronicznych band reklamowych, “ale może to i dobrze, bo ich wynajęcie jest drogie”. Nie zdziwię się, jeśli na wiosnę bandy się pojawią. Przypomnę tylko, że Jacek Kubiak ma firmę, która m.in. takie bandy wynajmuje…

Uratują puchary?

Pojawiła się istotna informacja w sprawie pucharów, które miałyby pójść pod młotek. Jak donosi Gazeta Wyborcza, syndyk ma przygotować zestaw specjalnych warunków, które miałby spełnić ewentualny nabywca - zabezpieczając w ten sposób, by puchary nie utknęły w czyjejś piwnicy na dobre.

Jeśli wierzyć doniesieniom gazety jest spora szansa, że zapis będzie tak przygotowany, by pamiątki zakupiło stowarzyszenie WKS Śląsk Wrocław przy pomocy (finansowej jak rozumiem) miasta.

Widać, że macki Grzesia sięgają daleko.

Starzy znajomi oraz znajome metody

Śląsk rozegrał wczoraj na Oporowskiej ostatni pojedynek w ramach rundy jesiennej Ekstraklasy pokonując chorzowski Ruch 3:1.

Nie o meczu jednak chciałem pisać - wszak piłka to nie nasza działka - ale o pewnych kwestiach, które są z pewnych względów nam dość bliskie. Jak np. ludzie. Prezes Piotr Waśniewski to tylko szczyt góry lodowej; jego przyjście na Oporowską wielu wiąże z tym, że pod skrzydła piłkarskiej spółki wejdzie koszykarska sekcja. Rzadko się jednak zauważa, że jego przyjście może oznaczać powrót do sportu “starej gwardii” związanej wcześniej z koszykarskim Śląskiem. Jak choćby widziany przeze mnie wczoraj osobnik znany jako “Larry” - miłośnik hamburgerów i interesów po znajomości. Przykładowo - bandy reklamowe na meczach Śląska w Orbicie, czy Ludowej zapewniała jego firma. Chciałbym zobaczyć, jakie stawki sobie kazał płacić.

Pamiętne też było załatwanie sponsora dla ligi. Miała nim być Era, rozmowy prowadził w głównej mierze “Larry” i tak porozmawiał… że Era w końcu zamiast sponsorem ligi została sponsorem Śląska. Co zresztą na dobre Śląskowi nie wyszło, bo Era się z umowy nie wywiązała (zmienił się zarząd i uznał umowę za nieważną), ale to już temat na inną rozmowę.

Podobnie wygląda też problem cen biletów. Są drogie - to widzi każdy, nawet panowie w krawatach w studiu Canal+. Za bilety ponoć odpowiada pan Piotr Mazur, prywatnie związany z pewną panią, która swego czasu należała do wspomnianej “starej gwardii”. Oboje często odwiedzali zresztą halę Orbita jeszcze w minionym sezonie. Być może pan Mazur lekcję na temat biletów wyniósł właśnie z koszykówki - niestety błędną. Jak grochem o ścianę nawoływaliśmy klub, by opamiętał się z cenami biletów, które wg nas były horrendalnie wysokie. Skutkowało to np. takimi paradoksami, jak - po okresie wielkiego boomu na kosza - pustawe trybuny na ćwierćfinale z Polpakiem, czy ogólnie tylko jeden mecz z zanotowanym kompletem w hali w minionym sezonie (choć hitowych pojedynków nie brakowało). Apogeum tej działalności była sprzedaż karnetów, która zakończyła się żenująco niskim wynikiem. Tak niskim, że ludzie pytani o konkrety tylko zwieszali głowy.

W klubie jednak trwali cały czas twardo przy swoim i żadne argumenty nie potrafiły do ludzi zarządzających dotrzeć. A publika topniała i topniała… również wtedy, kiedy wyniki były.

Ponoć należy uczyć się na cudzych błędach, na Oporowskiej jednak prezesostwo pozostaje niewzruszone. Prędzej czy później odbije się to czkawką tak samo, jak odbijało się notorycznie w hali przy ulicy Wejherowskiej.

O takim jednym kłamstwie

Pan magister Mariusz Bałuszyński mnie okłamał. Jakoś z miesiąc temu opowiadał mi o stracie finansowej spowodowanej przez spółkę z radiem w nazwie oraz wydawnictwem pisemka o koszykówce. Tłumaczył, że musi zawiadomić o stracie zarząd spółki i w tym celu zwołać walne zgromadzenie akcjonariuszy. Później ci akcjonariusze będą mieli zdecydować, czy pokryć tę stratę - np. poprzez emisję nowych akcji i wykupienie ich.

I w tym momencie pan magister ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego powiedział mi, że jeśli nie dojdzie do pokrycia straty być może będzie musiał zgłosić do sądu wniosek o upadłość spółki. Dodał do tego, że wówczas spółka funkcjonować będzie dalej normalnie, a zawodnicy grać mecze w lidze. Kilka dni temu pan Bałuszyński ogłosił światu, że musi wycofać drużynę z ligi, że tak mu nakazuje prawo (jak wiemy nie ma tu racji).

Przyznaję, dałem się nabrać, zostałem bezczelnie oszukany.

W tym momencie mógłbym mściwie życzyć panu magistrowi, żeby sąd wykazał, że zgłoszenie upadłości było bezpodstawne, a sam prezes działał na niekorzyść spółki za co grozi kara pozbawienia wolności.

Życzę mu jednak czegoś innego. Żeby nauczył się czytać ze zrozumieniem, z czym - jak się przekonałem - ma spore problemy. Żeby nauczył się pisać bez błędów, by w przyszłości nie przedstawiać pism z pomyloną nazwą podmiotu, czy głupimi literówkami. W końcu - życzę mu, żeby w przyszłości miał cywilną odwagę. Odwagę pochwalić się swoimi dowodami na wielkie czyjeś zbrodnie, zamiast straszyć, że takowe dowody posiada, ale użyć nie chce, bo po co.

Bądź też cywilną odwagę przyznać się, że po prostu kłamał.