Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'relacje' Category

20. kolejka II ligi – 27.02 – WKS Śląsk Wrocław 68:76 KS Stal Ostrów Wlkp.

Walka o każdą piłkę, kontuzje, interwencje lekarzy, wielkie emocje, mecz przegrany na własne życzenie. Tak można w skrócie opisać sobotni mecz Śląsk – Stal, który zakończył się zwycięstwem gości 76:68.

Emocje miały swój początek już przed meczem. Spotkanie zaczynało się o godzinie 18:00, a już pierwsi kibice gromadzili się godzinę wcześniej, co była miłym zaskoczeniem. Rozmowa w małym gronie, która miała miejsce przed halą, została przerwana przyjazdem kibiców Stali. Na parking wjechał wypełniony autokar oraz dwie osobówki. Chwilę później dojechała jeszcze jedna – małżeństwo wraz z dziećmi. Po paru minutach wszyscy ruszyli w stronę hali. Trzech kibiców prowadzących owy pochód spytało się nas gdzie jest wejście na halę, wszystko zostało wytłumaczone i na tym by się skończyło, ale jednak… Kolega B. wraz z kibicem Stalówki, “tenisistą” A. wyjaśniali między sobą pewną sprawę. Zamiast zostawić tą sprawę w/w osobom, dwoje osobników w żółto-niebieskich barwach, postanowiło poprzeć wspomnianego tenisistę A. Po co? Nie mam pojęcia… Skończyło się na podniesieniu emocji obu ekipom i już wtedy było wiadomo, że na trybunach będzie gorąco. Tak też i było.

Kibiców Stali według moich obliczeń 61 osób na sektorze + 5-6 obok (w tym wspomniana wcześniej rodzina). Według obliczeń gości 70 osób na sektorze + kilka poza, co jest liczbą, którą można spokojnie zaakceptować. Nas – 43 osoby na balkonie. Wywieszamy jedną flagę. Co do dopingu to już przed meczem, było wiadomo, że będzie głośno. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu dobra, momentami bardzo konkretna. Druga w naszym wykonaniu znacznie gorsza. Stal, oceniam odwrotnie. Gdyby nas było te kilkanaście osób więcej, a Stal nie zagłuszała by czasem siebie własnymi bębnami (swoją drogą jeden ‘bębniarz’ Stali, ma cholerne poczucie rytmu i będąc na wielu meczach z owym klubem, nigdy nie zauważyłem jakiejś pomyłki tego kibica za co szacunek, choć czasem mógłby trochę lżej uderzać, aby nie zagłuszać własnych kolegów i koleżanek ;) )… Tak, ale to wszystko tylko gdybanie. Było jak było i tego nic nie zmieni. Stal po meczu prezentuje oprawę, która wcześniej została zdeptana i prezentowała się dość kiepsko. Odpalają także kilka rac (?) które jak sami przyznają były testowane i okazały się totalną porażką. Tradycyjnie kibice Stali pozdrowili nas chyba ulubionym (bo najgłośniejszym) ‘CPJŚ’. Aż tak rozzłościł ich dżentelmen w barwach Śląska, który wybrał się na wycieczkę rekreacyjną pod sektor kibiców Stalówki, gdzie (o ile dobrze widziałem) zainteresował go przede wszystkim wspomniany wcześniej ‘tenisista’ A.?

Co do samego meczu. Pierwsza połowa w wykonaniu Wojskowych naprawdę bardzo dobra. Walka o każdą piłkę, udane zagrywki, dobre zmiany. Taka gra dała w rezultacie dużą przewagę, która powinna zapewnić zwycięstwo. Niestety w drugiej połowie Śląsk ’stanął w miejscu’. Kilka akcji miały swój koniec jeszcze na własnej połowie. Gracze kompletnie nie radzili sobie ze strefą 3-2 w wykonaniu Stali. Niezrozumiałe jest też dla mnie, czemu nie można było wymusić na graczu Stali, Michale Kaczmarku, piątego faulu? Zawodnik ten grając z czterema faulami przez całą drugą połowę zdołał zdobyć bodajże 17 pkt. Trenerze Grudniewski, czyżby nikt tego nie zauważył?! W naszej drużynie najbardziej zaskoczyła mnie postawa Marcina Strzeleckiego, który zdobył aż 16 punktów na dobrej skuteczności. Brakowało też skuteczności, przede wszystkim Kubie Parzeńskiemu (tylko 27% z gry), choć starał się fakt ten nadrobić zbiórkami (20 zbiórek w całym meczu!). Podsumowując, mecz przegrany na własne życzenie przez: brak koncentracji, błędy trenera, brak wiary w siebie (niepotrzebne skreślić).

Na koniec zostawiłem do opisanie sprawę sędziów. Po meczu udałem się na rozmowę z osobnikami bawiącymi się w sędziowanie. Nie uważam, że to przez nich przegraliśmy mecz, bo popełniali błędy na korzyść obu zespołów, ale sędziowie chyba postawili sobie za główny cel, bycie w centrum uwagi, co z pewnością im się udało. Na moje pytanie: “Czemu w II lidze jest tak mało gwizdanych błędów 3 sekund?” od razu otrzymałem odpowiedź: “Ale nie gwizdaliśmy w obie strony czy tylko w jedną?”. “W obie, ale czy to zwalnia z gwizdania błędu? Czy jeśli w jednej akcji kiedy nie będzie gwizdka ktoś zdobędzie punkty, a w drugiej nie zdobędzie, to też bez różnicy?” no i tu osobnik który podczas meczu chyba zapamiętał mój emocjonalny monolog skierowany do niego, odpowiedział iż powinienem przeczytać artykuły odnośnie do błędu trzech sekund. Ewidentnie przedstawiciel PZKosz chciał skończyć rozmowę, tak się nie stało. Rozmowa trwała kilka minut, dotyczyła też kilku sytuacji z meczu które były bardzo kontrowersyjne. Niestety, tak jak z jednym osobnikiem w żółtej koszuli można było porozmawiać, tak z drugim nie. Pierwszy z nich przyznał, że może było kilka błędów, ale to tylko dlatego, że nie są w stanie wszystkiego zauważyć, bo aż tyle dzieje się na parkiecie, drugi polecił mi portal sędziów koszykówki do przestudiowania. Na tym rozmowa się skończyła. Ostateczny wniosek jest taki – nie podoba się sędziowanie – idź na sędziego, lub nie miej pretensji, bo nie mamy możliwości tego wszystkiego ogarnąć.

Tak więc, sobota była bardzo emocjonującym dniem. Zobaczymy, czy w przyszłym sezonie, znów Śląsk i Stal spotkają się w tej samej grupie. Oby, bo takich emocji w II lidze dawno nie było.

Tym czasem, już w środę, 3 marca, o godzinie 18:00, Śląsk rozegra spotkanie z OSSM Wrocław. Mecz ten odbędzie się w Wołowie. Czy Wojskowi podniosą się po porażce ze Stalą i wygrają najbliższy mecz? O tym przekonamy się już w środę wieczorem.

19. kolejka II ligi – 21.02 – Nysa Kłodzko 86:78 Śląsk Wrocław

W porównaniu z zeszłorocznym meczem wszystko było in minus, poza wynikiem – bo teraz chociaż przegraliśmy, to po wspaniałej walce i dogrywce. Być może przesadzam, ale to odczucia mocno indywidualne.  Pojechaliśmy wszyscy razem w słabiutkiej liczbie, która nie zwiastuje niczego dobrego na przyszłość. Wycieczka jak zwykle w miłej atmosferze co zapewne potwierdzi jedna piękna opolanka, której podróż umilał nasz rubaszny nicpoń – nader wesoły tego dnia.

W zeszłym roku witaliśmy wiosnę, a towarzyszyła nam przy tym piękna pogoda dzięki której na kilka godzin rozbiliśmy dość wystawny piknik nad rzeką i na tamten czas nie znalazł się żaden służbista, który by nas przegonił i zepsuł humor a powody wszak były :) W tym roku skorzystaliśmy z zaproszenia i gościny naszego kłodzkiego kuchmistrza z zaprzyjaźnionego lokalu, w którym to po przybyciu do Kłodzka urzędowaliśmy  grubo ponad godzinę. Za co serdeczne dzięki i do następnego! Później część z nas wybrała się na halę, część na zakupy, a reszta na spacer po mieście. Grupa zwiedzająca nie załapała się niestety na łyżwy; na tydzień przed zakończeniem sezonu zimowego okazało się iż nie było rozmiarów odpowiednich, a na propozycje, że poradzą sobie na lodowisku w butach usłyszeli kategoryczny sprzeciw.

Po strzeleniu – dosłownym – kilku pamiątkowych fotek udali się do samej twierdzy kłodzkiej, która to była jak na złość zamknięta. Podziwiając widoki spod bramy Twierdzy Kłodzkiej zostali zaatakowani przez grupkę miejscowych. Będąc na górze bronili się zaciekle i choć rywale próbowali akcji oskrzydlających z lewej flanki, to trwająca blisko 30 minut wojna na śnieżki została wygrana przez kibiców Śląska. Młodzi kłodzczanie następnie wyrazili chęć pójścia razem z nami na mecz, jednak topniejący śnieg wzbudził większe w nich emocje niż derby Dolnego Śląska i zostawili nas bez żalu.

Skromna liczba raczej uniemożliwiła chóralne śpiewy i mega doping z naszej strony, aczkolwiek zaangażowania, poświęcenia i wytrwałości sobie odmawiać nie będziemy. Bądź co bądź nie często się zdarza zedrzeć gardło do autentycznej krwi, a właśnie to miało miejsce w Kłodzku.  Parę sędziowską z tego meczu zapamiętam z 2 powodów – pierwszy to taki, że byli słabi, albo bardzo słabi, a drugi to fakt odgwizdania błędu 3 sekund chwilę po zwróceniu im uwagi z trybun.

Ci co byli jednak nie żałowali, nawet biorąc pod uwagę nad wyraz drogą podróż powrotną dzięki uprzejmości odpowiednich służb, których nigdy nie ma tam gdzie ich potrzeba najbardziej, a są zawsze tam gdzie ich obecność jest zbędna. Ale pewnie premia będzie…

Można być człowiekiem rozumnym, ale można być też zwykłym chujem.

17. kolejka II ligi – 7.02 – Księżak Łowicz 100:81 WKS Śląsk Wrocław

Niecały tydzień temu, w minioną niedzielę, Śląsk rozegrał spotkanie w Łowiczu, z miejscowym Księżakiem. Wojskowi przegrali owe spotkanie różnicą 19 punktów. Niestety brak czasu spowodowany sesją na uczelniach, spowodował, że zanotowaliśmy kolejne ‘zero wyjazdowe’.

Patrząc na statystyki warto zauważyć wyczyn Kuby Parzeńskiego. W ciągu 30min spędzonych na parkiecie, ‘Parzyk’ zdobył aż 25 punktów i to na naprawdę dobrej skuteczności (5/5 za 3, 2/2 za 1, 4/6 za 2). Oprócz tego zebrał najwięcej piłek w meczu – 14. Dołożył on również do swojego dorobku: 2 asysty, 1 przechwyt oraz 2 blogi. W rezultacie Jakub Parzeński został MVP kolejki naszej ligi! Gratulujemy!

Cóż więcej można powiedzieć o meczu którego się nie widziało, a dostępne są jedynie statystyki? Może jedynie to, że zgodnie z zapowiedziami nie zagrał w tym spotkaniu Piotr Warawko, który w meczu z AZS-em Opole, doznał urazu kostki, który prawdopodobnie wyklucza go z gry do końca sezonu…

Na koniec warto zakomunikować (na chwilę obecną nawet na zwykle dobrze funkcjonującej i informującej stronie slask.polskikosz.pl nie ma owej informacji) – w najbliższa niedzielę, 14.lutego o godzinie 16:00 WKS Śląsk Wrocław zmierzy się w ramach 18. kolejki z czołową drużyną naszej ligi, która jest jednym z pretendentów do awansu, AZS Radex Szczecin. Mecz oczywiście w hali ‘Kosynierka’ mieszczącej się przy ul. Mieszczańskiej 11. Może warto poświęcić trochę czasu w dniu wszechobecnej miłości, czułości i zakochanych, jakim są Walentynki, i wybrać się na mecz oraz okazać nieco wsparcia dla Wojskowych, którym w meczu z AZS-em przyda się pomoc kibiców.

16. kolejka II ligi – 30.01 – WKS Śląsk 80:73 AZS Politechnika Opole

30.01.2010r., sobota, ul. Mieszczańska 11, hala Kosynierka pęka w szwach. Ludzie zajmują każde miejsce na hali. Kibice którzy spóźnili się na mecz lokują się na schodach. Tak to mogło wyglądać gdybyśmy byli kibicami o innej mentalności, jednak rzeczywistość była całkiem inna…

Ta sama data, to samo miejsce, jednak ludzie spokojnie mogą rozsiąść się wygodnie gdzie tylko chcą. 56 osób nie licząc zawodników, trenerów, stolika sędziowskiego. Właśnie tyle osób przyszło dziś do Kosynierki oglądać mecz Śląska… Jeszcze niedawno na derbowym spotkaniu z WKK, hala była zapełniona do ostatnich miejsc. Wojskowi wygrali ostatnie spotkania, więc dziś kibice również powinni dopisać. Rodzi się więc pytanie czemu, tak mało osób spędziło sobotnie popołudnie oglądając mecz II ligi koszykówki? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta – Mistrzostwa Europy piłki ręcznej i mecz Polska-Chorwacja. Rozumiem, Polacy grali o finał, swoją grą dawali powody do tego, aby wierzyć, że uda im się awansować do finału, ale powtórkę meczu szczypiornistów można obejrzeć kilka godzin później, dzień później, a niestety powtórki meczu Wojskowych nie, a warto było oglądnąć dzisiejsze spotkanie z AZS-em, ale o tym później. To wszystko dowodzi tego, że większość z nas to kibice sukcesu. Jadąc wczoraj tramwajem i słysząc rozmowę “znawców” szczypiorniaka, zwątpiłem, czy aby na pewno oglądają mecz piłki ręcznej. Z pewnością nie są oni jedynymi osobami które oglądają ME tylko dlatego, że teraz się “o tym mówi”. Nawet wśród nas, oddanych kibiców Śląska, znalazły się osobniki które na pytanie “Gdzie jesteś i kiedy będziesz w Kosynierce?” odpowiadają “Oglądam ręczną przed telewizorem i nie przyjdę”. Może warto się zastanowić, czy aby przypadkiem priorytety się w głowach nie poprzewracały…

No ale do rzeczy. Wojskowi, zagrali dziś w moim odczuciu jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie i to bynajmniej nie z powodu wygranej 80:73. Owszem, zdarzały się głupie straty, a przede wszystkim arcygłupie przewinienia, jednak emocje i walka wynagradzały wszystko. Pierwsze co zauważyłem to Norbert Kulon jako kapitan drużyny. Dzisiaj, paroma swoimi wejściami pod kosz zakończonych, albo punktami, albo wymuszonym faulem, z pewnością pokazywał kolegom z drużyny jak powinno się grać. Ogólnie rzecz ujmując wszyscy zagrali na dobrym poziomie, a kolega Z. z pewnością jest zadowolony z występu Filipa Gryszko, który jest jego ulubionym graczem :] Podczas dzisiejszego spotkania Kacper Sęk uraczył nas efektownym, bodajże drugim wsadem zawodnika Śląska w tym sezonie. Niestety nie obyło się bez uszczerbku na zdrowiu. Grający dziś dość energicznie i siłowo Piotrek Warawko podkręcił kostkę, co było pod koniec powodem do zażartowania całej drużyny z Piotrka. Ważnym odnotowania faktem, jest to, iż na parkiecie mieliśmy zawodnika (grającego z numerem 7 w drużynie AZS-u), który ewidentnie lubi oglądać mecze NBA. Skarpety do kolan, opaski, wygląd a’la Marcin Gortat i już myśli, że jest lepszy od innych :)

Na trybunach z racji małej ilości Kosynierów oraz reszty kibiców, wywieszamy tylko jedną flagę, jednak jak na tak małą grupę dopingujemy na konkretnym poziomie przez cały mecz.

Mam nadzieję, że za dwa tygodnie podczas meczu z AZS-em Szczecin, Kosynierka zapełni się większą ilością kibiców, a my będziemy mogli cieszyć się ze zwycięstwa nad jedną z najlepszych drużyn naszej ligi. Wcześniej jednak, bo już 7.02. odbędzie się mecz z Księżakiem Łowicz. 260 kilometrów od Wrocławia to odległość na jaką nie wyjeżdżaliśmy podczas spotkań drugiej ligi. Może czas to zmienić?

14. kolejka II ligi – 16.01 – WKS Śląsk 61:89 Open Basket Pleszew

Mecz z liderem stał na w miarę wyrównanym poziomie przez dwie kwarty. Później faworyt wykorzystał błędy naszej młodzieży i rozpędzony wyrobił sobie znaczną przewagę.

Nas jednak bardziej ciekawiła interpretacja sędziów przepisu o błędzie trzech sekund. Ja rozumiem, że wg nowoczesnego gwizdania należy być pobłażliwym dla zawodników, którzy “nie biorą udziału w akcji” (a to możliwe jest w ogóle stojąc pod obręczą?!), albo “starają się wyjść z trumny”, ale pięć sekund w trumnie i cisza?! O akcjach, kiedy wyliczyliśmy trzy sekundy zawodnikom punktującym aż żal wspominać…

Najzabawniejsze, że kiedy liczyliśmy sekundy wysocy gości… uciekali z trumny. Oni potrafili zrozumieć o co się wściekamy, ale sędziowie nie, ciekawe prawda?

Kolejny pojedynek już w sobotę w Siechnicach. Będzie grillowanie i zabawa. Hej Śląsk!