Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'relacje' Category

Zielona Góra, 31.01.2015

Dziwny to był mecz. Dziwny do tego stopnia, że chwilę zajęło, by się pozbierać i w końcu siąść do spisania relacji z wyprawy w lubuskie rejony.

Wyjazd z Wrocławia zaczęliśmy od opóźnienia i pomylenia drogi przez kierowcę. Szczęśliwie przyjęty zapas sprawił, że nie podtrzymaliśmy naszej tradycji i na hali w Zielonej Górze zameldowaliśmy się przed pierwszym gwizdkiem.

Niestety zameldowaliśmy się w dość skromnej liczbie – 43 osoby plus ekipa z KKN-u.

z17346220Q,Kibice-Slaska-ma-meczu-w-Zielonej-Gorze

Tutaj mała podpowiedź dla wszystkich ekip, które nas czytają, a planują wycieczki do Zielonej – miejscowi mają dziwnie nadgorliwy personel biletowy, który nabija paragon na podstawie listy wyjazdowej. Jeśli ktoś nie dotrze (np. pomyli kierunek i pojedzie do Czech), to nijak nie idzie przekonać, by niewykorzystane bilety wycofać. Uczciwie trzeba przyznać – całkiem skuteczny sposób na dorobienie i poprawienie statystyk.

Mecz – jako się rzekło – był bardzo dziwnym widowiskiem. Pod wieloma względami przypominał ubiegłoroczną sinusoidę, kiedy Śląsk powrócił z dalekiej podróży i doprowadził do dogrywki… w której już nie podjął walki. Teraz było podobnie, tylko już bez dodatkowych pięciu minut gry.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że mecz przegraliśmy głównie przez głupotę – głupie podania przez całą szerokość parkietu, problemy z podstawami kozłowania, czy nawet ze zwykłym złapaniem piłki podanej prosto w ręce. Było to do tego stopnia irytujące, że w najgorszym okresie towarzystwo na balkonie się zagotowało, a naszych milusińskich do boju zagrzewał dawno nie praktykowany okrzyk “Śląsku grać! k… mać!”

Ciężko teraz stwierdzić – ten okrzyk, “odpalenie literki”, która wyszła dobrze jak nigdy, czy może po prostu sportowa ambicja, ale coś sprawiło, że zaraz potem mogliśmy oglądać serię 21:0 dla Wojskowych. Niestety, zamiast rywala dobić, Śląsk wrócił do robienia głupot i oddał inicjatywę rywalom, którzy dowieźli zwycięstwo do końca.

Na pocieszenie – jeśli ograniczyć głupie błędy, to jesteśmy w stanie z takim rywalem na wyjeździe wygrać. Przed play offami to dobra wiadomość.

Na trybunach walki nie było. Miejscowi co prawda wypełnili dość szczelnie pojemne trybuny, ale na możliwości wokalne to specjalnie nie wpłynęło. Do czegoś mianem “dopingu” zerwali się raz przez całe spotkanie. Poza tym swój wysiłek ograniczyli do rzadkich gwizdów. Nasz doping był względnie przyzwoity z bardzo dobrym fragmentem, ze wspomnianą “literką”.

O niemrawości zielonogórzan niech świadczy brak jakiejkolwiek reakcji na drobną uszczypliwość względem ichniej tożsamości. A raczej jej braku.

Powrót

W drodze powrotnej udało się obalić komunę, ale przede wszystkim było sentymentalnie. Zaczynając od wspominania tabunu zapomnianych nazwisk pseudograczy, którzy przewinęli się przez nasz klub, po archiwalne znaleziska w sieci. Na trasie nie zabrakło klimatycznych opowieści z niższych lig i dalekich wyjazdów, ani przeglądu muzycznej klasyki. Było ciekawie.

We Wrocławiu meldujemy się około godziny 22.

100 lat!

Korzystając z okazji, że dziś – 8. lutego – swoje oficjalne urodziny obchodzi serce naszego zespołu, nie może zabraknąć najlepszych życzeń zdrowia, pomyślności i jeszcze jednego medalu na szyi.

radek-2004

Dąbrowa Górnicza, 20.12.2014

10398684_798324503561558_4214453437075129940_nPomimo tego, że musieliśmy ZAPŁACIĆ za autostradę, benzynę i bilet na mecz, postanowiliśmy sprostać zadaniu i udać się na mecz do Dąbrowy Górniczej. Droga łatwa, szybka i przyjemna, chociaż stojąca pod hasłem “daj szkopowi długimi”, “rób go prawym” i, wbrew pozorom łatwości trasy, wyścigiem z czasem aby zdążyć na mecz.

W przeciwieństwie do naszej poprzedniej wyprawy do Dąbrowy, kiedy to ochrona w połowie pierwszej kwarty chciała wyprowadzić połowę naszej grupy, tym razem wykazała się całkowitym olewatorstwem (i dobrze!) w stosunku do nas i nie przeszkadzali nam od wejścia do momentu opuszczenia hali na której meldujemy się ostatecznie w 17 osób. Niestety, Dąbrowa Górnicza na scenie kibicowskiej nie istnieje – ich siedzący młynek w postaci kilku osób zaprezentował bogaty repertuar trzech (!) okrzyków – “Dąbrowa Górnicza”, “difęs” i “drukarze”.

Sam mecz – brakuje słów, którymi można by go określić i w tym momencie powinno się postawić wielokropek, ale… Nie jesteśmy koszofanami, niejednokrotnie stawaliśmy z podniesionym czołem, kiedy Śląsk dostawał baty od AWFów czy innych Prudników. Tak było i tym razem, ale sobotni mecz był przesadą, która nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Liczba błędów, strat, bezradności i idiotycznych decyzji niezrozumiałych dla największych koszykarskich ignorantów, przeszła wszelkie pojęcie. I nawet nasz ulubieniec, sędzia Trawicki, nie musiał się specjalnie męczyć, aby nam zrobić kuku. Humory poprawił nieco nasz kolejny faworyt – Mój Kuba – który tak bardzo chciał się pokazać, że złapał dwa dachy i wyleciał na trybuny. Niemniej jednak, mecz przerżnęliśmy na własne życzenie. Oby wyszła z tego nauczka na przyszłość i może do kogoś w końcu dotrze, że na jednym zawodniku drużyny się nie zbuduje.

Ale nic to, walczymy dalej i oby to był tylko wypadek przy pracy zwiastujący dobre chwile po świętach. Zły nastrój minął jeszcze przed Katowicami, a opowieści o seryjnych mordercach skutecznie oddaliły negatywną atmosferę tego meczu. Na koniec dołączamy się do życzeń Radka Hyżego – odpocznijmy w najbliższych dniach i wróćmy silniejsi, bo “nie samym basketem człowiek żyje”.

Zgorzelec, 8. grudnia 2014

10700705_918637031482549_8945146435848792230_oNie mamy szczęścia do Zgorzelca. To już szósty z kolei wyjazd do przygranicznego miasta, który odbywa się w tygodniu. Żeby jeszcze bardziej utrudnić życie mecz ustawiono na dość wczesną godzinę, więc aby dotrzeć na czas większość musiała liczyć na wyrozumiałość szefostwa przy wczesnej ewakuacji, ewentualnie brać wolne. Jeszcze w poniedziałek rano kilkoro osób walczyło (często z pozytywnym skutkiem) o możliwość wyjazdu i w trasę wybraliśmy się w sumie w 46-osobowym składzie.

W Zgorzelcu dołączyła do nas jeszcze 9-cio osobowa grupa miejscowych fanów Nysy Zgorzelec, co ostatecznie zamknęło naszą liczbę na sektorze na 55-ciu gardłach.

Oprócz naszej grupy na meczu była grupa bodaj 10-ciu osób z KKN-u za jednym z koszy.

Jaka ładna Biedronka

20141208_002Hala przy ulicy Maratońskiej przeszła do historii – w Zgorzelcu po latach oczekiwań (i teorii spiskowych) udało się w końcu zbudować obiekt, który pozwoli miejscowym grać puchary u siebie. Czy warto było czekać?

Zacznijmy od plusów. Niedobór kamer przemysłowych, idealna do oflagowania barierka na balkonie gości (na marginesie – zauważyliście brak oflagowania u gospodarzy?) oraz słaba słyszalność spazmów spikera. Serio – na naszym sektorze mogliśmy zapomnieć, że on w ogóle istnieje. Ten plus wynika jednak z największej słabości nowej hali, czyli fatalnej akustyki. W naszym narożniku młyn gospodarzy, jeśli już było słychać, to jakby śpiewał zza hali. Podejrzewam, że ich odczucia co do naszego dopingu były podobne – chociaż głośne Cała Polska W Cieniu Śląska! wyraźnie doszło do ich uszu.

Poza tym – wielkoformatowa powierzchnia reklamowa za jednym z koszy, wykorzystanie telebimów w roli tablic wyników, bo architekt nie pomyślał, że potrzebne będzie miejsce na takową (a takich baboli ponoć więcej), kilometr przerwy między parkietem, a trybunami, a z zewnątrz kształt dyskontowej bryły. Tylko zamiast uroczego owada mamy logo z turem i wielki neon PGE Turów Arena.

Nie ten poziom

10859891_836634426387611_1362074021_nNie będziemy się znęcać indywidualnie nad zawodnikami, bo trzeba by wymienić większość składu. Jednym należałyby się lekcje korekcyjne, inni wyraźnie zaprezentowali poziom niżej niż nałożone przez gospodarzy wymagania. Najsmutniejsze było jednak widzieć, jak część składu, sfrustrowana nieporadnością reszty zespołu, przestała zauważać kolegów na parkiecie. Efekt mógł być tylko jeden.

Oczywiście nie ma nad czym panikować – osiągnięty wynik póki co i tak przekracza nasze przedsezonowe wyobrażenia i pomimo zebrania w ryj w Radomiu i Zgorzelcu, ciągle możemy wierzyć w półfinał Mistrzostw Polski. Dwa wymienione spotkania pokazały jednak na jakim poziomie mamy sufit i że wcale nie jest tak wysoko, jak to się jeszcze parę tygodni temu wydawało.

Powrót

Po meczu nasz autokar okazał się ofiarą sabotażu i potrzebował małej reanimacji. Droga powrotna to już początek kampanii prezydenckiej przed wyborami samorządowymi za kolejne cztery lata, zacieśnianie nowych i starych przyjaźni, a wszystko w rytmach reaktywowanego greckiego hitu.

Wrocław powitał nas przymrozkiem ok godziny 23.

Co teraz?

Już dziś (tj. 14. grudnia) o godzinie 19 podejmiemy Start Lublin. Za tydzień ostatni wyjazd w tym roku kalendarzowym – do Dąbrowy Górniczej. 28. grudnia rewanż za ubiegłoroczne upokorzenie na parkiecie – do Wrocławia przyjeżdża Anwil Włocławek.

Zainteresowanych wspólnym dopingiem zapraszamy na nasz sektor oraz wyjazdy – zapisy pod adresem kontakt@kosynierzy.info

Mikołajki

IMGP7962Zgodnie z tym, co obiecaliśmy niedawno, nie spoczęliśmy na laurach i przygotowaliśmy ko­lejną akcję charytatywną. Tym razem, z okazji nadchodzących Mikołajek, zaprosiliśmy na wczorajszy mecz dzieci z Wroc­ławskiego Centrum Opieki i Wychowania, znajdującego się przy ul. Lekcyjnej 29. Czworo opiekunów wraz z dwudziestoośmioosobową grupą podopiecznych, za naszą sprawą zagościło na sektorze J, znajdującym się tuż obok naszego. Przynajmniej w pierwszej chwili, bo nabyliśmy bilety na te miej­sca. Szybko jednak okazało się, że dzieciaki nie są zainteresowane biernym przyglądaniem się widowisku na par­kiecie.

IMGP8086Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo było co oglądać. Zawodnicy Śląska dosłownie zmiażdżyli koszykarzy ze Staro­gardu Gdańskiego. Pierwsze trzy kwarty wygrane kolejno: 24-11, 29-11, 22-8 — spodziewaliśmy się zwycięstwa, ale trzeba przyznać, że taki styl jest imponujący. Cieszy fakt, że pierwsza porażka w sezonie, która miała miejsce tydzień temu, tak wpłynęła na zespół. Jest charakter. Skoro już jesteśmy przy charakterze, Radek Hyży w końcu dostał szansę dłuższego pogrania, i może ze statystyk tego nie widać, ale imponował (najbardziej swoim zaangażowaniem i walką) – sprawiał wrażenie, że ktoś nakłamał w jego dowodzie osobistym. Kolega Z. stwierdził w pewnym momencie, że przecież Radek musi być tak naprawdę dwudziestolatkiem.

IMGP8057Szkoda dwóch przestrzelonych trójek Maksa Kulona, które na pewno pozwoliłyby mu bardziej uwierzyć w siebie i w przyszłości walczyć o czołową rolę w zespole — trudno mieć jednak pretensje, skoro dopiero wrócił do gry po długiej kontuzji.

IMGP8044Wracając do dzieci z domu dziecka, które jak się okazało, wcale nie przyszły oglądać meczu… Już w połowie pierwszej kwarty większość z nich opanowała nasz sektor, a z każdą minutą imigracja przybierała na sile. Zwłaszcza najmłodsi mieli ogromną frajdę — w pewnym momencie pojawili się u nas nowi bębniarze, nowi prowadzący doping (szczekaczka robiła furorę, każdy kilkulatek chciał być tym pierwszym, który porwie halę do dopingu). Ogólnie dzieciaki wytrzymały cały mecz na stojąco, a jeżeli chodzi o doping, dawały z siebie wszystko, niejednokrotnie zawstydzając „starych wyjadaczy”, którzy mogliby się bardziej postarać. Kilku wspomnianych wcześniej kandydatów na prowadzących doping „oglądało” ponad pół meczu tyłem do parkietu. Mamy nadzieję, że już im tak zostanie i w przyszłości będą wzorami do naśladowania dla innych kibiców Śląska, w hali i na stadionie.

IMGP8031Po meczu na dzieci czekały kolejne niespodzianki. Koszykarze nie poprzestali na przybiciu piątek i zaprosili wszystkich na pamiątkowe zdjęcie na parkiecie (podziękowania dla Michała Gabińskiego za sprawne zebranie kolegów z drużyny). Trochę poszkodowani byli dziennikarze, którzy czekali na rozpoczęcie konferencji prasowej, podczas gdy zawodnicy nie mogli sprostać fali próśb o autografy — postaw podpis na jednej kartce, a będziesz musiał podpisać dwie następne. Dodatkowo wśród członków naszego Stowarzyszenia (dziękujemy także dwóm osobom „niezrzeszonym”, które się dorzuciły) zebraliśmy fundusze na przygotowanie paczek ze słodyczami dla wszystkich podopiecznych. Przed zakupami sami sobie nie zdawaliśmy sprawy z tego, jak bardzo „wypasione” prezenty można poskładać za niewielką kwotę, jeżeli się poświęci trochę czasu, pojeździ po sklepach i odrobinę poszuka. Polecamy każdemu z Was — we Wrocławiu jest wiele dzieciaków, do których z różnych względów los się nie uśmiechnął, a Wy możecie w ten jeden z nielicznych dni przeznaczonych tylko dla nich, dać im choć trochę radości. Ucieszone twarze najmłodszych to najlepsze podziękowanie, jakie mogliśmy dostać — nie potrzeba nic więcej dodawać.

10624610_10152553159471314_7542098074188045187_n

IMGP8137W miarę możliwości, na pewno będziemy próbować urządzać coraz więcej różnych akcji tego typu. Zapraszamy każdego z Was do dołączenia do Kosynierów i wspierania nas w dopingu i działalności charytatywnej. Im będzie nas więcej, tym wyższy poziom wspólnie osiągniemy — zarówno na hali, jak i poza nią.

Najbliższą okazję będziecie mieli podczas dwóch nadchodzących wyjazdów — do Zgorzelca i Dąbrowy Górniczej. Po szczegółowe informacje zapraszamy na kontakt@kosynierzy.info (już wszystko działa, na każdego maila odpowiemy). Zachęcamy też do zapisania się do naszego newslettera (formularz po prawej stronie).

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

I cały misterny plan…

I w pi…u.

We wczorajszym meczu z Rosą Radom zakończonym sromotną porażką, najlepszym co mieliśmy do zaprezentowania były nowe stroje wyjazdowe. Przyznaję szczerze, że trafiły w mój gust. Gdyby tak dodać jeszcze do nich odrobinę czerwieni śmiało można by napisać, że są najładniejsze  od wielu lat. Inna sprawa, że i tak są bardzo efektowne. Brawo.

I wylądował.

Tym samym zakończyła się nasza dobra passa 7-iu zwycięstw z rzędu. Oczywiście wielka szkoda, niemniej jednak nie ma co załamywać rąk. Teoretycznie nikt się nie spodziewał tak dobrych rezultatów, tylko… halo, halo! WKS Śląsk do czegoś zobowiązuje, tak więc zapomnieć rezultat, wyciągnąć wnioski z porażki i krok po kroczku do celu.

I cały misterny plan.

Coś nie zagrało w Radomiu skoro jako zespół notujemy 5 asyst i 13 strat. Z czego nasi rozgrywający popisują się… 1 – słownie jedną – asystą przez 40 minut. Nie ten poziom?

Tym bardziej smuci fakt, że do Gliwic oddaliśmy Norberta  Kulona… Do tego jakoś tak po cichu… Wcale nie pociesza fakt, że w 1. lidze raczej nie nabawi się odcisków na tyłku od przesiadywania na ławce. Teraz zaszczytna rola kontroli poziomu twardości krzesełek/ławek rezerwowych przypadać będzie Arturowi Wnętrzakowi.

Bardzo niefajnie.