Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive for the 'wyjazdy' Category

Houston, mamy problem?

Baisse-rot-comicPrzegraliśmy trzeci mecz z rzędu, co z grubsza oznacza, że czas rozważyć ponownie ambicje na sezon zasadniczy.

Od 21. listopada 2014 wyjazd bilansowy Śląska Wrocław wynosi jedno zwycięstwo i sześć porażek.

Bilans po zatrudnieniu Vuka Radivojevicia wynosi trzy zwycięstwa i cztery porażki.

Łukasz Wiśniewski pomógł przy dwóch zwycięstwach i trzech porażkach.

Powodów do paniki może jeszcze nie ma, ale głównie dzięki wpadkom rywali, którzy wkładają sporo wysiłku w to, by nam za daleko nie uciec. Przed nami spotkania, które z kategorii “po prostu wygrać” urastają do rangi “trzeba wygrać”.

I nasza w tym robota, by Śląskowi w powrocie na dobre tory pomóc.

27.02, 19:00 – podejmujemy Polfarmex Kutno

07.03, 18:00 – jedziemy odwiedzić Żubra z Torunia

13.03, 19:00 – podejmujemy bezpośredniego rywala w walce o czwarte miejsce, Rosę Radom

Na mecze u nas – standardowo 10 zł za bilet na młyn. Otwieramy również zapisy na wyjazd do Torunia – koszt jeszcze nieznany, ale postaramy się, żeby zamknął się w kwocie 50 zł. Żeby zapisać się na mecze, zarówno we Wrocławiu jak i wyjazdowe, należy wysłać maila na adres kontakt@kosynierzy.info

Ciekawostka na deser – jest jeden zawodnik w składzie Wojskowych z bilansem sześciu zwycięstw i… zero porażek. Na parkiecie ostatnio widziany był w okolicach grudnia minionego roku.

 

Zielona Góra, 31.01.2015

Dziwny to był mecz. Dziwny do tego stopnia, że chwilę zajęło, by się pozbierać i w końcu siąść do spisania relacji z wyprawy w lubuskie rejony.

Wyjazd z Wrocławia zaczęliśmy od opóźnienia i pomylenia drogi przez kierowcę. Szczęśliwie przyjęty zapas sprawił, że nie podtrzymaliśmy naszej tradycji i na hali w Zielonej Górze zameldowaliśmy się przed pierwszym gwizdkiem.

Niestety zameldowaliśmy się w dość skromnej liczbie – 43 osoby plus ekipa z KKN-u.

z17346220Q,Kibice-Slaska-ma-meczu-w-Zielonej-Gorze

Tutaj mała podpowiedź dla wszystkich ekip, które nas czytają, a planują wycieczki do Zielonej – miejscowi mają dziwnie nadgorliwy personel biletowy, który nabija paragon na podstawie listy wyjazdowej. Jeśli ktoś nie dotrze (np. pomyli kierunek i pojedzie do Czech), to nijak nie idzie przekonać, by niewykorzystane bilety wycofać. Uczciwie trzeba przyznać – całkiem skuteczny sposób na dorobienie i poprawienie statystyk.

Mecz – jako się rzekło – był bardzo dziwnym widowiskiem. Pod wieloma względami przypominał ubiegłoroczną sinusoidę, kiedy Śląsk powrócił z dalekiej podróży i doprowadził do dogrywki… w której już nie podjął walki. Teraz było podobnie, tylko już bez dodatkowych pięciu minut gry.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że mecz przegraliśmy głównie przez głupotę – głupie podania przez całą szerokość parkietu, problemy z podstawami kozłowania, czy nawet ze zwykłym złapaniem piłki podanej prosto w ręce. Było to do tego stopnia irytujące, że w najgorszym okresie towarzystwo na balkonie się zagotowało, a naszych milusińskich do boju zagrzewał dawno nie praktykowany okrzyk “Śląsku grać! k… mać!”

Ciężko teraz stwierdzić – ten okrzyk, “odpalenie literki”, która wyszła dobrze jak nigdy, czy może po prostu sportowa ambicja, ale coś sprawiło, że zaraz potem mogliśmy oglądać serię 21:0 dla Wojskowych. Niestety, zamiast rywala dobić, Śląsk wrócił do robienia głupot i oddał inicjatywę rywalom, którzy dowieźli zwycięstwo do końca.

Na pocieszenie – jeśli ograniczyć głupie błędy, to jesteśmy w stanie z takim rywalem na wyjeździe wygrać. Przed play offami to dobra wiadomość.

Na trybunach walki nie było. Miejscowi co prawda wypełnili dość szczelnie pojemne trybuny, ale na możliwości wokalne to specjalnie nie wpłynęło. Do czegoś mianem “dopingu” zerwali się raz przez całe spotkanie. Poza tym swój wysiłek ograniczyli do rzadkich gwizdów. Nasz doping był względnie przyzwoity z bardzo dobrym fragmentem, ze wspomnianą “literką”.

O niemrawości zielonogórzan niech świadczy brak jakiejkolwiek reakcji na drobną uszczypliwość względem ichniej tożsamości. A raczej jej braku.

Powrót

W drodze powrotnej udało się obalić komunę, ale przede wszystkim było sentymentalnie. Zaczynając od wspominania tabunu zapomnianych nazwisk pseudograczy, którzy przewinęli się przez nasz klub, po archiwalne znaleziska w sieci. Na trasie nie zabrakło klimatycznych opowieści z niższych lig i dalekich wyjazdów, ani przeglądu muzycznej klasyki. Było ciekawie.

We Wrocławiu meldujemy się około godziny 22.

100 lat!

Korzystając z okazji, że dziś – 8. lutego – swoje oficjalne urodziny obchodzi serce naszego zespołu, nie może zabraknąć najlepszych życzeń zdrowia, pomyślności i jeszcze jednego medalu na szyi.

radek-2004

Dąbrowa Górnicza, 20.12.2014

10398684_798324503561558_4214453437075129940_nPomimo tego, że musieliśmy ZAPŁACIĆ za autostradę, benzynę i bilet na mecz, postanowiliśmy sprostać zadaniu i udać się na mecz do Dąbrowy Górniczej. Droga łatwa, szybka i przyjemna, chociaż stojąca pod hasłem “daj szkopowi długimi”, “rób go prawym” i, wbrew pozorom łatwości trasy, wyścigiem z czasem aby zdążyć na mecz.

W przeciwieństwie do naszej poprzedniej wyprawy do Dąbrowy, kiedy to ochrona w połowie pierwszej kwarty chciała wyprowadzić połowę naszej grupy, tym razem wykazała się całkowitym olewatorstwem (i dobrze!) w stosunku do nas i nie przeszkadzali nam od wejścia do momentu opuszczenia hali na której meldujemy się ostatecznie w 17 osób. Niestety, Dąbrowa Górnicza na scenie kibicowskiej nie istnieje – ich siedzący młynek w postaci kilku osób zaprezentował bogaty repertuar trzech (!) okrzyków – “Dąbrowa Górnicza”, “difęs” i “drukarze”.

Sam mecz – brakuje słów, którymi można by go określić i w tym momencie powinno się postawić wielokropek, ale… Nie jesteśmy koszofanami, niejednokrotnie stawaliśmy z podniesionym czołem, kiedy Śląsk dostawał baty od AWFów czy innych Prudników. Tak było i tym razem, ale sobotni mecz był przesadą, która nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Liczba błędów, strat, bezradności i idiotycznych decyzji niezrozumiałych dla największych koszykarskich ignorantów, przeszła wszelkie pojęcie. I nawet nasz ulubieniec, sędzia Trawicki, nie musiał się specjalnie męczyć, aby nam zrobić kuku. Humory poprawił nieco nasz kolejny faworyt – Mój Kuba – który tak bardzo chciał się pokazać, że złapał dwa dachy i wyleciał na trybuny. Niemniej jednak, mecz przerżnęliśmy na własne życzenie. Oby wyszła z tego nauczka na przyszłość i może do kogoś w końcu dotrze, że na jednym zawodniku drużyny się nie zbuduje.

Ale nic to, walczymy dalej i oby to był tylko wypadek przy pracy zwiastujący dobre chwile po świętach. Zły nastrój minął jeszcze przed Katowicami, a opowieści o seryjnych mordercach skutecznie oddaliły negatywną atmosferę tego meczu. Na koniec dołączamy się do życzeń Radka Hyżego – odpocznijmy w najbliższych dniach i wróćmy silniejsi, bo “nie samym basketem człowiek żyje”.

Zgorzelec, 8. grudnia 2014

10700705_918637031482549_8945146435848792230_oNie mamy szczęścia do Zgorzelca. To już szósty z kolei wyjazd do przygranicznego miasta, który odbywa się w tygodniu. Żeby jeszcze bardziej utrudnić życie mecz ustawiono na dość wczesną godzinę, więc aby dotrzeć na czas większość musiała liczyć na wyrozumiałość szefostwa przy wczesnej ewakuacji, ewentualnie brać wolne. Jeszcze w poniedziałek rano kilkoro osób walczyło (często z pozytywnym skutkiem) o możliwość wyjazdu i w trasę wybraliśmy się w sumie w 46-osobowym składzie.

W Zgorzelcu dołączyła do nas jeszcze 9-cio osobowa grupa miejscowych fanów Nysy Zgorzelec, co ostatecznie zamknęło naszą liczbę na sektorze na 55-ciu gardłach.

Oprócz naszej grupy na meczu była grupa bodaj 10-ciu osób z KKN-u za jednym z koszy.

Jaka ładna Biedronka

20141208_002Hala przy ulicy Maratońskiej przeszła do historii – w Zgorzelcu po latach oczekiwań (i teorii spiskowych) udało się w końcu zbudować obiekt, który pozwoli miejscowym grać puchary u siebie. Czy warto było czekać?

Zacznijmy od plusów. Niedobór kamer przemysłowych, idealna do oflagowania barierka na balkonie gości (na marginesie – zauważyliście brak oflagowania u gospodarzy?) oraz słaba słyszalność spazmów spikera. Serio – na naszym sektorze mogliśmy zapomnieć, że on w ogóle istnieje. Ten plus wynika jednak z największej słabości nowej hali, czyli fatalnej akustyki. W naszym narożniku młyn gospodarzy, jeśli już było słychać, to jakby śpiewał zza hali. Podejrzewam, że ich odczucia co do naszego dopingu były podobne – chociaż głośne Cała Polska W Cieniu Śląska! wyraźnie doszło do ich uszu.

Poza tym – wielkoformatowa powierzchnia reklamowa za jednym z koszy, wykorzystanie telebimów w roli tablic wyników, bo architekt nie pomyślał, że potrzebne będzie miejsce na takową (a takich baboli ponoć więcej), kilometr przerwy między parkietem, a trybunami, a z zewnątrz kształt dyskontowej bryły. Tylko zamiast uroczego owada mamy logo z turem i wielki neon PGE Turów Arena.

Nie ten poziom

10859891_836634426387611_1362074021_nNie będziemy się znęcać indywidualnie nad zawodnikami, bo trzeba by wymienić większość składu. Jednym należałyby się lekcje korekcyjne, inni wyraźnie zaprezentowali poziom niżej niż nałożone przez gospodarzy wymagania. Najsmutniejsze było jednak widzieć, jak część składu, sfrustrowana nieporadnością reszty zespołu, przestała zauważać kolegów na parkiecie. Efekt mógł być tylko jeden.

Oczywiście nie ma nad czym panikować – osiągnięty wynik póki co i tak przekracza nasze przedsezonowe wyobrażenia i pomimo zebrania w ryj w Radomiu i Zgorzelcu, ciągle możemy wierzyć w półfinał Mistrzostw Polski. Dwa wymienione spotkania pokazały jednak na jakim poziomie mamy sufit i że wcale nie jest tak wysoko, jak to się jeszcze parę tygodni temu wydawało.

Powrót

Po meczu nasz autokar okazał się ofiarą sabotażu i potrzebował małej reanimacji. Droga powrotna to już początek kampanii prezydenckiej przed wyborami samorządowymi za kolejne cztery lata, zacieśnianie nowych i starych przyjaźni, a wszystko w rytmach reaktywowanego greckiego hitu.

Wrocław powitał nas przymrozkiem ok godziny 23.

Co teraz?

Już dziś (tj. 14. grudnia) o godzinie 19 podejmiemy Start Lublin. Za tydzień ostatni wyjazd w tym roku kalendarzowym – do Dąbrowy Górniczej. 28. grudnia rewanż za ubiegłoroczne upokorzenie na parkiecie – do Wrocławia przyjeżdża Anwil Włocławek.

Zainteresowanych wspólnym dopingiem zapraszamy na nasz sektor oraz wyjazdy – zapisy pod adresem kontakt@kosynierzy.info

Kutno, 8. listopada 2014

Ostrzyliśmy sobie na ten wyjazd zęby. Fajna hala, sobota, dobra droga i znośna odległość. No i 5:0 do tej pory. Niestety, zamiast nadkompletu musieliśmy zawieźć sporo pustych krzesełek do beniaminka. Pozostaje powiedzieć, parafrazując klasyka, jaka szkoda, że państwo w tym nie uczestniczyli.

Ostatecznie do Kutna wybraliśmy się w 31 osób.

Jazda

1002672_744180742297030_2135840565649714458_nW punkcie zbiórki czekał kierowca, który wiózł nas rok temu w trybie awaryjnym do Zgorzelca. Co ciekawe, tym razem też był w zastępstwie (za wodzireja) – ale już bez spóźnień. Trasa na każdy możliwy sposób sprzyjała szybkiej jeździe, więc do celu docieramy z bezpiecznym zapasem na szukanie hali, parkowanie, zakup biletów i mozolne przejście przez kontrolę, sprawdzeni przez wykrywacz metali (to chyba pierwszy nasz taki przypadek). Ciekawe, czy kibice gospodarzy też przez taką kontrolę przechodzą?

Wcześniej gospodarzy ucieszył nasz niepełny autokar, dzięki czemu na to hitowe spotkanie mogli rzucić kilka dodatkowych biletów plus wprowadzone specjalnie na ten dzień bilety stojące.

Mecz

10752373_900052770007270_1383326560_oWejście na halę zapowiadało problemy – genialna akustyka i żyjąca publika dawało po uszach, tak że z trudem człowiek słyszał własne myśli. Szybko się jednak okazało, że i w takich warunkach weterani dopingu są w stanie sobie poradzić – szczególnie że miejscowych stać było jedynie na chwilowe zrywy. Sektor B robił swoje.

Obawialiśmy się tego meczu pod kątem wyniku. I to potwierdzało się na parkiecie – szalony początek serii trójek pozwolił kutnianom odskoczyć na jakieś 10 punktów, które potem mozolnie musieliśmy odrabiać. To samo powtórzyło się w drugiej połowie – odskok i mozolne odrabianie. I chyba w tym tkwi największa siła tegorocznego składu – doświadczenie, które pomaga w cierpliwym graniu na wynik. W końcówce wszystko było jak należy – obrona, decyzje rzutowe, kontrola tempa. I dlatego mogliśmy cieszyć się wspólnie z szóstego zwycięstwa z rzędu.

DSC09883Po meczu dowiedzieliśmy się skąd taki dobry skład i wyniki – miejscowe plotki mówią o 20-tu milionach budżetu Śląska. Pogratulować prezesowi obrotności! Oprócz tego co chwilę podchodzili do nas miejscowi gratulując dopingu – szczególne słowa uznania kierując do bębniarza, który w Kutnie odwalił kawał dobrej roboty.

Powrót

Za drogę powrotną największe brawa należą się kierowcy, który we mgle ograniczającej widoczność do jakichś 5 metrów nie zgubił się ani razu. We Wrocławiu, po dość wesołym kursie, meldujemy się po godzinie 23.

Teraz Zgorzelec

Do Radomia (mecz w piątek) raczej nie pojedziemy. Kolejny wyjazd czeka nas w poniedziałek 8. grudnia – celem będzie Zgorzelec, prawdopodobnie już w nowej hali. Mówimy o tym już teraz, by zawczasu każdy chętny mógł ustawić sobie wolne w pracy, uzbierać gotówkę (~ 50 zł) i zadbać, by wsiąść z nami do autokaru… a może dwóch?

Wcześniej, w poniedziałek 17. listopada, podejmiemy w Hali Orbita Żubra i jego Pierniki. Początek spotkania o godzinie 19, bilety na nasz sektor w cenie 10 zł.

Zarówno na wyjazd jak i na mecze u nas możecie zapisać się pod adresem kontakt@kosynierzy.info