Bez zbędnych wyliczanek - w dniu 38. urodziny życzymy El Capitano wszystkiego najlepszego! Żebyśmy mogli razem jak najszybciej tryumfować pełnoletniość.
Archive for the 'zawodnicy' Category
Radek Hyży to ulubieniec kibiców oraz mediów. Barwny rudzielec, zawsze waleczny, wypruwający z siebie flaki, uczestnik przekomicznych akcji w ataku oraz kontrowersyjnych w obronie - kibiców klubu, którego barw reprezentuje Hyży takie sytuacje cieszą od ucha do ucha, u rywali owocują jakąś odmianą wścieklizny. Tak można by streścić stereotypowy obraz Radka.
Radek to też autor barwnych wypowiedzi. Na przykład o tym, że w niektórych dzielnicach można dostać w papę. Ostatnio Radek stęsknił się za medialnym szumem i kontynuuje drogę “Janka Tomaszewskiego koszykówki” wyśmiewając publicznie warsztat trenera Kurtinaitisa. Śmiać mi się chce, kiedy czytam takie wypowiedzi z ust człowieka, który sam określany jest jako totalne drewno, a boiskowy warsztat można zawęzić do “błotnej walki”; który w ostatnich czasach regularnie dostawał “klapek na oczy” - piłka pod kosz do Radka oznaczała, że zawodnik będzie się już na kosz pchał do końca i piłki nie odda. Albo trafi fartownego kaszalota, albo straci piłkę.
Pamiętam jakąś wypowiedź zagranicznego trenera (nie pamiętam już jakiego), który na pytanie o preferencje zawodników dotyczących jakiegoś aspektu gry, odparł “oni nie mają nic do gadania, oni gówno wiedzą”. Miałem okazję obejrzeć fragmenty niektórych treningów u trenera Kurtinaitisa. Elementem najbardziej rzucającym się były ciągłe pretensje do Polaków. Że nie wykonują jego poleceń i mają notorycznie głowę w chmurach - pretensje słuszne. I chociaż nie uważam, że trener Kurtinaitis wybitnym szkoleniowcem jest, to śmiało mogę odpowiedzieć Radkowi tak jak wspomniany trener - ty gówno wiesz.
Ostatnio Radek uderzył też w kibiców z Wrocławia. Porównał wrocławską publiczność do tej ze słupska - “która zawsze kibicuje niezależnie od wyników, a ta wrocławska nie”. Hyży stwierdza, że “nie potrzebuje kibiców, kiedy jest dobrze, ale wtedy kiedy nie idzie”. I chociaż jestem świadomy, że Radek oddziela “wrocławską publiczność” od naszego KK, a w powyższej opinii ma sporo racji, to nie powstrzymam się od złośliwego komentarza.
Wyszczekany Hyży jak zwykle jest mocny w gębie, kiedy “mu idzie” (ostatnio zawodnik notuje niezłe występy w barwach Basketu Kwidzyn), a kiedy nie to siedzi cicho. Jak po półfinałach w sezonie 2005/06. W spotkaniu decydującym o awansie Turowa, kiedy zespół przegrywał dość wysoko, podczas rzutów wolnych cała zgorzelecka publiczność tak buczała na Radzia, że ten nie tylko nie trafił obu osobistych, ale co najmniej jeden z nich okazał się niedolotem (już nie pamiętam, czy aby nie oba). To ja się pytam - na co mi tacy zawodnicy? Którzy są cwani, kiedy idzie, a kiedy nie to okazują się zwykłą piz..
Sekcja koszykówki WKS „ŚLĄSK” zaprasza chłopców urodzonych w roku 1996 na treningi koszykówki. Przyjdź sprawdzić swoje umiejętności w dniu 07.12.2008 o godzinie 9.00 do hali sportowej przy ulicy Mieszczańskiej. Pamiętaj, aby wziąć ze sobą strój sportowy oraz piłkę do koszykówki. Wszystkie informacje proszę kierować do trenera Łukasza Nowaka (tel.: 0 603 679 938).
Hala przy ulicy Mieszczańskiej pamięta Mistrzostwa Polski, tłumy kibiców i drżenie ścian od ich dopingu. Niestety to tylko prehistoryczne wspomnienia, które mogą pielęgnować nieliczni, a dziś? Dziś pozostaje najsłabszy od lat juniorski zespół, osłabiony dodatkowo kontuzjami oraz brakiem leżącego w szpitalu trenera.
Podobnie to wygląda na trybunach. Marazm, smutek, zniechęcenie - tak można by w skrócie opisać to, co można było spotkać w sobotnie popołudnie na trybunach Kosynierki. Dochodzi strach o jutro (czy tak będzie już zawsze?), czy o los mistrzowskich (mniej lub bardziej) pucharów, które Śląsk zdobywał w tej dekadzie, a które mają trafić na aukcję. Oburzenie takim rozwojem sprawy wyrażają praktycznie wszyscy zapytani - łącznie z trenerem piłkarzy Ryszardem Tarasiewiczem. Jest kilka pomysłów jak sprawę uratować; czy się coś uda zdziałać czas pokaże - na pewno o tym napiszemy.
Wracając jednak do szarej codzienności. Jest źle zarówno na parkiecie, jak i na trybunach. Czy da się to poprawić? Chłopakom trudno odmówić serca do walki, ale raczej wybitni zawodnicy to nigdy nie będą. Szanse na wybicie się na pewno ma Mieczkowski, ale ten akurat jest kontuzjowany. Z nadziejami mówi się o Parzeńskim, ale to wciąż młodziak, a do tego straszne chuchro - aż strach wypuścić na parkiet, żeby go kto nie połamał. Podobnie swego czasu było z Pawłem Mrozem - i o ile ten ostatni jakoś w końcu sobie poradził i wyrobił sobie ścieżkę do gry w ekstraklasie (gry, nie siedzenia na ławie przez cały mecz), to nie da się ukryć, że była to droga strasznie długa - chyba zbyt długa - mozolna i na pewno gdzieś rodzi się pytanie, czy trochę tego talentu nie zmarnowano. Przywołuję Pawła głównie dlatego, że Parzeński to dość podobny zawodnik - wysoki, przeraźliwie chudy i preferujący rzucanie daleko od kosza nad walkę łokciami o zbiórkę. Nie wątpię, że ten chłopak może mieć niezły talent, ale w naszych warunkach pewnie zostanie zmarnowany.
Poza tym mamy bardzo przeciętną zbieraninę nawet jak na swój wiek, więc co tu dopiero mówić o konkurowaniu z drużynami seniorów. Oglądanie pojedynków, które się przegrywa różnicą 40-60 punktów działa depresyjnie, depresyjnie musi też działać na samych zawodników. Nie ma jednak co ukrywać, że szkolenie w Śląsku leży od wielu lat i w tym sezonie widać tego efekty najdobitniej. Pytanie tylko, czy znajdzie się ktoś, kto zrobi z tym porządek?
A na trybunach? Wspomniany marazm i zniechęcenie. I tu też pytanie jak akapit wyżej - czy zrobi się z tym porządek? Jestem być może naiwny, ale wierzę, że można. Nie będzie to łatwe, wymaga być może oswojenia się z pewnymi faktami, ale ten klub wciąż ma oddanych, zakochanych w Śląsku fanów, którzy są głodni nie tylko dobrej gry, ale również dobrego dopingu.
W każdym bądź razie ja się poddawać nie zamierzam… wszak Wrocław od zawsze poddaje się ostatni!
W dzisiejszej Gazecie Wrocławskiej ukazał się artykuł z serii Olimpijczycy sprzed lat poświęcony Mieczysławowi Łopatce: Wielki pod koszem, wielki poza boiskiem. Pan Mieczysław to zdecydowanie najwybitniejsza postać Śląska Wrocław - 2 mistrzowskie tytuły jako zawodnik oraz 8 jako trener.
Im większy jako zawodnik, tym większy jako człowiek - to piękne, gdy mamy w sporcie taką oto zależność. Przedstawicielem tej szlachetnej szkoły jest Mieczysław Łopatka - najbardziej utytułowany koszykarz w historii kraju. To on jako pierwszy zwykł kłaniać się w pas wszystkim oraz wszędzie. I żadna korona z głowy mu w tym czasie nie spada. A ma ich bez liku. To przecież król strzelców największych światowych turniejów, trzykrotny medalista mistrzostw Europy, czterokrotny olimpijczyk, wreszcie multimedalista mistrzostw Polski: i jako gracz, i jako trener. Ciężko opisać tę postać na jednej gazetowej stronie.
Gorąco zachęcam do przeczytania całego artykułu Wojciecha Koerbera, który dostępny jest na internetowej stronie Gazety Wrocławskiej: Wielki pod koszem, wielki poza boiskiem.



ostatnie komentarze