W Ostrowie nigdy nie jest łatwo

Ujemny bilans

Jutro może być podobnie

W naszej historii w Ostrowie na meczach ze Stalą byliśmy dziesięciokrotnie. Praktycznie każde ze spotkań było na styku. Potyczki Śląska ze Stalą przypominają derby pod każdym względem – niemal zawsze dużo kibiców gości, gorąca atmosfera i zacięty mecz niezależnie od tego, czy któraś z drużyn przed pierwszym gwizdkiem uważana jest za zdecydowanego faworyta.

W tych dziesięciu pojedynkach tylko czterokrotnie udało się wrócić do Wrocławia z tarczą. W sezonie 2007/08, w ćwierćfinale rozgrywek, na Wielkopolskę jechaliśmy z wynikiem 1:1, a wróciliśmy z awansem do półfinału po dwóch wygranych meczach. Wtedy też udało się zaliczyć chyba najliczniejszy nasz dotychczas wyjazd.

W sezonie 2009/10, czternastu kosynierów świętowało niespodziewane zwycięstwo 60:54. Po tamtym meczu Piotr Warawko okrzyknięty został wrocławskim Barkley’em.

Czwarte zwycięstwo udało się odnieść niespełna trzy miesiące temu – w finale Pucharu PZKosz.

Gul skacze

Jeżeli jutro Śląsk wygra, to oprócz awansu osiągnie coś jeszcze. Na dobre zamknie usta wieszczącym, że “ten polityczny twór” padnie tak szybko jak powstał. Sprawi, że kolejne osoby zaczną się zastanawiać, czy kupiony awans miał sens… i czy w ogóle ma sens drużyna, która zaraz zniknie i zostanie zastąpiona inną.

I na pewno wkurzy mnóstwo osób. Jak chociażby redaktorów Gazety Robotniczej.

Początek spotkania w Ostrowie o godzinie 18:30.

Będzie tłok

Jedno jest pewne – jeżeli nikt w ostatniej chwili nie nawali, to do Ostrowa wykorzystamy komplet biletów i zaliczymy najliczniejszy wyjazd w naszej historii. Zostało dosłownie kilka sztuk wolnych, wobec czego mały komunikat – nie przyjmujemy już zamówień na same bilety – jedynie na transport razem z nami autokarem.

Możliwe, że będzie konieczna drobna selekcja, ewentualnie może decydować kolejność zgłoszeń. Parę osób może spodziewać się, że trafi na listę rezerwową.

Zdesperowani mogą spróbować pojechać w ciemno, licząc że ktoś nie przyjdzie na zbiórkę, albo spróbować kupić bilet na miejscu. Zgłoszenia wysyłamy standardowo na adres kontakt małpa kosynierzy.info

edit

O godzinie 13 zebraliśmy komplet zamówień. Każde nowe zamówienie wyląduje na liście rezerwowej na wypadek, gdyby zwolniły się miejsca.

Mistrza już mamy!

Za nami weekend Śląska Wrocław. 1:0, mistrz Polski, 2:0. Ostatni tak dobry rok miał miejsce w 1977 roku, kiedy szczypiorniści, koszykarze oraz piłkarze zostali mistrzami krajowego podwórka. Za tydzień, w sobotę, mamy meczbola, żeby ten rok powtórzyć. “Jedyna” różnica, to że poza piłkarzami, pozostałe dwie sekcje zaliczą awans do wyższej klasy rozgrywkowej.

Sobota

Do Wrocławia zawitała około stuosobowa grupa z Ostrowa, dodać wysoką temperaturę na zewnątrz i nadkomplet w środku – w efekcie w Kosynierce była sauna, jakiej nikt z nas nie pamięta. Niektórzy porozbierali się tuż po pierwszym gwizdku, pod koniec spotkania spora część obu młynów świeciła “klatami”.

Na parkiecie fatalny start Kulona, który szybko złapał cztery przewinienia. Problemem okazał się też brak Bochenkiewicza, jak na ironię zresztą, bo trener tego zawodnika przed sezonem nie chciał w ogóle widzieć. Okazało się, że fizycznie Mirosław nie daje rady, a czego się spodziewać po Bodzińskim, skoro prawie w ogóle nie grał?

Na szczęście fantastycznie dysponowany na finałową rozgrywkę jest Radosław Hyży. Krytykowany m.in. przez nas, za słabe mecze w półfinałach, teraz spłaca z nawiązką gryząc parkiet, biorąc na siebie odpowiedzialność wtedy kiedy trzeba i dając wszystko co ma najlepsze. Znakomitą zmianę dał też wspomniany Bodziński, który w trudnym momencie rzucił sześć punktów i dobrze trzymał rywali w obronie, dodając do tego efektowną czapę. Pomógł też trener gości, bezsensownie wykłócając się zaliczył dacha i podarował nam wolny i parę punktów.

Rzuty wolne mogły nas zresztą wpędzić do grobu. Skuteczność 50% w tym elemencie to nie jest coś, czym można się chwalić. O sędziowaniu też można by dużo napisać – wzbudzało wiele kontrowersji, szczególnie po stronie żółto-niebieskich. Nie chcę jednak sprawiedliwych oceniać, chociaż na żywo sami mieliśmy sporo pretensji (jak chociażby zaliczone trzy punkty, pomimo nogi na linii w chwili rzutu) – nad słabym sędziowaniem można się pastwić w nieskończoność.

Na trybunach naprzemiennie – raz lepsze momenty mieliśmy my, raz Stal. Obie strony cierpiały chyba jeszcze po półfinałach, co jeszcze bardziej uwidoczniło się…

Niedziela

Tuż po zdobyciu drugiego tytułu w historii piłkarskiej sekcji, zadowolone bractwo rywalizowało z nieco szczuplejszą niż dzień wcześniej grupą rywali, plus zmęczeniem własnych gardeł. Dość powiedzieć, że niektórych dzisiaj… profesor na egzaminie pytał, czy się juwenalia już zaczęły.

Pomimo zmęczenia doping był jednak momentami lepszy niż w sobotę.

Na parkiecie kolejny świetny mecz Hyżego, aktorskie popisy gości, którzy na niemal każdą decyzję sędziowską – nawet te ewidentne – reagowali wielkim zdziwieniem połączonym z “kręceniem korbki” (swoją drogą, że za to techniczny nie poleciał, to aż dziw). Mecz wygraliśmy w zasadzie… dzięki gościom, którzy w czwartej kwarcie, mając zwycięstwo na wyciągnięcie dłoni, zaczęli grać dziwne akcje, odpalanie rzutów z dystansu, co Śląsk wykorzystał mozolnie odrabiając straty. Trudno nie wyróżnić tutaj świetny występ Artura Grygiela i Rafała Glapińskiego – w najważniejszym momencie pokazał swoje doświadczenie.

Zwycięstwo, małpie popisy rudowłosego ulubieńca publiczności i szampańskie nastroje po fenomenalnym weekendzie – tak zakończyła się niedzielna batalia.

Teraz na awans czekamy!

Czy w sobotę będzie koniec? Mamy jeszcze parę wolnych miejsc, chętni mogą zgłaszać się na adres kontakt małpa kosynierzy.info. Koszt wyjazdu powinien zamknąć się w kwocie 40 PLN.

Sauna

Pierwszy mecz za nami. Prowadzimy 1:0 i to jest pierwsza wiadomość na dziś. Druga, to że jutro (a w zasadzie już dzisiaj) prawdopodobnie ostatni mecz tego sezonu w Kosynierce.

Kasy otwarte będą od godziny 18, chętni na bilet muszą liczyć się z nikłą szansą, że go dostaną – zostało ledwie kilkadziesiąt wolnych sztuk.

A poza tym… najgorętszy mecz w Kosynierce ever (strach jakie warunki by panowały, jakby na dworze był upał). Stal chyba najliczniej od czasów ekstraklasy. Bodziński – człowiek od gry w finałach. Jedno z lepszych spotkań Radka…

Będzie 2:0? Start o godzinie 20:00. Jak pogoda dopisze to od 19 będzie też można posilić się giętą na placu przy hali.

Szersza relacja po meczu numer dwa.

Finał o powrót

Przed nami finał rozgrywek II ligi, grupy B. Finał, którego stawką jest awans do pierwszej ligi. Awans, który ma być znaczącym krokiem ku odbudowie. Będziemy walczyć o powrót na swoje miejsce, a jednocześnie o byt. Bo dla nas całe te play offy, cały ten sezon jest z nożem na gardle. Myśmy jeszcze spod gilotyny tak naprawdę nie uciekli. Udało się jedynie namówić kata, żeby poczekał przynajmniej 120 minut.

120 minut

Tyle nas dzieli od spełnienia marzeń. Po czterech latach gnicia niemal na samym dnie, tylko i aż dwie godziny biegania po parkiecie dzielą nas od otwarcia szampanów.

Problem jednak w tym, że to nie będą łatwe minuty. O każdą klepkę parkietu trzeba będzie walczyć w parterze z rywalem, który ma te same marzenia co my. Który wcale nie jest słabeuszem, który zdołał nas pokonać w sezonie, który będzie równie mocno zdeterminowany. Którego również od awansu dzieli 120 minut.

Słabe punkty

Seria z Prudnikiem obnażyła nasze słabości. Kiedy nie szło, jedynym pomysłem na grę były rzuty za trzy. Weterani nie zawsze dają tego, czego się po nich spodziewamy. Dla Mirka poziom intensywności w grze jest za wysoki, a Radek jak to Radek – czasem znika w swoim świecie. Popełniamy mnóstwo głupich strat, albo drużynę ponosi fantazja.

W serii ze Stalą nie będzie chwili na dekoncentrację. Startujemy z pozycji faworyta, ale dla obu stron wynik zaczyna się od 0:0. Każdy musi dać z siebie to, co najlepsze. My również.

Wygrać

Przegrany tej serii zagra jeszcze w turnieju barażowym, teoretycznie więc ciśnienie powinno być mniejsze. Dla nas jednak nie ma innej opcji niż wygranie awansu już teraz. Dla dobra naszych nerwów i pikawek w piersiach. Żeby zamknąć usta krytykom i bęcwałom. Żeby zakończyć sezon równie efektownie jak się zaczął.

I żeby świętować do upadłego.