kosynierzy.info

Urodzeni, żeby kibicować

kosynierzy.info

Za czym tęskniliśmy i za czym będziemy tęsknić

admin

Połowę naszej historii spędziliśmy poza ekstraklasą, mamy zatem porównanie i możemy z całą pewnością stwierdzić, że to jakby dwa różne światy. To trochę jak przeprowadzka ze wsi, gdzie jest swojsko i wszyscy się znają, do miasta, które oferuje większe możliwości. Za czym tęskniliśmy i do czego wracamy… a za czym będziemy tęsknić w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju?

Głos Zgorzelca

2c05dea278156fe7ecb8022cf9754648Spikerzy są lepsi, albo gorsi. Wielu z łezką w oku wspomina ppłk. Tadeusza Haducha, który niezapomnianym głosem pytał “kto wygra mecz?!” Marian Czajkowski, za swe językowe potknięcia, czytanie z kartki, czy dojeżdżanie do Brzegu Dolnego pociągiem, dorobił się pochwalnej przyśpiewki. Ogólnie jednak spikerzy mają być niezauważalni.

Pana z kitką w Zgorzelcu nie sposób nie zauważyć. On również dorobił się przyśpiewki, tyle że o zupełnie innym wydźwięku. I jestem pewny, że jego wycie będzie głównym tematem w drodze do przygranicznego miasta.

Znacznie przyjemniejszym wspomnieniem związanym ze Zgorzelcem jest Bar Węglowy. Na wspomnienie pań biegających do sklepu, bo chleba zabrakło, a wcześniej łapiących się za głowę na widok tylu gęb do wykarmienia, a przede wszystkim na wspomnienie ogromnych grillowanych szaszłyków - pysk sam się uśmiecha i nie może doczekać wyjazdu.

Halo, czy to Włocławek?

Namiastkę emocji z legendarnych już pojedynków mogliśmy doświadczyć w Pucharze Polski. Do pełni wrażeń zabrakło kibiców gości. Teraz będziemy mogli to nadrobić, a co więcej - odwiedzić ponownie Halę wiceMisiów, które to wizyty zawsze dostarczały wrażeń.

Prokom się wystraszył

Dni Prokomu są ponoć policzone, ale wciąż pozostaje Start Gdynia, Trefl Sopot oraz Kotwica Kołobrzeg. Jest więc szansa, że ponownie ktoś trafi na halę… mokrusieńki, świeżo po kąpieli w morzu. Nie dane nam też było odwiedzić największą i najnowocześniejszą halę w PLK, będzie zatem szansa to nadrobić.

Italiano

Skoro już jesteśmy na Pomorzu, to pora na wspomnienie Starogardu Gdańskiego i jedynej w swoim rodzaju pizzerii na dworcu PKP. Kto nie był, ten nigdy nie zrozumie o czym mowa. Zresztą, sama miejscowość - choć odwiedzana przez nas jedynie dwukrotnie (plus raz nie dojechaliśmy) - wiąże się z wieloma miłymi wspomnieniami, a wycieczka w marcu 2005 była naszą pierwszą autokarową.

Inne hale, inni kibice

Druga, czy nawet pierwsza liga, od PLK różnią się między innymi halami. Te w ekstraklasie są większe i raczej szczelniej wypełniane. I co ważniejsze - na trybunach można znaleźć podobnych nam rozśpiewanych kibiców, z którymi można rywalizować. Przez ostatnie pięć lat doświadczyliśmy takich aktywnie działających grup jedynie w Ostrowie, Pleszewie, Krośnie i Pruszkowie. Mało.

Magia betonu

17-0I w końcu coś z lokalnego podwórka. Hala Ludowa/Lodowa/Stulecia. Po remoncie, ale wciąż unikatowa, ze starym duchem, lewym balkonem i giętą pod parasolem. Nie wiemy czy, kiedy, ani z kim moglibyśmy w tym magicznym miejscu zagrać. Wiemy jednak, że jeżeli jest jakaś hala we Wrocławiu, która może konkurować swoją wyjątkowością z Kosynierką, to właśnie ta przy ul. Wystawowej.

Pełnoletniość

11 lat. I wszystko jasne.

Ujeżdżalnia koni

[![55406396414f5892bab5_b](http://kosynierzy.info/wp-content/uploads/2013/06/5540639641_4f5892bab5_b-300x199.jpg)](http://kosynierzy.info/wp-content/uploads/2013/06/5540639641_4f5892bab5_b.jpg)I w ten sposób możemy przejść do rzeczy, za którymi będziemy teraz tęsknić. Hala przy Mieszczańskiej 11 będzie na szczycie tej listy. Ta rozpadająca się, bez światła w toalecie, jak i ta odmalowana, z podobiznami Stasika, Zielińskiego, Miglinieksa, Łopatki i wielu innych. Będziemy wspominać grille na pętli, mecze przy smutnych, niemal pustych trybunach, wyczekiwanie “ilu desperatów jeszcze dziś przyjdzie…?”. Ale i nadkomplet na Mistrzostwach Polski Juniorów Starszych i derbach, mgłę po odpalonych świeczkach, oraz mnóstwo pięknych chwil z ostatnich pięciu sezonów, spędzonych na trójkolorowych trybunach, na których przeszliśmy prawdziwe _katharsis.

Twierdza Kłodzko

klodzko_halaJedno z wielu miejsc, które podczas drugoligowych wojaży pokochaliśmy. Grill schodkowy, którego nie powstydziłby się sam Adam Słodowy, sympatyczni gospodarze i ogólnie szacunek do Śląska. Wygodny dojazd wygodnym pociągiem i radość B., że w końcu na mecz może wyjść w kapciach.

IMGP3581Jakkolwiek wyjazdy pociągowe charakteryzują się niepowtarzalną atmosferą, mają to do siebie, że “trochę” wolnego czasu niekiedy trzeba zagospodarować z przymusu. O ile pogoda w czasie topienia marzanny implikowała wspomnianą wyżej rozrywkę, o tyle aura zimowa już temu nie sprzyjała. Podczas wyjazdu w roku 2010, snując się bez celu po tonącym w śniegu mieście, M. zapragnął wbić się na lodowisko i pościgać się nieco z innymi spragnionymi rozrywki tego rodzaju. Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że bez łyżew sobie nie poradzi. Zabawy zimowe jednak zostały zrealizowane chwilę później, w czasie bitwy o Twierdzę Kłodzko. Bitwę na śnieżki. Z perspektywy czasu można ocenić, że obrońcy twierdzy (czyli… my) przegrali tę potyczkę, gdyż opuścili swoje miejsca artyleryjskie bez większych chęci kontynuowania ostrzału.

Przepraszam, nie wie Pani gdzie tu się piwa można napić ?

Tym zdaniem, podczas jednego z wyjazdów zakończył rozmowę z ekspedientką w sklepie  P. Następnie po dokładnym zmierzeniu wzrokiem pytającego i jego kompanów obwieszonych zakupami, zamknęła na 30 minut swój przybytek i zaprowadziła nas do drugiego, który to okazał się być mini barem/mini knajpą lub jak kto woli miejscową mordownią. Urzędowaliśmy w tym lokalu przed i po meczu, gdyż tym razem pogoda nie zachęcała do plenerowych harców. A przyznać trzeba, że ekipa grillowa woziła swojego “laptopa” na węgiel w różne miejsca, aż ostatecznie padł łupem złomiarzy… chyba złomiarzy…

Przerwana tradycja

2rmto1wZ ostrowską Stalą zaliczyliśmy 15 sezonów z rzędu. Los chciał, że nawet kiedy wypadliśmy z PLK, to zdążyliśmy jeszcze do Ostrowa pojechać, a już rok później Stal podzieliła nasz los i wylądowała w II lidze. Później był awans i kiedy wydawało się, że Stali już nie zobaczymy, ta wykupiła dziką kartę.

Teraz o dzikusie do PLK nie ma mowy, ale nie zdziwimy się jeżeli los nie pozwoli na przerwanie tej pięknej serii… i połączy nas ponownie. W Pucharze Polski.

Swojski Śląsk Wrocław

kulonyKoniec z drużyną zbudowaną z samych wychowanków. Ba, koniec z drużyną zbudowaną z samych Polaków. Teraz trzeba się będzie cieszyć z każdego rodaka biegającego po parkiecie, a wychowanek będzie prawdziwym rodzynkiem.

Chociaż szefostwo zapowiedziało ambicje tworzenia silnej bazy wychowanków i opieraniu na niej kadry. Trzymamy kciuki.

Nietypowe niespodzianki

Ekstraklasa, choć w wydaniu polskim nie zachwyca, to jednak spełnia jakieś wymagania i wiadomo czego oczekiwać. Trudno już zatem będzie się załapać na niespodzianki jak ta w Pleszewie, gdzie raz - ciężko było dojechać (jeszcze gorzej wrócić), a dwa… na miejscu okazało się, że stacja kolejowa oddalona jest ładnych parę kilometrów od samej miejscowości. Prawdziwa stacja Pleszew od wieków stoi zamknięta.

Kurnik jakich mało

mopPogoń Prudnik to, oprócz nieprawdopodobnych braci Łakis, przede wszystkim niesamowita hala. Balkony tak nisko zawieszone, że pod nimi trudno nie wyrżnąć łbem. Sama trybuna połączona z ławką rezerwowych, więc siedzi się na zawodnikach. Dodajmy do tego dość żywą miejscową publikę, “zaczarowane kosze”, przedziwny parkiet, nadaktywnego mistrza mopa i mamy obraz typowego polskiego kurnika, przy którym Kusocińskiego, to nowoczesny, duży obiekt.

Przerwa w wakacjach

admin

Karta zgłoszenia drużynyOd jutra w Kosynierce gratka dla miłośników koszykówki młodzieżowej, śledzenia młodych talentów i wynajdywania przyszłych idoli tłumów. Zagrają przedstawiciele roczników 1999 oraz 2001, a jednym z rywali będzie francuskie BCM Gravelines.

Serdecznie zapraszamy na Mieszczańską, by dopingować najmłodszy narybek Śląska.

14.06 (piątek)

(16:15) WKS Śląsk Wrocław vs UKS Wojan Pawłowice (19.45) WKS Śląsk Wrocław vs BCM Gravelines/Francja

15.06 (sobota)

(14.30) WKS Śląsk Wrocław vs WKK Wrocław (16.15) WKS Śląsk Wrocław vs Gimbasket Wrocław

16.06 (niedziela)

(12.00) WKS Śląsk Wrocław vs BCM Gravelines (13.30) WKS Śląsk Wrocław vs Gwardia Wrocław

Pełny terminarz dostępny jest na stronie Śląska Wrocław.

Nagroda za wytrwałość

admin

mistrz2Degradacja do II ligi, blisko rozwiązania klubu. Potem plan odbudowy i trzykrotne otarcie się o awans do ekstraklasy. W końcu sam awans, w drugim sezonie brąz, a teraz złoto. W Zielonej Górze mają powody do dumy.

Problem: dla kogo medal?

Zastal… czy Stelmet? Jeżeli dodanie sponsora do nazwy to jej szmacenie, to jak nazwać zastąpienie samej nazwy? Nie mówiąc o herbie… Wielka szkoda, że zielonogórzan tak skrzywdzono. Ktoś mógłby powiedzieć: ale co nas to obchodzi? Otóż obchodzi, bo jeżeli coś może się wydarzyć u kogoś innego, to może i u nas. Problem z herbem już się nam zresztą w historii wydarzył i odbija się czkawką do dziś. Do “ratlerka” nie przyznają się również we Włocławku, ale takowym klub się oficjalnie firmuje.

Niestety, nie każdy umie się uczyć na błędach innych.

Zazdrość

Trzy lata temu, egzystując w bylejakości, zazdrościłem Zastalowi awansu. Tego szału radości, smaku awansu, szaleńczego amoku. Udało nam się to przeżyć teraz dwukrotnie i chyba nikt z nas się nie obrazi, jeśli sportowo będziemy kontynuować “naśladowanie” Zastalu.

Tylko sportowo.

Pytanie o herb

Wiele osób wyczekuje nad klawiaturami ingerencji w herb Śląska, żeby nam dokopać przez kabel. Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że takiej ingerencji nie będzie. Logo spółki swoją drogą, a herb klubu swoją. I bardzo dobrze.

Działa Navarony

old school good style

To już jest koniec

Pisaliśmy z lekkim opóźnieniem, na które wpływ miało kilka czynników (weekend, praca, morze :), ale nadrobiliśmy zaległości i udało się stworzyć ostatnią relację z zakończonego sezonu 20012/2013. Tytuł tej notki to z jednej strony metafora, a z drugiej stwierdzenie wprost i nazwanie rzeczy po imieniu - tego co się działo sobotnim rankiem (a może południem/popołudniem) w głowach większości z nas. Jednakże nie będzie tutaj o filmie, skądinąd bardzo dobrym, a o zabawie, śpiewach i sporcie. Awans do ekstraklasy wiązał się z różnorakimi obchodami i świętowaniem tegoż sukcesu. Swoje 5 minut mieli Ci którzy byli w Krośnie, mieli je również koszykarze np. na stadionie podczas meczu Ślask Wrocław - Wisła Kraków. Zaprezentowali się w przerwie na murawie z pucharem za zwycięstwo 1 ligi. Niemniej jednak nie wszystkim udało się dotrzeć na ostatni mecz play-off  i na wzór zeszłorocznej imprezy, postanowiliśmy własnymi siłami zorganizować grilla na zakończenie sezonu. Honorowymi gośćmi mieli być główni bohaterowie awansu do PLK. Niestety termin mocno posezonowy sprawił, że zanotowaliśmy gorszą niż rok temu frekwencję kadry zawodniczo-trenerskiej - co nie znaczy, że było mniej wesoło, a wszystkim obecnym dziękujemy za przybycie. Zwłaszcza jednemu zawodnikowi z drugiego końca Polski (gdzie żubry, bobry i łosie biegają po drogach), który został we Wrocławiu tylko po to, żeby z nami świętować.

Największy zawrót głowy mieli organizatorzy imprezy czyli Z. (w piątek z tej okazji wziął wolne w pracy) K. i P., którzy do ostatniej chwili dopinali wszystko na ostatni guzik, tak aby zadziałało jak w zegarku. Ile trzeba się nalatać, namęczyć i zwyczajnie nawkurwiać przy zwykłym grillu (no może nie takim zwykłym, bo frekwencja oscylowała w okolicy 100 osób) wiedzą tylko oni, ale że wszystko wyszło niemal perfekcyjnie należą im się brawa, gratulacje i podziękowania. Grill jak grill, każdy pomyśli - browar, mięcho itd., aczkolwiek hitem okazał się pomysł R. Wobec braku możliwości sensownego wypożyczenia lodówki, której zadaniem było zapewnić odpowiednią temperaturę płynów orzeźwiająco-rozweselających, zakupiono chłodziarko-zamrażarkę (firmy Indesit…) za 100,00 zł.  Pomysły odnośnie dalszego jej wykorzystania były dość ciekawe, ale ostatecznie została przekazana prawdziwemu gospodarzowi Kosynierki, dzięki czemu ok. 30 kotów będzie miało gdzie przechowywać swój Whiskas.

Podziękowania należą się również dla KS Falko Rzeplin za to, że było gdzie usiąść i na czym odpowiednio zarumienić mięsko. Dziękujemy i życzymy awansu do okręgówki po wczorajszym korzystnym wyniku z Burzą Chwalibożyce.

Rewanż jest nasz!

Cała maskarada rozpoczęła się podobnie jak po awansie do 1 ligi, czyli  meczem w piłkę nożną z zawodnikami Śląska (w składzie: Paweł Bochenkiewicz, Marcin Janusiak, Kacper Kowalski, Maksym Kulon, Norbert Kulon, Krzysztof Sulima + trener Radosław Hyży). Nasz skład w porównaniu do ubiegłorocznego diametralnie się zmienił - dwóch zawodników nie było wcale, trzech przybyło za późno na imprezę, tylko jeden grał, a ostatni ze względów zdrowotnych musiał zadowolić się posadą trenera (złośliwi twierdzą, że przyjemniej się go w tej roli oglądało). Pomimo tak znaczącej przebudowy drużyny, z optymizmem podchodziliśmy do meczu, spodziewając się mniejszej porażki niż rok temu (nie wszyscy, bo zawodnikiem, który wystąpił ponownie, był bramkarz…). Zagraliśmy na malutkie bramki, co nie było bez znaczenia dla końcowego wyniku, gdyż nie pozwoliło wykorzystać przewagi warunków fizycznych w takim stopniu jak by tego oczekiwali koszykarze.

Poprzednim razem dostaliśmy baty 2-7, w tym roku wynik po ostatnim gwizdku brzmiał: 5-2 dla nas! Hat-tricka ustrzelił M., przy wydatnej pomocy Żubra z drużyny przeciwnej, dodatkowo D., a jedną bramkę dołożył Y. (bramkarz) trochę rehabilitując się za 9 szmat wpuszczonych łącznie w obu meczach. W drużynie pokonanej do siatki Kosynierów trafiali: Żubr, Maksym oraz Bochen, którego gol nie został uznany, ze względu na to, że piłka nie zmierzała w światło bramki, dopóki ta bramka nie została przesunięta przez sabotażystów. Odświeżenie składu jednak nam pomogło, dodatkowo większymi zdolnościami motywacyjnymi wykazał się nasz trener H. Trener przeciwników (również H.) ograniczył się do podawania napojów wspomagających, które jak widać skutki miały zgoła odmienne od zamierzonych. Po meczu nie było zwyczajowej wymiany koszulek, gdyż wszyscy spieszyli się na gwóźdź programu jakim był rozgrzewający się do czerwoności ruszt z dobrami wszelakimi, a jedynie trenerzy wymienili uprzejmości dotyczące założeń taktycznych zwieńczone filiżanką herbaty na środku boiska.

Mistrz grilla, kolejne pożegnanie i dachołazy.

A co się działo dalej? Najpierw kilka suchych faktów:

  • impreza trwała od 16 do 5 rano, kiedy ostatni meserszmit przybił gwoździa,
  • Skonsumowano 50 kg mięsa i ok. 300 litrów napojów… różnych,
  • na imprezie zameldowało się niecałe 100 osób,
  • spalono 20 kg węgla.

Kiedy wszyscy zaspokoili pierwsze pragnienie i głód,  sportowcy wrócili z meczu, a ostatni spóźnialscy zaszczycili nas swoją obecnością, wzorem ubiegłorocznym uhonorowaliśmy zawodników pamiątkowymi medalami za awans. Przy okazji nie obyło się bez krótszych i dłuższych przemów, które zapewne zapadną w pamięć wszystkim słuchaczom (których wspomniana pamięć jeszcze nadawała się do rejestrowania czegokolwiek). Osobną - według niektórych najważniejszą - nagrodę otrzymał G., który za Śląskiem w tym sezonie przejechał ok. 11 tys km,  notując 17 wyjazdów. Brawo. A gdzie reszta? Następnie - obowiązkowe sesje, rozmowy, wywiady i autografy, aż nam Kogut wpadł na pomysł, aby po raz kolejny pożegnać Kosynierkę. To już chyba trzeci raz w ciągu miesiąca… I zrobiło się pusto przed halą, a trybuny zagrzmiały jak podczas najważniejszych meczów sezonu, a bardzo mocno w tym pomogły zawodnicze gardła.

Poziom zadowolenia wzrastał wraz z… zachodzących słońcem. Kiedy już całkiem się ściemniło, obietnice Mateusza Płatka o wspinaczce po kolejnym awansie, postanowiła zrealizować nad wyraz rozbrykana grupka ekshibicjonistów. W momencie ukazania się na daszku pierwszych rozśpiewanych alpinistów, kolejni amatorzy wspinaczki zapragnęli spojrzeć na imprezę z góry i trwało to dobre 30 minut, gdy ktoś wdrapywał się z okrzykiem na ustach świętując ten sukces. Hitem (po raz kolejny) okazał się sławny już we Wrocławiu lej skonstruowany przez F. Niektórzy byli tak łapczywi, że wypełniali go dwoma napojami, a po kilku takich degustacjach musieli udać się na poobiednią drzemkę na pobliskich ławkach.

W miarę upływającego czasu liczba świętujących zaczęła się zmniejszać, ale najwytrwalszych nie doceniono i w momencie, kiedy dla niektórych zabawa dopiero zaczynała się zaczynać, okazało się, że czas przewidziany na zabawę w Kosynierce dobiegł końca. Zastosowano jednak szereg metod perswazji, z których najskuteczniejsza jak zwykle okazała się bardzo dobrze znana w sporcie - korupcja. I świętowanie bez przeszkód mogło trwać dalej, aż do momentu, gdy pragnienie znacznej większości zostało zaspokojone. Kilku desperatów przetrwało jeszcze dłużej, w związku z czym postanowili pozwiedzać Wrocław i skończyli przygodę dopiero po wchodzie Słońca i spożyciu popularnego ostatnio tatara. Pewnie dlatego, że organizatorzy nie przewidzieli surowego mięsa na miejscu.

Chyba wszyscy zgodnie stwierdzili, że przedsięwzięcie się udało, a podziękowania i pytania “Kiedy powtórka?” zaczęły napływać już następnego ranka, kiedy niektórzy jeszcze nie wiedzieli, gdzie się znajdują. Mamy nadzieję, że jeszcze lepiej będzie przy kolejnym podejściu, a najlepiej, jeśli powód do świętowania będzie równie dobry. Za rok, a może dwa Śląsk mistrza Polski ma…

Łzy, radość i złość

M.C.

krosno-kosynierzyKiedy 13 września 2008 roku, w dzień po ogłoszeniu upadłości przez ówczesne władze koszykarskiego Śląska, zebraliśmy się w kultowym dla nas miejscu przy ulicy Mieszczańskiej aby zamanifestować swoje niezadowolenie, nikt z nas nie wiedział jakie losy czekają nas i nasz święty klub w kolejnych latach…

Trudno w kilku słowach opisać to, jakie uczucia towarzyszyły ludziom, dla których Śląsk Wrocław był od lat niemal całym życiem. Nadziei na uratowanie ekstraklasowej drużyny nie było w zasadzie żadnej. Była za to rozpacz, gorycz, łzy i złość. Odpalone świece dymne w trzech słusznych barwach i nasza kultowa fana zawieszona na murach Kosynierki miały symbolizować jedynie to, że my kibice jesteśmy i zostaniemy wierni klubowi bez względu na wszystko.

Szczęściem w nieszczęściu był fakt iż w drugiej, a defacto trzeciej lidze, Śląsk posiadał drużynę rezerw, która nie należała do upadającej S.S.A., lecz do struktur Wojskowego Klubu Sportowego , dzięki czemu mogliśmy nadal trwać i robić to, co do tej pory, tyle że na mniejszą skalę.

Dzięki temu, że przetrwaliśmy trudne lata gry o pietruszkę, niemal pustą Kosynierkę i całą masę przeciwności…To, że w naszej grupie są osoby, które ani przez chwilę nie zwątpiły w to iż piękne chwile powrócą… a także dlatego, że te osoby motywowały tych co tę nadzieję tracili, kilka dni temu znów mogliśmy znaleźć się w tym samym kultowym miejscu przy ulicy Mieszczańskiej, kiedy to kilkanaście minut po czwartej nad ranem zajechały dwa wesołe autokary. Jeden z drużyną, która właśnie wywalczyła powrót do grona najlepszych, a drugi pełen zwariowanych, rozśpiewanych fanatyków. I znów, tak jak 13.09.2008, ponownie były race, świece dymne, głośne śpiewy i ta sama kultowa flaga, która towarzyszy nam już od wielu lat. Znów były łzy… i tutaj zacytuję M. która słusznie stwierdziła iż “warto było wówczas płakać, aby teraz wyć ze szczęścia”.

Patrząc z perspektywy czasu śmiało można stwierdzić, iż tamte wydarzenia wpłynęły pozytywnie na nas samych. W ciągu tych pięciu lat zmierzyliśmy się z wieloma przeciwnościami i pewnie z niejednymi jeszcze przyjdzie nam się zmierzyć. Skorzystała przede wszystkim nasza kibicowska mentalność, bo charakteru nie nabiera się będąc stale na szczycie, ale wdrapując  na szczyt będąc uprzednio na samym dnie. Tułając się po niższych ligach nasza grupa zebrała sporo doświadczeń, które - jak zresztą słusznie określił kiedyś Z. - były dla nas “kuźnią charakterów”. Nabraliśmy pokory i odporności.

Zmieniły się też personalia naszej grupy. Najsmutniejszym momentem było odejście od nas na zawsze Śp.Tomzika… Kilka osób zwyczajnie zniechęciło widmo drugiej ligi. Byli też tacy, którzy sobie nagrabili do tego stopnia, iż sami woleliby już więcej nie pojawiać się w naszym otoczeniu. Cieszy natomiast fakt, iż dołączyły do nas (i dołączają nadal) nowe twarze. Często bardzo ambitne i pełne zapału do działania.

Co przyniesie nam sportowo nowy sezon? Tego nie wiemy. Pewne jest jedno… co by się nie działo będziemy trwać i robić  swoje. Bo najważniejsze to kochać to co się robi i wkładać w to całe serce. A jak pokazuje przykład ostatnich lat… zostanie to wynagrodzone podwójnie.

K.