W jedności siła

anwil-net-12-10-2013Ciśnienie przed sobotnią inauguracją ekstraklasy we Wrocławiu rośnie z dnia na dzień. Każdy z nas jest już myślami głównie przy jednym. Bractwo nakręca się wzajemnie. Przygotowania do meczowej otoczki zbliżają się do finału, a mobilizacja w nas samych sięga zenitu.

Takiej inauguracji sezonu w trakcie istnienia naszej grupy jeszcze nie było. Po kilku latach początkowo trudnej i żmudnej drogi powrotu na szczyt uczucie jakie nam towarzyszy jest nie do opisania. Największą satysfakcję mają ci, którzy nie zwątpili w ciągu tych pięciu lat ani razu. Smak gry w najwyższej lidze po raz pierwszy poczują osoby, które dołączyły do nas podczas tej długiej ścieżki.

W “przede dniu” naszego święta odbieramy telefony i wiadomości z zapytaniami o bilety od marnotrawnych synów, którzy kiedyś się wycofali. Pojawią się też wśród nas nowe twarze. Takie, dla których być może kibicowskie życie dopiero się zaczyna. Tym ostatnim życzymy z całego serca, aby złapali bakcyla na zawsze, a fanatyzm stał się ich sposobem na życie.

Do meczu pozostały dwa dni. Nakręcajcie się jeszcze mocniej, nakręcajcie i zarażajcie tym nastrojem wszystkich wokół siebie. Niech ciśnienie rośnie by w wraz z początkiem naszego święta osiągnęło apogeum. Niech nie będzie w tym momencie istotne to, czy jesteś długoletnim fanatykiem, wracasz na drogę z której kiedyś niesłusznie zawróciłeś czy też będzie to Twój debiut. Po prostu ubierz na siebie coś w jedynym słusznym kolorze, stań z nami w jednym szeregu i przygotuj się na dwugodzinną ekstazę w towarzystwie zielonej hordy. Wielkiej rodziny Śląska Wrocław. Bo nic nie łączy tak jak jedność. W niej właśnie siła, która pokona każdą przeciwność.

Kogut

Daj głos

kicice-anwil-wloclawekRatlerki z Włocławka coraz głośniej szczekają w komentarzach. Preferujemy merytoryczne dyskusje, więc niestety trzeba było sięgnąć po miotłę i wyczyścić zalegający syf.

Co ciekawe, Anwil zrobił się wyszczekany na cześć swojego… drugiego w historii H1 (grupa odpowiadająca za doping w Hali wiceMisiów) wyjazdu do Wrocławia (chodzą słuchy o trzech autokarach). W obliczu tak rzadkich wycieczek nie wypada się więc dziwić poziomu ekscytacji nad Wisłą. Z drugiej strony – możemy poczuć się wyróżnieni. Widać, że niektórzy bardzo za nami tęsknili.

Jakiś czas temu, przebierańcy z Krasnalem w tle, podejmowali Anwil (bez kibiców gości) w bardzo, nazwijmy, neutralnej atmosferze. Do tego stopnia, że niektórzy nawet ogłosili koniec tzw. “Świętej Wojny”.

Panie i Panowie – to nie koniec. Tak naprawdę, to dopiero początek.

Uśpieni…

W dniach 5-6 października we wrocławskiej Hali Ludowej (Stulecia) odbył się turniej Tauron CUP z udziałem Śląska Wrocław, Turowa Zgorzelec, Stelmetu Zielona Góra i Armani Mediolan (oryginalnie ponoć Olimpia – kolejny dowód, że sponsorzy szmacą nazwę). Głównym zamiarem było przypomnienie/uczczenie polskich Gwiazd koszykówki, które 50. lat temu zdobyły srebrny medal Mistrzostw Europy. Końcowa kolejność to 1. Armani 2. Turów 3. Stelmet 4. Śląsk.

Więcej nie ma potrzeby pisać.

Wczorajszy nastrój i atmosferę w moich oczach najlepiej oddaje poniższy majstersztyk i nie chodzi tu tylko o szarość barw i ponure dźwięki dobiegające z głośników. Jak ulał pasuje tu cała rozmowa (dosłownie). Szczególnie pointa.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=lY0V65YWEIA#t=84[/youtube]

Pointa odnosząca się przede wszystkim do nas, do gry, do frekwencji.

Tak nie powinno być. Teraz trzeba zapomnieć, bo w sobotę ruszamy na nowo… ale jeszcze chwilę pomilczmy.

Czy można być zadowolonym?

555439_464151643645514_1157762539_nZa nami wydarzenie sezonu w Polskiej koszykówce, czyli Śląsk – Anwil w Hali Orbita. Wojskowi musieli uznać wyższość rywala z ligi wyżej, tym samym odpadając z dalszej batalii o Puchar Polski. Podsumujmy zatem bilans strat i zysków po wczorajszej świętej wojnie.

W kasach ścisk

Pomimo powszechnie krytykowanego internetowego systemu sprzedaży biletów, wejściówki rozeszły się niemal w całości na dzień przed meczem, dzięki czemu udało się uniknąć koszmarnych kolejek przed kasami na Wejherowskiej. Publika poszła po rozum do głowy, co się chwali.

Zabrakło gości

Na trybunach komplet, nadkomplet na naszym sektorze, był Igor i emocje na parkiecie, na środku którego można było podziwiać ogromny herb. Do pełni szczęścia zabrakło jednego – sektora gości. H1 tłumaczy się terminem, który faktycznie nie sprzyjał zorganizowanym wycieczkom po kraju, z drugiej strony… liczyliśmy na większe ciśnienie wśród włocławian i choćby symboliczną reprezentację. Dla zasady.

Nasi rywale obiecują poprawę – za rok, w ekstraklasie.

Kłopot bogactwa

Wspomniany nadkomplet w sektorze K okazał się bronią obosieczną. Z jednej strony więcej gardeł, to więcej decybeli… z drugiej, wiele osób było po raz pierwszy, bądź po bardzo długiej przerwie. Sami zresztą dawno już nie graliśmy w dużej hali, przy pełnych trybunach i liczącym grubo ponad setkę gardeł młynie, więc zapanowanie nad tymi wszystkimi elementami wymagało nieco czasu.

Tej cierpliwości zabrakło… nieobecnym. Mówiąc ściślej – tym, którzy ostatnio na meczu Śląska byli co najmniej pięć lat temu, w ekstraklasie. Cóż… oni pod transem “Doświadczeń wiele z minionych lat mamy…” raczej nie mogą się podpisać.

W drugiej połowie udało się częściej włączać halę, a co starszym kibicom oczy wilgotniały ze wzruszenia. Do pełni szczęścia zabrakło zwycięskiego wyniku, ale co się odwlecze…

Ciepłe słowa

150695_10151196257531314_1961408317_nIlość pozytywnych głosów przeszła nasze wyobrażenia. Niektórzy dostali zastrzyk energii i motywacji jak po wyjeździe do Prudnika w półfinałach. W największe osłupienie wprawił mnie jednak komentarz osoby związanej z piłkarskim Śląskiem, że doping był świetny, fajnie dostosowany do sytuacji na parkiecie, a nie jak na piłce. Ciekawy kontrast w porównaniu do farmazonów szerzonych przez pewne elementy.

Szkoda szansy

Paweł Kikowski już w paru spotkaniach pokazał, że jest zawodnikiem z nieco innej planety. Wczoraj tylko to potwierdził i chyba wszyscy zdążyli mu zapomnieć mecze ze skutecznością poniżej 20%. Zasłużył na to.

Szkoda natomiast szans wychowanków. Norbert zagrał krótko, a ciekaw byłem jak wykaże się w obronie przeciwko szybkim obrońcom rywala. Kapitan po kapitalnej trójce mógł pomóc w trzymaniu wyniku, ale akcję później zabił chyba całą pewność siebie. Bochen, który wbrew podejrzeń M. wcale nie gra z gipsem na rękach, po meczu był chwalony za walkę na tablicach, ale dwie i pół minuty w grze to też niewiele. Nie brakowało również głosów o braku minut Prostaka, szczególnie że ostatnio notował niezłe występy.

Co teraz?

Przeżyliśmy świetne widowisko, a rzesza ludzi po raz pierwszy została dotknięta magią Śląska. Przed nami wyjazd do Ostrowa, a potem… kilka miesięcy szarzyzny, zanim rozpocznie się faza play-off. Mecze ze Startem Lublin, czy MOSiRem Krosno u siebie oraz wyjazdy do Kielc, czy Siedlec. I, z całym szacunkiem dla tych zespołów, to nie ma co liczyć, by ci rywale wywołali poruszenie jak mecz z Anwilem, czy wyjazd do Ostrowa.

Prawdziwą miarą sukcesu wczorajszego święta będzie zainteresowanie tymi spotkaniami.

Nie popaść w kompleksy

SKARPETYDLUGIEZHERBEM3Oglądając narodowy zryw przed dzisiejszym spotkaniem zastanawiam się, czy przypadkiem wrocławian nie dotknął przypadek małomiasteczkowych kompleksów. Co prawda jeszcze nie wąchamy skarpetek rywali, ani nie pierzemy ich narzutek meczowych, ale ilość odniesień na łączach do “Rumunów” mnie przeraża.

I tak jak Nobiles/Anwil kilkanaście lat temu był od nas znacznie “mniejszy” i w myśl zasady, że małe pieski głośno szczekał, tak dzisiaj to wrocławianie zdają się zamieniać rolami. Ci sami, których na meczu Śląska nie widziano od lat, w czasie kiedy “Rumuny” rosły w siłę do tego stopnia, że dla nich młyn w sile 100 osób, to mało.

Z bufonady Wrocław słynął od wieków, widać tego się nie zapomina. Oby się dzisiaj nie okazało, że to jedyne co nasi mieszkańcy pamiętają. W Orbicie nie raz udało się zrobić kocioł taki, że człowiek dostawał gęsiej skórki.

I to chciałbym sobie dzisiaj przypomnieć.