Medialna walka o…

… właśnie, o co? Media ostatnio próbują wmówić nam, że istnieje we Wrocławiu walka o kibica pomiędzy Śląskiem, a WKK. Niektórym nawet wyobraźnia zagotowała się pod wpływem tych emocji, żeby zacytować: “Adam Wójcik przyciągnął tłumy na mecz WKK, a na Śląsku było się prawie pięć razy mniej kibiców”. Ktoś tu ma wyraźne problemy z liczeniem – bo nawet licząc “na oko” Kosynierka była wypełniona w jakichś 3/4, co daje… z grubsza tyle samo głów, co w pełnej hali, w której swoje mecze rozgrywa WKK. Ciekaw jestem ilu więcej kibiców, wg takich rzetelnych mediów, pojedzie na jakikolwiek wyjazd WKK…

Wróćmy jednak do tematu walki o kibica… a raczej widza. Jak wielokrotnie podkreślałem, dzisiejszy Wrocław jest miastem niezwykle rozpieszczonym, pragnącym “chleba i igrzysk”. Sprawy takie jak poświęcenie, czy honor zeszły na dalszy plan. Jest tu wciąż grupka dziwaków, dla których takie wartości mają znaczenie, jednak należą oni do mniejszości. A mniejszości są zwykle pogardzane, wyśmiewane, a w najlepszym razie traktowane jak ciekawostka, najlepiej oglądana z bezpiecznej odległości, zza krat, niczym w zoo.

Walki o kibica, ani widza we Wrocławiu nie ma. Wygrał pieniądz, już dawno, w poprzedniej dekadzie, albo i wcześniej. Pieniądz ma w dupie, czy przejdzie z ręki do ręki w imię ponad 60-letniego klubu z wielkimi tradycjami, czy jakiejkolwiek innej. Widzowie natomiast chcą chleba i igrzysk, i za to zapłacą.

Takim jak my, pozostaje: modlić się o ekonomiczny cud, edukować młodych (bo na starych już za późno), oraz robić swoje. Z wiarą, że jeszcze kiedyś będzie pięknie, że jeszcze kiedyś wzejdzie słońce nad wrocławskim Śląskiem.

WKK? Polska koszykówka, potrzebuje takich projektów – szkolenia młodych – i na tym polu piekielnie im zazdroszczę i gratuluję. Zazdroszczę im pomysłu na sposób działania i wściekam się zarazem, bo o to samo walczyliśmy, kiedy jeszcze było u kogo o takie rzeczy walczyć.

WKK pozostaje jednak dla nas wrogiem, w dodatku – jak to śmiesznie brzmi – śmiertelnie groźnym. Tak naprawdę, te dwa kluby, Śląsk i WKK, nie walczą o widza. To jest walka o przetrwanie… Śląska. Silny rywal, to gwóźdź do trumny dla WKSu, silny WKS, to jedynie status quo dla WKK. Widz wybierze igrzyska… kto mu je zaoferuje?

Problemy z liczeniem

Ile tytułów ma Gdyńska drużyna koszykówki? Według naszych obliczeń jeden – zdobyty w sezonie 2009/10. Umownie dwa, bo po przenosinach z Sopotu do Gdyni umówiono się, że historia, tradycja i barwy zostają, a przenosi się skład osobowy oraz… ostatni tytuł mistrzowski, który potrzebny był drużynie Krauzego do gry w Eurolidze.

Tyle teoria. Tymczasem media, przez nikogo nie poprawiane, cichaczem napisały na nowo historię zwycięzców przypisując im siedem złotych medali. Nawet teraz, kiedy Asseco ma zamiar uciec od biednych do koszykarskiej wersji G-14, wszyscy mówią o “siedmiokrotnym mistrzu Polski”.

Jeśli nie będziemy szanować samych siebie, to trudno oczekiwać, żeby Asseco szanowało nas i naszą ligę.