Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Najlepszy z najlepszych

zelig Każdy zagorzały fan swojego klubu najbardziej żałuje legend, których nie mógł podziwiać. Łopatka, Świątek, Frelkiewicz… najmłodszą z takich legend, której większość z nas nie mogło podziwiać jest Dariusz Zelig. Profesor. Niezwykle inteligenty człowiek, którego podziwiano na parkiecie i poza nim.

Wielka szkoda dla polskiej i wrocławskiej koszykówki, że nie został przy tym sporcie.

To jest przedziwne miasto. Jeśli dzisiaj ktokolwiek chciałby coś robić w koszykówce to zawsze jest przeciwko komuś.

Słowa pana Dariusza, wypowiedziane pięć lat temu, nie tracą na aktualności. Dlatego w dniu Jego urodzin, poza zwyczajowymi życzeniami zdrowia i pomyślności, życzymy sobie i Panu Dariuszowi, by do Wrocławia kiedyś zawitała normalność. I byśmy wszyscy razem ponownie mogli się cieszyć Śląskiem równie silnym jak z czasów gry Profesora.

100 lat!

Zmiana warty

szydercyTrzynastka tym razem okazuje się pechowa – tyle bowiem lat udało nam się wytrwać. Kolejnych rozdziałów już nie napiszemy – 24 kwietnia 2016 roku mecz Śląska z Polpharmą w Hali Orbita był ostatnim w naszym wykonaniu.

Po pierwszych pięciu latach działalności Kosynierów pisałem: “Są tacy, którzy twierdzą, że zrobiliśmy więcej niż się dało”. Po kolejnych, że “Za nami dziesięć lat bogatych w doświadczenia. Czas przekuć je w kolejne lata budowania drogi na krajowy szczyt.” Zamiast nich przeżyliśmy błyskawiczny i bardzo bolesny upadek.

Czy mamy komuś coś do zarzucenia, to pytanie retoryczne. Czy mamy sobie coś do zarzucenia? Bardzo dużo. Doświadczenia już jednak nie wykorzystamy, bo przede wszystkim zestarzeliśmy się i nie widać następców, którzy mogliby iść naszą drogą – dlaczego tak jest można by napisać w osobnym, bardzo długim artykule. Zostaje grupa zapaleńców, którym życzymy powodzenia i w miarę możliwości postaramy się wspierać. Bezpośredniej kontynuacji jednak nie będzie – wyjazdem do Międzychodu zaczęli pisać własną, może nawet dłuższą od naszej, historię.

Miłość do Śląska jednak nie gaśnie, więc do zobaczenia na meczach, nawet jeśli będzie to miało miejsce coraz rzadziej. Albo coraz częściej w sektorze rodzinnym.

Pozostaje nam się rozliczyć – wszystkie datki i składki, które “zalegają” na naszym koncie trafią na jakiś cel charytatywny, jak tylko jakiś wybierzemy. Jeśli macie jakieś sugestie, to można je zostawić w komentarzu.

Na koniec chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy choćby przez chwilę towarzyszyli nam na naszej drodze – na sektorze i na parkiecie. To był genialny czas, który będziemy wspominać do grobowej deski.

Hej Śląsk!

p.s.

Blogaska nie zamykamy. Czasem może jakiś tetryk wykorzysta to miejsce by skomentować bieżące wydarzenia, bądź podzielić się ciekawymi wspomnieniami.

Na osłodę

13706159_10207892770620372_1595203403_n

Stało się to co stać się musiało. Takiego “ruchu”, o jakim dowiedzieliśmy się kilka dni temu, spodziewaliśmy się ze strony naszych “działaczy” już dawno. Nieudolna polityka kadrowa, olewanie uzdolnionych wychowanków, brak szacunku dla zawodników pierwszego zespołu, pycha i upolitycznienie klubu musiały się tak skończyć… ale od początku.

Kiedy pięć lat temu ogłoszono plan sportowego awansu naszego Śląska z drugiej ligi do ekstraklasy natychmiast spotkaliśmy się z nowo wybranym zarządem. Początkowo wszystko wyglądało niemal książkowo. Spokojne, wystarczające na drugą ligę transfery. Sprowadzenie z powrotem do Wrocławia Radosława Hyżego i całkiem niezła promocja klubu. Kiedy w Orbicie odbywał się cyrk pod nazwą “Dzika karta z podrobionym herbem” będąca podmiotem o nazwie WKK Obiekty Wrocław, my z czystym sumieniem tworzyliśmy historię i oldshool’ową atmosferę w Kosynierce.

Nasza współpraca z działaczami układała się różnie. Od początku otwarcie przyznawali się do tego, iż zależy im na kibicach i porozumieniu z nami. Podczas pierwszej z rozmów klub zadeklarował nam oryginalną nazwę bez dziwnych dodatków w członie oraz zapewnił, że nic nie będzie “grzebane” przy herbie i barwach. Poprzednie zarządy i prezesi zupełnie nie mieli pojęcia, gdy upominaliśmy się o przywrócenie herbu wojskowego zamiast funkcjonującego wówczas tworu Schetyny i Cymanka. Nie bardzo też rozumiano dlaczego w nazwie przeszkadza nam era, asco, basko i inne wynalazki.

Skoro zarząd zachował się wobec nas fair szanując nasze podstawowe wartości my staraliśmy się być lojalni, aczkolwiek niezależni. Ta nasza niezależność niejednokrotnie potrafiła wywołać młodzieńczy trądzik na twarzy wszystkowiedzącego i wiecznie zagotowanego pretensjami do całego świata decyzyjnego.

Ale cóż, nie może być idealnie. Od strony sportowej i organizacyjnej w drugiej lidze nie było się do czego przyczepić. W pierwszej też poza drobnymi potknięciami wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety nieciekawe wieści zaczęły do nas dopływać podczas pierwszego sezonu po powrocie do ekstraklasy. Nie chodzi tu nawet o nietrafione decyzje kadrowe, które można było zrzucić na karb tego, że nowy zarząd uczy się dopiero tej ekstraklasy. Zaczęły nas dochodzić słuchy o “dołowaniu” i braku szacunku do zawodników, którzy akurat na ten szacunek zasługiwali jak mało kto i coraz większa apodyktyczność decyzyjnego, który przestawał liczyć z czyimkolwiek zdaniem. Nie przejęto się nawet wylewem krytyki w ubiegłym sezonie, a gdy próbowaliśmy na to zwrócić uwagę zostało to kompletnie zignorowane.

Od strony sportowej co najmniej ośmiu polskich zawodników jacy przewinęli się w ostatnich latach przez Śląsk odgrywa obecnie istotne role w swoich klubach. U nas po roku czy dwóch byli za słabi, niepotrzebni albo za drodzy. Inny problem, że wielu zawodników do Śląska zrażono i pewnie chętnie by tu wrócili, ale w perspektywie innego szefostwa. Wytarto sobie twarz osobą Macieja Zielińskiego ogłaszając go w początkowej fazie projektu prezesem nie precyzując funkcji jaką sprawuje Maciek, a jaką wszechwiedzący. Dziś to ikona klubu jest atakowana w sieci za poczynania tego drugiego, z którym uzyskać jakikolwiek kontakt nie sposób. A fakt iż “Zielony” dowiaduje się o efektach waszego chorego zarządzania z mediów kompromituje ten zasłużony klub na całej linii.

Byliśmy lojalni wobec zarządu i nie krytykowaliśmy ich poczynań publicznie, chociaż podczas spotkań nie raz leciały iskry. O tym jak wielkie jaja mają osoby decyzyjne świadczy choćby fakt iż niemal od roku, czyli mniej więcej odkąd w klubie zaczęło się chrzanić, nie mieli odwagi spojrzeć w oczy kibicom, mediom i wytłumaczyć się ze swoich nietrafionych decyzji. Kiedy dwa tygodnie temu próbowaliśmy skontaktować się z decyzyjnym dowiedzieliśmy się, że nie ma nam nic do powiedzenia, a ewentualne nie zgłoszenie zespołu do PLK zostanie ogłoszone. Mamy trzy dni po terminie, a komunikatu i spojrzenia kibicom w oczy się nie doczekaliśmy.

Plotka głosi, że plan przewiduje zgłoszenie zespołu do drugiej ligi i ponowna walka o awans. Nie!!! Nie chcemy tego. Na pewno nie w waszym wykonaniu. Odejdźcie od naszego klubu i trzymajcie się od Niego jak najdalej. Rozmawiać z wami też nie zamierzamy. Mieliście taką możliwość, ale nie skorzystaliście z niej.

Wasza nieudolność, brak szacunku do wszystkich wokół i ośmieszenie naszego Śląska przed całą Polską jest dla nas równoznaczne z rozwiązaniem spółki Śląsk Wrocław Basketball S.A. Wytłumaczcie się z tego do czego doprowadziliście i zabierzcie łapy od WKS-u raz na zawsze!

A my o kolejnych krokach będziemy informować na bieżąco.

PS: Czekamy tylko kiedy nieudolność zarządu zostanie zrzucona na miasto, wobec którego padną zarzuty o brak dotacji. W sieci można napotkać na dyskusje odwołujące się do protestów pod urzędem. A więc zanim jedni ruszą pod ratusz, a inni zaczną się tłumaczyć, przypominamy że miasto już przeznaczyło w tym roku budżet na Śląsk. Dokładnie kwotę w wysokości 925 tyś zł. którą oczywiście rozpieprzono.

100 lat Zimny!

1940866Okrągłą 30-tkę kończy dziś Paweł Kikowski, w pewnych kręgach znany jako “Zimny”. Zawodnik, z którym żyło nam się… trudno. Każda odpalona głupio trójka, każde pudło, praktycznie każdy błąd był powodem do wyśmiewania. Nie była to jednak bezpośrednio wina obiektu drwin, ale wykreowanego obrazu wokół niego – “gwiazdy” z Euroligi, którego powinniśmy całować po stopach.

Trochę nam zajęło, by zrozumieć, że to nie wina Pawła, że ktoś mu zrobił niedźwiedzią przysługę.

Popularny “Kiko” to jeden z zaledwie dwóch (!!) zawodników, którzy po meczu we Wrocławiu przychodzą pod nasz sektor przywitać się i podziękować za mecz. Za szacunek, za awans, za MVP 1. ligi, za szkocję – jeszcze raz wielkie dziękujemy!

A z okazji rozpoczęcia serii Play Off życzymy Tobie Pawle – oprócz standardowego zdrowia – samych “30-tek” na koncie, a po sezonie zaproszenia na zgrupowanie kadry. 100 lat!

Zgorzelec, 20.03.2016

Kiedy po meczu ze Stalą Ostrów Z. zapytał towarzystwo czy pamiętamy oficjalny opuszczony przez Nas mecz w Zgorzelcu stara gwardia bez zastanowienia znacząco pokręciła głowami. Czasami bardziej, a czasami mniej licznie, ale zawsze podczas oficjalnego meczu Śląska zgorzelecki sektor gości był zajęty. Tyle razy podróżowaliśmy do przygranicznego miasta, że zdążyliśmy się już pogubić w tym, która to nasza wizyta.

12595967_1222586271102672_170414106_nKiedy wydawało się iż wszelkie formalności związane z transportem mamy dopięte na ostatni guzik okazało się, że wynajęty przez nas bus został “wcześniej zajęty”. Koniec końców wyszło nam to na dobre bo komfort jazdy mieliśmy chyba lepszy niż nasi koszykarze.

Droga mijała tradycyjnie w wesołych nastrojach. Kiedy młodzież integrowała się we własnym gronie, starsi wyjazdowicze z rozrzewnieniem wspominali halę przy ul. Maratońskiej. Próbowano obstawiać nawet czy sektor gości “zabezpieczał” będzie ten sam “stróż”, który robi to od naszego pierwszego wyjazdu do Zgorzelca. Dobre humory popsuł na moment jadący przed nami kierowca tira, który próbując ominąć inną stojącą na poboczu ciężarówkę zwyczajnie o nią zahaczył co omal nie skończyło się tragedią dla tego pierwszego. Przy okazji warto dodać iż po raz kolejny mamy szczęście do przytomnego drajwera, który umiejętnie nie dopuścił do kolizji wspomnianego tira z naszym autokarem.

12894347_1222586867769279_685587830_oW Zgorzelcu meldujemy się na krótko przed meczem w liczbie 27 sztuk. Na sektorze wieszamy jedną fanę “Mieszczańska 11”. Obok wieszamy też flagę “KKN-u”, który dopinguje zza kosza. Nasz doping bez fajerwerków. Oceny sobie wystawiać nie będziemy. Były zrywy aczkolwiek stać nas na więcej.

Wśród miejscowej widowni ostatnimi laty pojawiły się zmiany. Przeprowadzka z małej, klimatycznej hali przy ulicy Maratońskiej do nowego, dużo większego obiektu od strony kibicowskiej na pewno działa na minus. Krótko mówiąc hala bez klimatu. Doping jak w większości polskich hal szedł głównie z młyna.

Kibiców Turowa zawsze traktowaliśmy z lekkim przymrużeniem oka. Młyn złożony z wąsatych biesiadników, dla których mecz jest zwykle okazją do ucieczki od marudzącej żony i spotkania się z innymi wąsatymi koneserami kiełbasy i piwa. Ot taka kultura. Każdy lubi coś innego. Ostatnimi laty pojawiła się też lansująca na młodych gniewnych ekipa o budzącej respekt nazwie “Balkoniarze”. Chłopaki, wszystko fajnie tylko ustalcie w końcu kolejność swoich barw bo śpiewacie “czarno-zielone” rozwijając w tym czasie sektorówkę z odwrotną kolejnością.

Mecz na boisku rozpoczął się dla nas katastrofalnie. Z czasem nasi waleczni chłopcy odżyli niemal wyrównując w trzeciej kwarcie. Cieszy walka i minuty dla kolejnych wicemistrzów MP U20. Po zeszłotygodniowym, udanym występie Filipa Pruefera tym razem sporo minut (dodajmy wykorzystanych ) spędził na boisku inny młodzieżowiec, Maciek Krakowczyk. Panowie, gratulujemy i trzymamy za Was kciuki. Oby tak dalej.

12896210_1222586411102658_1923100401_oNajlepszy strzelec tego pojedynku, Michał Jankowski po każdej celnej trójce wygląda jakby wygrał w totka. I o to chodzi. Doskonale rozumiemy to, że w obecnym składzie ciężko Wam wygrywać z mocniejszymi, ale za walkę i radość z gry, którą widać gołym okiem należą wam się wielkie brawa.

Dziękujemy także trenerowi Rajkoviciowi, który nie po raz pierwszy docenia wkład kibiców w funkcjonowanie klubu.

Po meczu dziękujemy zawodnikom za doping i pomimo przegranej na boisku w pozytywnych nastrojach opuszczamy Zgorzelec. Dzielne zuchy, tym razem w nieoznakowanym dyliżansie dotrzymują nam towarzystwa aż po sam Wrocław do którego docieramy ok 23. “Dziękujemy” za troskę, ale radzimy sobie.