Mistrzostwa WKS Śląsk Wrocław

Archive

WKS Śląsk Wrocław – Stal Ostrów Wlkp 79-73

Mecze z ostrowską Stalą to jedne z niewielu, kiedy możemy liczyć na rywalizacje na trybunach. Nie inaczej było tym razem.
Z naszej strony przed tym pojedynkiem nie dało się zauważyć jakiejś specjalnej mobilizacji. Oprawa nie doszła do skutku. Nasza liczba na sektorze również nie powalała, ale można powiedzieć że zrobiliśmy swoje.
Tego dnia na płocie wieszamy trzy flagi “Mieszczańska 11”, “Kosynierzy” oraz “Maciek Zieliński”.Do tego tradycyjnie w sektorze kilka machajek.W pierwszej części meczu doping po naszej stronie słaby. W drugiej głównie za sprawą przeniesionej ze stadionu nowej wersji klasyka pamiętającego jeszcze lata 90-te doping z każdą minutą się rozkręca. Nie po raz pierwszy okazuje się, że odpowiednie nakręcenie się powoduje zwiększenie decybeli.
Goście w liczbie ok. 120 w sektorze + ok. 80 osób rozrzuconych po hali. Jak na warunki PLK jest to wynik bardzo dobry, mówiąc obiektywnie wręcz mało spotykany jednak nie był to ich najliczniejszy wyjazd.
Goście wywiesili dwie flagi płotowe, prezentują dwie oprawy. Jedną złożoną z machajek, drugą z sektorówki w formie folii. W końcówce meczu z nieznanych powodów Orbita trochę się zadymiła.
Doping? Jeszcze w pierwszej odsłonie goście krzyczeli do nas coś w stylu “Co Was tak mało?”. Otrzymali odpowiedź “Na was wystarczy”. I wystarczyło.
Tak jak w naszym wypadku pierwsza połowa wokalnie znacznie gorsza od drugiej tak u gości pojawił się efekt odwrotny. Obiektywnie przyznajemy iż po tym jak imponowali wokalnie tak z czasem zaczęli gasnąć.
Tradycyjnie przy okazji meczów z Pyrami standardem była spora porcja wymiany uprzejmości. Ponownie nie omieszkaliśmy wypomnieć Ostrowianom smrodu po dzikiej karcie jaki będzie się za nimi ciągnął latami. Nie wiemy o co chodziło z okrzykiem w naszym kierunku “Oprawa roku”. Oprawy nie było i nie kryjemy się z tym iż w obecnym sezonie ten temat u nas kuleje. Znani z efektownej ultraski goście po zaprezentowaniu drugiej z opraw otrzymali ripostę “Całkiem niezłe te oprawy, ale gdzie macie zasady?”.
Niektórzy z Ostrowian nie wzięli sobie do serca tego że po Wrocławiu w barwach się nie paraduje co jeszcze przed meczem skutkowało wymianą tych że barw… Dodajmy iż była to wymiana jednostronna.
Po meczu pozdrawiamy Naszego kolegę, który w ubiegłym tygodniu otrzymał zakaz.
KOSZYKÓWKA DLA KIBICÓW !!!
Koszykarzom dziękujemy za walkę. Taki Śląsk chcemy oglądać.
Już w najbliższą niedzielę czeka nas wyjazd do Zgorzelca.
Zapisów tradycyjnie można dokonywać poprzez fb jak i pod adresem mailowym kontakt@kosynierzy.info
Przybliżona cena wyjazdu to 40 zł + bilet.
Z kibicowskim pozdrowieniem.
ŚLĄSK TO MY !!!

Oświadczenie

W związku z oskarżeniami jakie pojawiły się pod naszym adresem po niedzielnym meczu z Anwilem Włocławek Stowarzyszenie kibiców “Kosynierzy” postanowiło przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie.

Mecze z Anwilem zawsze dostarczały dodatkowych emocji. Pojedynkom obu drużyn zawsze towarzyszyła dodatkowa adrenalina na trybunach,zwłaszcza kiedy na którejś z hal pojawiali się kibice gości.

Ku naszemu ubolewaniu niedzielny mecz odbył się bez udziału zorganizowanej grupy włocławskich fanów. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę z tego iż pojedyńcze osoby z Włocławka pojawią się w Orbicie. Absolutną głupotą przy okazji takiego meczu jest jednak przywdziewanie barw zasiadając wśród miejscowych kibiców. A już szczytem głupoty jest narażanie w ten sposób na przykre sytuacje własnego dziecka. Podczas niedzielnego meczu taką głupotą i bezmyślnością wykazał się jeden z sympatyków Anwilu. Dostrzeżony przez kilku miejscowych fanatyków otrzymał reprymendę. Górę wzięły także emocje efektem czego rzeczony sympatyk drużyny z Kujaw zmuszony był wraz z rodziną opuścić halę w eskorcie ochrony.

Jako grupa odpowiadająca za wizerunek kibiców koszykówki we Wrocławiu nie opowiadamy się za tym by tego typu sytuacje były wizytówką meczów Naszego Śląska. Pozbawianie barw niepokornego piknika chluby też nie przynosi.

Inna rzecz iż sami nie wyobrażamy sobie paradować w najlepsze ubrani w swoje barwy po Hali Mistrzów we Włocławku. Aby podobnym sytuacjom zapobiec w przyszłości będą czynione starania by kibice przyjezdni zawsze mieli do dyspozycji osobny sektor a przypadkowi sympatycy rywali kierowani właśnie w jego stronę.

Krążące w sieci komentarze wylewają również na nas falę niezadowolenia względem tego w jaki sposób pozdrowiono byłego zawodnika WKS-u Roberta Skibniewskiego. Za “słowa uznania” zainteresowany może sam sobie podziękować. Tylko nieliczni wiedzą jakim “szacunkiem” były rozgrywający darzył nasze święte barwy a oliwy do ognia dolał w listopadzie ubiegłego roku zachwycając się dopingiem przeciwko Śląskowi w Hali Mistrzów. Porównania do Kamila Chanasa są tu zupełnie nie na miejscu bo grać tam skąd aktualnie przychodzi oferta a wchodzić w tyłek dotychczasowemu wrogowi to dwie różne sprawy.

Idealni nie jesteśmy. Zdarza nam się popełniać błędy ale kiedy przychodzi stanąć na wysokości zadania by wesprzeć zespół bądź zadziałać dla dobra klubu zawsze staramy się wywiązać ze swojego obowiązku gdyż jest to dla nas zaszczyt. Gafy popełniamy jak wszyscy ale potrafimy się też do nich przyznać. Życzylibyśmy sobie również tego aby ci wszyscy, którzy w ostatnim czasie wylewają na nas krytykę (nie tylko po ostatniej sytuacji) odpowiedzieli na pytanie ile sami dobrego zrobili dla Śląska poza przyjściem do hali.

Naszym celem w dalszym ciągu jest tworzenie gorącej sportowej atmosfery podczas meczów oraz promocja Naszego ukochanego klubu, jakim jest siedemnastokrotny Mistrz Polski WKS Śląsk Wrocław.

Zielona Góra, 23.01.2016

56a3dffb69d012_31075605Weekendowy wyjazd do Zielonej Góry rozpoczęliśmy od opóźnienia. Kierowca, pan Staszek… zapomniał o wycieczce. Kwitnąc na mrozie mogliśmy wspominać podobne przypadki, na czele z rekordowym wyjazdem do Prudnika, kiedy kierowca zaliczył bodaj półtorej godziny obsuwy. Wówczas zdążyliśmy obejrzeć z pół meczu juniorów w Kosynierce, tym razem drobne opóźnienie pozwoliło jedynie uciąć sobie pogawędkę z nieśmiertelnym panem Antonim, patronem kotów i wszelakiej zwierzyny.

Kiedy w końcu bus zajechał, dziarsko driftując na śniegu, mogliśmy przystąpić do ataku na Mistrza Polski. Początkowo przód pomylił się z tyłem pojazdu, ale szybko dokonana korekta nacisku osi wpłynęła na tyle pozytywnie na jazdę, że zaczęto się obawiać długiego wegetowania pod halą. “Szczęśliwie” na finiszu kierowca pomylił drogę, policja zmieniła strategię obstawy więc – już poprawiona – droga się nieco wydłużyła, a na koniec ochrona, również wyjątkowo, postanowiła dokonać kontroli antydopingowej.

Ostatecznie solidarnie witamy na hali w 19-to osobowym składzie na drugą kwartę, nieco niespodziewanie wygraną przez Śląsk. Nieco, bo już w trakcie podróży wiedzieliśmy, że będzie dobrze – co odważniejsi postanowili nawet zainwestować u buka licząc na jedenastokrotny zysk.

Ostatecznie inwestycja się nie zwróciła, ale nikt z nas nie wychodził z hali niezadowolony. Co prawda powtórzył się scenariusz, kiedy gramy w roli Dawida i jesteśmy bliscy sprawienia niespodzianki, ale czegoś na końcu brakuje. Tak walczący Śląsk chcielibyśmy jednak oglądać od początku sezonu i tylko gdybać można, co by było gdyby zamiast trzech miłośników streetballa mielibyśmy w składzie Ikovleva. Na przykładzie Norberta widać też co dają minuty na parkiecie i zbierane doświadczenie i tylko szkoda, że okazji do powąchania parkietu nie dostał jubilat, Maksym Kulon.

56a3decb3a3a06_08358450Nie dostał też życzeń, bo po meczu ochronie pomyliły się obowiązki i ewakuację trzeba było nieco przyspieszyć. Powrót, pełen wspomnień, szczególnie osób dawno zapomnianych, należy uczciwie ocenić na 3.0.

We Wrocławiu meldujemy się ok 23, podobnie jak zawodnicy.

Kolejny pojedynek we Wrocławiu, w niedzielę o 20. Zapraszamy do Hali Orbita oraz na sektor K.

Degrengolada

radoslaw-hyzy-i-michal-lizak-podczas-meczu-polska-chorwacja-we-wroclawskiejPrzyjaciół poznaje się w biedzie mówi mądre przysłowie. Cóż. No to Śląsk po raz kolejny przekonuje się, że ma mało przyjaciół.

Powodów takiej sytuacji jest pewnie tyle, że materiału starczyłoby na doktorat. Zaczynając od słabej popularności samej dyscypliny i brak sukcesów miejscowej drużyny, przez co napływ świeżej krwi na trybuny jest na poziomie błędu statystycznego.

Na początku drogi odbudowy apelowałem, żeby nie myśleć w kategoriach “dzisiaj jesteśmy mocni”, tylko zrobić wszystko, by być gotowym na najgorsze i budować przywiązanie do klubu. Kilkanaście lat temu Borussia Dortmund była na dnie Bundesligi i bliska bankructwa, a uratowała ją… jedna z najwyższych frekwencji w lidze. Takich rzeczy nie osiąga się przez przypadek.

Niestety – u nas wiele zrobiono by ludzi głównie zniechęcić. Zaczynając od wybitnie słabych decyzji kadrowych o których absolutnie każdy wiedział, że nie mają prawa się udać, przez jeszcze gorsze wypowiedzi, po których nikt nigdy nie uderzył się w pierś. Choć w wielu miejscach stracono by głowy.

Na szczycie tego wszystkiego jest jednak K jak Kibice i jak Kosynierzy. Mizeria wprost proporcjonalna do wyników na parkiecie, czyli Wrocław podpisuje się pod hasłem “kibice sukcesu” skandowanym niegdyś w naszym kierunku przez ostrowską Stal.

Czas najwyższy pogodzić się z tym, że mamy sytuację jaką mamy i zadać sobie bardzo ważne pytanie – czym dla mnie jest Śląsk Wrocław? Bo jeśli wszystko ma się kręcić tylko wokół kasy i wyniku, to to nie ma sensu.

Życzeniowo

2014-02-15-stelmet-zielona-gora-slask-wroclaw-kibice-42_20140216_1105564432Tych panów przedstawiać nie trzeba – Maciej Zieliński oraz Krzysztof Sulima, obaj obchodzą dziś swoje urodziny, kolejno 45 i 26.

Obu życzymy przede wszystkim stu lat zdrowia, świętowania 18-tki ze Śląskiem (a potem 19-tki i 20-tki…), pomyślności i udanej pogoni za marzeniami.

Wszystkiego najlepszego!