Głupi, czy z policji?

Poczytałem sobie dzisiaj troszkę forum na serwisie e-basket. Dużo tam wzajemnego napinania się różnych forumowiczów, z których spora część nie chodzi nawet na mecz u siebie, nie mówiąc o wyjazdach. W zasadzie wystarczy spojrzeć na miejsce zamieszkania, żeby “wiedzieć” dla kogo będzie 4-1.

Ale fragment jednego wpisu zaciekawił mnie najbardziej. Oto on: “A u nas Logan będzie miał większą wczutę, trener ogarnie taktykę i wam już tak nie będzie wpadać na takim “fuksoprocencie”.”

Byłem wczoraj na meczu i nie widziałem tego “fuksoprocentu”. Owszem były momenty, gdy nam dużo siedziało, a Turowowi nic, ale były też chwile, gdy było zupełnie odwrotnie, jednak czasami inaczej ocenia się to na meczu, a co innego mówią statystyki, dlatego zerknąłem na serwis PLK i oto co ujrzałem:

Rzuty za 2: Turów 48%, Śląsk 47%

Rzuty za 3: Turów 42%, Śląsk 46%

Rzuty za 1: Turów 79%, Śląsk 78%

Bardzo podobne skuteczności obydwu zespołów.

Oczywistym jest, że każdy chce, aby to jego klub wygrał. Szkoda, że tak wiele osób nie rozumie, że jego przeciwnik myśli dokładnie o tym samym. Trzeba umieć przyjąć porażkę, a nie wypisywać potem bzdury na forach.

PS. Pozdrowienia dla wszystkich “normalnych” kibiców. Każdy w chwili złości może palnąć coś głupiego. Ważne, żeby jak opadnie kurz po bitwie, potrafić być obiektywnym obserwatorem.

Pajace! Pajace! Pajace!

Za nami dwie wizyty w Zgorzelcu – zakończone przegraną 56:67 i wygraną 78:72, więc mamy 1:1, przynajmniej chwilową przewagę parkietu i rozbudzone nadzieje na awans do finału.

Ale nie o tym miałem.

Dzisiaj chciałem o sędziach i kibicach. Zarówno zachowanie na halach, forach wszelakich, jak i opinie znajomych, którzy o sędziowaniu (a przede wszystkim przepisach) pojęcie mają, utwierdza mnie w przekonaniu, że tytułowe “Pajace!” należałoby pokrzyczeć – ale wspomnianym kibicom.

We Wrocławiu mamy takie dziwne nastawienie, że poza gwizdaniem przy decyzjach, które się nam nie podobają (takie prawo, a wręcz obowiązek kibiców gospodarzy), czy pojedynczych komentarzy pod nosem, to w zasadzie cała ekspresja w kierunku sędziów. Wszelakie “pajace”, “złodzieje”, “sędzia chuj”, czy inne znane z polskich hal są nam obce. Nie dlatego, że sędziowie nam pomagają (bo nie pomagają – sędziują nam tak samo jak innym), ani dlatego, że się nam sędziowanie podoba (bo większość na hali wylałaby z chęcią pomyje na głowy “sprawiedliwych”), ale głównie dlatego, że te okrzyki są przekomiczne “burackie”. A już zupełną komedią jest, kiedy takie okrzyki padają w sytuacjach oczywistych – gdzie sędziowskie gwizdki są słuszne.

Sam nie raz podczas meczu łapię się za głowę po niektórych gwizdkach, nie mogąc zrozumieć skąd taka, a nie inna interpretacja przepisów, albo brak gwizdka w sytuacji, kiedy naszych leją po rękach, zrywają koszulkę, czy rywal robi perfidne kroki.

Nie zmienia to jednak faktu, że kto jak kto – ale kibice na hali pojęcia o przepisach nie mają. Wyładowują swoje emocje z pianą na pyskach w sytuacjach, kiedy racji nie mają żadnej. Mówiąc młodzieżowo – odstawiają wiochę. Skąd takie przekonanie? Wyjaśniają je choćby powtórki – ponad 90% sytuacji, do których kibice mają największe pretensje, okazuje się być słusznie zinterpretowanych przez sędziów.

Zgorzelec jest w tej całej karuzeli dość specyficznym miejscem. To miasteczko, gdzie ludzie kibicowską “zgodę” uznają jedynie w formie ładowania w siebie hektolitrów piwa i wódki podczas wspólnej zabawy, ale na meczach o niej zapominają. Ludziska, którzy kochają Cię, za to, że przegrywasz z nimi mecz za meczem, ale jak już raz wygrasz, to nie zabraknie nerwusów potrafiących rzucić butelką, czy pokazać faka (a jak takowy zobaczą z drugiej strony, to wielkie oburzenie i “słoma z butów wychodzi” – zasada “Kali ukraść krowę dobrze, Kalemu ukraść krowę źle” ma się dobrze). Oczywiście nie brakuje tam też normalnych osób, którzy przyjdą bić brawo pod sektorem gości nie tylko po swoim zwycięstwie, ale również po porażce, ale niestety jest tych osób bardzo mało.

Ta mentalność wychodzi również przy okazji opinii o sędziach. Wygraliśmy, a rywal narzeka na sędziowanie – wielki śmiech. Przegraliśmy – bez wątpienia wina sędziów (wystarczy przewertować wspomniane forum). My lejemy po łapach bez gwizdka – jest ok. Nam zabiorą piłkę – “Pajace!”

Nie chcę tu bronić sędziów, ani twierdzić, że sędziowanie w PLK jest na świetnym poziomie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że krzycząc zupełnie bez racji na sędziów, sami sobie, drodzy kibice, wystawiacie śliczną laurkę.

p.s.

Pozdrawiam naszego ulubionego sędziego, Janusza Calika ;)

Krygier Arkadiusz

Napiszę o pewnej sprawie związanej z byłym działaczem klubu z południowo-wschodniej Europy oraz z byłym prezesem Turowa Zgorzelec. To co napiszę, ma związek z tym drugim stanowiskiem. Pierwsze podałem tak o, jako rys historyczny.

Ale do rzeczy: otóż od czasu, gdy Krygier zajął stanowisko, które wcześniej piastował ś.p. Zbigniew Kamiński, na naszych wyjazdach do Zgorzelca zawsze były problemy z wieszaniem flag, dość podstawowego i zarazem ważnego atrybutu kibiców. I nie chodzi mi o problemy z zasłanianiem widoczności kibicom zgorzeleckim usadowionym pod nami (tutaj pretensje są zrozumiałe), ale o zasłanianie jakichś bilbordów reklamowych. Ochrona była na to bardzo wyczulona i zawsze były o to jakieś awantury.

Jak powszechnie wiadomo, Krygier prezesem Turowa już nie jest. Słusznie, czy niesłusznie? Nie mi to oceniać. Moja opinia na temat A.K.: choć uważam, że to dobry fachowiec, to zarazem wydaje mi się, że to typ człowieka, dla którego pieniądze są bardzo, bardzo ważne. Najważniejsze.

Ale wracając do wątku głównego. Krygiera wczoraj w Zgorzelcu nie widziałem, za to byliśmy My. Kibice Śląska. I jak można się łatwo domyślić, wraz ze zniknięciem ww. jegomościa, zniknęły problemy z flagami. Jeśli ktoś uważa, że nadinterpretuję, to streszczę co mówił szef ochrony ze Zgola: “flagi możecie wieszać na reklamach, to Krygier się tak o to czepiał”. Mniej więcej tak, w skrócie, to brzmiało.

Oby jak najmniej takich – nieprzyjaznych kibicom – osób w polskiej koszykówce.

Trzej królowie basketu…

… czyli ponownie odwiedzamy Mrówę, Diabła i spółkę; wpadniemy do Węglowego nakręcić koniunkturę, najeść się szaszłykiem oraz giętą, a przy okazji – co oczywista – obejrzymy mecz (o nim za chwilę).

Jak każde dziecko wie (no, może przy dzisiejszej popularności koszykówki, to nie każde) w niedzielę startują półfinały PlayOff Dominet Bank Ekstraligi. Na początek starcie tytanów w derbach Dolnego Śląska, czyli Turów Zgorzelec podejmuje nasz ukochany Śląsk Wrocław. Mecze w niedzielę (18:00) i we wtorek (18:30), ten pierwszy będzie można obejrzeć w Polsacie Sport.

Ogłoszenie o wyjeździe

A będzie komu oglądać, bowiem zainteresowanie meczem jest ogromne, a niestety, ale hala w Zgorzelcu przy ulicy Maratońskiej nie należy do specjalnie dużych obiektów – wg oficjalnych danych hala mieści ok 1700 widzów, więc o bilety – szczególnie dla gości – jest ciężko. Tym razem dostaliśmy 70 wejściówek (to mniej niż ustawowe 5%, ale i tak więcej niż zwykle, gdzie dostawaliśmy zawsze ledwie 50 biletów) i przynajmniej na niedzielę wszystkie rozeszły się jak ciepłe bułeczki.

Z tego miejsca chciałbym podziękować życzliwym z “Faktu”, którzy bez proszenia umieścili na swoich łamach informację o organizowanym wyjeździe do przygranicznego miasta. Nigdy bym się nie spodziewał, że będę za coś dziękował temu tabloidowi.

To zainteresowanie wyjazdem cieszy, a zarazem zaskakuje – w bieżącym sezonie mieliśmy problemy, żeby skompletować jakieś konkretne ekipy na wyjazd i często kończyło się na wycieczce w 10-15 osób (Świecie, Warszawa, Sopot). Okazuje się jednak, że odrobina propagandy w połączeniu z niezłą grą “Wojskowych” i… do Ostrowa zmuszeni byliśmy udać się na przedsprzedaż, bowiem zabrakło nam 30-tu biletów na pierwszy mecz. I to zerwali się kibice uważani za największych “kibiców sukcesu”, po przegraniu pierwszego spotkania we Wrocławiu, wybierając się do jaskini lwa, gdzie wygrał w tym sezonie tylko Turów i to po dogrywce! Imponujące! Naprawdę.

To już jednak za nami. Pora na Turów. Co nas czeka? Może jakaś wróżka coś powie, bo tu się zgadzam ze znanym polskim blogerem i scoutem – stingerem: możliwe jest zarówno 4:1, jak i 1:4. Dużo zależy od zdrowia Davida Logana (odkrywcze, co nie?) oraz kolanek Torella Martina. O słynne już chcenie i niechcenie Rashida Atkinsa jestem spokojny, podobnie jak o brak fochów u Jareda Homana, który od Meczu Gwiazd prezentuje chyba najrówniejszą, a co najważniejsze, wysoką formę.

Niezależnie jednak od zdrowia amerykańskiego superstrzelca Turowa, to zgorzelczanie są faworytami tej rywalizacji, a Śląsk musi się głowić, żeby jakoś zniwelować przewagi Turowa, a wykorzystać swoje na tyle, by ugrać cztery zwycięstwa dające awans do upragnionego finału.

A propos finału. W okresie kiedy Andrzej Adamek był pierwszym trenerem (to ten taki krótki moment między trenejrowaniem Furiozo, a rządami Rimasa), właściciel Śląska, pan Siemiński, powiedział w wywiadzie, że celem tego zespołu jest gra w finale i trener ma ten cel osiągnąć. Ciekawym bardzo, czy coś się w tej kwestii od tamtego czasu zmieniło?

Polowanie na Tura

Czy Turów jest w zasięgu możliwości Śląska? Moim zdaniem tak. Mamy w zasadzie wszystko, co potrzeba, by pokonać Turów w serii. Silną deskę, świetnego PG (powiadają, że najlepszy w lidze), dobrą, zespołową obronę, strzelca (Torell), długą ławkę (granie w serii), wystarczającą ilość solidnych kandydatów na czarnego konia meczu (Chanas, Didi, Giedra, Dywan) i trenera, który ten zespół czuje, dobrze nad nim panuje i świetnie wykorzystuje jego atuty.

Czy to wystarczy? Zapraszam do hal, a tych, którzy nie mogą przed telewizory, żeby przekonać się na własne oczy jak będzie – a będzie ciekawie – to pewne!

Parę słów na dzień dobry

Witamy na nowym blogu w olbrzymim świecie zwanym internetem. Blogi to modne dziś medium, by przekazywać swe myśli w formie dziennika – od tekstów o tipsach w wykonaniu “różowych” nastolatek, po poważne wpisy polityków, czy dziennikarzy.

Ale koniec przynudzania – czas odpowiedzieć na pytanie “o czym ten kolejny blog?” W skrócie – o koszykówce. Z punktu widzenia kibiców, tych najbardziej fanatycznych, tworzących klub kibica, zdzierających gardła nie tylko we własnej hali, ale też jeżdżąc setki kilometrów za swoją drużyną. Będzie więc nie tylko o samym sporcie, ale też o kibicach, obserwacjach tego, jak wygląda oprawa spotkań w innych miastach (i miasteczkach). Będzie subiektywnie, z pozycji kibica Śląska Wrocław, czyli takiego, który wychował się w dużym mieście kibicując wielkiemu Klubowi i nieprzeciętnym zawodnikom (powstań! Maciej Zieliński, klap! klap! klap!, spocznij).

Już za moment startują półfinały PlayOff Polskiej Ligi Koszykówki, nie zabraknie nas na meczach w Zgorzelcu, równolegle będziemy śledzić wydarzenia w drugiej parze (Prokom – Polpak), a do tego dochodzą inne wydarzenia, których ostatnio w polskiej koszykówce nie brakuje – mam nadzieję, że nie zabraknie nam entuzjazmu, by to wszystko komentować.